2001.09.14 – Warszawa – Kard. Józef Glemp: W górę serca, ufajmy Panu! Kazanie na 350. rocznice przybycia do Polski księży Misjonarzy

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Czcigodni Bracia w biskupstwie,

Kochani Bracia w kapłaństwie, szczególnie duchowi Synowie świętego Wincentego – Księża Misjonarze, z Księdzem Wizytatorem i Księdzem Proboszczem na czele,

Czcigodne Siostry Szarytki i wszystkie Osoby życia konsekrowanego zgromadzone w zakonach i we wspólnotach,

Szanowni Zwierzchnicy życia publicznego i cywilnego w naszej ojczyźnie,

Umiłowani, Siostry i Bracia!

1. Refleksja i nawrócenie

Setkami świateł rozjaśniła się nasza jubileuszowa świątynia, rozmodliła się setkami obecnych wiernych, rozśpiewała się, a śpiew płynie ponad strop świątyni, ku odnowionym wieżom, pomiędzy licznymi gzymsami, na ulice Warszawy. A nasza cicha modlitwa „`idzie do stóp pomnika Chrystusa, który ogołociwszy siebie idzie drogą krzyżową i wznosząc palec do góry, mówi całej Warszawie: „Sursum corda”, wznieście w górę serca. To jest jakby streszczenie tego jubileuszu, który przeżywamy.

Jubileusz trzeba przeżyć z refleksją w modlitwie i z nawróceniem samego siebie. Mamy trochę doświadczenia w przeżywaniu jubileuszy. Niejeden już przeżyliśmy i wiemy, że każdy jubileusz, im bardziej cofa nas w przeszłość, tym większe wywołuje treści i tym rzuca światło w dalszą przyszłość. Obchodziliśmy przed laty jubileusz tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce, a w ubiegłym roku przeżyliśmy największy jubileusz, jaki chrześcijaństwo może przeżyć: jubileusz narodzenia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa – dwutysięczną rocznicę. Nie tylko doświadczenie i sposób przeżywania tego jubileuszu winny w nas pozostać, ale i nauka stamtąd zaczerpnięta winna odtąd towarzyszyć wszystkim przeżyciom jubileuszowym. Jest ona bowiem jak gdyby wzorem, żebyśmy umieli właściwie odczytać tę rzeczywistość, która składa się z przeszłości, a zamyka się w dniu dzisiejszym, tak by uświadomić sobie, w jakim miejscu drogi do zbawienia teraz jesteśmy. Bo przecież nie o inny cel nam chodzi, tylko o ten, który Bóg wpisał w nasze istnienie, w to, że jesteśmy Jego dziećmi, jesteśmy Jego wspólnotą, czyli Kościołem. Dlatego też jubileusz obecności Chrystusa na ziemi, po tym, jak urodził się i zostawił nam siebie w Eucharystii i w słowie, jest dla nas tak ważny. Każdy jubileusz to nie tylko przeszłość, ale i przyszłość. Łatwo to rozeznać wgłębiając się w przebieg historii, która nas dzieli od wspominanego wydarzenia, a która kieruje się ku przyszłości.

2. Świat wyzwalającej nadziei

Spójrzmy raz jeszcze na jubileusz dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa. Ojciec święty odsłonił nam głębokie pokłady jubileuszowych przeżyć, gdy odwołał się do praojca Abrahama, ojca naszej wiary, i jego wielkiego zaufania Bogu, gdy on sam i pokolenia jego potomków przechodzili różne koleje losu w drodze do Ziemi Świętej, także niewolę egipską i tułaczkę przez pustynię. A Ziemia Święta naznaczona jest śladami Jezusa Chrystusa i dlatego Ojciec święty tam przybył, aby iść ścieżkami, którymi szedł Zbawiciel: od Judei, Galilei, przez ulice Jerozolimy, a szczególnie ulicami drogi krzyżowej, aż na Wzgórze Kalwaryjskie, gdzie stanął krzyż. Krzyż jest niezwykłym znakiem, jest kluczem do rozeznania rzeczywistości i wskazuje przyszły, lepszy świat. Czasy Jezusa Chrystusa i apostołów możemy rozpoznawać także w Rzymie. I w roku Wielkiego Jubileuszu wielu z nas, wielu naszych współwyznawców przechodziło przez tamtejsze ulice, by rozeznać ślady Kościoła pozostawione przez świętych, przez Piotra i tak wielu jego następców, którzy przelewali krew. Także Jan Paweł II na Wzgórzu Watykańskim przelał krew – nie ku śmierci, ale ku życiu, ku wskazaniu, że „Sursum corda” jest siłą Boga większą od siły ludzkiej złości.

Tak więc rozważając tamte czasy, widzimy świat potęgi, dążenia do panowania, do wygody za wszelką cenę, i świat cierpienia, świat poniżonych, do których Chrystus powie: jesteście błogosławieni, błogosławieni ubodzy, błogosławieni cisi, błogosławieni czyniący pokój (por. Mt 5, 3n). Wielkie są szeregi tych, którzy dotknięci są wzgardą, oddaleniem – to są te wielkie rzesze, z których rodzi się nowy świat. I tu warto odnieść się do filmu, który dzisiaj wchodzi na ekrany, do „Quo vadis?”, a ściślej mówiąc do powieści napisanej przez Henryka Sienkiewicza sto lat temu, która to powieść doczekała się ekranizacji autorstwa polskich twórców filmowych. Warto tam zobaczyć, jaki jest ten świat potęgi, dążący do władzy, do wygodnictwa, do panowania nad drugim człowiekiem. Świat kolorów, ale także świat zakłamania, świat pustki, bo czy to Neron, czy Winicjusz, czy Petroniusz – oni wszyscy są zagubieni, przed nimi jedynie śmierć, albo samobójstwo, albo próżnia. Ten świat nie ma żadnych perspektyw. Organizują widowiska i te widowiska kończą się ukrzyżowaniem. A na krzyże wciągani są ludzie z biedoty. Ta biedota to właśnie ten inny świat – świat cierpienia, świat pogardzany, świat pracowity, rzetelny, krzątający się, aby pomagać jeden drugiemu. Pośród tej biedoty staje dostojna postać świętego Piotra i wtedy, gdy sytuacja jest beznadzieja, kiedy zanosi się na wielkie prześladowanie chrześcijan, on mówi: bracia, ufajmy Panu, Pan jest z nami – to znaczy: „w górę serca”. I właśnie wtedy, kiedy płoną krzyże, a na krzyżach męczeni chrześcijanie, właśnie wtedy zaczyna się nowy świat, świat zwycięstwa, zmartwychwstania, nowy świat wartości, do którego trzeba przejść przez krzyż. I trzeba mieć odwagę pójścia tą drogą, ale jest to droga zwycięstwa, droga otwierająca nowe perspektywy dla świata.

3. Trzeba zwyciężać zło dobrem 

Mówiąc szerzej o latach związanych z Wielkim Jubileuszem i ze świętym Piotrem, który jest pierwszym papieżem, to chcę także odnieść się do czasów, kiedy przybyli do Polski misjonarze, do roku 1651, trzysta pięćdziesiąt lat temu. Jak wtedy wyglądał ten nasz świat? Czy także dzielił się na te trzy światy: świat potęgi i zarozumiałości, świat biedy i cierpienia, i świat wyzwalającej nadziei? Tak, to są czasy, w których zaczyna się metoda działania „ogniem i mieczem”, czasy bardzo krwawe dla Polski. Ustawiczne wojny, a jednocześnie ludzka pycha i zmaganie się z inną pychą, chęć zwyciężenia siły siłą. Na tle tej walki, ognia, szczęku broni, powstaje wielki świat sierot, biedy, ubóstwa, nędzy, i do tego świata wysyła swoich duchowych synów święty Wincenty, sam doświadczywszy niejednej biedy, przecież był galernikiem i doznał tego, co najgorsze, co jest pogardą dla człowieka – bycia niewolnikiem. Przysyła więc tutaj ludzi, którzy dodadzą odwagi, stawiając przed kościółkiem Świętego Krzyża Postać, która woła: „Sursum corda”. Dalej przychodziły czasy niełatwe. Ci, którzy rodzili się albo byli małymi dziećmi wówczas, gdy przybywali do Polski misjonarze, szli potem z Sobieskim pod Wiedeń, walczyć i zwyciężać, napełnieni tą wiarą i tą siłą chrześcijaństwa, która potrafiła się przeciwstawić złu pojętemu w sposób materialny, bez siły wiary. Wdzięczni jesteśmy tamtym misjonarzom, tym pokoleniom misjonarzy i sióstr szarytek, wspomagających ich na odcinku troski o ubogiego, chorego, nędznika; pokoleniom, które przynosiły z innego kraju, w innym języku, ale ten sam przekaz Ewangelii, zrozumiały dla każdego. Szczególnie ubogi, biedny rozumie ten język, gdy ktoś mu otrze łzę, zaopatrzy ranę, nakarmi go.

Aby ująć to w liczbach, czy też w syntezie historycznej, trzeba by wiele ksiąg napisać. My natomiast chcemy dziś, w sposób, jaki dyktuje nam serce, Bogu podziękować. Podziękować za to, że możemy przeżywać ten jubileusz, który pozwala nam odsłonić ów trzeci świat – świat nadziei. Nie mówię tego bez przyczyny, bo czas, który aktualnie przeżywamy, to czas wielkiego upokorzenia ludzkiego rozumu, siły przemysłu i finansów. Bo cóż innego znaczy to, co przeżyliśmy i nadal przeżywamy, patrząc na ekrany telewizorów, gdy widzimy wspaniałe osiągnięcia geniuszu ludzkiego zniszczone przez nienawiść, przez zorganizowane zło, które potrafi targnąć się na to, co jest dobrem. To wszystko, co jest ludzką potęgą, siłą człowieka, potrafi być obalone siłą zła. Często pojawia się dzisiaj zdanie, sam to słyszałem z ust pewnej pani redaktor, w naszej telewizji, że obecnie nie ma takich zasad, by dla wszystkich dobro było dobrem, a zło złem, nie ma już takich, zacierają się granice, i każdy człowiek musi sobie ukształtować kryterium, co to jest dobro, a co to jest zło. Otóż wydarzenia dnia dzisiejszego uświadamiają nam, że nie może być takiego kryterium, które człowiek sam by wymyślił – jest tylko jedno kryterium, które mówi, że złem jest zadawana niewinnie śmierć, złem jest nienawiść, złem jest niszczeniem. Natomiast z tego zła musi wyniknąć dobro, nie można zła zwyciężać złem. Oby to hasło nie porwało ludzi, by nie podjęli tego jako wyrazu zemsty, która będzie rodziła dalszą nienawiść. Owszem, zło musi być ukarane, sprawiedliwość musi być wypełniona, ale musi się znaleźć miejsce na miłość. I dlatego będziemy wołać na cały świat, tak by Kościół był słyszany: „Sursum corda”, z krzyża, z cierpienia, z niewinnie przelanej krwi ludzi bezbronnych, którzy ponieśli śmierć, musi wyniknąć dobro, musi się w ludziach „ocknąć” dobro, które powie wszystkich zaślepionym mordercom: obraliście złą drogę, to nie jest droga, którą może iść człowiek, dla człowieka właściwa jest zawsze ta droga, którą wskazuje palec niosącego krzyż Chrystusa, sprzed kościoła Świętego Krzyża: „Sursum corda”, bracia, w górę serca!

Niech więc ten jubileusz będzie częścią kształtowania nowego, lepszego, Chrystusowego świata w naszej ojczyźnie i poza nią. Amen.