2007.11.18 – Czerna – Abp J. Michalik: Homilia podczas uroczystości 100. rocznicy śmierci św. Rafała Kalinowskiego

 

Drodzy Bracia i Siostry

Trzyletnie głoszenie Królestwa Bożego przez Pana Jezusa, obfitowało niejednokrotnie w teksty zaskakujące. Jeden z przykładów usłyszeliśmy przed chwilą. Realizacja zbawienia dokonuje się na tym świecie, wśród różnych wydarzeń niekiedy trudnych, strasznych i niezrozumiałych. Idący za Jezusem, czyli wierzący w Niego, będą prześladowani i skazywani na cierpienia, co im da, „sposobność do składania świadectwa” (Łk 21,5n).

„Nabierzcie jednak ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28).

Obserwując życie człowieka, można spokojnie stwierdzić, że zawsze jest ono pełne doświadczeń i trudów, niekiedy radości z sukcesów, osiągniętych celów, ale i niepokojów czy załamań. Są jednak ludzie, którzy w najtrudniejszych sytuacjach „nabierają ducha”, podnoszą serca i z trudności wychodzą oczyszczeni i umocnieni. Przypatrując się historii ich życia, wiele się uczymy, próbujemy wyciągnąć wnioski i przestrogi dla siebie i to zarówno w sprawach praktycznych, codziennych zachowań, jak też w sferze duchowego życia wiarą.

Takim niezwykłym człowiekiem był o. Rafał od świętego Józefa Kalinowski. Dziś święty Rafał.

Urodził się sto lat temu w Wilnie, niejako pod okiem Matki Bożej Ostrobramskiej, do której modlił się od samego dzieciństwa. Ukończył Akademię Inżynierską w Saint Petersburgu i wstąpił do wojska. Miał 22 lata, kiedy został porucznikiem i wykładowcą w szkole wojskowej. Jednocześnie dużo czyta. Interesuje się literaturą współczesną i dawną. Duży wpływ wywierają na niego „Wyznania” świętego Augustyna, chociaż jest to okres jego oddalenia od praktyk religijnych i trudności w wierze.

Młodemu, zdolnemu inżynierowi powierzane są ambitne zadania. Buduje kolej transsyberyjską Odessa-Kijów-Kursk, potem fortyfikacje w Brześciu. Wszystko jako lojalny, poddany carski. Polska jest bowiem pod zaborami. W 1863 roku wybucha Powstanie Styczniowe. Polacy dają znać, że nie pogodzili się z niewolą. Za wolność trzeba będzie zapłacić niemałą cenę, ale ma ona – i powinna mieć zawsze – wartość nieprzeliczalną na sukcesy i awanse.

Porucznik Józef Kalinowski uzyskuje, ze względu na przedstawione racje zdrowotne, zwolnienie z wojska i natychmiast dołącza do powstańców, przejmuje nawet dowództwo na froncie litewskim. 24 marca 1864 roku zostaje aresztowany i skazany na karę śmierci. Słynny Murawiew zwany „wieszatielem” był bezlitosny. Karę śmierci zamienia mu ostatecznie na zsyłkę.

Okres powstania jest niezwykle trudny. Miłość Ojczyzny i poczucie odpowiedzialności za jej losy, a także za losy powierzonych mu ludzi, potęgują wewnętrzną walkę w duszy Józefa. W niemocy ludzkiej odkrywa moc Boga i wraca do gorliwej modlitwy i życia sakramentalnego. Codziennie uczestniczy we Mszy świętej i tak już pozostanie do końca jego życia. W więzieniu wstaje wcześniej od innych, o 5 rano, aby się modlić, aby więcej czasu poświęcić na rozmowę z Bogiem, zanim zacznie rozmawiać z ludźmi. Zapisane później: „Świat wszystkiego może mnie pozbawić, ale zostanie zawsze jedna kryjówka dla niego niedostępna: modlitwa…, w niej jest nadzieja”.

Jego życie, zachowanie, sposób patrzenia na ludzi wzbudzają powszechny szacunek. Pracuje w kopalni soli Angara, potem w Irkucku. Wszędzie towarzyszy mu opinia człowieka dobrego, ofiarnego, gotowego do pomocy, który żyje dla innych a nie dla siebie. Pomaga wszystkim, ale szczególnie troszczy się o dzieci i młodych, których chce przygotować do życia. Uczy ich matematyki, języków obcych, zaprawia do pracy nad sobą. Przygotowuje do I Komunii świętej i budzi głód życia Bogiem. staje się czynnym świeckim apostołem.

Po 10 latach wraca na teren Kongresówki i przyjmuje funkcję wychowawcy Augusta Czartoryskiego (dziś błogosławionego). Przebywa z nim w Sieniawie, w Paryżu i wszędzie gdzie chorowity syn niedoszłego króla Polski musi się leczyć. Od dłuższego czasu dojrzewa w nim pragnienie poświęcenia się na całkowitą służbę Bogu. Ostatecznie decyduje się na wstąpienie do Karmelitów w Grazu i po ukończeniu studiów seminaryjnych na Węgrzech, 15 stycznia 1882 zostaje tu w Czernej wyświęcony na kapłana. Ma wtedy 46 lat.

Od razu rzuca się w wir zajęć kapłańskich. Remontuje, reformuje i zakłada klasztory w Wadowicach, Krakowie, Przemyślu, gdzie oprócz kierownictwa duchowego, nadzoruje budowę nowozałożonego klasztoru i kościoła sióstr karmelitanek. Kierownictwo duchowe i konfesjonał stają się jego drugim domem i świątynią. Kocha samotność, ale nigdy nie odmawia posługi w konfesjonale. Staje się więźniem penitentów, którzy garną się doń, odkrywszy wielkość jego ducha i wielką miłość do ludzi, pragnących uwolnienia od ciężaru grzechów. Niejednokrotnie współbracia muszą go, na wpół zmarzniętego, wynosić z konfesjonału.

Opinią świętości darzono go już za życia, a wzmocniła się ona jeszcze bardziej po śmierci. Zmarł 15 listopada 1907 roku w Wadowicach. Jan Paweł II zaliczył go w poczet świętych w 1991 roku.

Każdy święty rozwija swe człowieczeństwo w całej pełni. Jego dobre cechy stają się stałym sposobem działania i to w stopniu heroicznym czyli więcej niż zwyczajnym. Ale święty Rafał Kalinowski, wykazał się cechą szczególnej miłości do Ojczyzny. Wykazał, że patriotyzm, że troska i ofiara na rzecz dobra wspólnego jakim jest wolność narodu, są cechą ludzi niezwykłych, i że mogą być drogą do świętości. „Powstanie Styczniowe – mówił Papież podczas beatyfikacji – było dla Józefa Kalinowskiego i Adama Chmielowskiego etapem na drodze do świętości, która jest heroizmem życia całego” (Jan Paweł II, 22 czerwca 1983).

Świętość tych naszych bohaterów narodowych staje się wyzwaniem do pracy nad sobą dla całego narodu. A cierpienia, ofiary, nawet zewnętrzne niepowodzenia, doprowadzą ostatecznie do zwycięstwa jeśli w ludziach, jeśli w nas, jeśli w narodzie zwycięży przekonanie o słuszności sprawy, o którą walczymy, której się domagamy. „Naród bowiem jako szczególna wspólnota ludzi jest również wezwany do zwycięstwa: do zwycięstwa mocą wiary, nadziei i miłości; do zwycięstwa mocą prawdy, wolności i sprawiedliwości” – mówił Sługa Boży Jan Paweł II (22 czerwca 1983), budując współczesną teologię narodu.

Dzisiaj trzeba przypominać o godności człowieka i narodu, mówić o miłości, życzliwości miedzy ludźmi, ale budzić też miłość do Ojczyzny, zdrowy patriotyzm, bo bez kultury we wzajemnych relacjach, bez społecznej, ofiarnej miłości, bez bezinteresownej pracy, bez poświęceń, puste będą słowa i deklaracje polityków i działaczy społecznych.

W życiu świętego Rafała Kalinowskiego widać szereg bardzo ciekawych splotów: dobrobyt, zasobność i bieda, kariera ludzka, materialna i duchowość, trudności w wierze, wahania (ateizm!) i nawrócenie, życie wiarą, coraz intensywniejsze życie dla ludzi i dla Boga. I co najdziwniejsze, że to miłość do Ojczyzny pchnęła go w szeregi powstańców, zrezygnował z dobrobytu i wygody, wybierając poniewierkę, prześladowania, głód. Ale to wtedy dociera do Pana Boga a Pan Bóg dociera do niego. To wtedy codziennie uczestniczy we Mszy świętej, modli się i z obcowania z Panem Bogiem czerpie siły i motywy do życia, które zdumiewa nawet wrogów. To przecież oni odradzali Murawiewowi: „nie zbijaj go, to święty, przysporzysz im męczennika, niech idzie na zsyłkę, na Sybir”.

Ekonomia Boża jest zdumiewająca. Z cierpień Rafała Kalinowskiego i tysięcy świętych Sybiraków, wyrósł dziś, po dziesiątkach lat kolejnych prześladowań, Kościół na Syberii, w Kazachstanie i w Rosji. Kościół słaby liczebnie, ale mocny, bo oparty na cierpieniu, na krzyżu ofiarnej miłości zesłańców, którzy z Chrystusowego Krzyża czerpali moc wiary i motywy życia.

Bracia i Siostry

Nie marnujmy cierpień, czyńmy z nich fundament codziennego życia.

„Naszą pokusą jest myślenie, że aby czynić wielkie rzeczy trzeba wyjść z historycznego kryzysu i koniecznie przezwyciężyć osobistą słabość. Pan żąda od nas, abyśmy dokonywali tych „wielkich rzeczy”, pozostając w kryzysie” (ks. Pierluigi Ferrari).

Święta Teresa z Avila radziła, aby „nie powierzać odpowiedzialności za dobro dusz, ludziom bez doświadczenia osobistego w życiu duchowym, ale takim, którzy już je przeszli i którzy konieczną mądrość czerpią z Pisma Świętego, z doświadczenia Kościoła i jego doktorów”. Oto rola doświadczeń, oto sens trudności i cierpień w życiu każdego z nas. Także w życiu narodu. Aby dojrzewać, trzeba je właściwie przeżyć. Zaakceptować i cenić. Nie bunt, nie odrzucenie, prowadzące do załamania, ale trud, aby włączyć je w strukturę ofiarnej miłości, która dojrzewa i wydaje owoce.

Mądrzy obserwatorzy współczesnego życia przestrzegają przed łatwymi rozwiązaniami trudnych problemów i to zarówno w życiu osobistym jak i w życiu społecznym i w życiu Kościoła także.

„Tragedią współczesnej kultury zachodniej jest fakt, że stała się ona ofiara iluzji szeroko podzielanej zarówno przez wierzących jak i niewierzących, że mówienie o Bogu jest czymś absolutnie łatwym.” (ks. Tomasz Halik).

Nie, nie jest łatwo mówić o Bogu, nie jest łatwo uwierzyć i zachować wiarę, nie jest łatwą sprawą dobra modlitwa, ale jest sprawą niezwykłej wagi wiara i życie według wiary, modlitwa i ciągłe szukania Boga, i ciągły wysiłek posłuszeństwa sumieniu, bo to przez to szukanie i przez ten wysiłek stajemy ciągle bliżej nieskończoności Boga, przybliżamy się, choć znaleźć nie możemy, ale czujemy Jego obecność, Jego bliskość i Jego pomoc, bez której życie straciłoby i wartość, i sens.

Fundamentalną zasadą w przeżywaniu wiary jest jej esencjalizacja czyli ukierunkowanie na to, co w chrześcijaństwie naprawdę istotne. Znajomość ewangelii i kontakt z osobą Jezusa jest w chrześcijaństwie bardzo ważny, ale pójście za Jezusem, stawanie się Jego uczniem, nie może się obejść bez przejmowania Jego sposobu myślenia i postępowania czyli bez Krzyża, bez życia według wiary, w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Bez życia z wiary nie można być chrześcijaninem. Poeta ujmuje to w sposób sobie właściwy, mówiąc: „wierzę, że porą urodzin, jest ofiara” (Eliot). Bez ofiary, bez cierpienia i trudu nie ma nowego życia, ani wzrostu, ani postępu.

Współczesny świat potrzebuje jasnego przypominania zasad, potrzebuje zdecydowanego opowiedzenia się za prawem Boga do obecności w naszym życiu osobistym, codziennym, ale także w życiu narodów, państw i w praktykach nowej cywilizacji, zwanej niekiedy globalizacją jeśli ta ma przetrwać i stać się cywilizacją życia a nie śmierci, postępu a nie dekadencji, bezpieczeństwa a nie zagrożeń, musi wrócić do Boga, przypomnieć sobie o Nadprzyrodzoności i na 10 Bożych przykazaniach opierać postęp.

Święta Teresa z Avila uważała, że w każdej niebezpiecznej sytuacji, atakującej podstawy całego naszego życia, musimy podejmować radykalne środki. A dotyczy to i życia zakonnego i naszego codziennego życia i życia narodu. Dlatego święty Rafał, jako wierny uczeń Matki Teresy, poszedł na całość. Po wewnętrznym nawróceniu niczego już dla siebie nie chciał zachować. Żył życiem Chrystusa i Kościoła, żył życiem zakonu, który przez swoją prace i poświęcenie chciał czynić mocnym w miłości i służbie.

Kardynał Ratzinger, tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową wydał książkę, która jest zapisem rozmowy z senatorem włoskiego parlamentu, człowiekiem niewierzącym, ale zaniepokojonym sytuacją Europy, która wyraźnie odchodzi od korzeni, rozwadnia się i relatywizuje wszelkie zasady. Zysk, pieniądz i egoizm są dziś ubóstwiane. Po rozmowie wspomniany senator Marcello Pera stwierdził, że jednak kardynał Ratzinger i Kościół ma rację mówiąc, że „bez mocnej, zdecydowanej tożsamości nie istnieje możliwość wzrostu i że prawdziwymi siłami twórczymi cywilizacji są mniejszości, (nawet jednostki), twórcze, kreatywne”, bo to one pełnią rolę zaczynu w społeczeństwie, są światłem w ciemności.

Kościół musi zachować swą tożsamość, jeśli chce wzrastać. Biskup, Ksiądz i Zakonnik, każdy chrześcijanin, musi zachować swą tożsamość, jeśli chce spełnić w dzisiejszym świecie swoją twórczą rolę. Nie możemy udawać, że jesteśmy kimś innym. A być sobą, być ojcem, matką, bratem, działaczem społecznym, być Kościołem, w duchu Jezusa, to być „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”. Trudno! Świat musi się dowiedzieć, że jest chory, ale że jest lekarstwo, jest źródło ożywiające i uzdrawiające.

Niewiara, odrzucenie Boga jest wielką chorobą naszych czasów. Odrzucenie praw Boga, relatywizm etyczny i niemoralność jest kolejną śmiertelną chorobą człowieka i ludzkości. Statystyki (2007r), są zatrważające. Rocznie na świecie dokonuje się 42 miliony zabiegów przerywania ciąży, czyli miliony zabójstw niewinnego, bezbronnego człowieka (według Instytutu Guttmachera z Nowego Yorku, ze współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia w Genewie). Świat milczy! W krajach Europy wschodniej około 45 % ciąż kończy się aborcją, a dzieje się to mimo używania środków antykoncepcyjnych, które zawsze są niemoralne.

Te statystyki mówią coś więcej. Mówią, ze umiera miłość do dziecka, że słabnie więź małżeńska, że zanika poczucie i pragnienie poświęcenia się dziecku, chęć pomocy, aby przyszło na świat i cieszyło się życiem, wielbiło Boga, służyło ludziom.

Narody Europy, powoli a systematycznie wymierają. Włochy, Hiszpania i Polska już się nie odradzają, bo więcej nas umiera niż się rodzi.

Wszyscy widzimy jak chore, pełne zawiści i nienawiści jest życie polityczne w naszym kraju. Zdrowym przejawem jest to, że jesteśmy zniesmaczeni i potępiamy ambicjonalne, nastawienie na własną korzyść zachowania ludzi, którzy powinni sobą uosabiać kulturę bycia i troskę o dobro społeczne, o Ojczyznę, jej ład i rozwój.

Ale przyczyna jest ta sama. Jeśli nie zrozumiemy, że egoizm i pycha są największymi wrogami rozwoju osoby i że to one burzą relacje człowieka z Bogiem i ludźmi, to nie zmienimy niczego. Potrzebne, konieczne jest nawrócenie. Stałe, codzienne nawrócenie, potrzebny jest wysiłek oczyszczania sumień i pomoc wspólnoty, grupy, rodziny, parafii w dotarciu do prawdy o nas samych podtrzymująca na drodze wierności Bożym przykazaniom. Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w imię Chrystusa, On staje między nimi, włącza się, pomaga i największą część ciężaru bierze na siebie..

Chciałbym nasza refleksję zakończyć przytoczeniem pewnego wydarzenia. Otóż w maju ubiegłego roku prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad wysłał do prezydenta USA Busha list otwarty, który przetłumaczono na wiele języków świata i opublikowano w gazetach. W liście Ahmadineżad postawił prezydentowi Stanów Zjednoczonych szereg zarzutów i pytanie: „gdyby prorocy Abraham, Izaak, Jakub, Izrael, Józef, albo Jezus Chrystus (pokój niech będzie z Nim), byli dzisiaj z nami, to jak oceniliby takie zachowanie?… Słyszałem, że W. E. stosuje się do nauczania Jezusa…, kontynuował prezydent Iranu…, a zgodnie ze Słowem Bożym wszyscy zostaliśmy wezwani do oddawania czci jednemu Bogu i przestrzegania nauk Proroków Bożych” (Dziennik, 1.IX.2007)..

Ktoś może powie, że to język przestarzały, albo, że to język teologii politycznej, ukrywający interes polityczny. Ale i wtedy nie da się uniknąć zarzutu, że wierzymy, ale tylko połową serca, bo uważamy, że wiara nasza nie ma zastosowania w życiu narodu, że w polityce z innymi narodami można kłamać i oszukiwać. Nie! Wiara taka nie wydaje owoców, unikamy prawdy, radykalizmu wierności prawdzie. Ostatecznie najważniejsze jest pytanie czy wyznawca Mahometa powiedział prawdę, a może miał rację, zarzucając wyznawcy Chrystusa, że interesy swojej grupy nacisku postawił ponad naukę Słowa Bożego.

Prawda nas wyzwoli, prawda uświęca, prowadzi do zwycięstwa nad lękiem i małodusznością. Warto więc włączyć się w modlitwę Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: oczyść nas prawdą i „uświęć nas w prawdzie”. (J17, 16). Amen.