Koprowski A. SJ, Tertio Millennio Adveniente – rok Ducha Świętego w kontekście życia konsekrowanego w Polsce

Bardzo chciałbym, by to co powiem, było odebrane jako mówienie o  konkrecie  naszego życia, o stylu życia naszych wspólnot zakonnych i stylu naszego uczestniczenia w życiu Kościoła, a nie o „nabożnym dodatku”… Zwykliśmy bowiem, niestety, „świętość”, „pobożność” łączyć jednostronnie z jakimiś praktykami pobożnymi, rozważania o Duchu Świętym zamykać w ramach egzorty, a mniej z całokształtem  życia  człowieka, także  życia osoby konsekrowanej i całokształtu stylu życia naszych zakonnych wspólnot.

Jeszcze jedna uwaga wstępna, właśnie wprowadzająca w inne, przenikające całość osobowości człowieka, w tym i osoby zakonnej, rozumienie świętości i naszej współpracy z rzeczywistością Ducha Świętego… Przed półtora rokiem byłem po raz pierwszy w Ziemi Świętej. Byłem z grupą świeckich współpracowników jednej z naszych instytucji „edukacyjnych” czy „formacyjnych”, OCIPE, Katolickiego Biura Informacji i Inicjatyw Europejskich. Są oni pracownikami ministerstw, urzędów centralnych, mediów ogólnopolskich. Byliśmy przez 7 dni w Tabgha nad Jeziorem Galilejskim, czyli Tyberiadzkim.

Byliśmy w sytuacji uprzywilejowanej, mieliśmy bowiem do dyspozycji dwie osoby – specjalistów  w zakresie archeologii biblijnej. Każdego dnia przez 2 do 4 godzin opowiadali nam, „co tam się działo w czasach Pana Jezusa”, opowiadali o śladach, na które wprowadzają wykopaliska i tekst Nowego Testamentu. Dopiero po tym – jeździliśmy w charakteryzowane miejsca i też mieliśmy szczęście zwiedzać je „od podziemi”, od strony wykopalisk, a nie wspaniałych bazylik, które świadczą o kulcie i szacunku pokoleń, ale też skrzętnie zakrywają to, co działo się tam przed 2000 lat.

Nazaret. Mała miejscowość, gdzie niemal wszystko wykonywane było „wspólnie”, w zbiorowości. Mielenie zboża w żarnach, noszenie wody itp. Sfera prywatności była bardzo ograniczona, a już w ogóle było wykluczone, by jakieś wydarzenie pozostało nie zauważone przez lokalną społeczność…W zakresie obyczajów kulturowych Galilea była szczególną krainą. Dziewczyna, której rodzina wybrała męża, miała możliwość powiedzenia „nie”. Tego nie było w innych stronach Izraela. Ale też z chwilą, kiedy wyraziła zgodę, od chwili narzeczeństwa, była zobowiązana do wierności. Złamanie tej wierności oznaczało nie tylko „zepsucie opinii”, ale wyeliminowanie winnej z życia społecznego. Dokonywało się to poprzez ukamienowanie albo poprzez wyrzucenie poza miasteczko, o niemal kilometr, na tzw. Drogę Rzymską, by tam dołączyła do grona prostytutek czekających na żołnierzy okupanta.

Nazaret – i dyskretny opis Zwiastowania, jaki dają Ewangelie… I nasze wyobrażenie Maryi. Często wyobrażenie bardzo polukrowane i mglisto nabożne. A w tym kontekście kulturowym – jaka głęboka musiała być wiara Maryi, jaka determinacja i zaufanie  Panu Bogu, jaka walka wewnętrzna w psychologicznie nieznośnie długim czasie między „jakże się to stanie” do „otom ja, służebnica Pańska”. Jak żywotna, jak przenikająca do dna osobowości musiała być wiara Maryi. Jan Paweł II powie w swoim dokumencie, że Maryja przoduje drodze Kościoła. Ukazuje, że świętość wiąże się z  projektem na życie, z zainwestowaniem życia Bogu, służbie Bogu, realizacji Bożego planu, wrażliwości na to, co sygnalizuje Duch Święty…

Każdy chrześcijanin jest alter Christus przede wszystkim z racji Chrztu, który «zanurza w życiodajnej śmierci Chrystusa».

A cóż powiedzieć o osobie zakonnej, która tę życiodajną śmierć co dzień przeżywa, w niej uczestniczy, a jako powołana do wspólnoty zakonnej – ma być czytelnym znakiem doświadczenia paschalnego dla innych.

W tym kontekście chcę sięgnąć myślą do tego, co Jezus dokonywał wśród Uczniów. Gromadził ich, przez 3 lata karmił swoim słowem, słowem o Bogu i słowem o człowieku; klimatem, jaki kształtował… „Władcy narodów panują dając odczuć swą władzę, nie tak będzie wśród was, ale kto z was chciałby być pierwszym, niech będzie sługą wszystkich”…

Ciągle jeszcze byli jednak częścią Synagogi. Pan mówił o Bogu i o człowieku, o relacjach międzyludzkich; zapowiadał, że będzie wydany, zabity, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wydawało się, że uczniowie są  jednością, że wiąże ich tyle, iż będą się wspierali we wszystkim i do końca. Piotr nawet krzyknął, gdy Jezus mówił, że będzie zabity: „Panie, nigdy nie przyjdzie to na Ciebie”… A potem – wszyscy pouciekali… W chwili próby krzyżowej nie zdali egzaminu… Ani intelektualnie – bo oto okazało się, że słyszeli wszystko, ale tak naprawdę nie zrozumieli niczego… Ani etycznie – bo swojego przyjaciela, mistrza, pana – zostawili w najtrudniejszym momencie na pastwę tłumu, mechanizmów społecznych zła. Pouciekali, zaczęli kłamać, byle tylko samemu ujść cało…

Rozpadła się ich wspólnota. Rozpadła się bo przestała być wspólnotą wiary i wspólnotą nadziei. Na tej drodze beznadziei i rozpadu więzi – na drodze ucieczki – do łowienia ryb, do podmiejskiego Emaus, do jakichkolwiek zajęć, by zapomnieć i przeżyć… – spotyka ich zmartwychwstały Pan. Gromadzi ich na powrót w jerozolimskim Wieczerniku. Stawia ich wobec  rzeczywistości swego Zmartwychwstania…

Ten fakt sprawia, że nagle zaczynają rozumieć… To, co słyszeli przez trzy lata i co zaczerpnęli od Pana – dociera do dna ich osobowości… Nie jest już „poinformowaniem”, tym mniej „łączącą ich ideologią”. Jest „światłem, przez które widzą wszystko”, jest tkanką ich sposobu myślenia, ich aspiracji, ich  fascynacji, ambicji; jest sposobem patrzenia na ludzi i świat; jest podstawą nowego projektu ich życia…

Zarazem właśnie  wtedy  i  takich  Pan wyodrębnia ze wspólnoty starotes­tamen­talnej. Czyni tym, co my dziś nazywamy „Kościołem”. Udziela im misji i umacnia ich Duchem Świętym. „To czyńcie na moją pamiątkę”, „będziecie moimi świadkami aż po krańce ziemi”, „idźcie i nauczajcie wszystkie narody chrzcząc je…”; „komu grzechy odpuścicie, będą im odpuszczone, a komu zatrzymacie, będą im zatrzymane”….

Misja Apostołów, misja osób konsekrowanych mających być szczególnie czytelnym ZNAKIEM dla świata,  jest nierozerwalnie związana z doświadczeniem wiary, z ich stylem życia, z fundamentem, którym jest świętość Boga, Jezusa Chrystusa, w której  uczestniczą mocą sakramentów i o której dają świadectwo. Oczywiście, do tego dochodzi wiele czynności organizacyjnych, wiele uwarunkowań kulturowych. Ale misja apostolska u podstaw jest osadzona w przekształcającym do dna osobowości doświadczeniu wiary, doświadczeniu paschalnym. Ono jest przekazywane przez wieki. Ono sprawia, że przez wieki dokonuje się zbawienie człowieka, ludzi różnych narodów, ras, kultur, opcji politycznych.

W przemówieniu do biskupów polskich przybyłych z wizytą Ad limina w tym roku, Papież podkreślał:

– rolę autentycznego świadectwa życia samych kapłanów i osób konsekrowanych oddanych bez reszty Bogu i ludziom,

– konieczność opracowania i realizacji programu stałej formacji duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej kapłanów i osób konsekrowanych, ze wszystkimi jej aspektami. Formacji stałej, którą powinni podejmować zawsze, to znaczy w każdym okresie życia, niezależnie od uwarunkowań w jakich się znajdują i niezależnie od funkcji, jakie pełnią w Kościele.

Dzieje Apostolskie, które najpełniej poświadczają działanie Ducha Świętego w pier­wotnym Kościele nadają Mu na pierwszym miejscu imię – Obietnicy Ojca (Dz 1,4; por. Łk 24.49). Obietnica kieruje się ku przyszłości, czyli wiąże się z nadzieją. W tej mierze, w jakiej Duch Święty został już udzielony Kościołowi, jest On obietnicą zrealizowaną, spełnioną. Dzięki temu chrześcijańska nadzieja zyskała fundament, na którym opiera się także spoglądając w przyszłość. Po ludzku pozostaje ona otwarta, niepewna. Jednak oczami wiary wolno przyjąć, zgodnie ze słowami Apostoła, że „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Zatem niezawodność nadziei wypływa z miłości. To miłość jest najważniejszym darem Ducha Świętego (1 Kor 12,31). W swym hymnie o miłości św. Paweł mówi o niej: „Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję” (1 Kor 13,7).

Chcę w dzisiejszym rozważaniu skupić się na darze jedności i warunkującej ją – miłości – jako istotnych kontekstach życia i pracy Zgromadzeń Zakonnych i Instytutów Życia Konsekro­wanego w Polsce dziś, w aktualnej sytuacji Kościoła, który jest w Polsce…

Jedność należy bowiem uznać za szczególny dar Bożego Ducha, znowu w ślad za św. Pawłem i słowami Jego pozdrowienia „Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z Wami wszystkimi!” (2 Kor 13,13). Pierwszym znakiem owego daru jedności w Duchu Świętym stał się pierwotny Kościół. Ale i w nim jedność była ciągle zagrożona, wymagała odnowy w Duchu. Obecnie jest to jeszcze bardziej aktualne. Tylko Duch Święty  może odnowić jedność, o wiele mniej wyraźną w Kościele niż na początku, kiedy: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4,32). Dzisiaj pragnie on ożywić przede wszystkim nadzieję jedności. Faktycznie to czyni. Wśród «znaków nadziei, dostrzegalnych u schyłku obecnego stulecia mimo cieni, które często zakrywają je przed naszym wzrokiem» Jan Paweł II wymienił w Kościele «uważniejsze nasłuchiwanie głosu Ducha Świętego, czego wyrazem jest przyjęcie charyzmatów i promocja laikatu, intensywniejsza działalność na rzecz jedności wszystkich chrześcijan, znaczenie przypisywane dialogowi z religiami i współczesną kulturą» (TMA 46). W szczególności zaś, w drugim roku przygotowania do Roku Jubileuszowego 2000 pod znakiem Ducha Świętego i nadziei, przedmiotem «wnikliwej refleksji wiernych winna się stać wartość jedności wewnątrz Kościoła, ku której zmierzają różne dary i charyzmaty, wzbudzone w nim przez Ducha» (TMA 47).”

W tym kontekście trzeba też odczytać słowa Papieża  wypowiedziane w Adhortacji Apos­tol­skiej Vita consecrata o obecności życia konsekrowanego w całym świecie i ewangelicz­nym charakterze jego świadectwa jako „sprawie całego Kościoła, a nie rzeczywistości odosobnionej i drugorzędnej”, jako elemencie o decydującym znaczeniu dla misji Kościoła oraz jako o „integralnej części życia Kościoła – zauważmy motywację podaną przez Ojca Świętego – stanowi bowiem dla niego cenny bodziec do coraz większej wierności Ewangelii”(VC 3). Stanowi też wezwanie do wdzięczności wobec Ducha Świętego w kontekście „wielości historycznych form życia konsekrowanego przez Niego wzbudzonych i nadal obecnych w tkance Kościoła” (VC 5). Wezwanie do wdzięczności wobec Ducha Świętego, ale też wezwanie do ustawicznego  rachunku sumienia ze strony zakonów oraz do korektur stylu życia i form realizacji charyzmatu, by były one rzeczywiście wsparciem dla dynamiki wspólnoty eklezjalnej i jej ewangelizacyjnej misji w konkretnych uwarunkowaniach miejsca i czasu… Może warto już w tym miejscu przywołać na pamięć rozdział III  wspomnianej Adhortacji zatytułowany Servitium Caritatis, w którym Jan Paweł II wymienia bodaj wszystkie możliwe zakresy potrzeb społeczności ludzkiej, które winny być wypełnione obecnością zakonów i instytutów życia konsekrowanego…

Ponieważ przedmiotem naszej refleksji jest kontekst Kościoła w Polsce – chcę przywołać słowa Papieża skierowane u początku pontyfikatu, podczas pierwszej wizyty duszpasterskiej w Ojczyźnie, do duchowieństwa. Wydają mi się bowiem elementem programu duszpasterskiego Papieża wobec nas. Wiem, że przed dwoma miesiącami, gdy biskupi polscy byli z wizytą Ad limina, w rozmowie z księdzem arcybiskupem Henrykiem Muszyńskim Jan Paweł II pytał właśnie o tę sprawę, o to jak Jego wskazania są podejmowane przez środowisko duchowieństwa polskiego… Przytoczę obszerny cytat ze spotkania Papieża z kapłanami w katedrze częstochowskiej 6.VI.1979 r. Zwracał się do nich, ale poruszał temat, w którym doskonale mieścimy się my wszyscy, zakony i instytuty życia konsekrowanego…

„Nasza praca duszpasterska domaga się tego, abyśmy byli blisko ludzi i wszystkich ludzkich spraw – czy to będą sprawy osobiste, czy rodzinne, czy społeczne –abyśmy byli blisko tych wszystkich spraw «po kapłańsku». Wtedy tylko – w kręgu tych wszystkich spraw – jesteśmy sobą. Kiedy zaś naprawdę służymy owym ludzkim – nieraz bardzo trudnym – sprawom, wtedy jesteśmy sobą: wierni swojemu własnemu powołaniu. Musimy z całą przenikliwością szukać razem z wszystkimi ludźmi tej prawdy i tej sprawiedliwości, której właściwy i ostateczny wymiar  znajdujemy nie gdzie indziej, ale tylko w Ewangelii – owszem, w samym Chrystusie»

List do Kapłanów na Wielki Czwartek 1979 roku poszedł w świat. (…) Czasem podnosiły się głosy obawy, że Kościół nie wytrzyma z tą wizją kapłaństwa w dzisiejszym zsekularyzowanym świecie. A ja z Polski wyniosłem takie głębokie przekonanie, że tylko z tą wizją kapłaństwa Kościół wytrzyma. Tylko z tą wizją kapłaństwa. Czasem wyrażano obawy, że właśnie ta wizja kapłaństwa związanego z celibatem, kapłaństwa, któremu człowiek poświęca się bez reszty, że ona odstrasza, hamuje proces powołań. A ja z Polski wyniosłem przeświadczenie, że jest odwrotnie, że tylko ta wizja kapłaństwa może otworzyć na nowo falę powołań, przyrost powołań na całym świecie. Bo młodzi ludzie pragną wiedzieć, czemu się poświęcają, jeśli się poświęcają… I zdaje się, że w większości ten właśnie List do Kapłanów tak został odebrany przez Biskupów i przez Kapłanów. Jest on wolny od tego, co się nazywa klerykalizmem. (…) Zdajemy sobie sprawę, że z ludzi jesteśmy wzięci, że mamy też ludzkie słabości. Wcale nie stawiamy się ponad Ludem Bożym. Jesteśmy tylko z ludu wzięci i dla ludu postanowieni. Owszem, myślę, że najwięcej mamy do czynienia z grzechem człowieka, ale i ze świętością człowieka, chociażby poprzez kratki konfesjonału. Nieraz głęboko czujemy zawstydzenie wobec ludzi świeckich, gdy widzimy, jak bardzo oni dążą do świętości, jak bardzo od siebie wymagają, ile z siebie dają!(…)

Kapłani polscy mają swoją własną historię, którą w ścisłej łączności z dziejami Ojczyzny zapisały całe pokolenia «sług Chrystusa» i «szafarzy Bożych tajemnic» (1 Kor 4,1), jakich wydała nasza ziemia. Czuliśmy zawsze głęboką więź z Ludem Bożym – z tym, «spośród którego wzięci», i dla którego «byliśmy postanowieni» (por. Hbr 5,1). Myślę, że właśnie w tym sensie kapłani polscy są bardzo mało klerykalni. Nie czują się klanem. A jeżeli się czuli może w przeszłości, to obecnie to w znacznej mierze zanika. Świadectwo wiary żywej, czerpanej z Wieczernika, Ogrójca i Kalwarii – wiary wyssanej z piersi naszych matek – wiary ugruntowanej wśród ciężkich doświadczeń naszych rodaków – jest naszą duchową legitymacją. Podstawą naszej kapłańskiej tożsamości. (…) To dziedzictwo kapłańskiej wiary, posługi, solidarności z całym Narodem w jego najtrudniejszych okresach, które stanowi jakby fundament historycznego zaufania dla kapłana polskiego wśród społeczeństwa, musi być wciąż wypracowywane przez każdego z Was i wciąż niejako zdobywane na nowo. Chrystus Pan pouczył kiedyś Apostołów, jak mają o sobie myśleć i czego mają od siebie wymagać: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać» (Łk 17,10). Musicie więc, Drodzy Bracia Kapłani polscy, stawiać sobie zawsze te wymagania, które wynikają z Ewangelii, które są miarą Waszego powołania. Ogromnym dobrem jest ten kredyt zaufania, którym cieszy się polski kapłan wśród społeczeństwa, jeśli tylko jest wierny swojej misji, jeśli jego postępowanie jest przejrzyste. Jeśli jest zgodne z tym stylem, jaki Kościół w Polsce wypracował w ciągu ostatnich dziesięcioleci: stylem ewangelicznego świadectwa i społecznej służby. Niech Bóg broni, ażeby ten styl miał ulec jakiemukolwiek «rozchwianiu».

Kościół najłatwiej jest (darujcie to słowo) pokonać również przez kapłanów. Jeżeli zabraknie tego stylu, tej służby, tego świadectwa – najłatwiej jest pokonać Kościół przez kapłanów. W Polsce to nie zachodzi. Ale też trzeba stale czuwać, żeby to przypadkowo, w jakiejś mierze, na jakiejś drodze nie nastąpiło, nie rozwinęło się coś w niewłaściwym kierunku. Musicie bardzo czuwać, musicie wszyscy mieć tego ducha rozeznania. Kościół w Polsce dzięki kapłanom jest niepokonany.  Jest niepokonany dzięki tej jedności kapłanów z Episkopatem. I z kolei jedności całego społeczeństwa z kapłanami i Episkopatem. Ale Kościół przez kapłanów można także pokonywać. Przed tym trzeba się bardzo strzec”.

Świętość osób konsekrowanych, jak i świętość kapłańska jest w nauczaniu Jana Pawła II ustawicznie wiązana z konsekracją upodabniającą nas do Jezusa Chrystusa i z zatroskaniem o los człowieka, o skuteczność ewangelizacji, o czytelność znaku – Kościoła.

Jedność odsłania się jako wspólnota pełnego darowania siebie w miłości. W relacji Syna z Ojcem oznacza to: „Wszystko… moje jest Twoje, a Twoje jest moje” (J 17,10). Może dziwić uwaga, że w modlitwie arcykapłańskiej Jezus nie wspomina o Duchu Świętym. Owszem, ukrywa się On w tej modlitwie. Jest w niej nie jako Ten, o którym Jezus mówi, lecz jako Ten, w którym Syn modli się do Ojca. Duch Święty przenika zatem modlitwę Jezusa, dopełnia Jego jedność z Ojcem. Właśnie w Duchu Świętym Syn prosi Ojca, by Go otoczył chwałą (J 17, 1.5). Dopełni się to wtedy, gdy Duch Święty – wychodząc ze swego ukrycia – zostanie posłany do ludzi. Wtedy, jak zapowiada Jezus: „On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi”.  W ten sposób Duch Święty stanie się znakiem jedności Ojca z Synem oraz Ich wspólnoty darowania siebie; Jezus bowiem dodaje: „Wszystko, co ma Ojciec jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi” (J 16,14 n).

Powyższe wypowiedzi łączą już wewnętrzną tajemnicę Trójcy Najświętszej z jej objawie­niem „zewnętrznym”, otwierającym wnętrze Boga na świat i ludzi. Znaczy to, że misterium odsłania nam się w tej mierze, w jakiej sam Bóg włącza nas do niego przez swoje objawienie. (…) Jedność i miłość, wychodzące od Ojca jako istota całej Trójcy Najświętszej, ukonkretniają się w osobie Ducha Świętego. Skoro wychodzimy od Ojca, trzeba najpierw przejść do Syna. Wszystko, co otrzymuje od Ojca przekazuje dalej. Niczego nie zatrzymując dla siebie. W tym sensie, zgodnie z Pismem, objawia się jako Pośrednik, dokładniej „jeden Pośrednik” między Bogiem-Ojcem, który „jest jeden” a ludźmi (por. 1 Tym 2,5). Znaczy to, że również „wewnątrz” Boskiej wspólnoty jest On Pośrednikiem i czystym pośrednictwem, czystym przekazywaniem dalej. Istotą miłości między Ojcem i Synem jest jedność-wspólnota, nie ograniczająca się do wzajemności dwóch Osób, ale dopełniająca się w otwarciu – na jeszcze więcej. Osoba Ducha Świętego jest „uczestnictwem” w tym otwarciu, jest On czystym darem, czystym dopełnieniem bez końca. Ponieważ jest wyrazem ekstazy miłości w Bogu, dlatego w Nim i przez Niego Bóg jest odwieczną wylewnością, czystym entuzjazmem. Jako bycie darem w Bogu Duch jest eschatycznym darem Boga dla świata, jego ostatecznym uświęceniem i dopełnieniem.”

Wydaje mi się, że w tym kontekście trzeba byśmy spojrzeli na styl życia naszych zgromadzeń i na to, co i jak wnosimy w życie Kościoła. W jakiej mierze swoim życiem oraz swoją obecnością, zgodnie z charyzmatem poszczególnych instytutów życia konsekro­wanego, bardziej kontemplatywną czy bardziej czynną formami apostolatu, wnosimy w żywotność właściwą Kościołowi Paschalnemu w naszej Ojczyźnie. Jaka różnorodność i jakież bogactwo, gdy uwzględnić zakony wywodzące się z tradycji św. Benedykta, Franciszka, Dominika, Ignacego Loyoli, Jana Bosko, ale i całą gałąź zgromadzeń i instytutów życia konsekrowanego, jakie powołał Ojciec Honorat, Urszula Ledóchowska i inni Boży Ludzie XIX i XX stulecia naszej historii. Ojciec Święty podkreśla, że chodzi o coś istotnego, o „stały element historii Kościoła”, o rzeszę osób konsekrowanych, „które wybrały Chrystusa, idąc drogą radyka­lizmu ewangelicznego i braterskiej służby – przede wszystkim ubogim i opuszczonym. Właśnie ta służba  pozwala dostrzec szczególnie wyraziście, że życie konsekrowane objawia jedność przykazania miłości – nierozerwalną więź między miłością Boga a miłością bliźniego” (VC 5).

Ale znów trzeba z całą wnikliwością reflektować nad tym,  jak  podejmujemy to dziedzictwo dla życia konkretnego społeczeństwa i dynamiki apostolskiej Kościoła, który jest w Polsce  i  dziś  stara się pełnić swą misję ewangelizacyjną, misję nowej ewangelizacji…

Analizy sytuacji w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej  („postradziec­kiego bloku”) mówią, że nastąpiło pęknięcie dwóch istotnych  wymiarów chrześcijaństwa w naszym społeczeństwie:

– załamało się spojrzenie na drugiego człowieka jako na stworzonego przez Pana Boga na Jego obraz i podobieństwo. To spojrzenie zostało zastąpione przez „bylejakość” w widzeniu i ocenie człowieka, często traktowanego jako „towar”, „przedmiot”. Bylejakość sprawia, że nie ma kultury chrześcijańskiej w całym środowisku społecznym, nie ma szacunku dla drugiego człowieka, w ostatecznym wymiarze nie ma szacunku i dla samego siebie w całej osobowej głębi dziecka Bożego i kogoś, kto jest wplątany swym życiem w kontekst historii zbawienia… Nie ma poszanowania norm etycznych w klimacie społecznego życia.

– załamała się postawa gotowości dania czegoś z siebie dla drugiego człowieka, dla potrzebującego człowieka,  zwłaszcza gdy wymaga to ode mnie pewnego wyrzeczenia się, wysiłku, ograniczenia mojej wygody – odmowa nawet wtedy, gdy jest to bardzo potrzebne drugiemu człowiekowi. A w działaniach społecznych – instrumentalizacja, osiąganie swojego partykularnego celu także za cenę kłamstwa, półprawdy, niszczenia dobrej opinii innych, absolutyzowania swojego punktu widzenia. Załamanie się postaw solidaryzmu społecznego, czy mówiąc językiem katechizmowym – miłości bliźniego.

Pęknięcie tych dwóch istotnych wymiarów chrześcijaństwa spowodowało załamanie się  zaufania   społecznego na wszystkich poziomach społecznego życia.

Obserwujemy dramatyczne skutki tych procesów w Polsce. Uważam za podstawową sprawę dla wspólnoty eklezjalnej, także rolę do spełnienia przez środowiska zakonne i instytuty życia konsekrowanego, odbudowę tych istotnych wymiarów postawy chrześcijańskiej:

– przywrócenia szacunku dla godności człowieka, ponieważ jest on, KAŻDY człowiek, stworzony przez Pana Boga na Jego obraz i podobieństwo, i za każdego Jezus Chrystus podjął krzyż i dla jego zbawienia zmartwychwstał. Myślę, że klimat ubiegłorocznej czerwcowej wizyty Ojca Świętego w Polsce, a także Jego słowa, zwłaszcza te skierowane do Zakonów i do Konferencji Episkopatu Polski oraz  trzy przemówienia Papieża do Biskupów przybyłych z wizytą Ad limina do Rzymu w styczniu i lutym 1998 roku – mogą wiele powiedzieć i nam w usytuowaniu naszych Prowincji w dynamice ewangelizacyjnej Kościoła, który jest w Polsce i który wchodzi w Rok Ducha Świętego. Mogą nam pomóc we wniesieniu wkładu zgodnego z charyzmatem każdego z naszych zgromadzeń. Wkładu „nie do podrobienia”, ale i nie do zastąpienia przez innych… Jesteśmy cząstką Mistycznego Ciała Chrystusa, cząstką Organizmu Apostolskiego Kościoła…

O Stworzycielu Duchu przyjdź”… „Już w Starym Testamencie znajdujemy ślady jedności między Duchem ożywiającym stworzenie, a Duchem, który je odnawia, czy to aktualnie, czy w oczekiwanej przyszłości (…) Jedność stwórczego działania Ducha Świętego – w początku, jak i w dopełnieniu stworzenia – objawia się w świecie pośród wielości, której charakter jest ambiwalentny. Z jednej strony wielość oznacza bogactwo, przeobfitą pełnię, którą sam Stwórca pragnął umieścić i wyrazić w stworzeniu. Dlatego podziw dla wielości postrzeganej w świecie staje się motywem uwielbienia Stwórcy: „Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś: ziemia jest pełna Twych stworzeń (Ps 104,24). Jednak i w tym najpiękniejszym psalmie o wspaniałości stworzenia i Stwórcy trudno zapomnieć o innej, ciemnej stronie świata. Na końcu pojawia się dysonans: „Niech znikną z ziemi grzesznicy i niech już nie będzie występnych” (Ps 104,35). Ich wielość zakłóca harmonię stworzenia, świadcząc nie o Stwórcy, lecz o grzesznym odwracaniu się od Niego. Z drugiej strony zatem odsłania się w świecie grzeszne oblicze wielości, która zamiast skupiać uwagę na Jednym, odwodzi od Niego, rozpraszając ludzi. Stąd odnawiające działanie stwórczego Ducha musi objąć tę ciemną stronę ludzkiego rozproszenia, zagubienia w świecie. Dopiero wtedy, gdy Duch jedności przeniknie również i przebaczy grzeszną wielość, utworzy On wspólnotę, w której jedność i wielość wzajemnie się dopełniają.”

„Odnowiona wspólnota rozszerza się stopniowo po całej ziemi. Nie brakuje w niej napięć i to już od początku. Dzieje Apostolskie pokazują pierwsze problemy w pierwotnym Kościele. Niektórzy wyłamują się ze wspólnoty dóbr, opartej na całkowitym oddaniu własności w ręce Apostołów. Ananiaszowi zarzuca się, że skłamał „Duchowi Świętemu”, skoro nie był w stanie otworzyć się na pełną wspólnotę miłości – dzielenia się dobrami (Dz. 5,3). Może największą próbą dla nowej wspólnoty była kwestia otwarcia się na „pogan”, czyli tych, którzy nie należeli wcześniej do religii żydowskiej. Apostołowie, z Piotrem na czele, wahali się, czy wolno chrzcić owych ludzi, nie wymagając uprzedniego spełnienia prawa Mojżeszowego, łącznie z obrzezaniem. Ustąpili pod wpływem Ducha Świętego, który ich oświecił jakby pośrednio –zstępując bezpośrednio na samych pogan! Wniosek był prosty i został sformułowany przez Piotra: „Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my”.  Zatem „rozkazał ich chrzcić w imię Jezusa Chrystusa” (Dz 10,47). Pierwszy Sobór Jerozolimski, który został zwołany dla uregulowania całej kwestii, to kolejny znak otwartości młodego Kościoła na działanie Ducha Świętego. Wydany wtedy dekret zaczyna się od słów: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my” (Dz 15,28)… Dalsze dzieje kościelnej Tradycji to ciągle nowe znaki działania Ducha Świętego, który poprzez wieki – zgodnie z obietnicą Chrystusa – prowadzi Kościół stopniowo „do całej prawdy” (J 16,13).

Dar jedności Kościoła w Duchu Świętym odnawia Kościół w tej mierze, w jakiej otwiera się on na Jego działanie. Kościelna  wspólnota – Ciało Chrystusa, żyjące Jego Duchem – to wielość osób, pojedynczych członków. Spełniają one różne funkcje – według osobistych darów łaski. Skoro pochodzą od jednego Ducha, nie może być pomiędzy nimi sprzeczności (por. 1 Kor 12,4), chociaż  istniejące napięcia domagają się dokładniejszego „rozeznania duchów”. Ono także jest jednym z darów Ducha Świętego (por. 1 Kor 12,10), dlatego najważniejsze pozostaje otwarcie się na Niego. W tym sensie Paweł upominał: „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie (rozeznajcie) a co szlachetne – zachowujcie” (1 Tes 5,19-21). W owym rozeznaniu chodzi nie tyle o teoretyczną wiedzę, którą można zdobyć przez studium, ile raczej liczy się duchowa postawa.  Fakt, iż jest ona przede wszystkim owocem – darem Ducha Świętego nie znaczy, że nie należy o nią osobiście zabiegać. Otwieranie się na Niego przez modlitwę wymaga także ćwiczenia.(…) Tak mogła dokonać się odnowa Kościoła, nie tylko jako instytucji, wzmocnionej przez Sobór Trydencki, lecz jako wspólnoty osób, osobiście współpracujących z Duchem Świętym w reformowaniu, porządkowaniu swego życia, bo nie ma odnowy kościelnej wspólnoty bez osobistej, wewnętrznej przemiany jego członków.”

Jestem przekonany, że jest to sposobny punkt wyjścia dla naszej refleksji nad odczytaniem miejsca naszych Zgromadzeń i Instytutów Życia Konsekrowanego w kontekście zmian w życiu społeczeństwa polskiego, a tym samym w nowym kontekście, w którym Kościół, który w Polsce pełni swą misję ewangelizacyjną, musi na nowo określić swoje miejsce, swoją rolę, formy swojego działania.

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w 1989 roku (data jest jak zwykle umowna…) Kościół wszedł w nowy etap życia społeczeństwa polskiego ze zniekształconymi strukturami. Kościół, wspólnota eklezjalna, weszła w ten etap z wyrazistym Episkopatem i duchowieństwem diecezjalnym. Ze słabymi i niemal nie istniejącymi w „świadomości eklezjalnej” zakonami i instytutami życia konsekrowanego oraz bez świadomego swej roli eklezjalnej laikatu.

Nie był to owoc „klerykalizmu”, jak często mówiły media, zwłaszcza zachodnie. Był to rezultat 50 lat wojny, a potem systemu totalitarnego. We wszystkich prócz Polski krajach „obozu radzieckiego” zakony zostały rozwiązane w latach 50–52. Na kilka lat jak w Jugosławii, na cały czas jak w ZSRR, Czechosłowacji, Rumunii, Albanii  czy Węgrzech. Jedynie w Polsce udało się Księdzu Prymasowi S. Wyszyńskiemu uratować istnienie zakonów. Jednak ceną, jaką trzeba było zapłacić, było ograniczenie ich działalności do pracy parafialnej, „wciśnięcie zakonów pod parasol parafii”. Sytuacja trwała niespełna 40 lat, a więc dwa pokolenia. Rzutowało to na mentalność zakonników. Miało wpływ także na zatarcie się w świadomości eklezjalnej specyficznej roli zakonów. Także to, co Vaticanum II, a nawet w ostatnich latach Pontyfikat Jana Pawła II w skali Kościoła powszechnego wniósł w podkreślenie specyfiki zakonów i instytutów życia konsekro­wanego, ich miejsca w całokształcie życia wspólnoty eklezjalnej – w Polsce pozostało w uśpieniu.

Przemiany społeczno-polityczne, już od końca lat 70. a zwłaszcza od Sierpnia 1980 i potem, po zmianie systemu politycznego w 1989 roku, sprawiły, że nagle pojawiło się zapotrzebowanie społeczne i eklezjalne na obecność zakonów odpowiadającą ich charyzmatom. Dziedzina szkolnictwa, różnorodne obszary kultury, środki społecznego przekazu, szczególne umiłowanie chorych i promocja sprawiedliwości, bardziej zinstytucjonalizowane formy opieki nad chorymi – to tylko niektóre potrzeby, wobec których nagle stanęły zakony. Trzeba dodać do tego formy duszpasterstwa zwyczajnego, oparte o duchowość poszczególnych rodzin zakonnych, które należało rozwinąć w nowej sytuacji…

Jest to problem ogólny Kościoła, który jest w Polsce. Kościół winien podjąć wysiłek określenia swojego miejsca w nowym typie społeczeństwa. W społeczeństwie już pluralistycznym, a dopiero wchodzącym na ścieżki ku demokracji… Społeczeństwa do niedawna zjednoczonego wokół Kościoła – obrońcy praw człowieka i praw Narodu wobec zagrożenia totalitarnego, ateistycznego państwa; a dziś – pogrążonego w chaosie i zagrożonego płytkim konsumpcjo­nizmem „dzikiego kapitalizmu”, a przede wszystkim podzielonego, wykazującego niezwykłe wprost talenty w pogrążaniu każdego, kto myśli choć trochę odmiennie.

Jest to także sprawa zgromadzeń zakonnych i instytutów życia konsekrowanego. I my musimy podjąć refleksję w naszych wspólnotach, dopracować się stylu życia naszych zgromadzeń wiernego inspiracji Założycieli i naszemu prawodawstwu, a zarazem skutecznego w formacji młodych współbraci i wypracowaniu form życia wspólnotowego stosownych do zadań apostolskich, jakie należy podjąć. Co więcej, jest pilną potrzebą opracowanie, zwłaszcza przez Zgromadzenia o charakterze apostolskim, Planu Apostolskiego stosownego do specyfiki Zgromadzenia a także osadzonego w szerokim kontekście potrzeb społeczeństwa, w którym Kościół pełni swą misję.

Lata, jakie nas dzielą od roku 1989 dostarczyły wielu doświadczeń. Trzeb je uporząd­kować, rozeznać w świetle charyzmatu poszczególnych Zgromadzeń, ale także potrzeb całości Kościoła, który jest w Polsce.

Nowe stworzenie, zapoczątkowane w Jezusie i dopełniające się w Duchu, który ożywia kościelną wspólnotę jako Ciało Chrystusa, przez Kościół ma objąć wszystkich ludzi. Paweł opisuje nową rzeczywistość jako jedność w Chrystusie, jednostkową i wspólnotową: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem… Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania” (2Kor 5,17n). Wspólnota rozwijająca się w ten sposób otwiera się na wielość,  która dzięki jedności w Chrystusie i Jego Duchu przestaje dzielić ludzi. Przypominając chrześcijanom, że przyoblekli się w Chrystusa, Paweł oznajmia: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28).

To pojednanie ponad podziałami jest oferowane wszystkim, obejmując ostatecznie całe stworzenie. Jedynie tak mogą się wypełnić obietnice Starego Testamentu – o nowym niebie i nowej ziemi. Gdy więc Apostoł opisuje nasze nowe życie w Duchu Świętym jako włączanie do niego cielesności, całego człowieka, nie zapomina przy tym o świecie, z którym jesteśmy związani właśnie przez ciało. Przypomina wpierw o wspólnocie niedoli, w jaką przez grzech człowieka popadła nie tylko ludzkość, ale całość stworzenia. „Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na tego, który je poddał” (Rz 8,20). Oczywiście Paweł myśli tu o Adamie, którego grzech objawił swoje skutki także w świecie przyrody. Jednak i tu Stworzenie ma udział „w nadziei”, że „zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych”. Oczekuje ono zatem „objawienia się synów Bożych”, a znakiem oczekiwania jest to, że „całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (8,20nn). Greckie określenia („współ-jęczy i współ-wzdycha”) jeszcze wyraźniej podkreślają wspólnotę losu – zarówno w przyrodzie, jak i w jedności z ludźmi. Nie chodzi tylko o powszechność cierpienia w stworzeniu. Apostoł ukazuje sam jego sens – znak rodzenia się nowej rzeczywistości, nowego stworzenia, którego „pierwociny” są już obecne przez Ducha w życiu chrześcijan. Jego nie dające się wysłowić „wzdychanie” dodatkowo jednoczy ludzi, którzy Go przyjmują, z całym stworzeniem.

Aktualna sytuacja pozostaje zatem ambiwalentna. Z jednej strony Duch, który nas ożywia, pozwala dostrzec, że wspólne wzdychanie, także nasze, jest w stworzeniu znakiem rodzenia się nowego… To powinno pobudzać naszą nadzieję. Jednak z drugiej strony nowe stworzenie ciągle czeka jeszcze na dopełnienie, należy częściowo do przyszłości i zależy od naszego otwierania się na Ducha, który został nam dany. Jak długo nie nastąpi dopełnienie, pozostaje wzdychanie – nie tylko stworzenia i ludzi, ale i samego Ducha Bożego”.

 

Jestem przekonany, że wszystkie działania związane z odnową życia naszych wspólnot zakonnych, jak i form naszego apostolatu są częścią tej  rzeczywistości. Nie są tylko częścią socjotechniki, nurtów odnowy naszych struktur zakonnych – ale są częścią procesu historiozbawczego, w którym uczestniczy Kościół, który jest w Polsce i  w którym uczestniczą – zgodnie ze swymi charyzmatami – nasze rodziny zakonne.

Paweł VI w Adhortacji Evangelii Nuntiandi zauważa, że Kościół ustawicznie, każdego dnia, rodzi się na drodze ewangelizacji. I ustawicznie, każdego dnia, ten nowo rodzący się Kościół jest zobowiązany do dalszego prowadzenia ewangelizacji. Jego naturą jest dalsza ewangelizacja… Wnoszenie doświadczenia paschalnego w świadomość ludzi po to, by byli „nowymi ludźmi”. By mieli ową specyficzną wrażliwość opartą o wizję człowieka, którego nierozerwalną częścią jest rzeczywistość Boga, Zmartwychwstałego Chrystusa, dynamika Zesłania Ducha Świętego i wszystko, co z tego wynika dla stylu ludzkiego życia, dla koncepcji godności człowieka, wolności człowieka, dla podstaw solidaryzmu społecznego, dla kształtu ludzkiej kultury itp.

Stąd zarówno „stawanie się Kościoła”, jak i „przekształcanie świata”, styl obecności „ludzi wiary”, „ludzi wydarzenia paschalnego”, w sposób szczególny styl obecności wspólnot zakonnych i instytutów życia konsekrowanego, w całokształcie społecznego życia i życia wspólnoty eklezjalnej jest wyrazem i „polem działania” Trójcy Świętej, jest przeniknięte dynamiką zmagania się naszego bezwładu i krótkowzroczności ze światłem Ducha Świętego pozwalającym zobaczyć  pełną, wielowymiarową rzeczywistość.

Duch Święty wpisany jest w całą rzeczywistość Boga i w całą rzeczywistość człowieka. W Chrystusie, dzięki mocy i światłu Ducha Świętego „żyjemy poruszamy się i jesteśmy”. Duch Święty jest tym, który człowiekowi wskazuje kierunek. W moim przekonaniu pęknięcie nadziei, które obserwujemy dziś w polskim społeczeństwie i bezradność Kościoła wobec tego zjawiska jest konsekwencją tego, że żyje ono (także ta jego część, która stanowi Kościół w Polsce i z tym Kościołem się identyfikuje) w schizofrenicznym podziale „wiary” i „życia”, nie potrafi dokonać spojrzenia na bieżące sprawy „w świetle Ducha Świętego”. Poddaje się dominacji myślenia ideologicznego, presji konsumpcji lub poczuciu zagrożenia przemianami, niepewną ekonomicznie przyszłością itp. Poważne sprawy i groźne problemy. Ale widziane głównie w kategoriach ideologicznych, socjologicznych: bez „światłości sumień”, bez – jak to nazwał Jan Paweł II w Tertio Millennio Adveniente – wrażliwości na „uświęcającą obecność Ducha Świętego wewnątrz wspólnoty uczniów Chrystusa”, bez tej głębi, jaką daje właśnie Duch Święty w spojrzeniu na konkrety społecznego życia, na mechanizmy społecznego życia, na „struktury grzechu” i wszystko, co do nich prowadzi, ale i na to, co z nich wyzwala. Papież określa to dostarczaniem przez Ducha Świętego trwałych i głębokich uzasadnień dla codziennego wysiłku przekształcania rzeczywistości zgodnie z Bożym zamysłem.

Wydaje mi się ważne, by każdy z nas wspólnie z naszymi współpracownikami w zarządach Prowincji, postawił pytanie – co to znaczy w praktyce dla zakonów w Polsce? Co to znaczy dla mojego Zgromadzenia i dla Prowincji Zakonnej, której kierownictwo zostało mi powierzone.