2014.04.01 – Katowice – Abp W. Skworc, Homilia z okazji 140-lecia istnienia szpitala bonifratrów w Katowicach

Abp Wiktor Skworc

1 kwietnia 2014 r. – Katowice

Wpatrujmy się w świadectwo św. Jana Bożego! Homilia z okazji 140-lecia istnienia szpitala bonifratrów w Katowicach

W dzisiejszym fragmencie z proroka Ezechiela słyszymy o wodzie, która wypływa spod progu świątyni jerozolimskiej, ze wschodu na południe. Wszędzie, gdzie dopływa woda ze świątyni dzieją się niezwykłe rzeczy: roi się tam od wszelkich istot, a nad brzegami rzeki rosną wiecznie zielone i wiecznie owocujące drzewa. Woda kryje wielką moc płodności, niesie też uzdrowienie z chorób i pożywienie dla ciała.

Bracia i Siostry!

Wypływająca ze wschodu na południe woda to symbol łaski Bożej, która obficie rozlewa się na cały świat. Łaski, która uzdrawia, uwalnia, chroni, zachowuje, leczy… Zauważmy, że strumień tej wody jest wąski przy świątyni, najdalej od niej mówi się już o rzece. Przypominają się tu słowa świętego Pawła, że tam, gdzie rozlał się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska.

Ludzie zakładali niegdyś swoje osady nad rzekami, aby mieć dostęp do wody, która dawała życie. W naszej cywilizacji w centrum tych osad znajdowały się świątynie, które nawiązując do świątyni jerozolimskiej, skierowane ku wschodowi (tzw. kościoły orientowane – skierowane na orient – czyli na wschód), były przestrzenią, skąd Bóg rozlewał i rozlewa do dziś swoje łaski. Ich potężne rzeki wciąż płyną i nawadniają świat toczony przez grzechy. Dziś są to rzeki Bożego słowa i sakramentów świętych, do których bezpośrednio nawiązuje symbol wody płynącej ze świątyni jerozolimskiej. A w okresie Wielkiego Postu można też podkreślić, że świątynią, z której wciąż płynie łaska Boża, jest przebite serce Zbawiciela.

On objawia nam dzisiaj uzdrawiającą moc, którą obdarzył chorego od 38 lat człowieka. Jej wypływ został związany z wodą w Sadzawce Owczej, znajdującej się w Jerozolimie. Jednak to nie woda w niej zgromadzona uzdrawia, ale Bóg… Ten sam cud powinien dokonać się w naszym życiu. Pozwólmy działać w nim wodzie łaski Bożej, wyproszonej nam u Ojca przez Chrystusa. Za wielką cenę. Za Jego życie. Niech Wielki Post na nowo nas zorientuje – właściwie ukierunkuje na Chrystusa – Wschodzące Słońce i Źródło Zbawienia.

Bracia i Siostry! Drodzy bracia Bonifratrzy!

Łasce Bożej pozwolił działać w swoim życiu św. Jan Boży. Po ucieczce z domu, wieloletniej pracy w hiszpańskiej Oropesie, wojennej tułaczce, katorżniczej robocie w Ceucie, doświadczony wyrzutami sumienia na wieść o losach porzuconej niegdyś rodziny, Jan – jak ów chory człowiek z dzisiejszej ewangelii – Boga spotyka w Granadzie, przemawiającego do jego serca przez Jana z Avilii.

Głębokie nawrócenie ludzie poczytywali jako chorobę psychiczną. Jan trafił do przytułku dla osób dotkniętych takim cierpieniem, gdzie jeszcze bardziej zbliżył się do poznania tych, którym później będzie służył zakładając szpital.

„Jan Boży miał zwyczaj myć nogi każdemu choremu trafiającemu do szpitala. Jakże się zdziwił, gdy podczas tej czynności u jednego z biedaków dostrzegł na stopach stygmaty Chrystusa. Zobaczył również poświatę wokół głowy mężczyzny i usłyszał słowa: „Janie cokolwiek dobrego czynisz ubogim i chorym, Mnie samemu czynisz”. Zaraz potem widzenie znikło”.

Umywanie nóg na wzór czynu Chrystusa Sługi. W tym obrazie wybrzmiewa nie tylko wielkoczwartkowy epizod Ostatniej Wieczerzy, ale również i symbolika wody płynącej ze świątyni, także tej znajdującej się w Sadzawce Owczej. Jan stał się niejako pośrednikiem, „korytem” dla rzeki łaski Bożej, miłosiernej miłości Chrystusa, która obmywa ludzkie ciała i dusze napełniające je prawdziwym życiem.

Symbolika wody powraca w życiu św. Jana Bożego przed samą jego śmiercią. „Ostatecznie nie ogień, lecz woda doprowadziła Jana Bożego do kresu ziemskiej wędrówki. Chciał on uratować chłopca, który tonął w wezbranych nurtach rzeki. Skok do lodowatej rzeki przypłacił ciężką chorobą” (tamże).

Jak mówią historyczne źródła – założyciel Braci Bonifratrów umiera podczas modlitwy, w pozycji klęczącej. Służąc innym nie przestał być orantem, człowiekiem modlącym się…
Jego dzieło podjęli Bonifratrzy, którzy postawę św. Jana Bożego ukazują swoim życiem i działaniem od 140 lat w naszej śląskiej ojcowiźnie.

Św. Jan Boży mawiał: „Bracia, czyńcie dobrze innym”. I tak czynią boni – fratrzy. Tak mają czynić wszyscy, którzy chcą naśladować samego Chrystusa, o którym św. Piotr po zmartwychwstaniu Mistrza, powiedział: „przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc…”.
Jan wiedział, że miłosierdzie okazuje ten, co sam spodziewa się miłosierdzia, że kto szuka życzliwości, sam musi ją praktykować; kto pragnie otrzymywać, sam musi dawać. Miłosierdzie stało się naturą św. Jana Bożego. Zbierał rozdzielając. Dając ubogiemu, dawał samemu sobie. Bo jak uczył św. Piotr Chryzolog: „czego nie zostawisz drugiemu, tego i sam nie będziesz miał”.

Czyż życie i posługa św. Jana nie była pełna znaków potwierdzających tę regułę? Ileż razy stawał przed swymi podopiecznymi nic nie mając, i wówczas cudownie lub zwyczajnie pojawiała się pomoc, dzięki której mógł dawać.

Bracia i Siostry!

Papież Franciszek przypomniał niedawno rzymskim księżom to, co często powtarza, że Kościół to szpital polowy: „Możemy myśleć dzisiaj o Kościele jak o szpitalu polowym. To – przepraszam Was – powtarzam, ponieważ ja to tak widzę, tak to odczuwam: szpital polowy. Potrzeba leczyć rany, wiele ran! Jest wielu ludzi zranionych przez problemy materialne, przez skandale, także w Kościele. Ludzie zranieni przez złudzenia świata… My, kapłani, powinniśmy być tam, blisko tych ludzi. […] Miłosierdzie oznacza przede wszystkim leczyć rany. Gdy ktoś jest zraniony, potrzebuje tego od razu, a nie badań, jaki jest poziom cholesterolu, glikemii. Ale jest rana, najpierw lecz ranę, a później zobaczymy badania. Później dokonuje się badań specjalistycznych, ale najpierw należy leczyć rany otwarte. Dla mnie, w tym momencie, jest to ważniejsze. Także rany ukryte, ponieważ są ludzie, którzy oddalają się, aby nie pokazać ran” (Homilia z 6 marca 2014 r.).
Bracia i Siostry!

Szpital polowy powstaje zawsze na „obrzeżu” bitwy, można powiedzieć na obrzeżu wojny. Papieskie porównanie ukazuje dobitnie sytuację, w której żyjemy. Kościół nie może się w niej zachowywać jak obronna twierdza, której bezpieczni mieszkańcy przypatrują się ranom i śmierci ginących poza murami obronnymi. Tak nie postępował św. Jan Boży, który może się stać patronem duszpasterstwa „awaryjnego”; duszpasterstwa osób zdezorientowanych – bez orientacji na Boga i człowieka! A jest ono potrzebne i konieczne zwłaszcza tam, gdzie w wielkomiejskim środowisku nie dociera duszpasterstwo tradycyjne.

Na skraju bitew o ludzkie życie, o wiarę, zbawienie, o właściwą orientację, bez której człowiek ginie, działa tu w Bogucicach szpital Bonifratrów.

Dziękujemy Bogu za to dzieło, za waszą – Bracia – posługę. Niech ona uczy nas „być człowiekiem”, którego z utęsknieniem czeka cierpiący, zraniony brat lub siostra.

Niech Kościół będzie zawsze miejscem, do którego mogą przyjść wszyscy, którzy potrzebują opatrzenia ran, jak przychodzą do oddziałów ratunkowych naszych szpitali. Jakże wiele zależy od nas, od kapłana, wiernego świeckiego, siostry zakonnej – dostrzec, zobaczyć w porę zranionego brata i pójść do niego opatrzyć jego rany!

Wpatrujmy się w świadectwo św. Jana Bożego! Niech przez posługę braci Bonifratrów i poznanie św. Jana Bożego umiłowanie miłosierdzia stanie się naturą każdego wierzącego.