Bomba W. CM; Koperek S. CR ; Nadolski B. TChr, Eucharystia w życiu zakonnym

W. Bomba CM; S. Koperek; CR B. Nadolski TChr

EUCHARYSTIA W ŻYCIU ZAKONNYM

Zebranie plenarne KWPZM, Warszawa 1986-14-10

 

Panel dyskusyjny, w którym udział wzięli

  • wiz. Władysław Bomba CM
  • dr Stefan Koperek CR
  • dr Bogusław Nadolski TChr

 

Ks. Bomba:

Na zasadzie wprowadzenia do tej całej dyskusji panelowej, chciałbym przytoczyć fragment z niedawno wydanej książki Leo Moulin: „Życie codzienne zakonników w średniowieczu”. Napisano tak: „Średniowieczni zakonnicy, ci ludzie z ognia i żelaza, wiarę swoją wyrażają codziennie w modlitwie, w tych wzorcowych matrycach modlitwy, jakimi są liturgie, w śpiewie chóralnym, a także w gestach, jak pochylenie się, bicie czołem, leżenie krzyżem, głębokie pokłony, przyklękanie będące dla zakonników rodzajem języka, którym mówią i wypowiadają się ze wszystkich swoich sił tzn. całym swoim ciałem. Bogactwo szczegółów nie powinno przesłaniać nam prawdy, że życia zakonnego nie zorganizowano po to, żeby zbierać siano, rozdawać jałmużnę czy też przepisywać manuskrypty, lecz wyłącznie aby się modlić. Życie zakonników jest modlitwą, istotnie powiedzieć – modlili się, znaczyłoby streścić egzystencję tych tysięcy ludzi, którzy stulecie za stuleciem poddawali się coraz surowszym rygorom w jednym tylko celu, aby się modlić. Post i wyrzeczenia, wstawanie w nocy, przerywanie snu, zimno, obowiązek posłuszeństwa i dochowanie ślubu czystości, drobiazgowo obmyślane gesty, doskonałe opanowanie siebie, wszystko to pełny sens zyskuje dopiero wpisując się w egzystencję spędzoną na modlitwie. Wszystko jest modlitwą w życiu wypełnionym modlitwą”.

Tak napisano o życiu zakonników w średniowieczu. W dzisiejszych warunkach to wszystko, co dotyczy życia zakonnego, oczywiście zmianie nie ulega, może tylko zamiast ścierania siana czy przepisywania manuskryptów, trzeba wymieniać inne zajęcia, ale one również swój sens uzyskują dopiero z faktu, że życie w zakonie, w zgromadzeniu zakonnym to przede wszystkim modlitwa. Kiedy już mówi się o modlitwie, to wprawdzie trudno Eucharystię, mszę świętą nazywać modlitwą, bo jest zdecydowanie czymś więcej, niemniej możemy powiedzieć, że to wszystko, co łączy się z Eucharystią, z jej sprawowaniem, z kultem Eucharystii, w jakiś sposób należy do tej samej dziedziny co modlitwa. Dlatego to nasze dzisiejsze spotkanie, chcemy poświęcić właśnie Eucharystii w życiu zakonnym.

Na początku chcemy przedstawić sprawę, jak Kościół w ogóle, nie tylko od strony życia zakonnego, patrzy na Eucharystię. I wydaje się, że istotą tego wszystkiego jest to, co mówi Konstytucja o liturgii, że „Eucharystia to źródło i szczyt” życia Kościoła, a więc i życia zakonnego. Zaczniemy od przedstawienia nauki Kościoła na ten temat.

Ks. Koperek:

Żeby lepiej może zobaczyć to bogactwo, posłużę się pewnym kontrastem, mianowicie przed pierwszą wojną światową, znany benedyktyn O. Lambert Beauduin wydał książeczkę „La piete de l-Eglise” /Louvain 1914/, która otwierała drogę ruchu liturgicznego i odnowy życia liturgicznego w parafii. Pisał on m. in. tak: „Ofiara jest największym wyrazem kultu. Ofiara Eucharystyczna jest centrum kultu Kościoła. Liturgia nadaje najwyższą wartość ofierze, z nią łączy w sposób wewnętrzny wszystkich wiernych, wszystko sprowadza do tego centralnego ogniska”.

A dalej: „Wydaje mi się, że bardzo mało jest takich, którzy żyją naprawdę ofiarą Eucharystyczną, którzy siebie w Niej widzą, którzy składają w Niej razem z Chrystusem wszystkie ofiary jakich wymaga od nich wierność Chrystusowemu prawu w ciągu rozpoczynanego przez nich dnia”.

Ta książeczka wskazywała na centralne, istotne miejsce Mszy świętej w życiu parafii i domagała się czynnego udziału w niej wiernych, ale równocześnie trzeba dodać, że ten autor już wtedy spotkał się z groźbą, że ta książka pójdzie na indeks. A gdy w swych publikacjach uzasadniał, że Komunia święta należy do całości Mszy świętej i że ją należy udzielać wiernym w czasie Mszy świętej, pisano w prasie katolickiej, iż jest to „nowość absurdalna i skandaliczna” /Por. L. Bouyer, Dom Labert Beauduin, Casterman, 1964, s. 55/ I kiedy Papież Pius X wydał motu propio „Tra le sollecitudini” /AAS, 1903-1904, XXXVI, 331/, i tam mimochodem jedno zdanie zamieścił: „Liturgia jest niezastąpionym źródłem życia chrześcijańskiego” – to tym zdaniem zastawiali się wszyscy liturgiści zachodni i polscy, chociażby wspomnieć tu ks. M. Kordela, jako obroną: „Papież powiedział”. Nie było tego bogactwa wypowiedzi Kościoła, jakie my mamy. Jakże więc powinniśmy je cenić i realizować! Oto teraz, kiedy weźmiemy pod uwagę konstytucje, dekrety soborowe, to we wszystkich można odkryć nić przewodnią – „liturgia a w szczególności Eucharystia jest „źródłem i szczytem”. Tę myśl przewodnią rozwija pkt 10 Konstytucji o liturgii świętej: „Z liturgii przeto, a głównie z Eucharystii jako ze źródła spływa na nas łaska i z największą, skutecznością przez Nią dokonywa się uświęcenie człowieka w Chrystusie i uwielbienie Boga, które jest celem wszystkich innych dzieł Kościoła”. I dlatego też, gdy Konstytucja o Kościele definiuje, czym jest Kościół, wskazuje na Eucharystię, że Ona buduje Kościół, rozwija go /por. KK 1/.

Idąc kolejno przez wszystkie dekrety, widzimy wciąż, że Eucharystia wybija się na miejsce istotne. „Biskupi mają ciągle dokładać starań), by wierni coraz głębiej poznawali i przeżywali poprzez Eucharystię, Tajemnicę Paschalną celem wytworzenia jednego, mocą zwartego Ciała w jedności miłości Chrystusowej” /DB 15/. Kapłani mają pamiętać, że „wszystkie posługi kościelne i dzieła apostolskie wiążą się ze świętą Eucharystią i do niej zmierzają… Eucharystia przedstawia się jako źródło i szczyt całej ewangelizacji” /DK 5/. Kandydaci do kapłaństwa winni nauczyć się „szukać Chrystusa /…/ w czynnym uczestnictwie w świętych tajemnicach Kościoła, a przede wszystkim w Eucharystii…” /DFK 8/. Wszyscy wierni muszą pamiętać, że „chrzest sam przez się jest jedynie pierwszym zaczątkiem /…/, że ma prowadzić /…/ do pełnego wszczepienia w eucharystyczną Wspólnotę” /DE 22/, stąd ta głęboka troska Soboru o udział wiernych w liturgii, zwłaszcza, we Mszy świętej, by był on świadomy, czynny, pełny, pobożny, wewnętrzny i zewnętrzny /por. KL 10, 14,1-9,30, 33,48; KK 11,26; DA 4; DKW 15/.

Aby zrealizować tak wszechstronny udział wiernych w liturgii, zwłaszcza w sprawowaniu Eucharystii, Kościół podjął tę niezwykłą reformę liturgii przyrównywaną do przewrotu kopernikańskiego. To centralne, istotne miejsce Eucharystii w liturgii i w całym życiu Kościoła podkreślają jeszcze mocniej dokumenty posoborowe, by wspomnieć tu chociażby encyklikę „Mysterium fidei” /1965/, instrukcję „Eucharisticurn mysterium” /1967/, a przede wszystkim kilkakrotnie uzupełniane Wprowadzenie do Mszału Pawła VI /1969,1970,1972, 1975/.

Właśnie w tym wprowadzeniu m. in. jest jakby streszczenie całej nauki Soboru, a równocześnie wielowiekowej tradycji Kościoła: „Odprawianie Mszy świętej stanowi ośrodek całego życia chrześcijańskiego, tak Kościoła Powszechnego jak i lokalnego oraz poszczególnych wiernych. We Mszy świętej bowiem osiąga punkt szczytowy zarówno działanie Boga uświęcającego świat w Chrystusie jak i kult, który składają Bogi ludzie uwielbiając Go przez Chrystusa, Syna Bożego” /OWMR 1/.

Jeśli Eucharystia tak jest przedstawiona w stosunku do całego Kościoła, to oczywiście i tym samym do zakonów, które należą „nienaruszalnie do „ życia i świętości Kościoła” /por.- KK 44/. „Bez zakonów, bez życia konsekrowanego przez ślub Kościół nie byłby w pełni sobą, zakonnicy bowiem, uczył Paweł VI, z samej natury życia zakonnego należą do dynamicznej działalności Kościoła, który gorąco pożąda Absolutu jakim jest Bóg, i odczuwa wezwanie do świętości” /Przemówienie do 90 generalnych przełożonych zakonów męskich, 24.XI.1978/. I właśnie w liturgii zakonnicy mają czerpać moc, ów duchowy, dynamizm. To właśnie podkreśla Dekret „O przystosowanej odnowie życia zakonnego”, w którym czytamy: „Członkowie instytutów powinni z nieustanną pilnością w oparciu o autentyczne źródła duchowości chrześcijańskiej pielęgnować ducha modlitwy i samą modlitwę. Niech zgodnie z myślą Kościoła sprawują świętą liturgię, zwłaszcza Najświętszą Eucharystię z zewnętrzną i wewnętrzną pobożnością. I z tego najbogatszego źródła zasilają swe życie zakonne” /DZ 6/.

Ks. Nadolski:

Może takie przypomnienie w nawiązaniu do tego „Fons et culmen”. Kiedy mówimy, że liturgia jest źródłem, to mamy na uwadze przede wszystkim drogę wartościowania – jest i szczytem, patrzymy wtedy od strony właśnie aksjologicznej, wartościującej, ona jest wszystkim. Jednocześnie trzeba by uzupełnić ten moment jeszcze spojrzeniem od strony genetycznego narastania. Eucharystia musi być poprzedzona nauczaniem, głoszeniem itd. Szczyt, docelowe działanie nie może być jednak odizolowane, nie może być góry bez wznoszenia się terenu, bez podgórza, i to podgórze w życiu liturgicznym koniecznie musi być w postaci nauczania, diakonii, w postaci innych działań Kościoła, które dopiero ukazują wielkość szczytu.

Druga myśl, która się z tym łączy. Wydaje mi się, że wszystkie przypomnienia merytoryczne, dogmatyczne musimy uzupełnić dla nas tym, co mówi św. Paweł w Liście do Efezjan, mianowicie, że Bóg od założenia świata wybrał nas, i jeszcze przed założeniem świata, żeby być na podobieństwo Jego Syna. Całe życie chrześcijańskie jest dążeniem do tego, by osiągnąć podobieństwo do Jezusa Chrystusa. Tym bardziej nasze życie zakonne. I tutaj chcę przypomnieć, że to podobieństwo najzupełniej realizuje się w liturgii. Kiedy mówimy o wielkości liturgii, to zwykle przytaczamy Piusa XII itd., natomiast to jest najbardziej fundamentalne, że nigdzie, w żadnej innej modlitwie, czy działaniu nie dokonuje się tak pełne podobieństwo do Chrystusa, jak w Eucharystii. Tu jest cała wielkość Eucharystii. Tu jesteśmy karmieni Ciałem i Krwią Chrystusa, i stąd to podobieństwo realizuje się maksymalnie. Naturalnie, że takie ustawienie problemu „fons et culmen” będzie miało konsekwencje także zewnętrzne, to znaczy czy konkretne nie teoretyczne, lecz egzystencjalnie jesteśmy przekonani, o tej nadrzędności liturgii w tym najgłębszym znaczeniu, w tym procesie upodabniania do Chrystusa i w konsekwencji czy ona zajmuje odpowiednie miejsce.

Konkretna sprawa, czy w naszych parafiach są zespoły przygotowujące liturgię, czy możemy powiedzieć, że to jest fons, culmen itd. Albo czym różnimy się w działalności duszpasterskiej od innych duszpasterzy w tym aspekcie, na ile wracamy do mszy świętej przeżytej rano, która ma być pierwszą czynnością naszego dnia?

Ks. Koperek:

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że nie chodzi o rewolucję techniczną w tej całej reformie liturgii, o przestawienie ołtarza, wprowadzenie języka ojczystego, tylko o zjednoczenie z Chrystusem i kształtowanie życia wedle tej zasady, jaką jest ofiara Chrystusa, o współofiarowanie się z Nim. Zresztą znów Dekret „O odnowie życia zakonnego” mówi: „Nawet najlepsze przystosowanie do potrzeb współczesnych okaże się bezskuteczne, jeśli nie będzie ożywione odnową ducha, której zawsze, nawet w działalności zewnętrznej należy przyznać pierwsze miejsce”.

Ciekawe też jest zdanie Jana Pawła II z tegoż listu wielkoczwartkowego, z 1980 roku, w którym zauważa, że „Ożywienie i pogłębienie kultu eucharystycznego” ale w tym całym szerokim znaczeniu, „jest sprawdzianem odnowy – tej, którą Sobór postawił sobie za cel. Jest tej odnowy punktem poniekąd kulminacyjnym” /p. 3/.

Ks . Bomba:

Ponieważ już w tych stwierdzeniach padło określenie Eucharystii jako ofiary, wydaje się, że aby mówić, co znaczy w konkretnej praktyce życia to, że liturgia, że zwłaszcza Eucharystia stanowi „źródło i szczyt” działalności Kościoła i jego mocy, pewnie dobrze będzie, jeśli spróbujemy teraz, prześledzić Eucharystię w tych różnych aspektach i pewnie nie da się rozpocząć od czego innego jak tylko od stwierdzenia, że Eucharystia jest ofiarą.

Ks. Nadolski:

Oczywiście nie ma potrzeby przypominać tych elementów zasadniczych, dogmatycznych. Chciałem tylko zaakcentować kilka myśli.

Myśl pierwsza. Silny akcent położony na ofiarę, jest oczywisty i bezdyskusyjny. Jeżeli, kładziemy na niego nacisk, to nie tylko ze względów merytorycznych, ale jak nam wiadomo, także ze względów zaprzeczania czy odchodzenia częściowo od tego wymiaru istotowego Eucharystii.

Natomiast chcemy sobie zdać sprawę z tego, że pojęcie ofiary jest pojęciem analogicznym, że ofiara to i sprawa kultu pogańskiego. Mówimy o ofierze za Ojczyznę, ofiara życia, ofiara sumienia. Współczesny teolog Urs Von Balthazar, który otrzymał nagrodę Ojca świętego za „twórczą wierność i odwagę w teologii”, proponuje używać zamiast słowa ofiara – dar. Eucharystia jest darem za siebie, darem jest oczywiście Jezusa Chrystusa, który jest wypełnieniem misji całej Trójcy Świętej względem całego świata i ten dar Jezusowy rozpoczyna się od Wcielenia i osiąga, swój szczyt w Męce, przez posłuszeństwo i przez miłość. Stąd celebracja eucharystyczna pozostaje w istotnym związku z darem Syna na krzyżu. Ile razy spożywacie, sprawujecie, to głosicie śmierć aż powtórnie przyjdzie /1 Kor 11,26/.

Dalej należy przypomnieć fakt, że ofiara Chrystusa jest unikalna, ten dar jest unikalny i w pierwszym rzędzie nie tyle w cierpieniach fizycznych, naturalnie że tak, trzeba było cierpieć, aby wejść do chwały, ale ten dar jest wolnym czynem Wcielonego Słowa. Dar to jest pełne, totalne danie Syna, który oddaje swoje życie Ojcu, który wypowiada „tak” bez zastrzeżeń, wypowiada je w Getsemanii, na krzyżu. W działaniu zbawczym Chrystusa chodziło o wtargnięcie w świat innej relacji, radykalnie nowej relacji, mianowicie, relacji synowskiej miłości do Ojca. Dar Jezusa Chrystusa zrealizowany na Krzyżu jest manifestacją, nie tyle zaparcia się i przezwyciężania, ile manifestacją, ujawnieniem i to najwyższym, ducha ofiary tego, który się przejawiał i dojrzewał powoli, który się przejawiał przez cały Stary Testament, można powiedzieć ducha drzemiącego w całej historii ludzkości. I stąd charakterystyczne, że autor Listu do Hebrajczyków kiedy mówi o Chrystusie, to mniej akcentuje ofiarę, ile działanie Arcykapłana. Chodzi więc o ducha ofiary: zaakcentowanie wolnego aktu Jezusa, który kroczy ku Męce z całą świadomością, „po to przyszedłem”, wyglądam tej godziny. Dojrzewanie tej świadomości tak pięknie zaakcentował kard. Wojtyła w rekolekcjach watykańskich; gdy jest mowa o Chrystusie w świątyni jerozolimskiej.

W teologii potrydenckiej właśnie trochę dyskutowaliśmy nad ideologią ofiary, wiadomo, zakwestionowaną, przez Lutra. Ideologia ofiary i wobec tego immolatio, oblatio gdzieś nam troszeczkę umknęła ta unikalność ofiary Chrystusa, ten duch ofiary. Oczywiście, że w tym kontekście nie potrzeba dopowiadać, mieścimy się my, to „tak” dla Ojca, a równocześnie, w tym rozumieniu ofiary, w unikalnej relacji synowskiej do Ojca, jawi się nam i nigdy nie umyka obecność Boga Ojca w liturgii. Bóg Ojciec jest zawsze obecny w liturgii. Bóg Ojciec posyła nam Syna, jest obecny jako Ten, który gromadzi, jako przyjmujący i trzeba powiedzieć, że znowu odsuwanie obecności na dalszy plan; obecności i działania Ojca konkretnie w Eucharystii, jak powiadają niektórzy autorzy powoduje, że te nasze liturgie są takie juwenilne, młodzieńcze, nie ma tego nurtu prowadzącego ad Patrem, z całą świadomością.

Druga myśl dotyczyłaby zagubienia kosmicznego znaczenia Eucharystii. Kosmiczne znaczenie bardzo łączy się z naszym życiem zakonnym, mianowicie wychodzimy od faktu, że Bóg powierzył cały świat człowiekowi, że w raju zaistniała tragedia, w związku z tym dysharmonia i nieporządek. Cały świat chwali Pana Boga – to wszystko mówię            skrótowo, bo cały kosmos jest stworzeniem na wzór Logosu, ale stworzenia są alogoi. One się same nie wypowiadają. Potrzebny jest tutaj człowiek, ażeby w imieniu świata stworzonego oddawał chwałę Bogu, tak jak jest powiedziane w IV modlitwie eucharystycznej: „stworzenie, które jest pod niebem chwali Cię przez nasze usta”. Tutaj kojarzy się fakt, że Chrystus „wziął chleb”, jest to podkreślone dwukrotnie. Zauważmy, że to oczywiste, iż przy wieczerzy ktoś bierze chleb. Po co Ewangeliści by to zaznaczali, gdyby to był gest normalny? Chrystus wziął materię świata po to, by ją przemienić w swój chleb i ten sam proces dokonuje się w Eucharystii. Rzeczy, elementy materialne są brane, tak jak Chrystus „wziął”, po to, by zostały przemienione, by się stawały tworzywem nowego świata, nowej ziemi. Zauważmy, że stworzenie w tym wypadku nie jest tylko narzędziem łaski jak w sakramentach /oliwa, woda/. To stworzenie ukazuje najpełniejszy sens i cel całego stworzenia, które ma być nowym stworzeniem, ma być przeistoczone i ma wrócić do Stwórcy. W tym geście „brania rzeczy”, oczywiście na pierwszym miejscu jawi się kapłaństwo hierarchiczne, ale równocześnie dochodzi do głosu całe kapłaństwo wspólne. Każda w takim razie praca naszych braci zakonnych, jakakolwiek praca w jakiś sposób powinna być braniem tych rzeczy po to, by uczynić narzędziem nowej rzeczywistości. Jest to wykonywanie kapłaństwa, nie tylko księża wykonują kapłaństwo, ale cała społeczność zakonna. To jest rozszerzenie mszy świętej. Msza święta – msza świata Theilarda de Chardin. To jest dowartościowanie sprawy kapłaństwa wspólnego, nie dzielenia – my – wy, my – oni. Wszyscy weszliśmy do Kościoła, weszliśmy do zgromadzenia, które to wejście nie jest sprawą prywatną, nie jest tylko dla mojego osobistego zbawienia. To nie jest zabezpieczenie sobie zbawienia i „mojego zbawienia”. Wchodzę, aby służyć dziełu Chrystusa w świecie – rozszerzenie perspektywy! Nie ma innego zbawienia siebie, jak oddając swoje życie Chrystusowi, włączając się w służbę tego brania całej rzeczywistości i ofiarowania jej Bogu Ojcu.

Ks. Bomba:

Temat ofiary możemy konkretyzować wtedy, gdy patrzymy na obrzędy Eucharystii, gdy patrzymy nawet na poszczególne teksty liturgiczne.

Chciałbym w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na to, co nazywano kiedyś ofiarowaniem, a co teraz nazywamy przygotowaniem darów ofiarnych. Można w tym dostrzec konkretnie przedstawiony aspekt kosmiczny ofiary. Mianowicie teksty modlitewne, które wypowiada się w ramach przygotowania darów ofiarnych zawierają takie sformułowania: „błogosławiony jesteś Panie Boże wszechświata bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb … otrzymaliśmy wino” . Chleb i wino to jest „owoc ziemi, ale nie tylko, jest to również „owoc pracy rąk ludzkich” i w ten sposób zwraca się uwagę już w samych tekstach modlitewnych, w samych obrzędach, na fakt, że Eucharystia to najpierw, przygotowanie tego, co otrzymujemy od Boga w tym bardzo szerokim zakresie, otrzymujemy owoc ziemi i w co człowiek włącza się poprzez pracę własnych rąk. I dlatego można powiedzieć, że to, co stanowi materię Eucharystii, a więc co stanowi dar, który stanie się dopiero ofiarą po przeistoczeniu, zawiera w sobie to, co należy do natury, „owoc ziemi”, ale zawiera w sobie również i to, co należy do bardzo szeroko rozumianej kultury, „owoc pracy rąk ludzkich”. Wracając jeszcze do wieczerzy, tak jak Chrystus bierze chleb, bierze kielich, tak obecnie w obrzędach tego przygotowania darów ofiarnych, gest to branie połączone z przedstawieniem darów Ojcu. I nie bez znaczenia, chociaż nie zawsze zwraca się na to uwagę, jest sam gest podniesienia darów, które ofiarą nie są. Jest to przedstawieniem Ojcu tego, co należy do natury, co należy do: kultury i co ma się stać Ciałem, co ma się stać Krwią. To przedstawienie czyi i wzięcie chleba, wzięcie kielicha z winem dokonuje się z bardzo znaczącym stwierdzeniem: „aby się stał dla nas Chlebem życia, aby się stał dla nas napojem duchowym” A więc, w ramach przygotowania darów ofiarnych chcemy podkreślić, to nie jest składaniem ofiary, ofiarą będzie dopiero Chrystus. Ale jest to przygotowaniem tego, co ma się ofiarą stać, co ma się stać ofiarą dla nas, bo dla nas ma być chlebem życia i dla nas ma być napojem duchowymi. Jeśli od takiej strony, tego wymiaru kosmicznego ofiary patrzymy na to, co dzieje się w sakramencie Eucharystii, warto zwrócić uwagę, że u samych początków historii człowieka – Pan Bóg mówi – „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, a więc tutaj dochodzimy czy wracamy do tego stwierdzenia, że chleb i wino są owocem ziemi. Tę ziemię Pan Bóg dał człowiekowi żeby ją sobie czynił poddaną. Ale potem dochodzi do dramatu i po dramacie ten sam Bóg powie, że ziemia „będzie ci rodzić osty i ciernie”. A więc dramat, który dokonuje się u samego początku historii człowieka, zostaje wkomponowany w obrzęd przygotowania darów ofiarnych. Ziemia i wszystko, co na niej jest, została stworzona dobra. Z powodu człowieka popełniającego grzech pierworodny została przeklęta i przeznaczona aby rodziła cierń i oset. Tę ziemię jednak człowiek czyni sobie poddaną. Ziemia wydaje owoc, który człowiek przynosi Bogu. Od Boga za pośrednictwem ziemi go otrzymał, ale musiał weń włożyć trud własnych rąk. I chodzi właśnie o element wkładanego przez człowieka trudu w to, co stanie się Ofiarą, co stanie się Chlebem życia i Napojem duchowym.

Jeszcze jeden aspekt, na który w ramach przygotowania darów ofiarnych warto zwrócić uwagę, to błogosławieństwo, z jakim zwracamy się do Pana Boga. To błogosławieństwo zawiera w sobie wszystkie aspekty ludzkiego odniesienia się do Pana Boga. Możemy powiedzieć, że w tym błogosławieństwie zawiera się uwielbieniem. Chodzi tu nawet o etymologiczne znaczenie: „bene – dicere – mówić dobrze” ze strony człowieka pod adresem Pana Boga, to nic innego, jak wielbić, chwalić Boga, a więc, jesteś błogosławiony, tzn. jesteś wielbiony, chwalony, przeze mnie. Dalej, jeśli to bene dicere jest mówieniem dobrze w odniesieniu do Pana Boga, dzięki któremu otrzymujemy owoc ziemi, owoc pracy rąk ludzkich, to znaczy chcemy zawrzeć w tym błogosławieństwie ludzkie dziękczynnie – nie za to, co otrzymaliśmy. Zawiera się w tym wreszcie to, z czym człowiek zawsze do Pana Boga przychodzi – prośba. Przynosimy owoc ziemi i pracy rąk ludzkich, aby stał się dla nas chlebem życia, aby stał się dla nas napojem duchowym.

W ten sposób dostrzegamy wymiar kosmiczny ofiary, patrząc na ten jeden fragment obrzędów liturgii eucharystycznej. Jeszcze wyraźniej wystąpi to w części, którą nazywamy modlitwą, eucharystyczną, począwszy od prefacji aż do doksologii. Można przytoczyć niektóre wyrażenia zawarte w modlitwach eucharystycznych. Dla przykładu: pierwsza modlitwa eucharystyczna, czyli kanon rzymski, do Pana Boga mówi: „Wszystkie te dobra ustawicznie stwarzasz, uświęcasz, ożywiasz i błogosławisz”. A więc chodzi o wszystkie te dobra, które obejmują najszerszy wymiar stworzenia. Modlitwa eucharystyczna trzecia: „Obdarzasz świat wszelkimi dobrami”. Modlitwa eucharystyczna czwarta: „Powołałeś wszystko do istnienia”, i znowu powtórzy się: „aby napełnić dobrami, stworzyłeś wszystkie swoje dzieła i człowiekowi powierzyłeś cały świat, aby rządził wszelkim stworzeniem”. Wreszcie na zakończenie: „Obdarzasz świat wszelkimi dobrami”. Jeśli rozważamy Eucharystię w aspekcie ofiary, to w modlitwie eucharystycznej, a więc wtedy, gdy faktycznie mamy do czynienia z Ofiarą Jezusa Chrystusa, z ofiarą Kościoła, znowu zwracamy się do Pana Boga z tymi stwierdzeniami, które mówią: od Niego mamy wszystko i dlatego możemy przynosić owoc natury i kultury, aby stał się prawdziwą ofiarą, z której będziemy korzystać.

Na określenie tego, co dokonuje się w Eucharystii, używa się nieraz starego łacińskiego sformułowania „admirabile commercium”, a więc chodzi właśnie o tę wymianę darów. Otrzymujemy od Boga wszystko, również i ten owoc ziemi, owoc pracy rąk ludzkich Z tym przychodzimy do Boga, przynosimy to, co od Niego otrzymaliśmy, ale równocześnie chcemy, aby to się stało chlebem życia i napojem duchowym, czyli żeby zawarł się w tym gest również naszej ofiary. I tutaj od razu na kanwie tego „admirabile commercium” możemy mówić o tym, że Eucharystia jest ofiarą Jezusa Chrystusa, ale również jest ofiarą Kościoła i wreszcie jest ofiarą każdego człowieka. Stąd w opracowaniach o charakterze, może bardziej ascetycznym często mówiono, że na patenie możemy składać samego siebie. A więc to składanie ofiary z siebie jest łączeniem mojej ofiary, czyli owocu pracy rąk ludzkich z ofiarą Jezusa Chrystusa, z tym, co Jezus Chrystus dokonuje uobecniając swoją ofiarę we Mszy świętej.

 

Ks. Nadolski:

Gdy chodzi o ten dar i oddanie się ze strony Pana Boga, to trzeba by powiedzieć, że msza święta jest epiklezą, to znaczy, że to nie jest taka sobie wymiana. Pan Bóg dał nam i teraz my znowu z darem przychodzimy do Pana Boga. W tym przyniesieniu daru kryje się prośba o przyjęcie, o Bożą interwencję, o przemianę, czyli tutaj konieczny wymiar epikletyczny mszy świętej, który nam znowu gdzieś zaginął po drodze, w historii. Wówczas msza święta jawi się jako oratio infusa, to znaczy, że jest darem Boga, przede wszystkim da­rem Boga danym człowiekowi.

W naszym przyjęciu daru Bożego kryje się równocześnie prośba o przemienienie nas zgodnie z odwiecznym planem Najwyższego.

Już 20 lat upłynęło od wprowadzenia epiklezy w Kościele na Zachodzie, a my nie nauczyliśmy ludzi, by wtedy, kiedy dokonuje się przyzywanie Ducha Świętego do przemiany, panowała cisza. Płynie stąd praktyczna implikacja podjęcia jakiegoś wysiłku w tym względzie.

Msza święta, Eucharystia, jest darem Bożym, tzn. pierwszym elementem we mszy świętej jest przyjęcie. To nie to, że ja właśnie idę i ofiaruję, że to nasze działanie. Personalnie, całościowo przyjąć Boży dar – to jest ogromne słowo. Nie uczmy, uczestnictwa we mszy świętej aktywistycznie – coś zrobię, coś przyniosę, itd. Chodzi o pełno-osobowe przyjęcie, czyli zgodę na wejście Boga w moje życie. To jest słowo, które człowieka całkowicie „kładzie”. Poznać wolę Bożą, przyjąć dar Boży na dzisiaj, w konkretnym moim życiu. Eucharystia jako dar, który ma kolosalne znaczenie, w całym formowaniu, wychowywaniu, w całym upraszaniu skutków ekspiacyjnych czy prośby. Wiadomo np., że ekspiacja w Starym Testamencie to działanie Boga. Istotą ekspiacji jest zadziałanie Boga. Przedstawienie krwi, tj. przedstawienie życia tzn., że i krew, która jest vehiculum życia, ma to życie, jest darem Bożym i samo życie również. I stąd jeżeli grzesznik wyznawał grzechy i dokonywała się jakaś immolacja, było to wyrażeniem zgody na to, by być z Nim – z Dawcą życia – w pokoju. Znak jednania prezentuje tę Krew przed Bogiem, i wyraża przez ten gest pragnienie bycia w pokoju Jahwe. Ale pierwsze miejsce zajmuje Bóg, inicjatywa do Niego należy. W związku z takim właśnie akcentowaniem naszego daru, tacy liturgiści jak Jungmann czy inni, trochę występowali przeciw rozbudowywaniu procesji z darami, żeby to nie wyszło, że msza święta to jest nasz dar. To Jezus Chrystus jest darem. Dar z naszej strony ma być tylko wyrazem naszej dyspozycyjności, gotowości, oddania. I takie przeakcentowanie daru doprowadziło m. in. do ilościowego zrozumienia owoców mszy świętej. Wyobrażamy sobie, że intencja mszalna, to z tego, przepraszam za wyrażenie jakiegoś tortu odkrawana jest pewna ilość. Proszę o zdrowie itd. Skutki mszy świętej ilościowo rozdzielamy, bo ofiara zawiera wszystko. Rzeczywiście Ofiara Jezusa Chrystusa jest wszystkim, wszystko zawiera jakościowo Konkretna intencja mszalna to jest nie udzielanie czegoś tylko, lecz włączanie danej sprawy, naświetlanie ją Bożą rzeczywistością, jest to włączenie sprawy bardzo konkretnej właśnie w to misterium zbawcze, które jakościowo jest nieskończone, obejmujące wszystko. Warto zaakcentować ten wymiar jakościowy owocu w kontekście tych licznych intencji, które mamy. Teologiczna treść intencji domaga się pogłębienia.

Ks. Koperek:

Trzeba tu przede wszystkim pamiętać, że msza święta jest i winna stanowić centrum naszego życia zakonnego. Jak to wygląda w dokumentach? To jest jasne. Ofiara Jezusa Chrystusa uobecniająca się w liturgii Mszy świętej jest absolutnie centrum życia całego Kościoła, a więc poszczególnej wspólnoty i życia wewnętrznego jej członków, tak to powinno być u nas. Ta myśl z Konstytucji o liturgii świętej /pkt 48/, powtarza się i w innych dokumentach. Przypomnijmy główne brzmienie tego paragrafu: „Kościół bardzo troszczy się o to, aby chrześcijanie podczas tego misterium wiary nie byli obecni jak obcy, milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy tę tajemnicę dobrze zrozumieli w świętej czynności uczestniczyli świadomie, pobożnie i czynnie. By byli kształtowani przez Słowo Boże, posilali się przy Stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dzięki, a ofiarując Niepokalaną Hostię, nie tylko przez ręce kapłana, lecz razem z nim uczyli siebie samych składać w ofierze i za pośrednictwem Chrystusa z każdym dniem doskonalili się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie z sobą, aby w końcu Bóg był wszystkim we wszystkich”. W konsekwencji to uczestniczenie, ofiarowanie się, to przyjęcie daru, jakim jest Jezus Chrystus ofiarujący się, jest u podstaw życia zakonnego, jak i budowania wszelkiej społeczności chrześcijańskiej. Dekret „O posłudze i życiu kapłanów” dodaje taką uwagę: „Żadna jednak społeczność chrześcijańska nie da się wytworzyć, jeżeli nie ma korzenia i podstawy w sprawowaniu Najświętszej Eucharystii. Od niej zatem trzeba zacząć wszelkie wychowanie do ducha wspólnoty. By zaś sprawowanie Eucharystii było prawdziwe i pełne, musi doprowadzić zarówno do różnych dzieł miłości i wzajemnej pomocy, jak i do akcji misyjnej, a także do różnych form świadectwa chrześcijańskiego” /DK 6/.

Skoro cała działalność zakonników winna „wypływać z wewnętrznego zjednoczenia” z – Chrystusem /DZ 8/, tym Ofiarującym się i Darem ofiarnym, to najwłaściwszym miejscem i czasem tego „zjednoczenia” jest współofiarowanie się z Chrystusem w Tajemnicy Eucharystycznej, co zresztą podkreśla obrzęd składania profesji zakonnej w ramach liturgii mszalnej /por. KL 20/.

Papież Jan Paweł II na zebraniu plenarnym Świętej Kongregacji Zakonników i Instytutów Świeckich, w dniu 7.III.1980 r. wskazał na pewne zagrożenia życia zakonnego pod tym względem, między innymi płynące z przeakcentowania działalności duszpasterskiej ze szkodą dla życia wewnętrznego. „Stale grożącym niebezpieczeństwem dla zakonników w duszpasterstwie jest całkowite zaangażowanie się w działalność dla Boga, że aż zapominają o Panu Bogu, Panu wszelkiego działania”. /O życiu zakonnym, s. 82/. I dlatego Papież wskazując na źródła prawdziwej odnowy, polecił wrócić do życiodajnego źródła, do ducha modlitwy, do liturgii, a zwłaszcza do Ofiary Eucharystycznej, którą nazywa „uprzywilejowanym środkiem kontemplacji”. „Codzienny udział w ofierze Mszy świętej pomoże zakonnikom odnowić składaną Bogu ofiarę z siebie samych na każdy dzień”, dla wszystkich wspólnot zakonnych, dodaje Papież, Eucharystia stanowi „naturalne centrum”. Innym razem, przemawiając do zakonników i zakonnic wyraził takie gorące życzenie, wołając: „Oby wszyscy zakonnicy i zakonnice potrafili ofiarować siebie wraz z Chrystusem, jak płomień co wypala się w miłości. Niech żyją dla Niego i przez Niego, w Kościele i dla Kościoła”. /2.II.1981, w bazylice watykańskiej; O życiu zakonnym, s. 155/.

Te wątki, myśli dokumentów soborowych są dziś we wszystkich odnowionych konstytucjach zakonnych. O ile przedtem Mszę świętą, Eucharystię wliczano w niektórych Konstytucjach do ćwiczeń codziennych, takich jak medytacja, różaniec, to dziś są już w nich całe paragrafy mówiące o tym, że Msza święta ma być centrum, ośrodkiem życia, tylko cały problem polega wciąż na tym, jak to wprowadzić w życie, żeby te postulaty nie były tylko w Konstytucjach zakonnych i w dokumentach Kościoła?

Ks. Bomba:

Przechodzimy w ten sposób od aspektu ofiarniczego Eucharystii do stwierdzenia, że Eucharystia to również communio, a więc, że jest tym, co tworzy wspólnotę, także wspólnotę życia zakonnego. Pod koniec ostatniej wypowiedzi, łatwo było dostrzec pewne zagrożenia, pewne niebezpieczeństwa, jakie wiążą się z tym aspektem Eucharystii w odniesieniu właśnie do życia zakonnego. Tych zagrożeń jest oczywiście więcej.

Ks. Nadolski:

Eucharystia jako communio – rzeczy nam znane – Eucharystia buduje Kościół. Zakładamy to wszystko w naszej pamięci. Podejmując myśl przedmówcy, trzeba podkreślić, że w zrozumieniu związku: Eucharystia – zgromadzenie liturgiczne – ecclesia – Kościół, nastąpiło pewne zawężenie, pewna redukcja. Wieki początkowe /Kor 1,11/, Justyn, Hipolit uważali zgromadzenie liturgiczne jako pierwszy warunek i cel Eucharystii. Chrystus dokonuje zbawienia we wspólnocie, ostatecznie chce być w nas, chce byśmy my byli w Nim. Następne wieki – złożyły się na to różne sytuacje polityczne i wewnątrz-kościelne – dokonały pewnego rozluźnienia tego związku. Konkretnie: teologia na Zachodzie poszła w kierunku trochę scholastycznym, scholarnym, zaczęto się zastanawiać, co stanowi istotę Eucharystii, kiedy jest ten moment najważniejszy. Oddzielono Eucharystię od zgromadzenia liturgicznego. Zaczęliśmy rozważać Eucharystię samą dla siebie, jako pierwszy sakrament, ale jako sakrament, a nie jako rzeczywistość egzystencjalną, jako bycie Jezusa w ludzie. Tymczasem wiadomo nam, jak związek Eucharystia – Zgromadzenie był mocno podkreślany. Kościół określano aż do XI wieku jako Ciało Chrystusa Potem dopiero, wskutek herezji, Eucharystia była prawdziwym Ciałem Chrystusa, a Kościół mistycznym Ciałem. Rozdzielenie to jeszcze dzisiaj sprawia nam kłopoty – jakie? Upraszczam znowu zagadnienie. Oburzamy się gdy chodzi o plasowanie tabernakulum – słusznie. Chcemy zachować cześć, bezwzględnie tu nie ma co w ogóle na ten temat mówić, bo to jest taka oczywistość. Ale ostatecznie chodzi o to, żeby Chrystus nie był w domku takim czy innym, tylko żeby był w nas, żeby się dokonało to en Christo, to o które św. Pawłowi chodzi. Naturalnie nie będziemy niczego burzyć, nie będziemy przewracać, nie w tym jest sens, tylko wykorzystując rok Eucharystii, chcemy zaakcentować ten fundamentalny wymiar, że tu chodzi o wspólnotę, o budowanie, o to żeby był Chrystus w nas, my z Chrystusem, a nie izolacja która się wyrażała w uwielbianiu Chrystusa, a i stronieniu od Komunii świętej i to są dalsze konsekwencje takiego zredukowania Eucharystii. Takie rozdzielenie spowodowało w dalszym ciągu pewne przeobrażenie w eklezjologii. Nie ma świadomości eklezjalnej, jak równocześnie pobożność eucharystyczna stała się bardzo indywidualna. Adorujemy swojego Chrystusa, łączymy się z Nim i w dalszym ciągu nie umiemy przezwyciężyć tego momentu, nie umiemy jakoś razem witać Chrystusa, nie wychodzi nam np. śpiew w drodze do Komunii świętej. Nie chcę niczego burzyć, tylko przeakcentowuję pewne rzeczy, bo gdzieś tam po drodze zagubiliśmy wymiar eklezjalny.

Jeżeli każdy zakon jest urzeczywistnieniem Kościoła w sensie prawie idealnym, to musimy koniecznie rozbudzać świadomość eklezjalną w tym względzie, w konkretnych wymaganiach. Kościół nie jest rzeczywistością do definiowania, Kościół jest rzeczywistością dla doświadczenia, bo to jest wspólnota. Nie chodzi byśmy dokładnie definiowali Kościół wg „Lumen gentium”, naturalnie wszystko potrzebne, tylko w konkretnym przeżyciu to jest doświadczenie wspólnoty z Bogiem i między sobą. I to się musi maksymalnie realizować właśnie w czasie Eucharystii. Z tego wynikłyby konkretne implikacje – nasze stanowisko wobec nadużyć miłości braterskiej, obecność wszystkich domowników na mszy świętej, właśnie wyczulenie na tę jedność.

W dawnych ustawach było, że przełożony może nawet zakazać Komunii świętej rozbijającemu jedność, a myśmy to w tej wielkiej tolerancji posoborowej zagubili Pozostaje więc sprawa budowania tej świadomości eklezjalnej i w konsekwencji odpowiednie przeżywanie adoracji.

Ks. Bomba:

Można jeszcze do tego wszystkiego dodać, że Eucharystia jest tym, co tworzy wspólnotę, co tworzy z grupy osób jedność. Zwłaszcza ostatnio bardzo mocno podkreśla się fakt, że dzięki Eucharystii ludzie mogą się stawać nawzajem bliższymi. I tutaj taki paradoks: wielokrotnie bliskość może ludzi od siebie oddalać. Często korzysta się tu z przykładu: w tramwaju gdy panuje wielki tłok, ścisk, ludzie są bardzo blisko siebie, ale nie tworzy to żadnej społeczności, wspólnoty – przeciwnie może ludzi od siebie oddalać, bo rodzi się pewien niepokój o brak miejsca. A więc bliskość, która nie jest zjednoczeniem, oddala. Chodzi tutaj o znak obecności osobowej, znak obecności Jezusa w Eucharystii, który zmierza do zjednoczenia tych ludzi między sobą i można by tutaj przypominać starą filozoficzną zasadę: „quae sunt unita uni tertio, sunt unita inter se…”. Jeśli jeden człowiek poprzez zjednoczenie z Chrystusem staje się Chrystusem, i drugi człowiek zjednoczony z Chrystusem, staje się Chrystusem, to obaj muszą być zjednoczonymi ze sobą. I stąd bardzo praktyczne aspekty życia eucharystycznego w odniesieniu do zakonu czy zgromadzenia zakonnego, że właśnie należycie przeżywana communio, czyli jednoczące działanie Eucharystii, może pomóc do budowania całego zgromadzenia czy zakonu.

Patrząc na tę communitas poprzez pryzmat Jezusa Chrystusa, musimy powiedzieć, że wspólnota Eucharystyczna, która gromadzi się na sprawowaniu Eucharystii staje się realizacją królewskiego kapłaństwa, to nie tylko kapłaństwa sakramentalnego, bo Królestwo Kapłańskie obejmuje wszystkich wiernych. Podkreślenie z kolei tego, iż Eucharystia buduje wspólnotę w sensie królewskiego kapłaństwa może zapobiegać różnego rodzaju zadrażnieniom, w wypadkach gdy chodzi ożycie księży, braci, kleryków. W jednej społeczności różne grupy, które wspólnie realizują królewskie kapłaństwo Jezusa Chrystusa.

Może szczególnie warto zwracać uwagę w tym względzie na domy formacyjne. Bardzo często seminarium czyli dom formacji traktuje się jako etap przejściowy. Trzeba przeżyć jako zło konieczne te ileś tam lat w seminarium, żeby potem można zacząć działać w duszpasterstwie, żeby można było, pozostając przy temacie, sprawować Eucharystię. Otóż, dom formacji seminaryjnej jest nie tylko etapem do złożenia ślubów czy osiągnięcia kapłaństwa, ale jest społecznością, która sprawuje Eucharystię. Wydaje się koniecznym zwracanie uwagi i nieustanne podkreślanie tego, że okres formacji to nie tylko przygotowanie, ale to również, „tu i teraz” budowanie jakiejś wspólnoty, społeczności. W wielu wypadkach ten aspekt budowania communitas poprzez Eucharystię może pomagać w tym formowaniu, kształtowaniu tych, którzy kiedyś Eucharystię będą sprawować, ale którzy „tu i teraz” już tworzą jakąś wspólnotę, jedność.

W związku z tym budowaniem wspólnoty nasuwa się taka praktyczna sprawa, mianowicie to, co dzieje się w domach zakonnych: Msza święta koncelebrowana, Msza święta odprawiana przez jednego tylko księdza, budowanie całej liturgii Mszy świętej, liturgii uświęcenia czasu, nieraz nawet praktyk pobożnościowych, a zwłaszcza rozmyślania. Te aspekty życia religijnego w zakonie można w różny sposób ze sobą wiązać i one będą się jak gdyby wzajemnie budowały, będą tym, co prowadzi do communitas w Eucharystii i co potem od Eucharystii wychodzi. Pewnie korzystniej będzie, ze względu na czas pozostawić to do ewentualnej dyskusji i dzielenia się doświadczeniami.

A teraz tylko krótko jeszcze jeden aspekt omawianego tematu: chodzi mianowicie o obecność Chrystusa w Eucharystii, rzeczywistą i trwałą obecność a więc kult Eucharystii poza Mszą świętą.

Ks. Koperek:

Trzeba przyznać, że w dokumentach soborowych główny akcent spoczywa na tajemnicy Eucharystii jako Ofierze i Uczcie. Jednak coraz częściej dochodzi do głosu w dokumentach posoborowych, a zwłaszcza w nauczaniu Jana Pawła II trzeci aspekt – trwałej obecności Chrystusa w tej Tajemnicy i Jego kult.

W dekrecie „O posłudze i życiu kapłanów”, Kościół zwraca się z taką oto krótką zachętą: „Aby wiernie wypełniać swoje posługiwanie, niech im /prezbiterom/ leży na sercu codzienna rozmowa z Chrystusem Panem w nawiedzaniu i osobistym kulcie Najświętszej Eucharystii” /DK 18/. W tym też dokumencie zwraca się uwagę na to, iż „Dom modlitwy, gdzie sprawuje się i przechowuje Najświętszą Eucharystię oraz gdzie gromadzą się wierni i gdzie czci się obecność Syna Bożego, Zbawiciela naszego złożonego za nas na ołtarzu ofiarnym jako pomoc i pociechę wiernym, winien być schludny, sposobny do modlitwy i świętych uroczystości” /DK 5/. Zapewne, na skutek niewłaściwej interpretacji intencji Soboru, w wielu krajach posunięto się do zaniedbania czci wobec Najświętszego Sakramentu. Stąd w późniejszych dokumentach soborowych jest ona coraz częściej i coraz mocniej podkreślana.

Ogólne Wprowadzenie do Mszału, wyliczając cele przechowywania Najświętszego Sakramentu w tabernakulum, mówi i o adoracji. A Jan Paweł II, zabierając głos na temat czci dla Najświętszego Sakramentu, zwraca uwagę na wyrażanie tej czci już w samym sposobie odprawiania Mszy świętej. „Kult ten obejmujący Przenajświętszą Trójcę: Ojca, Syna i Ducha Świętego, towarzyszy i przenika przede wszystkim sprawowanie liturgii eucharystycznej” /List o Tajemnicy i kulcie Eucharystii, 1980, pkt 3/. „Kult eucharystyczny dojrzewa i rośnie wówczas, gdy słowa modlitwy eucharystycznej, a zwłaszcza przeistoczenia, wypowiadane są z wielką pokorą i prostotą w sposób, zrozumiały, odpowiadający ich świętości, zarazem piękny i godny, gdy cały ten najistotniejszy akt liturgii eucharystycznej wolny jest od pośpiechu, gdy niejako zmusza do takiego skupienia i czci, że zgromadzeni wspólnie z celebransem odczuwają wielkość sprawowanego misterium, i dają temu wyraz całym swoim zachowaniem”,/tamże p. 9/.

Następnie Papież wylicza, tak jak czyni to księga pt. „Komunia święta i kult Eucharystii poza Mszą świętą” /por. rozdz. II/, różne formy kultu Eucharystii. Są to: nawiedzenie, wystawienie, adoracja, błogosławieństwo, procesje, kongresy eucharystyczne i uroczystość Bożego Ciała. Papież sygnalizuje też wymowny fakt, że „Kościół i świat odczuwają wielką potrzebę kultu eucharystycznego”. To wydaje się może zaskakujące, ale faktem jest, że np. na synod krakowski przyszły listy od świeckich katolików podpisane, bardzo rzetelne, w których są zawarte prośby – „otwórzcie nam kościoły, niech w Krakowie będzie więcej punktów z całodzienną adoracją”. Jest niewątpliwie jakiś znak tego wyczucia ze strony wiernych wartości nawiedzenia, trwania, przed Chrystusem w Najświętszym Sakramencie Zresztą ciekawa rzecz, że na Zachodzie też, np. we Francji powstaje wiele nowych wspólnot zakonnych, które wracają do praktyki codziennej adoracji, mają wspólny brewiarz, a Msza święta stanowi prawdziwe centrum ich życia i działalności. Wspólnoty te mają cały szereg ludzi świeckich – inżynierów, lekarzy i zobowiązują się oni m. in. do jednej godziny trwania przed Najświętszym Sakramentem i czynią to każdego dnia.

W cytowanym liście wielkoczwartkowym apeluje Ojciec święty do kapłanów, co tym samym, odnosi się i do nas: „Jezus oczekuje nas w tym Sakramencie Miłości. Nie żałujmy czasu na kontemplację pełną wiary i gotowość wynagradzania wielkich win i występków świata” /p. 3/. Znamienne też jest ostatnie zdanie, które skierował Ojciec święty pod tym względem na zebraniu plenarnym Świętej Kongregacji ds. Zakonników i Instytutów Świeckich: „Wspólnoty zakonne gromadzące się razem w imię pańskie, mają jako swoje naturalne centrum Eucharystię. Dlatego też jest czymś normalnym, żeby zbierały się one widzialnie w jakimś miejscu, gdzie obecność Najświętszego Sakramentu wyraża i realizuje to, co powinno być głównym zadaniem każdej rodziny zakonnej. Dlatego, też domy zakonne, powinny być oazami modlitwy i skupienia, miejscami osobistego i wspólnotowego dialogu z Tym, który jest i powinien pozostać pierwszym i głównym rozmówcą w ich życiu, tak bardzo wypełnionym pracą. Przełożeni zaś nie powinni bać się przypominać często swoim współbraciom, że czas poświęcony, na prawdziwą adorację ma większą skuteczność i znaczenie niż jakikolwiek inny, nawet ten poświęcony intensywnej działalności, nawet gdyby ta działalność miała charakter apostolski” /O życiu zakonnym, s. 82-83/.

Ks. Nadolski:

Nie wiem czy nie urażę Czcigodnych, jeżeli w dwóch słowach przypomnę, że w wyliczone różne sposoby obecności Chrystusa w Kościele i w liturgii została wprowadzona poprawka dotycząca obecności Chrystusa nie tylko w słowie czytanym, ale i wyjaśnianym, tj. w kazaniu. Początkowo słowa: „in explicatione verbi Domini” skreślono. Następnie Paweł VI podjął na nowo tę myśl wyjaśniając, że Chrystus jest obecny także w słowie wyjaśnianym.

Wszystkie sposoby obecności są realne, natomiast szczytową formą obecności – owo maksimum – stanowi obecność Chrystusa w Eucharystii, która jest obecnością par excellence, obecnością substancjalną, to znaczy, że Chrystus nie jest obecny przez coś, lecz przez swoją Osobę, we własnej osobie.

Druga myśl, to sprawa zrozumienia samej obecności. W tej chwili istnieje szereg rozpraw na ten temat. Mówi się o fenomenologii obecności, o ontologii obecności. Również w filozofii zostało to pojęcie rozpracowane, ale nie wszystko zostało wyjaśnione.

Dla przypomnienia: obecność to nie tylko istnienie, to jest coś więcej. Istnienie jest podstawą, fundamentem obecności. O obecności mówimy wtedy, gdy następuje pewna komunikacja, przekazywanie. Do tych fenomenów składających się na obecność, należy komunikowanie się osobie drugiej, pewna wymiana wzajemna. Stąd teolog Brunner mówi o obecności, że ona jest „proximite” – jakaś wewnętrzna bliskość powodująca, osobową, wymianę O obecności mówimy wtedy, gdy nawiązuje się pewien węzeł duchowy między osobami wolnymi, wzajemnie się udzielającymi, a więc dynamiczne rozumienie obecności.

Dalej do pojęcia obecności należy i to, że jest ona „creatio”. W czasie tej obecności, Jezus Chrystus dokonuje w nas przemiany, dokonuje się „recreatio” człowieka.

Obecność Jezusa Chrystusa jest obecnością Głowy Kościoła, tzn., że jest obecny jako Głowa, całej społeczności nas razem z całym Kościołem, stąd adoracja, przebywanie w obecności Chrystusa nie może być tylko indywidualistyczna, ona musi być eklezjalna, musi być napełniona tą troską o cały Kościół, o realizowanie się Kościoła w całej społeczności.

Gdy chodzi o obecność, chciałem jeszcze zaakcentować, że eklezjalny wymiar obecności Chrystusa wynika z tego, że ta obecność jest udzielaniem się Boga w Jezusie Chrystusie człowiekowi. Dokonuje się to oczywiście w Duchu Świętym, to jest Jego zadaniem łączy nas z Chrystusem, realizuje tę jedność i stąd również przebywanie w obecności – adoracja jest czymś więcej niż przebywanie, ona musi być w założeniach Kościoła i to jest ważne do konkretnego kształtowania adoracji, musi prowadzić do Komunii świętej, przynajmniej pragnienia sakramentalnego zjednoczenia. Adoracja będzie w tej służbie fundamentalnej kategorii życia chrześcijańskiego jakim jest to „z” – ciągle na nowo podkreślane. Nie jest to tylko jakiś dodatek: z Chrystusem, z Bogiem i z innymi. Budujemy rzeczywistość eklezjalną. Realizacja obecności zależy od woli udzielającego się. I tutaj plasuje się hasło Kongresu Eucharystycznego: „Do końca ich umiłował” – maksymalne umiłowanie ze strony Jezusa Chrystusa, dlatego też ta obecność w Najświętszym Sakramencie jest maksymalna.

Chciałbym zakończyć ogólniejszym stwierdzeniem.

Na Zachodzie promotorami odnowy liturgicznej – Ruchu Liturgicznego byli zakonnicy. W Polsce przeciwnie – księża diecezjalni. Czy współcześnie można powiedzieć, że my zakonnicy przewodzimy w approfondimento życia liturgicznego?

Czy nasze sprawowanie liturgii jest rozmodlone, czy jest wypromieniowaniem ducha Bożego. Czy typ liturgii, którą sprawujemy w Imieniu Chrystusa jest bardziej Janowy, tj. pogłębiony, rozmodlony?

/Tekst z taśmy magnetofonowej – autoryzowany/