Wojtyła Karol, Kard., Miejsce zakonów w Kościele i w świecie współczesnym

Zastanawiałem się nad tym, co mógłbym powiedzieć dzisiaj w Waszym gronie. Bardzo zależało mi też na tym, aby wiedzieć, jaki jest plan całości. Myślę, że ta całość, którą tutaj zaplanowaliście i z którą się teraz zapoznałem z ust Przewodniczącego, będzie książką czy też broszurą. Do tej książki, której autorami będą różni referenci – ekipa – jak to dzisiaj jest modne, mam napisać słowo wstępne.

Doszedłem do wniosku, że do tej książki mam napisać niejako słowo wstępne. Trudno bowiem, ażeby człowiek opanował wszystkie zagadnienia. Teologia życia zakonnego, jego asceza, pewnego rodzaju reinterpretacja tej ascezy czy też teologii, to zagadnienie wymagające fachowości. Myślę, że Kościół w Polsce posiada fachowców od spraw życia zakonnego i że oni tu przede wszystkim będą przemawiali. Oni będą pisali rozdziały tej książki, a Ojciec Przewodniczący Konsulty międzyzakonnej domaga się ode mnie słowa „hierarchicznego”, szczególnie wiążącego, autorytatywnego, ale słowa, które przy dzisiejszej strukturze życia kościelnego – zresztą nie tylko dzisiaj – musi zawsze zakładać głos fachowców – ekspertów, zabierających głos na zasadzie autopsji.

Z własnego doświadczenia trochę trudno mi zabrać głos na temat specyfiki życia zakonnego. Mogę natomiast i powinienem mówić z własnego doświadczenia na temat Soboru i życia całego Kościoła. Z własnego doświadczenia i z własnych refleksji pragnę w szczególności omówić temat już teraz najbardziej nas obowiązujący, czy wręcz palący, temat realizacji Soboru. To chyba będzie specyfiką owego słowa „hierarchicznego”, którego spodziewa się ode mnie Ojciec Przewodniczący. Wypowiadając je, „napiszę” jakiś, może nawet dość obszerny wstęp do książki, którą Wy chcecie tutaj „pisać” ustami; bo „będą ją tworzyły wypowiedzi wielu autorów – ekspertów.

Otóż obawiam się, że problem realizacji Soboru w dobie postconcilium w Polsce i poza Polską jest nieco przymglony. Normalny bieg wydarzeń powinien by wyglądać w ten sposób, że Sobór, który pracował i postawił swoje zadanie całemu Kościołowi, zostanie z kolei przez Kościół podjęty i wprowadzony w życie. I to się nawet chyba dzieje; lecz w małej nieco mierze. Za wiele jest bowiem akcentów niekonstruktywnych w procesie realizacji Soboru; za wiele mówi się o „kryzysie” w Kościele, wychwytując fakty, może i znamienne, ale nie najistotniejszej za mało szuka się istoty rzeczy.

Sobór to wielkie wydarzenie, wielkie „pchnięcie” Ducha Świętego; wielkie Jego tchnienie zawiera się w dokumentach soborowych. Ta treść domaga się ze strony całego Kościoła, całego ludu Bożego, wszystkich ludzi dobrej woli – przede wszystkim rzetelnego odczytania. Soboru musimy się uczyć, nie zaś mędrkować na jego temat. Wydaje nam się czasem, że wszystko o nim wiemy, bośmy raz przeczytali dokumenty, przeczytaliśmy jakieś informacje, czy np. dywagacje w prasie na określony temat.

Tymczasem proste, oszczędne w środkach wyrazu dokumenty Soboru zawierają w sobie przecież prawdę, którą Duch i Święty mówi Kościołowi Bożemu Anno Domini 1965-6-7-3-9.

Człowiek musi teraz zastosować właściwą metodę dla odczytania, „usłyszenia” tego, co mówi Duch. Ta metoda wsłuchiwania się w Słowo Boże jest nam dobrze znana w Kościele. Człowiek musi się tutaj nieco pomniejszyć, zmienić swoją orientację. Zachodzi bowiem obawa, że w tym postconcilium za bardzo człowiek chce wyrazić siebie, a za mało słucha tego, co mówi Duch, za mało dociera do Bożych treści, ażeby je zrozumieć i zrozumiawszy bardzo głęboko – przede wszystkim na modlitwie – wcielać w życie.

To chciałem powiedzieć na pierwszym miejscu. Myślę, że właśnie zakonnicy taką metodę realizacji Soboru, ustosunkowania się do niego dobrze sami rozumieją. Trzeba tylko uchwycić właściwe proporcje pomiędzy tym, czym jest Sobór, jego prawda, jego doktryna, magisterium, a tym, czym jest w Kościele każdy człowiek: duchowny, zakonny oraz świecki i w oparciu o zrozumienie tych proporcji działać.

Przechodzę teraz do podsuniętego przez Ojca Przewodniczącego tematu, który brzmi: Miejsce zakonów w Kościele i w świecie współczesnym. Można by w różny sposób odpowiadać na ten temat. W tak postawionym zagadnieniu kryje się również pytanie: Jakie jest to miejsce zakonów w Kościele i w świecie współczesnym?

Można by na to pytanie odpowiadać bardzo empirycznie, socjologicznie, nawet statystycznie; to byłoby bardzo pouczające. Ja tego zrobić nie potrafię, nie jestem do tego przygotowany. Myślę jednak, że odpowiedź na pytanie o miejsce zakonów w Kościele i w świecie współczesnym byłaby na pewno bardzo pożyteczna.

Jestem natomiast przygotowany – i bezpośrednio, i pośrednio – do odpowiedzi innej, która płynie poniekąd z pierwszego punktu tego przemówienia – do odpowiedzi w świetle Soboru, w świetle prawdy o Kościele i o Kościele w świecie współczesnym, którą Sobór wyraził.

Wiadomo, że Kościół na Soborze wypowiedział się przede wszystkim w dwu dokumentach: „lumen gentiurn” i „Gaudium et spes”. W pierwszym Sobór wyraził swoją wiarę w Kościół, zaś dokument „O Kościele w świecie współczesnym” tę wiarę w Kościół jeszcze poszerza i gruntuje. Dlatego po Soborze stoimy wobec jakiegoś wzbogacenia wiary w Kościół. O wiele bogatsza, bardziej dogłębna jest nasza obecna wizja Kościoła. Widzimy bowiem Kościół niejako od samych jego korzeni, które tkwią w Bogu samym. Zawsze wiedzieliśmy o tym, że Kościół jest rzeczywistością bosko-ludzką. Po Soborze widzimy, na czym polega boskość tej instytucji, jak się przedstawia zakorzenienie Kościoła w Bogu, w Trójcy Świętej. Pod tym względem wiara w Kościół ogromnie została wzbogacona.

Została też wzbogacona nasza wiara w Kościół, gdy chodzi o jego chrystocentryczny obraz. Widzimy, jak wyrasta on z tajemnicy Wcielenia i Odkupienia – a to wszystko samej egzystencji Kościoła nadaje piętno jakiegoś dramatu. Zawsze wiedzieliśmy o tym, że Kalwaria to jakiś dramat szczególny, nieporównywalny z żadnym innym dramatem, jaki stworzyli ludzie. Dzisiaj możemy to zastosować do egzystencji Kościoła. Oczywiście, mówienie w tym miejscu o dramacie jest bardzo analogiczne. Nie wyczerpuje ono tej prawdy o egzystencji Kościoła, która pochodzi z tajemnicy Odkupienia, z tajemnicy Chrystusa i Jego krzyża. To jest coś całkiem innego, Niemniej, kiedy myślimy o Kościele, kiedy koncentrujemy uwagę na tajemnicy Kościoła, to dzisiaj bardziej jeszcze niż kiedykolwiek musimy ją przeżywać w żywym kontakcie tajemnicy Odkupienia. Taki jest Kościół sam w sobie.

Ostatni rozdział konstytucji o Kościele, który mówi o. czynnej obecności Bogarodzicy w misterium Chrystusa i w misterium Kościoła, jest jak gdyby dopowiedzeniem prawdy o zakorzenieniu Kościoła w Trójcy Przenajświętszej, o jego stałym wyrastaniu z tajemnicy Wcielenia, z tajemnicy Odkupienia. W tym miejscu bowiem zawsze obecna jest Matka Boga – Odkupiciela i w tym miejscu zawsze staje się niejako Matką Kościoła jest Nią i wciąż Nią się staje. To wyrastanie Kościoła z tajemnicy Odkupienia jest stale dopełniane tajemnicą Zesłania Ducha Świętego, nieustannego Jego przychodzenia.

Kościół jest tym, który stale wzywa Oblubieńca; ten Oblubieniec (bo Kościół sam jest Oblubienicą) nie przychodzi we własnej postaci, bo raz powiedział: „pożyteczne jest, ażebym ja odszedł”; natomiast stale przychodzi w Duchu Świętym, w Jego zesłaniu. Zesłanie Ducha Świętego, które się nie wyczerpuje w Kościele, jest synonimem najgłębszej więzi z Oblubieńcom. Odkupicielem, Chrystusem. Jest weryfikacją zakorzenienia Kościoła w Bogu, w dziele Odkupienia i w tajemnicy życia Trynitarnego.

Tę prawdę o boskości Kościoła po II Soborze Watykańskim lepiej znamy, wzbogaciliśmy nią naszą wiarę w Kościół. Chodzi tylko o to, ażebyśmy żyli tą wzbogaconą wiarą w Kościół, w boskość Kościoła, w jego boskie posłannictwo, żebyśmy dla tej wiary znaleźli miejsce w sobie i znajdowali miejsce w innych. Prawda o Kościele w świecie jest bardzo potrzebnym dopowiedzeniem prawdy o Kościele w sobie, Było rzeczą celową nie tylko ze względów pastoralnych wypracowanie takiej konstytucji na Soborze Watykańskim II. Było to potrzebne również i w tym celu, ażeby całą prawdę o Kościele niejako przeprowadzić do końca, bo Kościół jest w świecie, jest w pewnym sensie dla świata. W egzystencji Kościoła w świecie i dla świata wyraża się pełna celowość tajemnicy Wcielenia, tajemnicy Odkupienia, która jest nie tylko w swoim charakterze soteriologiczna, nie tylko stanowi centrum histerii zbawienia człowieka, ale jest – jak to dzisiaj po Soborze Watykańskim II jeszcze śmielej mówimy – również kosmiczna. Jest skierowana do całego Stworzenia poprzez człowieka. Takie właśnie wyprowadzenie tajemnicy Kościoła w świecie z tajemnicy Wcielenia i Odkupienia, rozumianej kosmicznie, pozwala na nowo odkryć znaczenie człowieka. Dlatego też słusznie najgłębsze sformułowania na temat stosunku Chrystusa do człowieka znajdują się właśnie w „Gaudium et spes”.

Kościoł który stule wyrasta z Boga, z życia Trynitarnego, który stale wyrasta w ludzkości z faktu Odkupienia – stale wyrasta jako Oblubienica wzywająca Oblubieńca. Ten Kościół ma zadanie uświęcające w stosunku do człowieka, a poprzez człowieka do wszystkich stworzeń. Wielkim osiągnięciem Vaticanum II jest ta trafna i niesłychanie prawidłowa analiza człowieka. Trafne i prawidłowe usytuowanie człowieka w całej teologicznej wizji, w którą wchodzi Bóg-Stwórca, świat, stworzenie – w którą wchodzi Duch Święty, Odkupiciel i wreszcie Kościół.

Tak pokrótce przedstawia się sprawa, o której przede wszystkim pragnąłem powiedzieć w odpowiedzi na postawione pytanie. Sobór Watykański II, wzbogacając naszą wiarę w Kościół, wzbogaca równocześnie inne sfery naszej wiary. Porusza niejako inne warstwy naszego Credo, przy czym chodzi tutaj nie tylko o porównanie pewnych sformułowań, pewnych obiektywizacji takich, jakimi zajmują się teologowie czy pisarze teologiczni, ewentualnie pisarze ascetyczni w swoich książkach. Sobór Watykański II porusza rożne dziedziny, różne warstwy naszej wiary w egzystencjalnym sensie człowieka, który wierzy. Powiedziałbym, że po tym, czego nas Sobór nauczył i wobec tego, czego nas Sobór uczy, ja muszę niejako inaczej przeżywać moją wiarę, inaczej być wierzącym, w różnych elementach tego faktu inaczej przeżywać Stwórcę i moją ludzką stworzoność, inaczej przeżywać Chrystusa i moją do Niego przynależność w tajemnicy Odkupienia; inaczej – w pełni – przeżywać swoje własne człowieczeństwo.

Można powiedzieć, że przed Soborem Watykańskim II już chodziliśmy po tych śladach, szliśmy w tym kierunku; ale Sobór Watykański na te ślady położył stygmat swojego magisterium. to stało się prawdą, którą Kościół wyznaje i którą Kościół żyje. Mówię to w tym celu, ażeby odpowiedzieć na pytanie o miejsce zakonów w Kościele i w świecie współczesnym.

Otóż, ażeby odpowiedzieć na to pytanie, nie można od razu sięgnąć do VI rozdziału konstytucji „Lumen gentium” ani też tym bardziej nie można od razu pospieszyć do dekretu o odnowie życia zakonnego. Trzeba iść integralną drogą, jaką szedł Sobór, zastosować metodę całościową, bo każdy z elementów myśli soborowych, każde z zagadnień postawionych przez Kościół, tłumaczy się tylko na gruncie tej całości – niejako poprzez nią. Bez niej się nie tłumaczy, albo nawet tłumaczy się błędnie.

Myślę, opierając się na pewnych sformułowaniach, które zewsząd dochodzą, że dzisiaj stajemy chyba tu i ówdzie wobec niebezpieczeństwa błędnego rozumienia Soboru, błędnej – bo cząstkowej – jego interpretacji, nie wyprowadzonej z podstawowej wizji, to jest od Boga-Celu naszej wiary, naszej wiary w Kościół w świecie, a wraz z tym naszej wiary w Chrystusa, w Jego Matkę, naszej wiary w człowieka. Tylko na gruncie takiej, świadomie wzbogaconej wiary w Kościół, możemy też odpowiedzieć sobie na pytanie o miejsce zakonów w Kościele i w świecie. Gdy bowiem chodzi o problem życia zakonnego Sobór przede wszystkim potwierdza pewien stan rzeczy, jaki w Kościele istnieje od początku, tylko że to stwierdzenie w świetle wszystkich zarysowanych tutaj elementów soborowej prawdy nabiera nowej wymowy, nowej siły dowodowej. Nauka Vaticanum II, brana jako całość, jest nowym, o wiele jeszcze silniejszym argumentem za miejscem zakonów w Kościele i w świecie.

Tutaj już wolałbym, żeby mówili fachowcy od spraw zakonnych – i będą mówili. Ograniczę więc moją wypowiedź do minimum – jak tę rzecz zasadniczo widzę. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z istoty zakonności, z istoty powołania zakonnego. Jest to przede wszystkim „kapitalne” powołanie człowieka; droga osoby ludzkiej wyznaczona we wspólnocie. Otóż każda droga osoby ludzkiej we wspólnocie jest jakimś odzwierciedleniem tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Można powiedzieć, że Bóg ma swoją drogę we wspólnocie osób. Oczywiście, jest to wyrażenie nieścisłe, bo język ludzki nie zna adekwatnego sposobu wyrażania się o Bogu; zawsze tutaj stajemy na progu tajemnicy. Ale na tyle, na ile tę tajemnicę znamy, to powołanie zakonne jest powołaniem osoby, osób we wspólnocie. Powołanie rodzinne, małżeńskie jest także powołaniem do życia we wspólnocie. Jednak każda z tych wspólnot i każde z tych powołań ma inną celowość i znaczenie; inne daje świadectwo.

Powołanie osób do życia we wspólnocie zakonnej ma znaczenie świadectwa eschatologicznego. Mówi ono o transcendencji człowieka w stosunku do świata, w stosunku do ziemi, do życia i śmierci. Jest to powołanie osoby we wspólnocie do dawania świadectwa poprzez Tajemnicę Paschalną samej transcendencji Bożej, majestatowi Boga żywego, Jego świętości, Jego wszystko przekraczającej doskonałości, której można siebie poświęcić bez reszty, bez podziału. Jest to świadectwo oblubieńczej miłości, pełniejszej niż małżeństwo, poniekąd nieporównywalne z tamtym świadectwem. Chociaż w całokształcie wizji ludzkich powołań, jaka otwiera się na kartach Ewangelii, także na kartach Vaticanum II, można powiedzieć, że to powołanie do miłości oblubieńczej podciąga i adoptuje tamto. Wyciska też na nim jakieś wyższe, eschatologiczne piętno, jakieś znamię uczestnictwa w ostatecznej Miłości, do której wszystkich ludzi wzywa i prowadzi Bóg w swoim Synu przez Ducha Świętego.

Otóż takie jest zasadnicze miejsce powołania zakonnego w Kościele i w świecie, – powołania we wspólnocie i poprzez wspólnotę. Wspólnota zakonna posiada pewien rys wspólnoty rodzinnej; jednakże jest to wspólnota rodziny duchowej przede wszystkim, gdzie chodzi o inną płodność – duchową płodność, o inne rodzenie – rodzenie w porządku łaski, o inne wychowanie – duchowe wychowanie ludzi, którzy wciąż dojrzewają do coraz pełniejszego oddawania się samemu Bogu i do realizowania w Nim, w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, oblubieńczej miłości.

Cała struktura życia zakonnego, struktura rad ewangelicznych, jest ku temu oddaniu zwrócona; stwarza zespół specyficznych środków dla ukształtowania takiej właśnie żywej egzystencji osoby we wspólnocie. Przy czym – według mojego rozumienia – rady ewangeliczne posiadają znaczenie szczególne dla kształtowania egzystencji we wspólnocie. Dlatego chyba słusznie na pierwsze miejsce wśród nich wysuwano w tradycji i nadal trzeba wysuwać radę posłuszeństwa, zmierzającą do usytuowania osoby ludzkiej we wspólnocie z Bogiem. Oczywiście to, co w tej chwili powiedziałem, jest „niefachowe”. Wy to sobie o wiele lepiej powiecie, w oparciu o doświadczenia własne. To jest treścią Waszego życia. Mnie chodziło przede wszystkim o to, by prawdę o życiu zakonnym – zakonności – o miejscu zakonów w świecie i w Kościele – wyprowadzić z nauki Vaticanum Secundum, ze wzbogaconej wizji Kościoła w świecie, ze wzbogacenia wiary, jakie przyniósł nam ostatni Sobór.

Może się czasem wydawać, że jak gdyby zakony straciły „poczucie” swojego miejsca w Kościele i w świecie. Straciły same czy też za północą osób, obserwujących życie i działalność zakonów, tę pewność na temat ich miejsca – przydziału w Kościele i w świecie. Tutaj trzeba by sobie z tą opinią, zasadniczo poradzić.

Jestem przekonany, że oczywiście tak zakony jak i Kościół mają swoje znaczenie nie tylko teologiczne. Mają nie tylko swoje zakorzenienie w boskiej tajemnicy Kościoła; są także i zespołami, wspólnotami ludzkimi. Skupiają w sobie ludzi obdarzonych różnymi kwalifikacjami, zaletami, ale także i wadami. Oczywiście, na tym tle można by mówić czasem o jakichś „kryzysach”. Ale nie można tej opinii przenosić do rzeczy samej w sobie, do samej zakonności, do istoty powołania i życia zakonnego.

Co do tego Sobór Watykański II dostarcza nam jeszcze większej pewności; jeszcze mocniej przypieczętowuje tę naszą pewność, płynącą, przecież z wiary, z ustanowienia Bożego, z Ewangelii, z wezwania Chrystusa. Jakże wymowny jest fakt, że w konstytucji o Kościele, na tle tak bardzo oczekiwanej prawdy o powszechnym powołaniu Ludu Bożego do świętości, pojawia się właśnie prawda o życiu zakonnym, jak gdyby jej specyfikacja, jak gdyby Sobór chciał potwierdzić, że powszechne powołanie do świętości realizuje się tutaj w sposób szczególny.

Tak było w przeszłości i tak ma pozostać na drodze powołania zakonnego. Dlatego, mając pewność co do miejsca zakonów w Kościele i w świecie współczesnym – większą niż w przeszłości – możemy rozważać nie tyle problemy jakichś szczegółowych kryzysów, ile raczej problemy jakichś szczegółowych poszukiwań, kontemplacji współczesnego świata w jego dramacie egzystencjalnym. Rozróżniamy pomiędzy jednym a drugim. Poszukiwanie zawsze wskazuje na to, że człowiek na nowo odkrywa prawdę, że – w związku z nią – stawia sobie jakieś wzbogacające, egzystencjalne pytania.

My wszyscy chrześcijanie po Soborze Watykańskim II musimy postawić sobie zasadnicze pytanie: jak być chrześcijaninem pełniej, niż dotychczas? Sobór zmusza nas do tego swoją nauką. Otóż, mutatis mutandis, to samo pytanie muszą sobie stawiać zakony: jak pełniej niż dotychczas być zakonnikiem: franciszkaninem, jezuitą, dominikaninem itd. To jest pytanie właściwe i prawidłowe według myśli Bożej, która się nam – w pewnym sensie – na nowo objawiła. Chociaż Objawienie to nie jest nowe – ono się skończyło ze śmiercią ostatniego Apostoła – ale w pewnym sensie w nowym odczytaniu przez Sobór Watykański II dokonanego już Objawienia prawda ta niejako na nowo nam się objawiła.

Drodzy Ojcowie! To, co powiedziałem, nie wchodzi w meritum – zgodnie z moją zapowiedzią. Natomiast oprócz zasadniczej wizji, na której trzeba oprzeć rozważanie o miejscu zakonów w Kościele i świecie współczesnym, należy się starać w ramach tej wizji stworzyć pewną metodologię wszystkich poszukiwań, które w tym kierunku mają pójść. Myślę bowiem, że każde Wasze spotkanie – czy to w gronie własnej rodziny zakonnej, czy też w gronie międzyzakonnym, jak dzisiejsze – ostatecznie do tego zmierza; do odpowiedzi na pytanie: jak najbardziej, jak najpełniej być zakonem, zakonnikiem w ramach każdej rodziny zakonnej, na gruncie głębokiej odnowy, do której Duch Święty prowadzi Kościół poprzez Sobór.

To, co w tej dziedzinie powiedziałem, może spełni także funkcję pewnej przesłanki metodycznej. Wiadomo bowiem, że dojście do celu wymaga zawsze właściwej drogi. Dojście do celu, jakim jest, jakim ma być odnowa życia zakonnego w duchu Vaticanum II domaga się także właściwej drogi. Istnieje dzisiaj duże niebezpieczeństwo mylenia tych dróg znakowanych przez Kościół na Soborze.

Musimy również w dziedzinie naszej metodologii posoborowej być niesłychanie autentyczni, to znaczy orientować się w tych drogach, na których można znaleźć prawdziwą odnowę. Są pewne drogi, które bardzo szybko pokazują, że u ich końca nie znajduje się nic, ze tam się tylko coraz więcej gubi. Jeżeli mamy przeświadczenie, że wchodzimy na drogę, na której coraz więcej się gubi, to nie ma innego wyjścia, tylko odwrót. Wrócić do Początku i od Początku znowu, pokornie, na klęczkach – bo tutaj jesteśmy twarzą w twarz z Bogiem, ale nie w sensie wizji uszczęśliwiającej, ale w sensie Ducha, który „mówi Kościołowi” – na klęczkach znowu mamy czytać Bożą myśl; aplikować ją w duchu głębokiej pokory, w duchu uczniów – jak w Ewangelii. Wtedy powoli, małymi dawkami, odnowa zacznie wchodzić w nasze życie.


Wydział Spraw Zakonnych
Dziekania 1