Zadania osób konsekrowanych w nowej ewangelizacji według dokumentu przygotowującego Synod Biskupów w 2012 r. – Ks. Ryś G.

Tekst wygłoszony podczas Zebrania plenarnego KWPZM

Lineamenta na temat synodu biskupów o Nowej Ewangelizacji są bardzo ważnym tekstem. Są zadane wszystkim wspólnotom w Kościele. Jest teraz czas na refleksję. Nie wiem, jak ona przebiega, jakie Ojcowie mają przeświadczenia? Ja z podwórka seminaryjnego mam przeświadczenie prawie żadne. Klerycy najpierw mnie prosili o to, żeby zrobić takie spotkanie. Na 217 przyszło 4. Ale było bardzo ciekawie. Było nas 5 w tej debacie na temat Lineamenta.

Dokument jest wielowymiarowy. Spróbuję się skupić na dwóch tylko zagadnieniach, takich, które są aktualne również w tym gronie zebranych.

Najpierw może takie wstępne stwierdzenia. Dokument jest pisany w takim kluczu, jakby mówił już o rzeczywistości znanej w kościołach i w rozmaitych wspólnotach kościelnych. Raczej zachęca do dzielenia się doświadczeniem niż do refleksji, która zaczynałaby się od zera. Pytania, które są po każdej części, a jest ich tezy, są układane w takim kluczu: co już zostało zrobione w takim stopniu, że warto byłoby się tym podzielić między kościołami, między wspólnotami. Autorzy Lineamentów a dane to, zadzieje się już refleksja nad nową ewangelizacją, ale że sama owa nowa ewangelizacja już się dokonuje. Jeśli to dotyczy Kościoła w całości, to powinno dotyczyć Kościoła w Polsce, bo dokument stwierdza, że po raz pierwszy tego pojęcia „nowa ewangelizacja” użył Jan Paweł II w r. 1972 w Polsce, w Mogile.

To jest ciekawe stwierdzenie, bo gdybyśmy się spodziewali, że sformułowanie takiego postulatu o nowej ewangelizacji ma paść w krajach o starej tradycji chrześcijańskiej, to byśmy pewno chętniej widzieli kraje zachodnie, gdzie nieraz mamy pokusę mówić, że chrześcijaństwo się gdzieś tam wypaliło. A tu mamy 1979 rok, czyli eksplozje mocy chrześcijaństwa w Polsce i Jan Paweł II po raz pierwszy mówi w Mogile o potrzebie nowej ewangelizacji. Potem mówił też o niej w krajach Ameryki Łacińskiej, więc znowu w takich krajach, gdzie nikt nie mówi o jakimś kryzysie Kościoła. To jest coś, co daje bardzo wiele do myślenia, bo wtedy w Nowej Hucie widział w Polsce zachodzące przemiany, patrzył daleko w przód i widział jak daleko mogą się one jeszcze dokonywać. Widział też taka potrzebę, ze po tym tysiącu lat chrześcijaństwa w Polsce, trzeba u nas na nowo postawić Krzyż i na nowo też wprowadzać Polaków w tajemnicę paschalną Chrystusa. To jest coś niesłychanie ciekawego. Nie wiem na ile my w Polsce idziemy za tym rozeznaniem, które po raz pierwszy padło akurat na naszej ziemi? Myślę sobie też, że w tym był taki wątek osobisty. Jeśli mogę sobie na taka dygresję pozwolić – a miałem szczęście pracować w komisji historycznej do spraw beatyfikacji papieża. Przez trzy miesiące przeglądaliśmy cale archiwum, które po nim zostało na Franciszkańskiej. To jest wyjątkowa praca, ale bardzo ważna, bo jeśli się przejrzy archiwum, to się widzi, że to naprawdę to jest papież, który przyszedł znikąd, to jest taki rodzaj mitu, że to jest papież z dalekiego kraju, a naprawdę nie wiadomo skąd wyskoczył, ni stąd ni zowąd. To była jedna z postaci ważniejszych w Kościele powszechnym. Właściwie synod biskupów dokumentuje bardzo jego duchowość, taką ogólnokościelną.

Jak Ojcowie wiecie doskonale, był synod biskupów w 1974 roku poświęcony ewangelizacji. Efektem tego synodu było „Evangelii nuntiandi” Pawła VI. W ramach tego synodu kardynał Wojtyła był proszony o to przez Pawła VI i był delatorem części dogmatycznej tego synodu. On rozpracowywał zagadnienie ewangelizacji od strony teoretycznej, nie od strony pastoralnych takich czy innych zastosowań, tylko od strony właśnie najgłębiej doktrynalnej. To jest materiał potężny, niewykorzystany do tej pory w refleksji też nawet i wewnętrznej Kościoła w Polsce. Na Franciszkańskiej w archiwum jest 80 głosów z całego świata, zebranych w 1974 r. na temat ewangelizacji z rożnych kościołów lokalnych, 80 wypowiedzi, co to znaczy ewangelizacja. Kardynał Wojtyła musiał to przejrzeć i dokonać jakiejś syntezy tych wypowiedzi na potrzeby synodu o ewangelizacji. To jest taka tematyka, która w nim bardzo mocno siedziała. Trudno się dziwić temu, że potem zaraz jako papież ten temat podnosi w Polsce w 1979 roku.

Kończąc te wstępne kwestie, stawiam takie pytanie, bardziej pewnie do refleksji czy do dyskusji, pytanie – czy dzisiaj Kościołowi w Polsce nie jest talk naprawdę potrzebne rozeznanie? Czy my rzeczywiście stawiamy sobie takie pytanie, na ile ta nowa ewangelizacja jest nam rzeczywiście potrzebna? Jeśli jest potrzebna, to jakie ma mieć narzędzia, w jaki sposób ma przebiegać?

Podzielę się takim osobistym doświadczeniem, które było dla mnie mocne. Mianowicie po wakacjach, w krakowskim seminarium zjawili się neoprezbiterzy na swój pierwszy dzień skupienia po trzech miesiącach bycia księżmi. Mam przywilej prowadzenia dla nich takich dni, wiec postawiłem pytanie” – Co dla nich po tych trzech miesiącach okazało się najtrudniejsze w kapłaństwie?

Proszę sobie wyobrazić, jedna trzeci a z nich powiedziała, że „poczucie bezsensu”. Muszę powiedzieć, że dostałem dreszczów, resztki włosów stanęły mi na głowie i pytałem – Jakie poczucie bezsensu? Ksiądz, który po trzech miesiącach kapłaństwa ma poczucie bezsensu? Zaczęliśmy drążyć temat. Oni mówią: – wie ksiądz rektor, robię spotkanie kandydatów do ministrantów, przyjdzie trzech, a po dwóch spotkaniach już jest jeden. Ogłaszam spotkanie dla kandydatów do bierzmowania, przyjdą, pierwsze pół godziny walczę o przetrwanie, drugie pół godziny próbuję im coś powiedzieć, mam poczucie fikcji absolutnej. Takich wypowiedzi padli sześć czy osiem. Na koniec, szukając drogi wyjścia, mowie – bo wam się marzy duszpasterstwo, a wy jesteście powołani do ewangelizacji. Mnie się wydaje, ze tu jest gdzieś główny temat. Nie mam własnych doświadczeń, mogę tylko mówić o swoich. Przez te cztery lata bycia rektorem, razem z innymi formaterami, my się zmagamy z pytaniami o zagadnienia propedeutyczne, wstępne, które trzeba robić w formacji z tymi przychodzącymi do seminarium. To są przecież najlepsi nie najgorsi, ci którym się coś chce. Mamy takie rodzinki, w których polowa pochodzi z rozbitych rodzin. Mamy roczniki, gdzie 90% z tych chłopaków w życiu nie było na żadnych rekolekcjach, nie należało do żadnych ruchów. Bardzo często są „spod chóru”. My te wszystkie rozpoznania, które były aktualne lat temu 10 czy 15 – 90% to są ludzie zaangażowani, którzy przeszli jakaś wstępną formację, maja za sobą jakiś zasadniczy wybór wiary, są uformowani z domu. Te wszystkie elementy dawnego rozeznania są chybione. Nie chodzi o to, żeby utyskiwać, ale żeby przeprowadzić rzetelna analizę punktu, w jakim się znajdujemy w Polsce.

Nowa ewangelizacja w Lineamentach, jej potrzeba, jest uzasadniona nowymi kontekstami, w jakich Kościół dzisiaj głosi wiarę. Ja tylko zasygnalizuję, tych kontekstów jest wymienionych aż sześć. Suma sumarum, wydaje się ważniejsze jest co innego i o czym innym chciałbym mówić. Zasadnicza teza jest taka, że świat się zmienia, społeczeństwa się zmieniają. Na przykład zupełnie się zmienia pojęcie myśli „ad gentes”. Dzisiaj na misje „ad gentes” nikt nie musi z Polski wyjeżdżać, dlatego że mamy miedzy sobą bardzo wielu imigrantów, którzy przybywają z rozmaitych krajów gdzie panuje albo inna religia, albo są wtórnie pogańskie. Naprawdę nie ma potrzeby wyjeżdżać gdzieś daleko żeby wejść w misje „ad gentes”, dlatego, że ”gentes” są miedzy nami. Takich zmian dokument sygnalizuje przynajmniej sześć i zamiast wymieniać je, powiem jaka stawia tezę. Teza jest taka, że my w tych zmianach nie potrafimy się znaleźć i zasadniczą reakcją jest oszołomienie i lęk. My się tego nowego świata zasadniczo boimy – tak mówią Lineamenta, jesteśmy oszołomieni. Wszystko się dzieje tak, ze my się nie możemy połapać. Nasze pokolenie orientuje się w komputerach, dzieci naszych bratanków są milion razy lepsi w tym niż my. Tymi wszystkimi zmianami jesteśmy przygnieceni, oszołomieni i zasadniczo się ich boimy. Natomiast postawa, która Lineamenta zalecają to byłaby postawa odnalezienia Boga w samym środku zmieniającego się świata i jakby we wnętrzu tych zmieniających się kontekstów szukać obecności Bożej.

To są zagadnienia wstępne.

Dwie są zasadnicze kwestie, które wydaje się trzeba podnieść w tym gronie.

Pierwsza – zatytułowałbym ją: Kościół jako wspólnota. Temat, który jest akurat aktualny w Kościele polskim przez najbliższe trzy lata. Wiemy, że taki jest kolejny temat trzech lat duszpasterskich. Dlaczego to jest ważne? Niezależnie od tego, na ile potrafimy opisać te zmieniające się konteksty, autorzy Lineamentów mówią tak: ważniejsze jest to, w jaki sposób Kościół rozeznaje samego siebie. Głównym problemem nowej ewangelizacji nie jest nawet świadomość, jaki jest świat i nie jest problemem poszukiwanie nowych metod pastoralnych. Nie chodzi o to, aby uruchomić wielkie studia na każdym wydziale teologicznym z teologii pastoralnej, tylko głównym tematem jest jaki jest Kościół. Cytat: „Problem owocności dzisiejszej ewangelizacji i współczesnej katechezy jest problemem eklezjologicznym. Problem bezowocności dzisiejszej ewangelizacji jest problemem eklezjologicznym, w którym chodzi o umiejętność lub nieumiejętność kształtowania Kościoła jako prawdziwej wspólnoty autentycznego braterstwa, jako ciała.

Najważniejsze pytanie jest to, na ile jesteśmy Kościołem i jakim jesteśmy Kościołem? To się doskonale wiąże z główną myślą „Evangelii nuntiandi” Pawła VI. Kiedy Paweł VI mówił o ewangelizacji, mówił też o narzędziach. Podawał dwa istotne dla ewangelizacji, to znaczy: świadectwo i dialog.

Myślę o tym na potrzeby własne rektora seminarium. Jeśli najważniejszymi narzędziami ewangelizacji są świadectwo i dialog, to się rodzi pytanie: w jaki sposób do tych dwóch narzędzi wychowywać przyszłych księży? To też jest dla wielu z Was. Jesteście też formaterami następnych pokoleń, które przyjdą po Was. Mowie swoim nieraz w ten sposób – Od tego w jaki sposób mówią kazania jest ważniejsze, co rozumieją z ubóstwa. Jeśli niczego nie rozumieją z ubóstwa, to nie będą mieli do kogo mówić kazań, nawet jeśli się ich świetnie nauczą. A więc świadectwo, pytanie o świadectwo. To jest Paweł VI. Lineamenta idą za Pawłem VI, bo ostatecznie świadectwo daje Kościół. Świadectwo, z którym jesteśmy posłani, to świadectwo miłości. To świetnie pokazuje Nowy Testament. Uczniowie zawsze po dwóch, nigdy pojedynczo. Ile razy czytamy w Ewangelii, zawsze zestaw: Piotr i Jan, Jakub itd., nigdy samotnie. W Dziejach Apostolskich wyraźnie to widać. Piotr wędruje z Janem, Paweł z Barnabą. Jak dojdzie do konfliktu między nimi, pokłócili się przez trzeciego, jak wiadomo. Potem Barnaba z Markiem, a Paweł z Tymoteuszem, zawsze idzie dwóch. Moment jest istotny, bo zanim zaczną coś mówić, musza być znakiem miłości, która jest czymś konkretnym. Miłość miedzy Piotrem a Janem nie jest czymś łatwym. Wiemy z Ewangelii, że Jan z Jakubem chcieli Piotra „wykolegować” w którymś momencie z pierwszej trojki… Powiedz, żeby moi dwaj synowie siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej. Potem ten Jan musi zawsze przed sobą Piotra przepuszczać. Jan musiał dojrzewać do tej relacji z Piotrem. Piotr musiał przez przebaczenie też dojrzewać do relacji z Janem. To jest to, o co idzie. To jest świadectwo, które daje Kościół, świadectwo miłości wewnątrz przeżywanej.

Tu się pojawia inne zagadnienie, w Polsce chyba ciągle jeszcze mało uświadomione. Lineamenta to podkreślają: ewangelizuje zawsze Kościół, nie pojedynczy człowiek.

Znowu, jak pozwolicie, takie małe wspomnienie. Próbujemy w Krakowie z Bonifratrami i Uniwersytetem Papieskim stworzyć coś, co na początku nazwaliśmy „szkołą kapelanów”. Jak się odbyła pierwsza sesja w Łagiewnikach, przyjechał na nią z Watykanu bp J.L. Redrado, niesamowicie człowiek taki „dobry brat”, pełen energii Hiszpan. Słuchał pierwszego dnia tych rożnych wystąpień. Kapelani ze swoim doświadczeniem też siedzieli. On słuchał i w swoim wystąpieniu powiedział: – Ja was kompletnie nie rozumiem. Wy ciągle mówicie o kapelanach, a do szpitala musi wejść Kościół, ewangelizuje Kościół. To niesamowity impuls, bo nasze powszechne myślenie jest takie, żeby obsłużyć szpital duszpastersko, znaleźć trzeba człowieka. Chce, czy nie chce, czasem się do niczego innego nie nadaje. Wpuszcza się GOP w szpital Narutowicza. Idzie i ma 15 minut na oddział, ani minuty, by się zatrzymać, porozmawiać. Gdyby szedł nie kapelan, ale idzie Kościół, idzie z nim cala rzesza ludzi, którzy są szafarzami nadzwyczajnymi. On ma wtedy czas rozmawiać, już nie mowie o tym, że idzie wspólnota ludzi, którzy sami są znakiem przez to, co ich łączy, sami stanowią znak zapytania, co im każe takim czymś się zajmować. Ewangelizuje Kościół, nie ewangelizuje pojedynczy ludzie. To jest coś, co jest absolutnie istotne, a jakoś u nas chyba jeszcze w niewielkim stopniu jest to uświadomione. Właśnie dlatego pytanie o nową ewangelizacje to jest pytanie o Kościół. Lineamenta mówią nawet w ten sposób, proszę posłuchać, to jest niezwykłe. Potrzeba, by praktyka chrześcijańska ukierunkowała refleksję w żmudnej pracy kształtowania nowego modelu bycia Kościołem. Pierwsze zadanie nowej ewangelizacji to jest refleksja o nowy rodzaj bycia kościołem.

Sam dokument nie odpowiada, jaki ma być ten nowy model, natomiast odpowiada na pewno na pytanie jaki nie ma być. Jest kilka takich intuicji, które są bardzo uruchamiające, mówiąc jaki ten nowy model niema być. Nie ma być ten Kościół maszyną i przedsiębiorstwem. To się trochę kojarzy z tym, co Benedykt XVI mówi w swoim wywiadzie rzece, o zbiurokratyzowanym Kościele Zachodu. Tu wszystko świetnie hula. Instrukcje, rozpisane zasady działania, pozyskiwanie środków. To wszystko mamy świetnie opracowane. Kościół jest jednym wielkim biurem. Tu jest mocniej powiedziane: przedsiębiorstwem i maszyną.

Dalej, jeszcze dwie rzeczy. Kościół nie może być sektą.

I trzecia: chrześcijaństwo nie może być religia obywatelską. Mowa jest taka, że w tym nowym modelu bycia Kościołem trzeba uniknąć pułapek sekciarstwa i religii obywatelskiej. To jest coś do przemyślenia także u nas w Polsce. Akurat ten motyw: pułapki sekciarstwa i pułapką religii obywatelskiej.

Kiedyś, gdy studiowałem historię Kościoła, to się mówiło o religii obywatelskiej, że to była tradycyjna religia pogańskiego Rzymu. Ta religia była deklaracją polityczną. Nikogo nie obchodziło, czy ktoś wierzy czy nie wierzy w Jowisza, ważne było żeby składał ofiarę. Jak składał, to znaczy, że jest poprawnym obywatelem. Można religie zredukować do czegoś takiego, do pewnego sztandaru obywatelskiego. Jest to niesamowita pułapka. Tu się zatrzymam, bo mają wszyscy własne doświadczenia w tym zakresie.

Istotne jest to – Lineamenta mówią, że punktem wyjściowym myślenia o tym modelu jest praktyka. Uważam to za jeden z kluczowych tekstów w tym dokumencie: „Potrzeba, by praktyka chrześcijańska ukierunkowała refleksję w żmudnej pracy kształtowania nowego modelu bycia Kościołem”. Czyli to nie znaczy, że mamy się zabawiać w jakąś refleksję teoretyczną i wymyślać sobie nowy Kościół. Broń, Boże! Chodzi o to, e my mamy piękne doświadczenie życia wspólnotowego w Kościele i wychodząc z tej praktyki, trzeba myśleć nad tym, jaki ma być Kościół w ogóle. Mówiąc o tych zjawiskach praktycznych, konkretnych, o tych wydarzeniach w Kościele, Lineamenta najpierw mówią o nowych formach, o ruchach kościelnych, o stowarzyszeniach, które przeżywają wiosnę w Kościele, a potem mówią o dawnych i nowych formach życia konsekrowanego, które maja wielka rolę do odegrania w dziele nowej ewangelizacji. Trzeba wspomnieć – dalej cytat – że „wszystkie wielkie ruchy ewangelizacyjne w trwającej od 2000 lat historii chrześcijaństwa były związane z formami radykalizmu chrześcijańskiego”.

Mówiąc najprościej – jesteście na pierwszej linii. W pytaniu o Kościół w tej chwili najważniejsze są wspólnoty, a w tych wspólnotach podkreślone są wspólnoty życia konsekrowanego. Oczywiście zasadniczo to nikogo nie powinno dziwić, dlatego ze przecież w końcu taka była funkcja życia zakonnego w Kościele zawsze. To były wspólnoty, które pielęgnowały w sobie model pierwszej gminy chrześcijańskiej z Jerozolimy. Ile razy Kościół się pytał w ciągu tych 2000 lat o potrzebę zmian, potrzebę reformy, to nie patrzył w innym kierunku, tylko w Dzieje Apostolskie i w to jaka była pierwsza gmina. A duchowość tej pierwszej gminy, kiedy szuka się wcielenia, to znajduje się wspólnoty zakonne. To się nie ma co dziwić, kiedy pada teza, że trzeba się zapytać o nowy model Kościoła, to patrzymy w życie zakonne, jaka tu jest praktyka.

W Lineamenta pojawia się motyw pamięci Kościoła. Czytamy: „Wyrastamy z dziejów, które zapisały dla nas wspaniale karty odwagi, oddania, śmiałości, wyczucia i mądrości. Karty te odbijały się wielkim echem i pozostawiły liczne ślady w tekstach, modlitwach, wzorcach i modelach pedagogicznych, w duchowościach, w drogach inicjacji we wiarę, w dziełach i instytucjach wychowawczych”. Wszystko o Was. Tylko myślenie jest takie, że jest pamięć, która tak naprawdę nie dotyczy wprost historii, tylko dotyczy historii zbawienia. W kontekstach, które macie, w instytucjach, któreście stworzyli, na przykład w rozmaitych instytucjach wychowawczych czy w duchowościach, którymi żyjecie, naprawdę objawia się moc Ducha Chrystusowego. Pamięć jest pamięcią historii zbawienia. Ta pamięć jest potrzebna, tak to Lineamenta ustawiają, dla nadziei, bo jeśli my nie będziemy pamiętać o tych wszystkich ludziach, których cechowała śmiałość, męstwo itd., to nie będziemy mieli poczucia, że z nas Duch Chrystusowy może coś wykrzesać. Natomiast może tak jak wykrzesał z tamtych, tak może też wykrzesać z nas. Ta pamięć jest wiec czymś bardzo a bardzo istotnym.

Tu może taka mała dygresja, która jest bardzo ważna, żeby sobie zdawać sprawę z tego rodzaju odszukiwania swojej tożsamości, które wyrasta z pamięci, szuka zakorzenienia, jest czymś, co jest dziś w świecie kompletnie niezrozumiale. Teza, którą stawiają autorzy Lineamenta, jest taka: to, że my poszukujemy siebie samych w przeszłości, w historii, w pamięci, czyni nas obcymi w tym świecie, który jest nastawiony na moment obecny, na te właśnie chwile. Pada takie określenie: kultura efemeryczności. Liczy się to, co jest teraz, w tej chwili, co jest w miarę przyjemne. Nie liczy się ani przeszłość ani przyszłość. Słyszy się takie sformułowanie, że żyjemy w społeczeństwie, które jest niezdolne do pamięci. My w tym społeczeństwie niezdolnym do pamięci mówimy, że nas określa nasza pamięć o Bogu, który się objawia w dziejach. Tę potężną pracę budowania własnej tożsamości, odkrywanie jej na nowo musimy dokonywać wyłącznie dla siebie – ad intra, mając przekonanie, że i tak na zewnątrz nie koniecznie nas kiedykolwiek z tego powodu ktoś będzie rozumiał.

Wracam do tego, gdzie szukać inspiracji tego punktu wyjścia praktycznego. Ten praktyczny punkt to są wspólnoty życia konsekrowanego, bardzo mocno podkreślone.

Drugi model, z którego należy wyjść, to jest model kościoła domowego. To jest kolejna teza, którą stawiają Lineamenta. Kościół domowy jest przeciwieństwem Kościoła zbiurokratyzowanego, Kościoła, który jest maszyną, jest przedsiębiorstwem. Tam, gdzie jest przekaz wiary w rodzinie: dziadek opowiada ojcu, ojciec opowiada synowi, mamy zupełnie do czynienia z inna jakością – kościół domowy.

Trzeci element warty przemyślenia, żeby spróbować przeanalizować doświadczenia Kościołów, które funkcjonują, będąc mniejszością. To jest coś, co my robimy rzadko.

Do rektora seminarium krakowskiego raz po raz przyjeżdża jakiś biskup – gdzie nie ma nikogo w prezbiterium. Biskup, który ma 13 parafii i chciałby mieć 13 prezbiterów. Przyjeżdża do Krakowa, bo wie, ze tam jest 1200 plus 1000 jeszcze prezbiterów zakonnych. On po prostu jest oszołomiony tą liczbą. Wchodzi do kaplicy gdzie siedzi jeden rocznik seminaryjny i mówi, że on by tym rocznikiem z powodzeniem obsadził całą swoja diecezję i jeszcze by miał nadmiar. Właściwie tacy ludzie są ciekawi polskiego doświadczenia. Jak wy to robicie? Lineamenta podpowiadają nam odwrotny kierunek. Trzeba takiego biskupa zapytać, a jak wy to robicie, że w mniejszości trwacie we wierze? Taki kierunek jest wart refleksji. Akurat z tym biskupem jedno odkrycie jakie miałem, on był z kapelanem, odprawialiśmy Eucharystię we trzech. Zdumiał mnie tym, że na każdej z tych Eucharystii mówił homilię do nas dwóch. Raz nawet mówił – to wy może byście powiedzieli, bo ja chciałbym posłuchać. Odpowiedziałem, że jak jest biskup, to się biskupa słucha… To było coś niesłychanie inspirującego – jego przeżywanie Eucharystii. On nie potrzebuje setki ludzi, żeby mówić homilię. Dwóch to starczy, by coś powiedzieć.

To są te trzy praktyczne miejsca w Kościele, z których mogłaby wychodzić ta żmudna refleksja nad nowym modelem Kościoła: wspólnoty, z zakonnymi, kościół domowy i te Kościoły, które przeżywają swoja wiarę, będąc mniejszością.

Jeśli mogę, to jeszcze drugie, co jest ważne. Tamto było najważniejsze i kluczowe do medytacji w tym gronie. Natomiast drugie jest szersze, dotyczące Kościoła jako całości. Teraz możemy przejść do zagadnienia, ze ten Kościół, który jest wspólnotą, przekazuje wiarę. Jeśli kogoś zainspiruje swoim świadectwem, to nadchodzi czas przekazu wiary.

Co to znaczy przekazywać wiarę? Tu jest mocne podkreślenie, oczywiście nie chodzi, by kogoś nauczyć prawd wiary. Chodzi o relacje z Bogiem. Ta relacja tworzy się przez modlitwę. Ładna jest definicja modlitwy w tym tekście, ze „modlitwa to wiara w działaniu”. Bardzo twórcze sformułowanie. Modlitwa z kolei prowadzi człowieka do liturgii. Modlitwa i liturgia otwiera nam temat katechezy, a mówiąc ściśle – katechumenatu, który Lineamenta uważają za wzorcowa katechezę, także katechumenat post-chrzcielny. Cytat: „Katechumenat przekształca się w podstawowy środek rozwoju katolicyzmu i zaczyn odnowy Kościoła”. W centrum katechumenatu nie stoi nic innego jak kerygmat. W katechumenacie zawsze w samym środku jest kerygmat, zderzenie człowieka z prawda o tym, że Chrystus umarł i zmartwychwstał.

Teraz pytanie, przed którym staniemy, czy chcemy czy nie, stajemy na co dzień. Staja najbardziej ci, którzy SA aktywni w katechezie. Lineamenta podkreślają, ze katechezę muszą prowadzić wspólnoty chrześcijańskie, z podkreśleniem: parafie, a dalej różne grupy i ruchy. Za tym się kryje przekonanie, ze aby komuś przekazać wiarę, trzeba go wprowadzić we wspólnotę Kościoła, to jest ostateczny przekaz wiary. Nie nauczyć go tylko zasad, tylko wprowadzić go w Kościół. Kościół przekazuje wiarę i przekazać ja można wtedy, gdy się go do tej wspólnoty wprowadza i kiedy on w tej wspólnocie możliwie się jakoś zadomowi, zaczyna z tej wspólnoty czerpać dary Chrystusowe: słowo, Eucharystia, sakramenty. Tu jest sformułowane takie dubium, które będzie pewno wymagało jakiejś refleksji u nas, w naszym Kościele. Mianowicie – cytat: „Innym wyzwaniem jest w końcu potrzeba, by nie delegować na szkolne zajęcia wychowania religijnego zadania, które jest właściwe Kościołowi, a mianowicie głoszenia Ewangelii i wzbudzania wiary, również u dzieci i młodzieży”. Do tego jest dodane pytanie, które jest po trzeciej części – pytanie 16: „Czy zdolni są już uporać z praktyka przenoszenia odpowiedzialności za wychowanie do wiary ze wspólnot parafialnych na inne podmioty edukacji religijnej (np. instytucje szkolne, myląc wychowanie do wiary z rożnymi formami religioznawstwa)?”

To oczywiście nie powinno być interpretowane w taki sposób, ze katecheza w szkole jest czymś bez sensu. Musi być interpretowane w ten sposób: katecheza w szkole nie jest miejscem, gdzie przekazuje się wiarę. Wiarę się przekazuje we wspólnocie Kościoła i wspólnota, która jest parafia, zasadniczo nie powinna delegować tego dzieła przekazu wiary do szkoły. To jest pytanie nie o to, czy wycofywać katechezę ze szkół, tylko o to, co się dzieje w parafiach oprócz katechezy szkolnej. To znaczy, kiedy ten młody człowiek – gimnazjalista, licealista zderzy się ostatecznie z pytaniem, które nie jest grzecznym pytaniem. To jest pytanie zasadnicze, kerygmatyczne, pytanie, czy ty wiesz, że zabiłeś Jezusa Chrystusa i czy ty wiesz, że On zmartwychwstał dla ciebie, bo wtedy kiedy zabiłeś Chrystusa, to zabiłeś także siebie – jesteś trupem. Takich pytań nie zadaje się w szkole na katechizacji, bo przyjdą rodzice i nas wyrzucą. Na takie pytania jest miejscem w rekolekcjach, w katechezie katechumenalnej przy parafii. To jest miejsce właściwe do stawiania takich pytań. On jak takie pytanie usłyszy i stać go na odpowiedź, to potrzebuje jeszcze liturgii, doświadczenia sakramentu pokuty, sakramentu Eucharystii. W tym kierunku idą tu pytania, czy my nie za dużo przerzuciliśmy na szkołę, zwalniając się z dzieła inicjacji chrześcijańskiej.

Temu towarzyszy pytanie jeszcze jedno: Jakie mamy skojarzenia w naszym Kościele, jak mówimy: inicjacja chrześcijańska” Czy mamy skojarzenie z wprowadzeniem we wiarę ludzi dorosłych, czy mamy doświadczenie z wprowadzenia we wiarę wyłącznie dzieci? Pytanie sformułowane w Lineamenta brzmi w ten sposób: jakie jest doświadczenie inicjacji chrześcijańskiej dorosłych?

Zakończę takim wspomnieniem z czasów bardzo wczesnego liceum, jak byłem na oazie wodnej w Krystynowie. Proboszcz, niesamowicie piękny człowiek, opowiadał jak do jego parafii przyjechała grupa z Włoch. Opowiadał im, co się w tej parafii dzieje z dumą, chlubą, bo miał się czym chlubić, robił piękne rzeczy w parafii rzeczywiście. Na koniec tego opowiadania oni go spytali: – ilu dorosłych ksiądz ochrzcił w ostatnim roku? To było pytanie, które pracowało w nim potem przez lata. Musiał sobie najpierw zadać pytanie, czy są tacy dorośli wokoło, którzy potrzebują chrztu? Za tym idą następne pytania. Nawet jeśli takich nie ma, bo wszyscy ochrzczeni, to co potem każdy z tym swoim chrztem zrobił i gdzie jest miejsce na katechumenat, nawet jeśli to ma być katechumenat post-chrzcielny w stu procentach?

To jest takie drugie pytanie, które mówi o potrzebie katechumenatu, a nie tylko katechezy. Refleksja dla nas wcale nie nowa, bo jeśli się weźmie teksty Blachnickiego, pisane przed laty, to Blachnicki nie używał tych pojęć, tylko używał: ewangelizacja i katechizacja. Na potrzeby wykładu, on to bardzo ostro rozróżniał. Mówił, że miejscem ewangelizacji jest Kościół, to jest wspólnota, miejscem katechizacji może być szkoła, ale katechizuje się człowieka, który już za sobą ma podstawowe pierwsze decyzje we wierze. Natomiast tak jak jest dzisiaj, jest niebezpieczeństwo, że 80, 90% naszej energii idzie w katechezę, przy założeniu, że mamy ludzi, którzy są ewangelizowani, dokonali w swoim życiu rzeczywistego wyboru Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. Pytanie, możemy wrócić do samego początku, o rozeznanie, czy takie założenie jest poprawne?

Te dwa zagadnienia, jak mi się wydaje, są jakoś kluczowe. Pierwsze: model Kościoła, na ile my jesteśmy Kościołem, wspólnotą, bo tylko taki Kościół jest siła ewangelizującą. Potem, jeśli jesteśmy – po drugie: jakie mamy metody przekazu wiary, na ile one są metodami inicjacji, na ile są rzeczywiście metodami katechumenalnymi?

Tekst spisany z nagrania – nieautoryzowany