2015.12.15 – Gniezno – Abp W. Polak, Homilia z okazji poświęcenia odnowionego kościoła franciszkanów

Prymas Polski, abp Wojciech Polak

Homilia z okazji poświęcenia odnowionego kościoła franciszkanów

15 grudnia 2015 r. – Gniezno, Kościół Franciszkanów

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Z radością biorę dziś udział w tej Eucharystii, w której dokonujemy poświęcenia odnowionego kościoła. Cieszę się, że po latach tak intensywnej i gruntownej pracy, staraniem Ojców Franciszkanów i wspólnym wysiłkiem tylu zaangażowanych w to dzieło ludzi, konserwatorów i samorządowców, przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, tutejsza zabytkowa świątynia gnieźnieńskich franciszkanów odzyskała należny jej blask. Wobec tego dzieła odnowy słusznie wyrwa się z ust naszych pieśń dziękczynienia i uwielbienia Boga. Wiemy bowiem, że przez to, co widzialne i dostępne dla naszych ludzkich zmysłów, otwiera się przed nami to, co niewidzialne, co samo w sobie jest przecież tak niewyrażalne, owa święta przestrzeń prawdziwego piękna, która jest – jak to ujął święty Jan Paweł II – niejako echem obecności Ducha Bożego (…) otwierającym umysły i serca nasze na rzeczywistość wieczną. Ojciec Święty, wskazując w swym Liście do artystów, że Kościół dla głoszenia Chrystusowego orędzia potrzebuje także sztuki, wyjaśniał, że w ten sposób musi postępować, aby rzeczywistość duchowa, niewidzialna, Boża, stawała się postrzegalna, a nawet w miarę możliwości pociągająca. I dlatego Kościołowi są potrzebne święte przestrzenie, są potrzebne budynki kościelne, są potrzebne świątynie, w których mógłby gromadzić chrześcijański lud i sprawować zbawcze misteria. W tym wypadku jednak te widzialne budowle – jak przypomina nam obrzęd poświęcenia kościoła – nie są tylko wyrazem ludzkiego geniuszu, umiłowania piękna i pracy ludzkich rąk, ale szczególnym znakiem Kościoła pielgrzymującego na ziemi i obrazem Kościoła przebywającego w niebie. Świątynia bowiem zbudowana z kamieni i cegieł jest znakiem i obrazem Kościoła jako wspólnoty. Dlatego poświęcamy Bogu ten odnowiony kościół i błogosławimy ustawiony w nim ołtarz, abyśmy – jak mówią nam słowa modlitwy poświęcenia – przystępując do Chrystusa, żywego Kamienia, wzrastali w Nim jako święty przybytek, a na ołtarzu naszych serc ku Twojej, Boże, chwale składali miłą Tobie ofiarę świętego życia. I w ten właśnie sposób odnowiona przez nas sakralna przestrzeń, uświęcona pełnią Bożego błogosławieństwa, staje się odtąd na zawsze już miejscem świętym i stołem przygotowanym do składania Chrystusowej Ofiary. Z Bożym błogosławieństwem staje się ona zatem przestrzenią duchową, Bogu oddaną na własność, szczególnym miejscem naszego spotkania z Tym, o którym mówi nam dziś Księga Proroka Izajasza, że właśnie tutaj cześć Mu będziemy oddawać, wierząc, że jedynie u Pana jest sprawiedliwość i moc. Do Niego więc przyjdą – jak zapowiada Izajasz – wszyscy, którzy się na Niego zżymali. W Panu uzyska swe prawo i chwały dostąpi całe plemię Izraela. Wszyscy więc, przychodzący z bliska i z daleka, znajdą przy Nim swe własne miejsce.

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

Poświęcona dziś, po odnowieniu, Panu Bogu świątynia jest niewątpliwie tym uprzywilejowanym miejscem naszego spotkania z Bogiem. Jest dla nas miejscem słuchania Słowa Bożego, zasłuchania w to Słowo, sprawowania sakramentów świętych, zwłaszcza Eucharystii i gromadzenia się parafialnej wspólnoty. Tutaj więc mamy rozpoznać prawdziwie oblicze naszego Boga. Tutaj doświadczać Jego łaski i miłosierdzia. Tutaj otwierać się na nadzieję zbawienia i nowego życia. Ewangelia, którą przed chwilą wspólnie słuchaliśmy, pozwala nam, paradoksalnie, przybliżyć się jeszcze raz do tajemnicy Boga, objawionej nam w Jezusie Chrystusie. Czyż bowiem nie jest prawdą – jak to pięknie wyraził kiedyś święty Jan Paweł II – że światłość Bożego oblicza jaśnieje całą pełnią swego piękna właśnie w obliczu Jezusa Chrystusa, tym obrazie Boga niewidzialnego? Adwent, który przeżywamy, jest przecież oczekiwaniem na spotkanie z Panem. Jest szansą na to, by spojrzeć w Boże oblicze, by przypatrzeć się jeszcze raz Bogu, który przychodzi do nas w osobie Jezusa Chrystusa, by głębiej zrozumieć sens Jego przyjścia do nas i otworzyć się na nie. Jezus Chrystus – przypomina nam w bulli ogłaszającej rozpoczęty już Rok Święty Miłosierdzia – jest obliczem miłosiernego Ojca. Wydaje się – mówi dalej papież Franciszek – iż tajemnica wiary chrześcijańskiej znajduje właśnie w tym słowie swoją syntezę. Bo ono stało się żywe, widoczne i osiągnęło swoją pełnię w Jezusie z Nazaretu. Święty Jan Apostoł napisze w swym Pierwszym Liście, że w Jezusie Chrystusie objawiło się życie, ujrzeliśmy je własnymi oczami, dotykały je nasze ręce, o nim więc zaświadczamy, bo mówimy cośmy ujrzeli i słyszeli, oznajmiamy wam to, co widzieliśmy i czego byliśmy naocznymi świadkami. Spoglądając na tajemnicę Słowa, które stało się Ciałem i zamieszkało między nami, na tajemnicę Jezusa Chrystusa, i z naszych ust może jednak wyrywać się to pytanie: czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Historycznie – jak słyszymy – z takim właśnie pytaniem, które Go dręczyło, zmagał się święty Jan Chrzciciel. Głęboko przekonany, że Bóg posłał Go, aby przygotował drogę Panu, że – jak sam mówił – to nie On jest oczekiwanym Mesjaszem, bo to właśnie po Nim idzie mocniejszy, któremu nie jest godzien rozwiązać rzemyka u jego sandałów, że sam jest zaledwie głosem na pustyni, zapowiadającym Słowo – niósł jednak w sobie całe historyczne dziedzictwo oczekiwania na spotkanie z Mesjaszem. Jan Chrzciciel miał więc w sobie samym wszystkie starotestamentalne wyobrażenia o tym, w jaki sposób Bóg powinien przyjść do człowieka. Ten, który ma przyjść, Mesjasz miał bowiem spełniać wszystkie nadzieje i oczekiwania Izraela. Miał spełniać wszystkie tęsknoty i nadzieje całej ludzkości. Miał jednak przede wszystkim – jak zapowiadały starotestamentalna proroctwa, choćby proroctwo Malachiasza, dobrze przecież znane Chrzcicielowi – dokonać sądu na światem i człowiekiem, przykładnie go ukarać, wychłostać gniewem Boga. Mówiło się więc, że dzień przyjścia Mesjasza będzie dniem straszliwym. Styl życia i postępowania Jezusa, o którym słyszał od swoich uczniów święty Jan Chrzciciel, okazywał się jednak całkiem inny. Nie niósł spustoszenia, lecz uzdrowienie. Nie wyładowywał się w gniewie, lecz w przebaczeniu. Nie zapowiadał zemsty, lecz odpuszczenie win. Zdawał się więc siać wątpliwości, co do osoby oczekiwanego Mesjasza. Stąd postawione Jezusowi przez Jana pytanie: czy Ty naprawdę jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? W odpowiedzi – słyszeliśmy w Ewangelii – Jezus wskazuje na znaki i cuda, jakie towarzyszą Jego przyjściu i cytując fragmenty z Księgi Proroka Izajasza, odnosi te słowa wprost do siebie. Koryguje więc zastane oczekiwania i wyobrażenia. Ukazuje, że Jego przyjście przynosi człowiekowi konkretną wolność i wyzwolenie, wybawienie i przemianę, łaskę i miłosierdzie. Tak, wszystko w Nim mówi o miłosierdziu – przypomni nam papież Franciszek – więcej, wszystko w Nim jest miłością i miłosierdziem, jakie Bóg okazuje zbolałej ludzkości.

Moi Drodzy!

Znając Ewangelię i dzieje Jezusa, znając wydarzenie męki, śmierci i zmartwychwstania, wydaje się nam, że jesteśmy w dużo lepszej sytuacji niż wspominany nam dziś święty Jan Chrzciciel. My już wiemy. My już znamy. Ale my jednak, być może, przyzwyczailiśmy się już do obrazu Jezusa. Tak, to jest Ten, który miał przyjść – jesteśmy gotowi, by świętemu Janowi Chrzcicielowi, tak odpowiedzieć. Czy jednak nasza odpowiedź zakłada wewnętrzną akceptację dla takiego właśnie działania Boga? Czy widzimy w niej spełnienie Bożych obietnic dla nas? A może wciąż na coś jeszcze czekamy. Może my sami mielibyśmy lepszą, a więc także bardziej sprawiedliwą, naszym zadaniem, receptę. Czyż w obliczu dzisiejszej Ewangelii, wobec odpowiedzi, jaką sam Jezus o sobie nam daje, nie powinno nas jednak zawstydzać – jak przypomniał nam w bulli ogłaszającej Jubileusz Miłosierdzia papież Franciszek – że być może, również jako Chrystusowy Kościół, i my przez zbyt długi czas zapomnieliśmy wskazywać i żyć drogą miłosierdzia? Czy wciąż pamiętamy, i pragniemy tego właśnie uczyć się w naszych świątyniach, że – jak to ujął papież Franciszek – nadszedł teraz czas dla Kościoła, aby niósł przebaczenie i uczył ludziom przebaczać? I że dla Kościoła wciąż przecież na nowo angażującego się w misję ewangelizacyjną, kluczowym dla Jego życia i wiarygodności głoszenia, jest właśnie to, aby on sam żył i świadczył w pierwszej osobie o miłosierdziu.

Siostry i Bracia!

Odnowiony kościół franciszkanów, który dziś poświęcamy, stał się – jak wiemy – w minioną niedzielę, kościołem stacyjnym, z którego wyruszyła nasza procesja do katedry, by uroczyście otworzyć Bramę Miłosierdzia. Dziś, powróciliśmy tutaj, by ucieszyć się odnowioną świątynią i jeszcze raz oddać chwałę Bogu. Niech więc i ta świątynia będzie szczególnym miejscem miłosierdzia. Idźcie więc i mówcie, co tu widzieliście i słyszeliście. Tutaj, przecież słuchając Słowa Bożego, ludzie wzrok odzyskują i słyszą, to znaczy otwierają się ludzkie oczy i uszy na Dobrą Nowiną o zbawieniu. Oby była jak najobficiej więc przepowiadana i głoszona. Tutaj chromi chodzą i trędowaci zostają oczyszczeni, to znaczy, że w sprawowanym sakramencie pojednania i pokuty, ludzie spętani przez zło i grzech odzyskują sprawność duszy, zostają wewnętrznie oczyszczeni Bożą łaską, przywracana jest im odwaga, by żyć przebaczeniem i miłością. Tutaj umarli zmartwychwstają, jednak nie przez jakieś cudowne wskrzeszenia do życia, ale przez miłość gromadzącej się tutaj wspólnoty, która wielu, zniechęconym i na poły już obumarłym, pozbawionym nadziei i wiary dosłownie pozwala, jakby na nowo ożyć, zaczerpnąć siły i pójść dalej, tak właśnie do życia zmartwychwstając. Tutaj wreszcie głosi się Ewangelię ubogim, nie tylko jednak w pięknie ubranych słowach, ale w czynach miłości, odpowiedzialności za siebie nawzajem, konkretnej pomocy tym, którzy jej rzeczywiście potrzebują. I wszystko to dzieje się pod tym dachem, tak pięknie odrestaurowanego kościoła. Rzeczywistość i zarazem życzenia na przyszłość, na Bożą przyszłość, bo i nam wszystkim Jezus jeszcze przypomina, że moc do takiego właśnie życia jest w Nim, i dla nas wszystkich. Dlatego błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie. Amen.