Cantalamessa R. OFMCap, Głosić Ewangelię w duchu Św. Franciszka Z Asyżu

1. Co głosił św. Franciszek z Asyżu

Nietrudno dowiedzieć się, co głosił Franciszek ludziom. Źródła franciszkańskie pozwalają nam ustalić z całkowitą pewnością, co Biedaczyna z Asyżu mówił w pierwszych latach po swoim nawróceniu w każdym mieście i w każdej wiosce, do której przybywał. Mówił, wręcz błagał, by „czyniono pokutę”.

To zadziwiające, ale wszyscy to zauważyli: Franciszek prawie zawsze mówi o „czynieniu pokuty”. Jego Testament zaczyna się od słów: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty” . Od tamtego dnia, opowiada Tomasz z Celano, z wielkim zapałem i radością zaczął on głosić pokutę, budując wszystkich prostotą słów i wielkodusznością. Dokądkolwiek się udawał, mówił, zachęcał, błagał, by czyniono pokutę .

Franciszek przedstawiał siebie i swoich pierwszych towarzyszy jako grupę „pokutników przychodzących z Asyżu”. „Idźmy przez świat, zachęcając wszystkich bardziej przykładem niż słowami do czynienia pokuty za swe grzechy i do pamiętania o przykazaniach Bożych” . W Regule niezatwierdzonej używa słów jeszcze bardziej nabrzmiałych pasją:

„Wszystkie ludy, plemiona, pokolenia i języki, wszystkie narody i wszystkich ludzi na całej ziemi, którzy są i będą, my wszyscy bracia mniejsi, słudzy nieużyteczni, pokornie prosimy i błagamy, abyśmy wszyscy wytrwali w prawdziwej wierze i pokucie, bo inaczej nikt nie może być zbawiony”.

Franciszkański zakon świecki stał się owocem tego głoszenia pokuty. Jego oryginalną lekturą był list Franciszka zatytułowany „Zachęta dla braci i sióstr pokutujących”.

Odpowiadając, co rozumiał Franciszek przez te słowa, które tak bardzo leżały mu na sercu, jesteśmy niestety w wielkim błędzie. Sprowadziliśmy nauczanie Franciszka do zwyczajnego pouczenia moralnego, do bicia się w piersi, umartwiania się w celu zadośćuczynienia za grzechy, podczas gdy zawiera ono całą głębię i tchnienie Chrystusowej Ewangelii. Franciszek nie zachęcał do praktykowania „umartwień”, ale do czynienia „pokuty” (w liczbie pojedynczej!), która, jak zobaczymy, jest zupełnie czymś innym niż umartwianiem się.

Aby odkryć, o co tak naprawdę chodzi, należy odwołać się do wyrażeń łacińskich, których Franciszek używał. Nie zapominajmy, że napisał on „Pochwałę stworzeń” po włosku i jest uważany za jednego z ojców włoskiego języka literackiego, ale poza kilkoma nielicznymi wyjątkami jego językiem zasadniczo była łacina, głosił kazania po łacinie. A co znajdujemy w Źródłach franciszkańskich jako oryginał wyrażenia przetłumaczonego jako „czynienie pokuty”? Na przykład w Testamencie, kiedy pisze: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty”? Znajdujemy wyrażenie „poenitentiam agere”.

Dziś wiadomo, że Franciszek chciał głosić Ewangelię sine glossa, w sposób prosty i czysty, a jego pierwotna reguła, zatwierdzona ustnie przez Innocentego III, była kompilacją ewangelicznych cytatów. Franciszek bardzo lubił posługiwać się słowami Jezusa. A to słowo – czynić pokutę – jest słowem, którym Jezus rozpoczął swoje przepowiadanie, słowem, które w początkach swojej posługi powtarzał w każdym mieście i wiosce, do której się udawał. Zaświadcza to nam ewangelista Marek:

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię»” (Mk 1,14-15).

Słowo, które dziś tłumaczy się jako „nawracajcie się”, w łacińskim tekście używanym przez Biedaczynę brzmiało „poenitemini”, czyńcie pokutę. Franciszek podejmuje zatem jedynie wielkie orędzie Jezusa, Jego „dobrą nowinę”. Aby zrozumieć zatem słowo, które Franciszek głosił osiemset lat temu, a które chce głosić znowu dzisiaj ustami nas, swoich synów, należy rozpocząć od owego słowa pochodzącego z ust Jezusa.

2. Ewangeliczne nawrócenie

Przed Jezusem „nawrócić się” oznaczało zawsze „wrócić, pójść wstecz” (hebrajskie słowo shub oznacza „odwrócić kierunek, wrócić tą samą drogą”. Termin ten określał postępowanie kogoś, kto w pewnym momencie swojego życia dostrzega, że „zboczył z drogi”. Wówczas zatrzymuje się, chwilę zastanawia, postanawia wrócić do zachowywania prawa i na nowo wejść w przymierze z Bogiem. Dokonuje prawdziwego „zawrócenia”. Nawrócenie w tym przypadku ma charakter przede wszystkim moralny i kojarzy się z koniecznością dokonania czegoś przykrego: zmiany sposobu życia, zaprzestania robienia takiej czy innej rzeczy…

Takie jest zwyczajowe znaczenie nawrócenia w ustach proroków, aż do Jana Chrzciciela włącznie. Jednak w ustach Jezusa Chrystusa to znaczenie się zmienia. I to nie dlatego, by bawiło Go nadawanie słowom nowych znaczeń, ale dlatego, że wraz z Jego przyjściem rzeczy przybrały inny obrót. „Czas się wypełnił i nadeszło królestwo Boże!”. Nawrócić się nie oznacza już wrócić wstecz, do dawnego przymierza i do zachowywania Prawa, ale znaczy raczej uczynić skok naprzód i wejść do królestwa, uchwycić zbawienie, które przyszło do ludzi za darmo, dzięki wolnej i niezależnej inicjatywie Boga.

Nawrócenie i zbawienie zamieniły się miejscami. Już nie najpierw nawrócenie, a potem, jako jego konsekwencja, zbawienie, ale wręcz przeciwnie: najpierw zbawienie, a potem, jako jego wymóg, nawrócenie. Nie: nawróćcie się, a przyjdzie do was królestwo, przybędzie Mesjasz, jak mówili ostatni prorocy, ale: nawróćcie się, ponieważ nadeszło królestwo Boże, jest już wśród was. Nawrócić się to podjąć decyzję, która zbawia, „decyzję chwili”, którą opisują przypowieści o królestwie. „Nawróćcie się i uwierzcie” nie oznacza zatem dwóch różnych rzeczy następujących jednak po drugiej, ale ten sam fundamentalny czyn: nawróćcie się, czyli uwierzcie! Nawróćcie się, wierząc!

Wszystko to wymaga prawdziwego „nawrócenia”, głębokiej zmiany sposobu pojmowania naszej relacji z Bogiem. Wymaga przejścia od idei Boga, który żąda, który rozkazuje, który grozi, do idei Boga, który przychodzi z pełnymi rękami, aby dać nam wszystko. To nawrócenie od „prawa” do „łaski”, orędzie o darmowym usprawiedliwieniu przez wiarę, które tak bardzo leżało na sercu św. Pawłowi. Czy dokona się wewnątrz nas to nawrócenie, zanim pomrzemy?

Każda religia czy filozofia religijna rozpoczyna od powiedzenia ludziom tego, co muszą zrobić, aby się zbawić, czy to będą praktyki ascetyczne, czy spekulacje intelektualne. Zaczyna się od obowiązków. Chrześcijaństwo nie zaczyna się od powiedzenia ludziom, co mają robić, żeby się zbawić, ale mówi się im najpierw, co Bóg w Chrystusie uczynił, aby ich zbawić. Są także w chrześcijaństwie obowiązki i przykazania, a jedno z nich uważane jest za „pierwsze i największe ze wszystkich”: kochać Boga ze wszystkich sił, a bliźniego jak siebie samego. To prawda, ale przykazania i obowiązki znajdują się na drugim planie, nie na pierwszym. Na pierwszym planie jest dar. Chrześcijaństwo jest religią łaski!

Pamiętam to, co wydarzyło się pod koniec wojny, w dniu, w którym żołnierze niemieccy zaczęli wycofywać się z mojego rodzinnego miasta, Ascoli Piceno. W mgnieniu oka rozeszła się wiadomość, że otwarto magazyny wojskowe i każdy mógł iść i brać sobie, co tylko chciał. Wyobraźcie sobie reakcję ludzi, którzy cierpieli wielki głód i którym brakowało artykułów pierwszej potrzeby! Byłem dzieckiem, ale wciąż pamiętam całe procesje z wiosek i ludzi, którzy zachęcali się nawzajem, aby iść do miasta i wracali, niosąc na ramionach artykuły żywnościowe albo koce czy inne rzeczy.

Z Bogiem rzecz ma się tak samo. Magazyny Bożej łaski i miłosierdzia po Chrystusie są otwarte! Kościół powtarza wszystkim zachętę, którą czytamy u proroka Izajasza: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko!” (Iz 55,1). Ci, którzy „nie mają pieniędzy”, to ludzie nie mający zasług, którzy czują się niegodni, którzy w życiu błądzili. Nie powinniśmy się obawiać, że w ten sposób promuje się laksyzm i brak zaangażowania. To właśnie doświadczenie łaski popchnie nas do działania, przypnie nam skrzydła do ramion, skuteczniej niż jakiekolwiek prawo.

Ja nie wiem, czy Franciszek miał na myśli to wszystko. W jego czasach nie było takiej potrzeby podkreślania tej hierarchicznej zależności wiary i działania. Wiara była daną początkową. Ludzie żyli w społeczeństwie chrześcijańskim, w którym wszystko przepojone było wiarą, mimo wszystkich niespójności na poziomie praktycznym. Należało głosić im jedynie praktyczne konsekwencje wiary. My dzisiaj nie żyjemy już w „societas christiana”, pod pewnymi względami żyjemy w społeczeństwie postchrześcijańskim. Musimy zatem przywrócić hierarchię przyjętą przez apostołów.

Jest rzeczą wiadomą, że w Kościele apostolskim istniał wyraźny podział na Kerygmę i Didache, czyli na głoszenie wiary w misterium paschalne Chrystusa i nauczaniem moralnym o wadach, których należy unikać i cnotach, czyli owocach Ducha, które należy praktykować, w szczególności o najważniejszej cnocie miłości. Istniało także jasne przekonanie, szczególnie silne u św. Pawła, że wiara nie płynie z nauczania moralnego, ale z głoszenia Kerygmy, przepowiadania śmierci i zmartwychwstania Chrystusa: „Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, a w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9).

Kraje o silnej tradycji katolickiej, takie jak Włochy i Polska, potrzebują bardziej niż kiedykolwiek zdać sobie sprawę z tego novum, jakie niesie ze sobą Ewangelia, jeśli chcą wziąć aktywny udział w reewangelizacji Europy. Od jakiegoś już czasu zyskuje zwolenników nowe podejście do historii Kościoła. Polega ono na tym, aby nie zatrzymywać się na wydarzeniach zewnętrznych, na instytucjach czy wielkich postaciach, ale na schodzeniu do codziennego życia ludu chrześcijańskiego, na próbach zrekonstruowania życia części Kościoła w danym momencie jego historii.

Polega to, na przykład, na badaniu na podstawie archiwów przepowiadania jakiegoś proboszcza w ciągu wszystkich lat jego obecności w parafii. Zobaczymy w ten sposób, jaka religia i jaka idea Boga i życia chrześcijańskiego była wpajana jej mieszkańcom. Bardzo często dochodzi się do konkluzji, że, szczególnie w wiekach, jakie nastąpiły po Reformacji i wskutek reakcji na nią, wpajano najczęściej religijność opartą na czynach i praktykach pobożnych, a dominującą ideą Boga była idea Sędziego, a nie Ojca.

Przyćmienie chrześcijańskiego novum następuje wtedy, gdy w przepowiadaniu, w katechezie, w kierownictwie duchowym i we wszystkich momentach formacji wiary kładzie się nacisk na obowiązki, cnoty, wady, kary, a w ogólności na działanie człowieka, ukazując łaskę jako pomoc, która dociera do człowieka podczas jego aktywności, aby zdziałać to, czego on nie jest już w stanie dokonać sam o własnych siłach, a nie jako coś, co poprzedza cały ten wysiłek i dzięki czemu jest on w ogóle możliwy.

Będąc posłusznym przepisom kanonicznym swojej epoki i na polecenie samego papieża Franciszek w Regule wymienia jako treść przepowiadania braci: „wady i cnoty, karę i chwałę”. O ile jednak ewangelicznego sensu słów „Nawracajcie się i wierzcie” nie było w ustach i w pismach Franciszka, to nie brakło go w jego sercu. Całą swoją osobą głośno obwieszczał radość odkrycia skarbu ukrytego w roli i drogocennej perły. Nie sprzedał całego swego mienia, aby odnaleźć ukryty skarb, ale dlatego, że odnalazł ukryty skarb. Także w jego przypadku dar poprzedził obowiązek. Franciszek nie musiał głosić w słowach misterium paschalnego – krzyża i zmartwychwstania Chrystusa – on sam stał się żywym tego misterium obrazem.

My, dzisiejsi franciszkanie, jesteśmy wezwani, aby wyrazić wprost to, co Franciszek pozostawiał w domyśle. Pragnął on ze wszystkich sił jednego: żyć Ewangelią i głosić Ewangelię. Naśladować go w tym, co było największym pragnieniem jego życia, wymaga, abyśmy nie ograniczali się do szerzenia zawsze i tylko pobożności ludowej i różnych nabożeństw, do głoszenia kazań o „wadach i cnotach, o karze i chwale”, ale abyśmy z radością i z entuzjazmem Franciszka głosili Chrystusa, „i to Chrystusa ukrzyżowanego”!

3. „A Piotr rzekł: Pokutujcie!”

Teraz jednak musimy zrobić krok naprzód. We Franciszkowym wołaniu: „Czyńcie pokutę” kryje się coś więcej, co powinniśmy odkryć, analizując kolejny tekst Pisma Świętego.

Przywołajmy to, co wydarzyło się w dniu Pięćdziesiątnicy. Dało się słyszeć jakby uderzenie gwałtownego powiewu, ukazały się też języki jakby ognia i „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”. Ponieważ zaś Duch Święty jest osobową miłością Ojca i Syna, to, że zostali napełnieni Duchem Świętym, oznacza, że zostali napełnieni miłością Boga. Że trzęsienie ziemi powstaje, kiedy czujemy się zanurzeni, ochrzczeni, zatopieni w miłości Bożej. Także Paweł w ten sposób wyjaśnia Pięćdziesiątnicę: „Miłość Boga rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).

Apostołowie wychodzą na zewnątrz. Namaszczenie Duchem Świętym przemieniło ich całkowicie w płonące pochodnie. Głoszą entuzjastycznie „wielkie dzieła Boże” i wszyscy ich rozumieją. Niektórzy wyrażają wątpliwości co do ich stanu umysłowego. Piotr zapewnia ich, że nie są pijani, ale czyni to pospiesznie, nie rozwodząc się nad tym. Ma do powiedzenia coś dużo ważniejszego. „Jezusa Nazarejczyka (…) przybiliście (…) do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go i uczynił Panem” (por. Dz 2,22 nn).

„Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. «Nawróćcie się [włoskie tłumaczenie, do którego odnosi się zawarte niżej rozważanie Autora, ma w tym miejscu: Pokutujcie; przyp. tłum.] – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was przyjmie chrzest na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie w darze Ducha Świętego»” (Dz 2,37-38).

W łacińskim tekście, który znał Franciszek, w miejscu słowa „nawróćcie się” stało „poenitentiam agite”, czyli znowu „czyńcie pokutę”. W ten sposób odkryliśmy dwa wielkie źródła Franciszkowego przepowiadania, dwa głośne wołania, których brzmieniem święty chciał na nowo napełnić Kościół: wołanie, którym Jezus rozpoczął głoszenie królestwa, i krzyk, którym Kościół rozpoczął swe przepowiadanie w dniu Pięćdziesiątnicy.

Słowo użyte przez Piotra jest identyczne ze słowem Jezusa: ten sam czasownik, ten sam tryb rozkazujący, ta sama druga osoba liczby mnogiej: metanoeite, ale słowo to wzbogaciło się o nowe znaczenie w związku z tym, co wydarzyło się tymczasem: w związku z odrzuceniem Jezusa przez świat, Jego śmiercią i zmartwychwstaniem. Oto dlaczego zamiast tłumaczyć termin jako „nawróćcie się”, jak w pierwszym przypadku, przetłumaczono jako: „pokutujcie” lub „opamiętajcie się”.

Teraz bowiem nie chodzi już tylko o to, by uwierzyć w Ewangelię, uwierzyć w Jezusa Chrystusa, ale o to, by uznać swoje grzechy i żałować za nie. Franciszek mówi często: „Pokutujcie za grzechy”. Jest to brama do królestwa i do doświadczenia nowej Pięćdziesiątnicy: „Pokutujcie, a otrzymacie w darze Ducha Świętego”.

Co oznacza słynne słowo metanoia, czym jest prawdziwy żal, prawdziwa skrucha? Dosłownie słowo to oznacza zmianę myślenia, sposobu widzenia spraw i wartościowania ich, rewolucję w mentalności. Nie chodzi jednak o porzucenie wcześniejszego sposobu myślenia o innych i wyrobienie sobie nowego, nieco bardziej duchowego i ewangelicznego. Prawdziwa metanoia to porzucenie własnego sposobu myślenia i „poślubienie” sposobu myślenia Boga, spojrzenie na siebie i na własne życie tak, jak widzi je Bóg.

Franciszek doświadczył prawdziwej metanoi. Wszedł w serce Boga i zobaczył grzech tak, jak widzi go Bóg, z głębi swej nieskończonej ojcowskiej miłości, zobaczył, co wyrządził on Chrystusowi na krzyżu. I zapłakał, oślepł od tego płaczu, nie tylko z powodu choroby. Łzy miłości i łzy bólu, takie jak łzy, które Jezus wylewał nad Jerozolimą.

Zadałem sobie pytanie: z powodu jakiego grzechu Franciszek kazałby nam pokutować, gdyby wrócił przepowiadać ewangelię dzisiejszym chrześcijanom? Odpowiedź na to pytanie zasugerowały mi słowa Jezusa: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga, a to wszystko będzie wam dodane”. My natomiast w tym, co czynimy, o ile nie wręcz w nauczaniu , odwróciliśmy to wskazanie: staramy się najpierw o całą resztę – zdrowie, interesy, przyjemności, rozrywki – i, jeśli czasu starczy, może z godzinkę w niedzielę myślimy o Bogu, o Jezusie Chrystusie i o tym, co w górze.

Zatrzymajmy się nad przypowieścią o zaproszonych na ucztę: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swojemu synowi. Posłał swoje sługi, aby zaproszonych zwołali na ucztę (…). Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa” (Mt 22,2-5). Bóg stał się dla wielu sprawą „drugorzędną”. Ale Bóg nie może być nigdy na drugim miejscu. Lepiej chyba nie znać Go wcale!

4. Franciszek posłaniec pokoju

Oprócz słowa „nawrócenie” jest jeszcze drugie słowo, które charakteryzuje przepowiadanie Franciszka i które świat pragnie usłyszeć od nas, franciszkanów: jest to słowo „pokój”. Po jego śmierci, patrząc wstecz na czasy, gdy żył on na ziemi, współcześni mieli wrażenie jakby oazy pokoju pośród burzliwego świata tamtej epoki: „Wszyscy, którzy widzieliśmy, wiemy, że dopóki żył sługa Chrystusowy, czas płynął spokojnie i pokojowo, obfitując w dostatek wszystkich dóbr” . Widziano w nim zwiastuna, „który ogłasza pokój” (Iz 52,7), „wysłannika” pokoju.

W Regule zlecił braciom, aby wchodząc do jakiegokolwiek domu, mówili: „Niech Pan obdarzy was pokojem” , a w swoim Testamencie stwierdził, że to sam Pan polecił mu powrócić do używania tego biblijnego pozdrowienia . Wszystkie swoje listy rozpoczynał zawsze życzeniami pokoju. Zazwyczaj posługiwał się błogosławieństwem Aarona: „Niech Pan zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6,25) . W Pochwale Boga Najwyższego napisanej własnoręcznie przez świętego i przechowywanej w Asyżu czytamy między innymi: „Ty jesteś pokojem”.

Wysyłając swoich braci, aby głosili kazania, mówił im: „Najdrożsi, idźcie po dwóch w różne strony świata, głosząc ludziom pokój” . W czasach nawrócenia Franciszka pewien nieznany człowiek krążył przez wiele dni po ulicach Asyżu, wołając do wszystkich: „Pokój i dobro, pokój i dobro”, aby potem zupełnie zniknąć ze sceny. Wszyscy zinterpretowali ten fakt jako zapowiedź przyszłej misji świętego . „Pax et bonum, Pokój i Dobro” stało się mottem całego ruchu franciszkańskiego.

Pokój zakwitający tam, gdzie postawił stopę Franciszek, nie jest jedynie wewnętrznym pokojem z Bogiem. W kazaniu, jakie wygłosił podczas Kapituły Namiotów, zachęcał swoich braci do „pokoju i zgody z Bogiem i ludźmi i z własnym sumieniem” . Są to trzy podstawowe wymiary pokoju. Franciszkowi leżał bardzo na sercu pokój kościelny. W epoce, w której wszystkie ruchy reformatorskie wchodziły w konflikt z duchowieństwem, on mówił do swoich braci: „Wiedzcie, że dobro dusz i zbawienie narodów łatwiej osiągnąć w pokoju niż w niezgodzie z księżmi”.

Franciszkowe orędzie pokoju jest szczególnie aktualne dzisiaj, kiedy jesteśmy wezwani do wprowadzania pokoju także między religiami. Nazajutrz po ataku na Bliźniacze Wieże Jan Paweł II zwołał spotkanie przywódców religijnych i na miejsce tego spotkania obrał właśnie Asyż. Miało to szczególną wymowę, jako że Franciszek był prekursorem dialogu chrześcijaństwa z islamem. Nawet jeśli usunąć wszystkie późniejsze dodatki i ubarwienia, pozostaje historycznie zaświadczonym faktem spotkanie Biedaczyny z egipskim sułtanem Al-Kamilem. Miałem zaszczyt wziąć udział w duchowych przygotowaniach do spotkania w Asyżu, które odbyło się 24 stycznia 2002 roku, poprzez refleksje głoszone w Domu Papieskim w Adwencie, w grudniu 2001 roku. Zauważyłem wówczas, że przedstawiciele islamu, którzy mieli przybyć wkrótce do Asyżu, w gruncie rzeczy przychodzili do Franciszka z rewizytą.

Nie wiemy, czy modlitwa: „Panie uczyń mnie narzędziem Twego pokoju”, tradycyjnie przypisywana Franciszkowi, naprawdę pochodzi od niego, jedno jednak jest pewne: w nim urzeczywistniła się i to chyba bardziej niż w kimkolwiek innym.

5. Znak Tau na czole

Pora już podsumowywać. Na zakończenie wykonamy pewien symboliczny gest. Franciszek miał tak wielkie nabożeństwo do Tau, że znak ten stał się symbolem jego Zakonu. Tau pochodzi z biblijnej księgi proroka Ezechiela. Czytamy w niej:

„A chwała Boga Izraela uniosła się znad cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie, zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u boku, Pan rzekł do niego: «Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi»” (Ez 9,3-4).

Tau jest ostatnią literą alfabetu hebrajskiego i ma formę krzyża bez części górnej pionowego drzewca. Apokalipsa powraca do tego znaku, ale z negatywnego znaku płaczu i narzekania czyni pozytywny znak zbawienia. Staje się on „pieczęcią Boga żyjącego”, którą „anioł wstępujący od wschodu słońca” pieczętuje czoła stu czterdziestu czterech tysięcy ludzi, którzy idą za Barankiem (por. Ap 7,1nn).

Franciszek odniósł osobiście do siebie polecenie, które Bóg skierował do męża odzianego w lnianą szatę, i w pewnym momencie swojego życia zaczął kreślić znak Tau na czołach ludzi, którzy do niego przybywali. Także z tego powodu tradycja franciszkańska identyfikowała go niejednokrotnie z „aniołem wstępującym od wschodu słońca, mającym pieczęć Boga żyjącego”.

Tau stało się pieczęcią Franciszka. Święty podpisywał nim swoje listy, kreślił je w celach braci, znaczył na czołach napotkanych osób. Było dla niego znakiem wyrażającym wolę przemiany życia, przyjęcia Chrystusa i Ewangelii do własnego życia. Św. Bonawentura tak mógł powiedzieć po jego śmierci: „Franciszek miał z nieba misję wzywania do płaczu i do żałoby […] oraz do nakreślenia znaku Tau na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają”.

Śmiem teraz zaproponować wam, abyście uczynili gest, który oby wyraził naszą wspólną decyzję przyjęcia orędzia, jakie Franciszek skierował do nas tego wieczoru. Wszystkie tu obecne dzieci św. Franciszka, mężczyzn i kobiety, proszę, aby nakreślili sobie nawzajem na czołach znak Tau, zaczynając od nas tutaj na podium. Następnie, aby ustawili się w rzędzie tutaj pod podium lub po bokach placu, by przyjąć wszystkich, którzy zechcą podejść, tak jak do komunii świętej, by także otrzymać znak Tau na swoje czoła.