1992.10.25 – Rzym – Życiem przypieczętowali prawdę, którą wyznawali

 

Jan Paweł II

Życiem przypieczętowali prawdę, którą wyznawali. Homilia na beatyfikację Braulio Maria Corresa, Federico Rubio i ich 69 towarzyszy z Zakonu Szpitalnego św. Jana Bożego; Felipe de Jesus Munarriza i jego 50 towarzyszy ze zgromadzenia Misjonarzy Synów Niepokalanego Serca Maryi oraz Narcisy de Jesus Martillo Moran

25 października 1992 r. – Rzym

 

1. «W dobrych zawodach wystąpiłem, (…) wiary ustrzegłem« (2 Tm 4, 7).

Tak mówi Drugi list do Tymoteusza. Kościół, odczytując jego słowa w dzisiejszą niedzielę, odnosi je do męczenników hiszpańskich z okresu wojny domowej. Oto ci, którzy «ustrzegli wiary» w naszym stuleciu — ci, którzy «wystąpili w dobrych zawodach»: świadkowie (martyres) Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.

«Ustrzegli wiary». Nie cofnęli się wobec gróźb i prześladowań. Gotowi byli życiem przypieczętować prawdę, którą wyznawali. Gotowi byli «dać życie»: «Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś swoje życie oddaje» (J 15, 13).

Do najświętszego martyrium samego Syna Bożego dołączyli swoje martyrium wiary, nadziei i miłości. A martyrium to, czyli świadectwo, poszło poprzez całą Europę, która w tym dwudziestym stuleciu szczególnie zaobfitowała świadectwem męczenników: od Atlantyku po Ural.

2. Błogosławieni Braulio Maria Corres, Federico Rubio i ich 69 towarzyszy, członkowie Zakonu Szpitalnego św. Jana Bożego, w większości Hiszpanie, «wystąpili w dobrych zawodach, bieg ukończyli, wiary ustrzegli» (por. 2 Tm 4, 7). Żyli w naszym stuleciu i dlatego pamięć o tych zakonnikach i męczennikach jest wciąż żywa wśród ludzi, którzy zetknęli się z nimi w ich rodzinnych miejscowościach lub tam, gdzie sprawowali oni swą apostolską posługę. W dzisiejszej uroczystej beatyfikacji uczestniczy nawet liczna grupa ich bliskich krewnych i rodaków. Jest tu obecna także mała grupa zakonnych współbraci męczenników, którzy pozostawili swemu zgromadzeniu niezapomniany wzór.

Na szczególne wspomnienie zasługuje 7 braci szpitalnych z Kolumbii, są to bowiem pierwsi synowie tego narodu, którzy dostępują chwały ołtarzy. Przybyli oni do Hiszpanii, by dokończyć swej formacji zakonnej i zawodowej, i tam właśnie Pan zażądał od nich świadectwa wiary. Dzisiaj, gdy trwają jeszcze obchody Pięćsetlecia Ewangelizacji Ameryki, oddajmy publicznie cześć ich męczeństwu, uznając w nich pierwociny kolumbijskiego Kościoła.

Wszyscy ci nasi bracia — wytrwali w swoim poświęceniu się Bogu i w ofiarnej służbie chorym oraz wierni ideałom swego charyzmatu i misji pracy w szpitalnictwie — oddali życie za wiarę, jako najwyższy dowód miłości. Do męczeństwa doszli drogą naśladowania Chrystusa, dobrego i miłosiernego Samarytanina, który tak był bliski człowiekowi cierpiącemu, że poświęcił życie dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Z pewnością dobrze znali słowa swego założyciela, św. Jana Bożego: «Gdybyśmy mogli zobaczyć, jak wielkie jest Boże miłosierdzie, nigdy nie przestalibyśmy czynić dobrze, dopóki starczyłoby nam sił» (I list do księżnej di Sesa). Męczennicy ci są wzorem i źródłem inspiracji dla wszystkich, ale szczególnie dla was, członkowie Zakonu Szpitalnego, oraz dla tych, którzy poświęcili życie opiece nad chorymi, służąc zwłaszcza najuboższym i opuszczonym. W waszym apostolstwie staracie się być zawsze narzędziami w ręku Boga, który «jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu», jak śpiewaliśmy dziś w psalmie responsoryjnym (Ps 34 [33], 19).

3. «Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła» (2 Tm 4, 6). Wydaje się, że te właśnie słowa św. Pawła, których wysłuchaliśmy przed chwilą, stanowią klucz do zrozumienia orędzia pozostawionego nam przez męczenników Felipe de Jesus Munarriza i jego 50 towarzyszy ze zgromadzenia Misjonarzy Synów Niepokalanego Serca Maryi. Oni także żyli w naszej epoce, należeli do wspólnoty seminarium istniejącego w aragońskim mieście Barbastro.

Cała ta wspólnota złożyła mężnie i bez wahania męczeńską ofiarę Chrystusowi. O duchowej i moralnej dojrzałości tych młodzieńców mówią naoczni świadkowie, a także ich własne zapiski. Bardzo wymowne są te osobiste świadectwa, pozostawione nam przez młodych seminarzystów. Jeden z nich pisze w liście do rodziny: «Gdy będziecie czytać te słowa, chwalcie Pana za wielki i cenny dar męczeństwa, którego zechciał mi udzielić». Inny zaś woła: «Niech żyje Niepokalane Serce Maryi! Rozstrzelają nas tylko dlatego, że jesteśmy zakonnikami». I dodaje w swoim ojczystym języku: «Nie opłakujcie mnie. Jestem męczennikiem Jezusa Chrystusa».

Jeden z męczenników tak wyrażał zdecydowaną wolę poświęcenia się posłudze kapłańskiej: «Jeśli nie możemy sprawować świętej posługi na ziemi, trudząc się dla nawrócenia grzeszników, uczynimy tak jak mała św. Teresa: pójdziemy do nieba, czyniąc dobro na ziemi».

Wszystkie zgromadzone świadectwa pozwalają stwierdzić, że klaretyńscy męczennicy ponieśli śmierć, ponieważ byli uczniami Chrystusa i nie chcieli się wyrzec wiary i ślubów zakonnych. Dlatego ich przelana krew jest dla nas wezwaniem, byśmy umieli żyć i umrzeć dla słowa Bożego, jesteśmy bowiem powołani do jego głoszenia.

Męczennicy z Barbastro, idąc śladem swego założyciela, św. Antoniego Marii Clareta, na którego również dokonano kiedyś zamachu, odczuwali pragnienie przelania krwi dla miłości Jezusa i Maryi, wyrażane często słowami pieśni: «Dla Ciebie, Królowo, przelać krew». Św. Antoni M. Claret tak sformułował program życia dla członków swojego zgromadzenia: «Syn Niepokalanego Serca Maryi to człowiek, który płonie miłością bliźniego i niesie ją wszędzie, dokąd się udaje; wszelkimi środkami stara się sprawić, by świat zapłonął ogniem Bożej miłości» (Biografia, rozdz. 34).

4. Choć Narcisa de Jesus Martillo Moran nie jest otoczona aureolą męczeństwa, Kościół przedstawia dziś tę młodą kobietę, urodzoną w ubiegłym stuleciu w Nobol w Ekwadorze, jako wzór cnót i przykład do naśladowania, szczególnie bliski tak licznym w Ameryce Łacińskiej kobietom, które jak Narcisa zmuszone są emigrować ze wsi do miasta w poszukiwaniu pracy i środków utrzymania.

Szczególną cechą tej błogosławionej była mocna więź z Bogiem przez modlitwę, której poświęcała codziennie osiem godzin w milczeniu i samotności. Także w nocy spędzała cztery godziny na modlitwie, przy czym umartwiała się nakładając sobie koronę cierniową lub opierając się na krzyżu z wystającymi gwoździami. Niektórzy świadkowie zeznają, że wielokrotnie widzieli ją w ekstazie, kiedy to Narcisa znajdowała pociechę w obecności Jezusa.

Ta młoda kobieta, która przeżyła zaledwie 37 lat, nieustannie pokutując i praktykując surowe umartwienie ciała, we wszystkich sytuacjach życiowych kierowała się zawsze mądrością Krzyża. Była głęboko przekonana, że aby dojść do świętości, musi przejść przez uniżenie i wyrzeczenie, to znaczy czuć się ukrzyżowana razem z Chrystusem. Na pewno dobrze brzmią w jej ustach słowa psalmisty: «Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego chwała. Dusza moja będzie się chlubiła w Panu, niech słyszą pokorni i niech się weselą! » (Ps 34 [33], 2-3).

Podstawą duchowości Narcisy de Jesus było życie ukryte przed światem, w najgłębszej pokorze i ubóstwie, wśród umartwień składanych w całopalnej ofierze Chrystusowi za zbawienie ludzkości. Dzisiaj jednak prawdziwie wypełniają się dla niej słowa Ewangelii, których wysłuchaliśmy: «kto się uniża, będzie wywyższony» (Łk 18, 14).

5. Świadkowie jednomyślnie potwierdzają, że zarówno bracia ze zgromadzenia św. Jana Bożego, jak i misjonarze klaretyńscy umarli wielbiąc Boga i wybaczając swoim oprawcom. Wielu z nich w chwili męczeństwa wypowiadało słowa samego Chrystusa: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią» (Łk 23, 34). Wszyscy woleli umrzeć niż wyrzec się wiary i życia zakonnego. Szli na śmierć radując się z daru męczeństwa, chociaż uważali, że nań nie zasługują i chociaż serca wszystkich, zwłaszcza młodych, przepełnione były apostolskim pragnieniem głoszenia Ewangelii: jedni pragnęli czynić to przez opiekę nad chorymi, drudzy przez posługę misyjnego przepowiadania słowa.

W chwili ostatecznej próby wszyscy okazywali wielką miłość do swych zgromadzeń zakonnych, a także do własnych rodzin, świadomi, że to w nich otrzymali pierwsze orędzie wiary, gdy wspierani wyrozumiałością i ofiarnością rodziców, stawiali pierwsze kroki na drodze chrześcijańskiego życia, która miała ich doprowadzić do odkrycia ziarna powołania zakonnego.

Świadectwo nowych błogosławionych jest żywym i łatwo zrozumiałym przykładem dla wszystkich, zwłaszcza jednak dla was, braci św. Jana Bożego i misjonarzy klaretynów. Byli to w większości młodzi studenci teologii i dlatego ich życie jest jakby bezpośrednim wezwaniem dla was, nowicjusze i seminarzyści, byście uznali trwałą wartość właściwej i intensywnej formacji, której podstawą jest zdrowa pobożność, wierność powołaniu, radosna przynależność do Kościoła i praca dla jego dobra we własnym zgromadzeniu, surowe życie we wspólnocie, wytrwałość w dawaniu świadectwa o swej tożsamości zakonnej. Bez tego wszystkiego nowi błogosławieni nie mogliby dostąpić łaski męczeństwa.

Wszyscy ci męczennicy pozostawili nam niezwykłe orędzie, zawarte w ich słowach i pismach: orędzie przebaczenia nieprzyjaciołom. Każdy z nas musi je wypełniać w praktyce. Możemy powtarzać za św. Pawłem: «niech im to nie będzie policzone» (2 Tm 4, 16), ale zarazem każdy chrześcijanin winien zasiewać w swoim środowisku to ziarno przebaczenia. Z pewnością nasi męczennicy, wspierając nas nieustannym wstawiennictwem i opieką, pomogą mu wzrosnąć i wydać obfite owoce pojednania.

6. «Pan stanął przy mnie» — pisze autor Drugiego Listu do Tymoteusza. «Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię» (2 Tm 4, 17).

W dniu dzisiejszym dziękujemy za tę moc, która stała się udziałem męczenników na ziemi hiszpańskiej. Moc wiary, nadziei i miłości, która okazała się potężniejsza od przemocy. Zwyciężyła okrucieństwo egzekucyjnych plutonów i całego systemu zorganizowanej nienawiści.

Chrystus, który stanął przy męczennikach, przyszedł do nich w mocy swej własnej męczeńskiej śmierci. Równocześnie zaś przyszedł do nich w mocy swego zmartwychwstania. «Przestań się lękać! (…) Byłem umarły, a oto jestem żyjący (…) i mam klucze śmierci i Otchłani» (Ap 1, 17-18).

Męczeństwo jest szczególnym objawieniem tajemnicy paschalnej, która trwa i udziela się ludziom w momentach ostatecznych ich chrześcijańskiego powołania.

7. «Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie [Ewangelii] i żeby wszystkie narody [je] posłyszały» (2 Tm 4, 17).

Przy końcu dwudziestego stulecia Kościół wpisuje w swe martyrologium wszystkich, którzy w tym krytycznym wieku, wieku okrucieństw i gułagów, więzień i obozów koncentracyjnych, dali świadectwo wiary, nadziei i miłości w sposób heroiczny.

Sanguis martyrum — semen christianorum. Nie zapominajmy, że krew ta została przelana w różnych rejonach Europy: sanguis martyrum.

Czy możemy wątpić w posiew tego męczeństwa? Jeśli zdają się narastać — w różnych postaciach — moce, które usiłują semen christianorum wykorzenić z ludzkich dusz, to nie zapominajmy o mocach Ewangelii.

Słowo Boże zapuszcza wciąż nowe korzenie. Z tych korzeni trzeba nam rosnąć: «żeby się przez nas dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały».

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1992, nr 12 (148) s. 45-47