Dziewiecki M. Ks., Formacja współczesnej młodzieży do rozeznania i przyjęcia powołania

Pomaganie nastolatkom w odkryciu i realizacji ich powołania to najcenniejszy aspekt wychowania.

Wstęp

Kandydaci, którzy pojawiają się w naszych domach formacyjnych, mają inne cechy i przekonania niż poprzednie pokolenie, które wstępowało do seminariów czy nowicjatów. Współcześni młodzi mają poważne problemy w budowaniu dojrzałych więzi i w chronieniu tychże więzi dojrzałą hierarchią wartości. Największe trudności sprawia im dorastanie do świętości, a w konsekwencji odkrywanie specyficznego powołania, którego podstawą w każdym przypadku jest dojrzałość w miłości, czyli świętość.

W niniejszym opracowaniu przyjrzymy się najpierw typowym cechom współczesnych wychowanków, a następnie popatrzymy na podstawowe kompetencje formatorów powołaniowych oraz na podstawy pedagogii powołaniowej, która dla chrześcijan oznacza dorastanie do świętości. Ostatnia część niniejszej analizy to prezentacja najważniejszych aplikacji praktycznych.

 

1. Sytuacja współczesnej młodzieży

Nie jest łatwo określić kondycję i cechy współczesnego człowieka, gdyż tematyka ta nie jest „poprawna” politycznie. Oficjalnie bowiem Europa buduje społeczeństwo „idealne” dla wychowania i rozwoju, gdyż społeczeństwo oparte na demokracji, tolerancji, dobrobycie i respektowaniu praw człowieka. W tej sytuacji Europejczycy powinni być wyjątkowo dojrzali i szczęśliwi. Tymczasem fakty świadczą o czymś innym. Dominująca obecnie kultura ponowoczesności okazuje się bardziej kulturą śmierci niż kulturą bogatszego człowieczeństwa. Badania nad kondycją współczesnego człowieka są nadal podejmowane, jednak realizowane w taki sposób, by ich wyniki były zgodne z… oczekiwaniami badaczy i ich sponsorów. Współczesne nauki empiryczne o człowieku oparte są bardziej na prezentowaniu subiektywnych deklaracji i przekonań badanej grupy niż na prezentowaniu obiektywnych faktów.

Z badań subiektywnych przekonań i deklaracji wynika, że kondycja współczesnego człowieka, w tym także ludzi młodych, jest zupełnie dobra. Jednak wtedy, gdy analizujemy fakty, a nie deklaracje, obraz zaczyna być niepokojący. Fakty te to m.in. sięganie po alkohol i narkotyki, agresja, przemoc i przestępczość, demoralizacja, gwałtowny wzrost samobójstw wśród nastolatków, nowe uzależnienia (np. od telewizji, Internetu, gier komputerowych), niezdolność wielu młodych do krytycznego myślenia, do dojrzałej miłości oraz do solidnej pracowitości. Bezpośrednie obserwacje nastolatków w środowisku rodziny, szkoły i rówieśników potwierdzają to, że kondycja młodego pokolenia Polaków jest niepokojąca.

1.1. Mało miłości, czyli brak pogłębionych więzi

Zdecydowana większość dziewcząt i chłopców cierpi z tego powodu, że doświadczają zbyt mało miłości ze strony rodziców i innych osób. Często w relacjach rodzinnych dominuje krzywda i cierpienie, a nie miłość i poczucie bezpieczeństwa. Relacje pozarodzinne są zwykle powierzchowne, a komunikacja między nastolatkami jest często banalna, a nawet prymitywna i wulgarna.

W konsekwencji wielu młodych ludzi nie wierzy w miłość i nie potrafi kochać. Część z nich popada w najgroźniejszą chorobę, jaka może dotknąć nastolatków, a mianowicie w obojętność na własny los. Zdają oni sobie zwykle sprawę z tego, że krzywdzą samych siebie np. alkoholem, narkotykiem czy zaburzoną seksualnością, ale nie mają siły potrzebnej do tego, by powstrzymać się od destrukcyjnych zachowań i by zatroszczyć się o własny rozwój. Tylko stałe doświadczanie miłości przyjmowanej i ofiarowanej daje nastolatkom siłę i motywację potrzebną do kształtowania w sobie bogatszego człowieczeństwa oraz do ochrony własnej godności. Obecnie tego typu doświadczenie jest, niestety, rzadkością wśród nastolatków.

1.2. Mało prawdy, czyli ucieczka od rzeczywistości

Wielu młodych sądzi, że wszystko jest subiektywne i że żadna obiektywna prawda nie jest im do życia potrzebna. Młodzi uciekają zwłaszcza od logicznego myślenia na temat skutków własnego postępowania. Często używają inteligencji po to, by oszukiwać samych siebie co do sensu życia i sposobów na osiągnięcie szczęścia. Ponieważ wielu młodych nie chce lub nie potrafi postępować zgodnie z mądrym myśleniem, zaczynają więc „myśleć” zgodnie z niemądrym postępowaniem.

Oszukiwanie samych siebie i myślenie życzeniowe, czyli magiczne, przybiera obecnie formę tak zwanego myślenia „pozytywnego”, które jest selektywne, a przez to nie odzwierciedla ono rzeczywistości. Dla przykładu, w czasie sprawdzianu z chemii gimnazjaliści piszą, że piwo należy do napojów alkoholowych, ale po wyjściu ze szkoły już o tym nie „pamiętają” i wmawiają sobie, że piwo to nie alkohol. Wielu młodych żyje w świecie miłych fikcji, które prowadzą do kryzysu i cierpienia. Najbardziej rozpowszechniona i groźna fikcja to przekonanie, że istnieje łatwo osiągalne szczęście, a zatem szczęście osiągnięte bez wysiłku, czujności i dyscypliny, bez więzi z Bogiem i bez respektowania zasad moralnych.

 

1.3. Mało wychowania i pozytywnych wzorców

Nie jest możliwy rozwój dzieci i młodzieży w sposób spontaniczny, a zatem bez trudu wychowania ze strony dorosłych i bez pozytywnych wzorców, którymi młodzi mogliby się zafascynować. Dojrzałe wychowanie jest największym darem, jaki dorośli mogą ofiarować młodemu pokoleniu. Tymczasem wielu współczesnych dorosłych to ludzie naiwni albo cyniczni. W konsekwencji potrafią oni rozpieszczać albo demoralizować dzieci i młodzież. Nie potrafią natomiast, lub nie mają zamiaru, udzielać młodym wychowawczego wsparcia. Wychowywać to uczyć dojrzale myśleć, kochać i pracować. Tego zadania podejmują się nieliczni rodzice i inni wychowawcy, gdyż obecnie tylko nieliczni dorośli okazują się na tyle dojrzali i szczęśliwi, by pogłębione oddziaływanie wychowawcze leżało w ich możliwościach. Coraz częściej wychowanie zastępowane jest mitami o spontanicznej samorealizacji, o wychowaniu bez stresów (w praktyce – przez brak wychowania) czy o tolerancji jako najwyższej wartości, która automatycznie gwarantuje rozwój człowieka. Konsekwencją braku wychowania jest zawężenie i zniekształcenie pragnień u wielu młodych ludzi. To z kolei prowadzi do zawężenia i zniekształcenia wolności, czyli do popadania w różne formy uzależnień.

1.4. Błędna hierarchia wartości

Poważnym zagrożeniem dla rozwoju nastolatków jest błędna hierarchia wartości, którą przejmują oni od ludzi dorosłych i którą kierują się we własnym życiu. Wielu dorosłych proponuje dzieciom i młodzieży wartości drugorzędne w miejsce wartości podstawowych. Tak jest na przykład wtedy, gdy ktoś demokrację czy tolerancję stawia ponad miłością, prawdą i odpowiedzialnością.

Konsekwencją naiwności w sferze aksjologicznej jest błędna filozofia życia, w której doraźna przyjemność stawiana jest dosłownie ponad wszystko: nie tylko ponad normy moralne, sumienie czy odpowiedzialność, ale także ponad zdrowie i życie. Innym przejawem zaburzonej hierarchii wartości jest szukanie łatwego szczęścia, a zatem szczęścia osiągniętego bez miłości i prawdy, bez Boga i norm moralnych, bez wysiłku i dyscypliny, pracy i czujności.

 

1.5. Uleganie negatywnemu wpływowi dominującej kultury

Na kondycję współczesnych nastolatków w negatywny sposób oddziałuje dominująca obecnie niska kultura, sprzeczna z kulturą Ewangelii. „Postępowe” środowiska promują „wielokulturowość” jako projekt ideologiczny i usiłują dowodzić, że wszystkie kultury są równowartościowe. Tymczasem gdy wszystko uznawane jest za jednakowo wartościowe, wtedy nic nie ma wartości. Tego typu ślepota kulturowa (culture-blindness) nie jest wynikiem naiwności, lecz cynizmu możnych tego świata, którzy pod pozorem neutralności próbują promować najniższą kulturę właśnie dlatego, że prowadzi ona do degradacji człowieka.

Jest to sytuacja dramatyczna dla społeczeństwa, ale korzystna dla cynicznych polityków i równie cynicznych ludzi biznesu, którzy wiedzą, że człowiekiem prymitywnym i nieszczęśliwym najłatwiej jest rządzić i najszybciej można się jego kosztem wzbogacić. Taki człowiek kupi bowiem wszystko to, co obiecuje mu łatwe szczęście (alkohol, nikotyna, narkotyk, prostytucja, pornografia itd.). Łatwo też poddaje się reklamie i ulega sztucznym potrzebom. To właśnie dlatego w kulturze ponowoczesności promowane jest wszystko to, co okalecza świadomość, wolność i godność człowieka. Jest też tolerowane niemal każde zło. Agresywnie atakowany jest natomiast Kościół katolicki, gdyż uczy on myśleć, kochać i pracować na wzór Chrystusa, a przez to formuje ludzi dojrzałych, którymi trudno manipulować.

1.6. Niezdolność do tego, by myśleć, kochać i pracować

Brak doświadczenia miłości, brak pogłębionego wychowania oraz dojrzałej hierarchii wartości, a także uleganie negatywnemu wpływowi niskiej kultury sprawia, że współcześni gimnazjaliści nie uczą się myśleć, kochać i pracować na wzór Chrystusa. Okazują się też wyjątkowo podatni na ideologie i fikcje o człowieku oraz o ludzkim rozwoju.

W konsekwencji jeszcze nigdy w historii Europy tak wielu młodych ludzi nie przeżywało tak głębokiego kryzysu. Jeszcze nigdy nie było wśród dzieci i młodzieży tak wielu alkoholików i narkomanów, tak wielu chorych psychicznie i przestępców, tak wielu niezdolnych do tego, by założyć szczęśliwą rodzinę czy podjąć powołanie do kapłaństwa albo życia zakonnego.

1.7. Nikt i nic nie zmieni natury człowieka

Na szczęście nikt i nic nie może zmienić natury człowieka, którego Bóg stworzył z miłości na swój obraz i podobieństwo, a zatem na podobieństwo miłości i prawdy. Właśnie dlatego współcześni młodzi ludzie nadal tęsknią za wielką i wierną miłością, za trwałym małżeństwem i szczęśliwą rodziną, za życiem w przyjaźni z Bogiem i ludźmi. Wielu z nich szczerze zatroskanych jest o los ludzi, zwierząt i przyrody. Wielu włącza się w różne formy wolontariatu. Wielu szczerze szuka kontaktu z Bogiem poprzez katechezę, uczestnictwo w ruchach formacyjnych, rekolekcjach czy pielgrzymkach.

Współcześni młodzi ludzie mają zatem podobne marzenia i ideały, jak ich rówieśnicy z poprzednich pokoleń. Znacznie trudniej jest im natomiast realizować swoje pragnienia i ideały ze względu na wyjątkowo negatywne uwarunkowania kulturowe i obyczajowe, w którym przyszło im przeżywać swoją młodość. Młodzi nadal otwarci są na pogłębione propozycje wychowawcze, ale stawiają rodzicom i innym wychowawcom dużo większe wymagania w tym względzie niż poprzednie pokolenie nastolatków.

2. Kompetencje formatorów powołaniowych

 

Najlepszym lekarstwem na zagrożenia, jakim podlegają współcześni młodzi ludzie, jest nowa ewangelizacja, czyli przyprowadzanie młodych do Chrystusa z nowym zapałem i w pogłębiony sposób. Aby było to możliwe, wychowawcy powołaniowi powinni spełniać kilka podstawowych warunków.

2.1. Rozumieć całego wychowanka

Dojrzały formator powołaniowy nie jest jedynie specjalistą od sfery moralnej, duchowej czy religijnej. To ktoś, kto rozumie całego człowieka w sposób pogłębiony i realistyczny. To zatem ktoś, kto rozumie, że każdy wychowanek jest kimś wielkim i jednocześnie kimś zagrożonym. Jest wielki, gdyż może nauczyć się myśleć i kochać. Z drugiej strony jest kimś jedynym na tej ziemi, kto jest zagrożony nie tylko przez naiwnych czy cynicznych ludzi, ale kto potrafi skrzywdzić samego siebie (np. doprowadzić się do uzależnień, desperacji czy samobójstwa). Tego nie czyni żadne zwierzę. W związku z tym kompetentny wychowawca rozumie, że przynajmniej czasami musi chronić wychowanków przed nimi samymi.

Kompetentny wychowawca dostrzega i formuje w wychowanku nie tylko jego ciało, emocje i subiektywne przekonania, lecz również sferę moralną, duchową, religijną i społeczną, a także sferę wolności i wartości. Ponadto dojrzały wychowawca zdaje sobie sprawę zarówno z zagrożeń, jak i z kryteriów dojrzałości w każdej z podstawowych sfer człowieczeństwa. Dla przykładu rozumie on, że wychowanek może stać się niewolnikiem lub wrogiem własnego ciała i że dojrzałość polega na trosce o zdrowie po to, by za pomocą ciała wyrażać miłość poprzez fizyczną obecność, mądrą pracowitość i roztropną czułość.

2.2. Fascynować pięknem Ewangelii

Wielu wychowawców chrześcijańskich ukazuje Ewangelię w taki sposób, że wydaje się ona ludziom młodym złą nowiną i niepotrzebnym ograniczeniem wolności. Benedykt XVI przypomina nam, że Chrystus niczego człowiekowi nie zabiera i że chrześcijaństwo to nie zbiór nakazów i zakazów, lecz przede wszystkim pozytywna propozycja życia w miłości, prawdzie i wolności dzieci Bożych.

Niezwykle istotne jest to, by w prezentowaniu ewangelicznego stylu życia ustrzec się karykatury chrześcijaństwa, np. ukazywania ludzi wierzących w Chrystusa jako smutnych, poranionych, dźwigających bolesne krzyże, dziwacznych, bezradnych i zalęknionych wobec współczesnego świata. Kompetentny wychowawca wyjaśnia, że być chrześcijaninem to – zgodnie z wezwaniem Chrystusa – być nieskazitelnym jak gołębica i sprytnym jak wąż, a zatem być kimś dobrym i mądrym jednocześnie.

Dojrzały wychowawca to ktoś, kto fascynuje młodych ewangeliczną mentalnością zwycięzcy, czyli ktoś, kto wskazuje wyłącznie optymalną drogę życia w miłości i roztropności, czyli w świętości, dzięki której już w doczesności doświadczamy radości, jakiej ten świat dać nie może. Drogi średnie i byle jakie wychowanek potrafi sam sobie zaproponować.

2.3. Realistycznie rozumieć cele wychowania

Kompetentny wychowawca wie, że głównym celem wychowania nie jest osiągnięcie sprawności fizycznej czy kompetencji zawodowych, gdyż zdrowy przestępca albo nieuczciwy – chociaż wykształcony – fachowiec nie jest chlubą w żadnym systemie pedagogicznym. Najważniejszym celem formacji jest uczyć wychowanka realistycznie myśleć, dojrzale kochać i solidnie pracować. Kto nie umie myśleć, a stara się kochać, będzie naiwny i bezradny. Natomiast ten, kto potrafi precyzyjnie i logicznie myśleć, ale nie chce kochać, stanie się okrutny i cyniczny. Z kolei pracowitość jest podstawowym warunkiem wyrażania miłości w codzienności.

2.4. Realistycznie rozumieć metody wychowawcze

Dojrzały wychowawca rozumie, że nie można obdarzać wychowanka wolnością, do której jeszcze on nie dorósł, czy zaufaniem, które nie ma podstaw w jego dotychczasowym postępowaniu. Realizm wychowawczy to świadomość tego, że wychowanie nie jest możliwe bez stawiania wymagań, bez regulaminu i dyscypliny, bez klasówek i sankcji proporcjonalnych do błędów popełnianych przez wychowanka. Odpowiedzialnie wychowywać to nie tylko kochać, ale też fascynować ideałami, stawiać wymagania, demaskować zagrożenia oraz roztropnie reagować na postawę danego wychowanka.

2.5. Umacniać mocnych!

Istotnym wymiarem wychowania jest umacnianie mocnych, czyli wspieranie w rozwoju tych nastolatków, którzy w sposób świadomy i z zapałem dążą do świętości. Oni również potrzebują wsparcia, by trwać w dobru i by wypływać na głębię. Biada nam, jeśli będziemy tylko ograniczać się w wychowaniu do „ratowania” poranionych i bezradnych.

Kompetentny wychowawca to ktoś, kogo szukają również ci młodzi, którzy są dojrzali i szczęśliwi, by pytać o to, co jeszcze lepszego niż dotąd mogą uczynić ze swoim życiem i rozwojem. Tylko wtedy, gdy będziemy umieli umacniać mocnych, zacznie zmniejszać się liczba tych młodych, którzy przeżywają kryzys. Najlepszą bowiem pomocą dla nastolatków w kryzysie są ich dojrzali i szczęśliwi rówieśnicy.

 

2.6. Wychowanie całego człowieka

Chrześcijaństwo uwzględnia pełne bogactwo człowieczeństwa, a jednocześnie podkreśla, że wszystko w nas jest ściśle połączone, czyli zintegrowane wokół osoby, jaką jesteśmy „w środku” siebie. To właśnie chrześcijaństwo broni człowieka przed zawężonym spojrzeniem na samego siebie. Broni zwłaszcza przed tymi, którzy traktują człowieka jak zwierzę, którego zachowanie zależy wyłącznie od instynktów i biochemii. Gdyby poważnie potraktować tego typu „odkrycia”, to trzeba byłoby zlikwidować nawet kodeks karny, gdyż zakłada on, że człowiek działa w sposób świadomy i dobrowolny i że właśnie dlatego ponosi odpowiedzialność za swoje zachowania.

Okazuje się, że w XXI wieku chrześcijaństwo jest coraz bardziej osamotnione w całościowym patrzeniu na człowieka, a przez to także w całościowej trosce o człowieka! Dojrzały chrześcijanin to ktoś, kto rozumie całego człowieka i kto staje się szlachetnym wychowawcą całego człowieka, a przez to prawdziwym dobroczyńcą ludzkości. Tymczasem promowane obecnie w mediach „naukowe autorytety” z zakresu nauk humanistycznych dostrzegają w nas jedynie ciało, subiektywne (i tylko takie!) myślenie oraz emocje. W XXI wieku nagle „zniknęła” cała reszta człowieczeństwa z politycznie „poprawnych” wersji nauk o człowieku!

Chrześcijańskie wychowanie to kształtowanie w wychowankach bogatszego człowieczeństwa na miarę i wzór Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo chroni nas zarówno przed ubóstwianiem ciała, jak też przed wrogością wobec ciała po to, by ciało mogło stać się narzędziem wyrażania miłości. Wychowanie chrześcijańskie to takie formowanie płciowości, by człowiek rozumiał specyfikę bycia kobietą lub mężczyzną i by spotykał się z osobami drugiej płci wyłącznie poprzez miłość. Chrześcijaństwo to takie formowanie człowieka, by swoją seksualnością mógł on wyrażać czystą miłość i by nigdy nie stał się ofiarą popędów czy pożądania. Chrześcijaństwo uczy rozumnego używania rozumu, by nikt z nas nie oszukiwał samego siebie ani innych ludzi i by nie żył w świecie ideologicznych fikcji, lecz szukał prawdy, która wyzwala. Chrześcijaństwo uczy równowagi emocjonalnej, gdyż pomaga kierować się miłością i odpowiedzialnością, a nie uczuciami i nastrojami. Uczy też inteligencji moralnej, czyli odróżniania tego, co nas rozwija, od tego, co nas krzywdzi. Chrześcijaństwo prowadzi na głębię duchowości, gdyż wyjaśnia tajemnicę pochodzenia człowieka i sens jego życia. Uczy korzystania z wolności w sposób godny naszej godności. Specyfiką wychowania chrześcijańskiego jest też to, że nie odrywa ono jednych sfer człowieczeństwa od innych ani nie przeciwstawia ich sobie, lecz wszystkie integruje wokół osoby, która – jeśli jest dojrzała – wie, dokąd, a właściwie do Kogo zmierza. Chrześcijaństwo przypomina nam o tym, że wszystko jest w nas błogosławione wtedy, gdy za pomocą całego bogactwa naszego człowieczeństwa wyrażamy miłość. I tylko miłość. Chrześcijaństwo ma odwagę proponować wszystkim ludziom tej Ziemi wyłącznie optymalną drogę życia, a jednocześnie ma odwagę przestrzegać nas przed wszystkimi innymi drogami, które potrafimy zaproponować sobie własną mocą, ale które prowadzą do rozczarowania i cierpienia.

3. Pedagogia powołaniowa

3.1. Przypatrywanie się powołaniu w Chrystusie

Obecny rok duszpasterski w Polsce jest inspirowany hasłem: Przypatrzmy się powołaniu naszemu. Odpowiedzialni wychowawcy chrześcijańscy, a zwłaszcza rodzice, księża, katecheci świeccy i nauczyciele, mają świadomość tego, że przypatrywanie się własnemu powołaniu ze strony dzieci i młodzieży powinno prowadzić tych młodych ludzi do odważnej decyzji pójścia tą drogą życia, którą proponuje im Bóg, który ich rozumie i kocha. Towarzyszenie powołaniowe może dokonywać się wszędzie tam, gdzie dorośli mogą oddziaływać na dzieci i młodzież, a zwłaszcza w rodzinie, w parafii i grupach formacyjnych, w środowisku szkolnym, a także za pośrednictwem mass mediów.

Towarzyszenie powołaniowe to coś znacznie więcej niż tylko solidne programy, dobrze działające struktury czy wartościowe inicjatywy z zakresu wychowania chrześcijańskiego. Towarzyszenie powołaniowe to najpierw i przede wszystkim niezwykłe spotkanie, którego celem nie jest przekazywanie wychowankowi jedynie jakiejś porcji wiedzy czy uczenie go określonych umiejętności, lecz asystowanie przy dorastaniu do miary bogatego człowieczeństwa i pomaganie wychowankowi, by postępował w sposób godny godności dziecka Bożego.

Towarzyszenie powołaniowe to wspólne z wychowankiem odkrywanie zdumiewającej tajemnicy człowieka, która ostatecznie ukryta jest w Bogu. To fascynowanie młodych ludzi istnieniem na sposób osoby, czyli na sposób kogoś, kogo Bóg stworzył z miłości i kogo powołał do życia w miłości. To przyprowadzanie do Chrystusa kogoś, kto jest bezcennym skarbem i kto ma moc, by stać się bezinteresownym darem dla innych. Towarzyszenie powołaniowe to upewnianie wychowanka o tym, że ważniejsze jest być niż mieć. To wyjaśnianie, że ważniejszy jest sposób istnienia niż pełnione funkcje i że dorastanie do świętości jest nieodzownym warunkiem dorastania do każdego rodzaju powołania: małżeńskiego, kapłańskiego czy zakonnego.

Towarzyszenie powołaniowe nie polega na podpowiadaniu wychowankowi jakieś konkretnej drogi życia (wtedy stawialibyśmy samych siebie w miejsce Boga!), ale na pomaganiu młodym, by uczyli się myśleć, kochać i pracować na wzór Chrystusa, by odkryli w Nim jedyną Drogę, którą warto iść, jedyną Prawdę, którą warto się kierować, i jedyne Życie, w którym warto mieć udział. Towarzyszenie powołaniowe to wspólne z wychowankami przeżywanie Eucharystii, trwanie na modlitwie, zaangażowanie na rzecz ludzi biednych i bezradnych. To także kierowanie się ewangeliczną mentalnością zwycięzcy, a zatem odwaga proponowania wychowankom wyłącznie optymalnej drogi życia, jaką jest świętość. To nieustanne prowokowanie dziewcząt i chłopców do tego, by Bogu, ludziom i samym sobie nieustannie stawiali pytanie: co dobrego mam czynić?

Towarzyszenie powołaniowe to najwspanialsza, najbardziej arystokratyczna forma wychowania. To szkoła najbogatszego człowieczeństwa! To najbardziej niezwykła forma duchowego rodzicielstwa: ojcostwa i macierzyństwa. To takie spotkanie człowieka dorosłego z kimś młodym, dzięki któremu oboje – wychowawca i wychowanek – aż tak bardzo fascynują się naśladowaniem Chrystusa, że razem dorastają do świętości i że razem zdumiewają się wielkimi rzeczami, które Bóg w nich czyni po to, by umieli dzielić się z innymi ludźmi Bożą prawdą, która nas wyzwala, i Bożą miłością, która nas przemienia.

3.2. Dorastanie do świętości

Świętość to najpiękniejsza normalność,

jaką może osiągnąć człowiek.

Coraz więcej młodych ludzi ma trudności z odkryciem swojego powołania oraz z podjęciem decyzji na całe życie. Zwykle największy problem tych ludzi nie polega na tym, że trudno im odkryć powołanie szczegółowe – do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego – ale na tym, że nie realizują oni podstawowego powołania, jakim jest powołanie do świętości.

Bóg marzy o tym, byśmy byli podobni do Niego. Dlaczego nie jest to największe marzenie dla większości współczesnych młodych ludzi? Najpierw dlatego, że zwykle mylimy świętość z karykaturą świętości. Błąd pierwszy to mylenie świętości z doskonałością. Człowiek, który dąży do doskonałości, usiłuje być jak Bóg, natomiast człowiek, który dąży do świętości, pragnie naśladować Boga. Pragnie zatem kochać Boga, siebie i bliźniego dojrzałą miłością, mimo że przez całe życie doczesne pozostaje niedoskonały w sferze cielesnej, emocjonalnej, intelektualnej, moralnej czy społecznej. Świętość mylona z perfekcjonizmem i doskonałością przeraża, gdyż – słusznie – jawi się jako coś nieosiągalnego dla człowieka.

Błąd drugi to takie ukazywanie świętości, która nikogo nie pociąga ani nie fascynuje, lecz przeciwnie – jawi się jako coś negatywnego i niechcianego. Karykaturalna wizja świętości to kojarzenie jej z cierpiętnictwem, naiwnym dźwiganiem niezawinionego krzyża czy ucieczką od życia doczesnego. To przekonanie, iż święty to dziwak albo dewot, który tylko na chwilę wychodzi z kościoła i to jedynie po to, by kupić kolejne pobożne czasopismo.

Świętość w perspektywie biblijnej to najpiękniejsza normalność, jaką może osiągnąć człowiek. Jest to bowiem normalność oparta na respektowaniu norm Ewangelii oraz na naśladowaniu Jezusa Chrystusa, który wszystkim czynił dobrze. Ludzie szlachetni fascynowali się Jego słowami i czynami, a ludzie cyniczni wpadali w popłoch w Jego obliczu. Świętość Chrystusa nie odstrasza i nie pozostawia nas obojętnymi, lecz zdumiewa i pociąga.

3.3. Dorastanie do świętości nie jest spontaniczne

Najbardziej zagrożone w człowieku jest to,

co najbardziej szlachetne.

Dorastanie do świętości nie jest ani łatwe, ani spontaniczne. Sytuację człowieka w życiu doczesnym symbolizują dwie opowieści biblijne: historia Józefa, sprzedanego przez braci do Egiptu, oraz historia syna marnotrawnego, który opuszcza kochającego go ojca. Józef, młody i szlachetny syn Jakuba, jest zagrożony z zewnątrz, ze strony swych najbliższych, którzy mu zazdroszczą i którzy chcą go skrzywdzić. Niektórzy z nich są naiwni i ulegają namowom gorszych od siebie. Inni okazują się okrutni i bezwzględni. Nie zabijają Józefa tylko dlatego, że mogą zarobić pieniądze, sprzedając go do niewoli.

Wiele osób, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, znajduje się obecnie w podobnej sytuacji, gdyż są krzywdzeni przez innych ludzi. Bywają krzywdzeni przez niedojrzałych czy naiwnie dobrotliwych rodziców, którzy ulegają mitowi o wychowaniu bez stresów i wymagań. Młodzi są zagrożeni przez niekompetentnych nauczycieli, którzy tolerancję i demokrację stawiają ponad miłość i odpowiedzialność. Dzieci i młodzież coraz częściej są ofiarami cynicznych dorosłych, którzy chcą nimi manipulować i pragną szybko wzbogacić się ich kosztem, wciągając ich podstępnie w różne formy niewoli.

Przypowieść o synu marnotrawnym uświadamia nam fakt, że człowiek zagrożony jest nie tylko przez innych ludzi, ale też przez samego siebie, przez swoją naiwność, ignorancję, słabość i grzeszność. Potrafi utracić miłość, wiarę i nadzieję. Syn marnotrawny nie został oszukany przez złych ludzi. Miał szczęście rosnąć u boku kochającego go ojca. Ale również w takiej sytuacji pozostał kimś zagrożonym. Po grzechu pierworodnym każdemu z nas łatwiej jest wybierać drogę przekleństwa i śmierci niż drogę błogosławieństwa i życia.

Być świętym człowiekiem to być kimś świadomym i wolnym. Brak świadomości i/lub wolności prowadzi do kryzysu. Zarówno świadomość, jak i wolność nie rozwijają się w sposób spontaniczny. Podlegają zagrożeniom. Człowiek może używać swojej zdolności myślenia w sposób aż tak błędny, że zaczyna oszukiwać samego siebie, i swej wolności tak naiwnie, że ją straci. W tej sytuacji podstawowym celem towarzyszenia powołaniowego jest uczyć myśleć i kochać.

 

3.4. Uczyć myśleć jak Chrystus

Wielu wychowanków używa myślenia po to,

by oszukiwać samych siebie.

Człowiek ma tendencję do tego, by używać zdolności myślenia po to, aby uciekać od faktów w subiektywne fikcje i miłe iluzje. Tymczasem powołanie do świętości można zrealizować jedynie w twardej rzeczywistości. Właśnie dlatego początkiem wychowania do świętości jest podjęcie pracy nad formacją myślenia. Człowiek nie zawsze potrafi postępować zgodnie z tym, co zrozumiał, że jest słuszne i mądre. Gdy jednak jego myślenie jest błędne, wtedy pozbawia się szans, by żyć w sposób dojrzały i święty.

Każdy z nas ma zdolność myślenia logicznego i precyzyjnego, które prowadzi do poznania prawdy. Potrafimy obserwować i analizować rzeczywistość, opisywać fakty, wyciągać logiczne wnioski. Z drugiej strony potrafimy być nielogiczni. Potrafimy „myśleć” w sposób magiczny, emocjonalny, życzeniowy, selektywny („pozytywny”). Myśleniem logicznym posługujemy się zwykle wtedy, gdy myślimy o tym, co nie ma związku z naszym życiem i postępowaniem. Wtedy jesteśmy obiektywnymi obserwatorami. Kiedy natomiast myślimy o rzeczach, sytuacjach czy osobach, które mają bezpośredni związek z nami samymi, a zwłaszcza z naszym postępowaniem, wtedy często tracimy logikę myślenia i oszukujemy samych siebie.

Zwykle celem oszukiwania samego siebie jest próba „usprawiedliwiania” własnych błędów. Błędne postępowanie prowadzi do błędnego myślenia. Człowiek posiada całkowitą władzę nad własnym myśleniem: może sobie wmówić wszystko to, co chce przyjąć za swoją „prawdę”. W oszukiwaniu samego siebie nie ma granic. Przykładem są sposoby myślenia alkoholików, którzy zwykle do śmierci nałogowo oszukują siebie, że nie są uzależnieni. Najgroźniejszą iluzją jest przekonanie, że istnieje łatwe szczęście: bez wysiłku, bez dyscypliny, bez respektowania obiektywnych wartości, bez prawdy i miłości, bez przyjaźni z Bogiem, bez kierowania się Jego przykazaniami, bez respektowania własnego sumienia. Gdyby istniało łatwe szczęście, to wszyscy ludzie byliby szczęśliwi.

Towarzyszenie powołaniowe to pomaganie, by ludzie młodzi myśleli o sobie w sposób całościowy i realistyczny. Rozumienie całościowe oznacza, że człowiek nie zawęża rozumienia siebie do niektórych jedynie wymiarów (np. ciało, popędy, emocje), lecz uwzględnia całość swego człowieczeństwa. Z kolei rozumienie realistyczne oznacza, że ludzie młodzi wiedzą, że są wielcy i zagrożeni.

Wzorem w formowaniu prawego myślenia jest Chrystus. On demaskuje przewrotność i naiwność człowieka: Przyszedł Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swoje czyny (Mt 11,18-19). Jezus ukazuje fakt, że kryzys postępowania prowadzi do kryzysu myślenia: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczyma nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się (Mt 13,14-15). Jezus wykazuje, że sposób myślenia o rzeczach zależy głównie od inteligencji, wiedzy i wykształcenia, natomiast sposób myślenia o człowieku zależy głównie od sposobu postępowania. Gdy faryzeusze zarzucają Mu to, że wyrzuca złe duchy mocą Belzebuba, wtedy Jezus demaskuje wewnętrzną sprzeczność ich rozumowania (por. Łk 11,14-20). Uczy obserwacji życia i wyciągania wniosków (por. Mt 13,8-52). Wykazuje, że ludziom łatwiej jest rozumieć rzeczy i przewidywać zjawiska przyrodnicze niż rozumieć własną tajemnicę i przewidywać konsekwencje własnego postępowania (por. Łk 7,31-35). Jezus opowiada dydaktyczne historie i przypowieści (por. Mk 4,1-33). Uczy krytycznie i logicznie myśleć.

Kto myśli na podobieństwo Chrystusa, ten osiąga dojrzałość nie tylko w sferze intelektualnej, ale również w sferze moralnej i duchowej. Moralność to inteligencja, dzięki której odróżniamy te zachowania, które prowadzą nas do rozwoju i świętości, od tych zachowań, przez które wyrządzamy krzywdę sobie lub drugiemu człowiekowi. Również duchowość wymaga dojrzałości w myśleniu, gdyż punktem wyjścia duchowości jest zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie, czyli znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytania: od czego lub od Kogo pochodzę? Do czego lub do Kogo zmierzam? W oparciu o jakie więzi i wartości mogę zrealizować cel mojego życia?

3.5. Uczyć kochać jak Chrystus

Akceptować to mówić: bądź sobą!

Kochać to mówić: stawaj się większym od samego siebie!

Prawe myślenie nie wystarczy do tego, by człowiek stał się świętym. Mamy być sprytni jak węże, ale czyści i dobrzy jak gołębie. Życie poza miłością sprawia, że człowiek nie ma siły ani motywacji do tego, by żyć prawdą, którą odkrył i zrozumiał. Dorastanie do miłości nie jest procesem spontanicznym ani łatwym. Miłość jest najtrudniejszym ze wszystkich sposobów korzystania z wolności. Stawia największe wymagania.

Dorastanie do miłości obejmuje fazy, które powinni dokładnie znać i rozumieć rodzice, księża i inni wychowawcy. Faza pierwsza to więź emocjonalna dziecka z rodzicami. Im bardziej rodzice kochają siebie nawzajem i z im większą miłością przyjmują swoje dziecko, tym bezpieczniej czuje się ono z nimi, tym łatwiej uwierzy w miłość i tym łatwiej będzie uczyć się miłości.

Faza druga to zakochanie, które oznacza intensywne zauroczenie emocjonalne drugą osobą. Początkom zakochania towarzyszą silne, radosne przeżycia. Gdy zakochanie osiąga szczyt zauroczenia emocjonalnego, wtedy osoba zakochana czuje się szczęśliwa. Z czasem jednak zakochanie odsłania inne, bolesne oblicze. Zakochani przeżywają nieporozumienia i rozczarowania. Coraz częstsze są nieporozumienia i rozczarowanie. Pojawia się bolesna zazdrość. W ten sposób zakochanie staje się drugą, obok więzi dziecka z rodzicami, ważną lekcją dorastania do miłości. Młody człowiek odkrywa, że pomylił się sądząc, iż jest już całkiem dorosły i niezależny. Cierpienie, którego doznał w drugiej fazie zakochania, pozwala mu zrozumieć, że więzi oparte na zauroczeniu nie przyniosą mu nigdy szczęścia, gdyż człowiek tęskni za miłością, która jest czymś więcej niż uczuciem czy fascynacją emocjonalną.

Zadaniem rodziców, księży i innych wychowawców jest cierpliwe i kompetentne towarzyszenie młodym w okresie zakochania. Najpierw trzeba pomagać dzieciom i młodzieży, by szukali kontaktów z wartościowymi rówieśnikami i grupami formacyjnymi, gdyż inaczej grozi im emocjonalne związanie się z takimi ludźmi, którzy ich skrzywdzą. A wtedy zakochanie nie będzie drogą do miłości, lecz do krzywd i grzechów.

Kolejnym zadaniem wychowawców jest wyjaśnianie istoty dojrzałej miłości, gdyż jest wiele błędnych przekonań na ten temat. Miłość to nie współżycie seksualne (współżycie w oderwaniu od miłości może być wręcz przestępstwem) ani nie uczucie, bo uczucia są zmienne i nie można ich ślubować, a miłość jest trwała i wierna. Zwykle mamy do czynienia z podwójnym błędem: z redukowaniem miłości do uczuć oraz z redukowaniem bogactwa uczuć towarzyszących miłości do przyjemnych jedynie stanów emocjonalnych. Prawdą jest, że miłości zawsze towarzyszą uczucia, ale one są różne, nie tylko piękne czy przyjemne. Gdy kochamy, wtedy przeżywamy różnorodne uczucia: od radości i entuzjazmu aż do lęku, rozgoryczenia, gniewu i straszliwego cierpienia. Nasze przeżycia są bowiem „termometrem” tego, co dzieje się w nas i w naszym kontakcie z innymi ludźmi. Wyobraźmy sobie sytuację rodziców, których dorastający syn czy córka popada w narkomanię. Kochający rodzice będą wtedy przeżywali dramatyczny niepokój, żal, lęk, gniew, rozczarowanie i wiele innych bolesnych uczuć właśnie dlatego, że kochają.

Miłość to nie to samo, co akceptacja. Akceptować to mówić: bądź sobą, a kochać to mówić: stawaj się codziennie większy od samego siebie. W rozwoju człowieka nie ma przecież granic.

Skoro miłość jest czymś więcej niż tylko uczuciem czy akceptacją, to co stanowi istotę dojrzałej miłości? Otóż miłość jest decyzją (całego człowieka, a nie „wolnej woli”) troski o rozwój drugiego człowieka. Kochać to pomagać drugiej osobie, by stawała się najpiękniejszą wersją samej siebie. Kochać to pomagać rosnąć. Także wtedy, gdy pomoc ta wiąże się z niepokojem, ze stawianiem twardych wymagań, z bolesnymi przeżyciami.

Miłość wyraża się poprzez określone słowa i czyny. Kochać to w taki sposób i na takie tematy rozmawiać z drugim człowiekiem oraz tak wobec niego postępować, by to służyło jego rozwojowi, by wprowadzało go w świat dobra, prawdy i piękna. Miłość wyraża się poprzez wysiłek i aktywność, poprzez sposób postępowania. Miłość jest widzialna! Prawdziwa miłość – na podobieństwo miłości Chrystusa – jest miłością wcieloną w obecność, pracowitość i czułość.

Miłość to słowa i czyny dostosowane do zachowania drugiej osoby. Jedynie niektóre – z reguły nieliczne – sposoby rozmawiania i postępowania są wyrazem miłości. Każdy człowiek jest niepowtarzalny i postępuje w odmienny sposób. Z tego względu ta sama miłość powinna wyrażać się poprzez inne słowa i czyny w odniesieniu do różnych ludzi. Za pomocą innych słów i czynów wyrażamy miłość do dziecka i do kogoś dorosłego. Inaczej postępujemy wobec ludzi dojrzałych i uczciwych, a inaczej wobec zaburzonych czy cynicznych. Obowiązuje zasada: To, czy kocham ciebie, zależy ode mnie i od mojej dojrzałości, ale to, w jaki sposób wyrażam miłość, zależy od ciebie i od twojego postępowania. Dojrzała miłość nie ma nic wspólnego z naiwnością i dlatego kieruje się drugą ważną zasadą: To, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Zasady te potwierdza Chrystus, który w różny sposób wyrażał swoją miłość w zależności od sposobu postępowania poszczególnych ludzi. Tych, którzy byli dobrej woli, uzdrawiał, rozgrzeszał, przytulał, stawiał za wzór, bronił przed krzywdą. Natomiast tych, którzy byli cyniczni i zatwardziali w złu, upominał, wzywał do nawrócenia, a nawet odwracał się od nich i odchodził. Tylko takie twarde słowa i zachowania Jezusa stwarzały tym ludziom szansę na refleksję i nawrócenie. Ludzi dobrych kocham, gdy ich wspieram, błądzących kocham, gdy ich upominam, a tych, co mnie krzywdzą, kocham mądrze wtedy, gdy bronię się przed nimi.

Miłość nie może unikać prawdy ani stawiania wymagań. To właśnie dlatego miłość staje się często znakiem sprzeciwu. Troska o dobro drugiego człowieka powinna być zawsze ważniejsza niż dobry nastrój czy unikanie przykrych, ale koniecznych konfrontacji. Kochać to troszczyć się o dobro drugiego człowieka także wtedy, gdy on sam nie rozumie naszej miłości i gdy czyni wszystko, by nas do siebie zniechęcić. Kochać to być dla innych mądrym darem, a nie naiwną ofiarą.

W taki właśnie sposób kochał Chrystus i takiej miłości uczy nas w przypowieści o marnotrawnym synu (por. Łk 15,11-32). On nawet w dramatycznych okolicznościach potrafi kochać w sposób dojrzały, czyli dostosowany do powstałej sytuacji. Kocha syna, ale nie przeszkadza mu cierpieć, gdy syn błądzi. Ojciec jest bogatym człowiekiem. Mógłby posyłać służących, by opiekowali się synem i nie pozwolili, by cierpiał głód. Jednak ojciec doskonale wie, że tak postępując, nie kochałby syna dojrzale i nie pomógłby mu w nawróceniu. Syn zachowa szansę na ocalenie tylko wtedy, gdy będzie cierpiał! Cierpienie, które przychodzi jako konsekwencja błędów, jako konsekwencja pomieszania dobra i zła, jest dobrodziejstwem, bo otwiera błądzącemu oczy. Uczy odróżniania dobra od zła.

Syn wykorzystuje szansę, jaką jest cierpienie, i zaczyna myśleć. Uświadamia sobie to, że pomylił się i że u ojca było mu lepiej. Pod wpływem cierpienia syn marnotrawny przemienia się w powracającego syna. Już rozumie, że lepiej być sługą u kochającego ojca niż niewolnikiem tego świata czy własnych słabości. Powracający syn odzyskuje wszystko: miłość i prawdę. Odtąd nie wątpi już, że ojciec go kocha, ani nie łudzi się, że może być szczęśliwym bez ojca czy wbrew ojcu.

Zadaniem duszpasterzy powołań jest uczenie takiej miłości: nieodwołalnej, ofiarnej i cierpliwej, a jednocześnie mądrej i czasem twardej, bo dostosowanej do zachowania tych, których kochamy. Naprawdę wychowujemy jedynie tych, których uczymy kochać i fascynujemy perspektywą świętości.

3.6. Uczyć pracować jak Chrystus

Kto mało kocha, ten mało pracuje.

Nie ma miłości bez wysiłku i pracy. Zarówno miłość wobec samego siebie (troska o własny rozwój), jak i miłość wobec innych (troska o ich rozwój) wymaga aktywności i trudu. Miłość bez pracowitości jest iluzją. Stwórca na samym początku stworzenia zleca nam trud, by czynić sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). Polecenie pracowitości wiąże się bezpośrednio z poleceniem miłości, gdyż człowiek leniwy nie potrafi kochać.

Potwierdzeniem miłości nie jest zakochanie czy romantyczne nastroje, ale solidne wykonywanie codziennych obowiązków. Kto nie pracuje solidnie, ten nie jest w stanie zapewnić dobrej przyszłości ani sobie, ani tym, których kocha. Aktywność i wysiłek jest nie tylko sposobem na czynienie sobie ziemi poddanej. Jest także nieodzownym warunkiem osobistego rozwoju i doskonalenia siebie. Pracowite zaangażowanie umożliwia nie tylko zdobycie wykształcenia i zawodu oraz podjęcie pracy zarobkowej, lecz jest również warunkiem ukształtowania w sobie dojrzałych cech charakteru. Tylko człowiek pracowity może przezwyciężyć lenistwo i być darem dla innych. Pracowitość wiąże się z miłością, bo jest potwierdzeniem miłości. Kto mało kocha, ten mało pracuje.

Wychowywać do świętości to nie tylko uczyć myśleć i kochać, ale też uczyć radośnie pracować. Człowiek święty rozumie, że pracowitość to nie bolesna konieczność, ale radosny sposób bycia dla innych. Wzorem jest Chrystus, który od rana do wieczora był darem dla ludzi. W formowaniu pracowitości obowiązuje zasada: być przed mieć, która tutaj oznacza: być przed działać. Święty to ktoś, kto jest kimś bogatym w miłość i szlachetność i kto przez pracowitość wyraża ten swój święty sposób istnienia.

4. Aplikacje praktyczne

Dzieci wierzą, że szklanki same się tłuką,

a rodzice wierzą, że dzieci same się rozwijają.

W jaki sposób Kościół – poprzez rodziców, księży, osoby konsekrowane, katechetów, nauczycieli i innych wychowawców – może pomóc człowiekowi, by mądrze myślał, dojrzale kochał oraz solidnie pracował? Także tutaj obowiązuje kryterium integralności i realizmu. Integralność oznacza korzystanie z różnego rodzaju metod, a realizm oznacza, że metody te powinny wynikać ze znajomości możliwości i ograniczeń wychowanka. W oparciu o powyższe kryterium można przyjąć, że podstawowe metody wychowania do świętości to świadectwo życia wychowawcy, fascynowanie wychowanka perspektywą świętości, mądry dobór języka i argumentów w komunikacji wychowawczej, demaskowanie typowych zagrożeń w rozwoju, stawianie wychowankowi koniecznych wymagań, a także egzekwowanie naturalnych konsekwencji jego błędnych zachowań.

4.1. Świadectwo życia wychowawcy

Wychowawca to ktoś, kto osiąga sukcesy

w wychowaniu samego siebie.

Najważniejszą metodą wychowania jest osoba wychowawcy. Towarzyszenie powołaniowe dokonuje się poprzez osobiste spotkania. Bóg przyszedł do człowieka po to, aby dać mu coś więcej niż tylko program wychowawczy. Przyszedł po to, aby oddziaływać na nas swoją obecnością i postawą. W początkowej fazie rozwoju najważniejszymi wychowawcami są rodzice, a później także inni wychowawcy: kapłani, nauczyciele, katecheci, grupy formacyjne. Mądra i przyjazna obecność wychowawców oraz ich radosne dorastanie do świętości jest tą metodą wychowania, która najskuteczniej motywuje wychowanka do wysiłku i rozwoju.

Wychowawca chrześcijański to ktoś, kto wie, że człowieka wychowuje nie tyle program, co drugi człowiek. Pierwsi uczniowie poszli za Jezusem dlatego, że On fascynował ich swoją osobą, a nie dlatego, że byli zafascynowani Jego nauką, bo nawet tej nauki jeszcze wtedy nie znali. Dojrzały wychowawca to ktoś, kto jest nie tylko drogowskazem, który wskazuje świętość jako cel rozwoju, ale to również ktoś, kto pierwszy zmierza do tego celu. Większość wychowawców – księży, rodziców czy katechetów – przekazuje wychowankom zwykle podobne treści, ale reakcja wychowanków bywa różna: od zachwytu do odrzucenia słyszanych treści. Postawa wychowanków zależy nie tyle od przekazywanej im treści, ile raczej od osoby, która tę treść przekazuje.

Istotną cechą dojrzałego wychowawcy jest umiejętność wsłuchiwania się w przeżycia i przekonania, nadzieje i obawy swoich wychowanków. Dojrzały wychowawca potrafi dobierać taką tematykę rozmów, która rzeczywiście odnosi się do sytuacji młodych ludzi, oraz posługuje się tak trafnymi argumentami, które rzeczywiście ich przekonują.

Cechą chrześcijańskiego wychowawcy jest to, że kieruje się ewangeliczną mentalnością zwycięzcy. Oznacza to, że sobie i innym ludziom proponuje wyłącznie optymalną drogę życia, czyli świętość. Drogi średnie i przeciętne wychowankowie potrafią znaleźć sami. Dojrzałego wychowawcę młodzi ludzie nie pytają o to, jakiego zła unikać, ale o to, co dobrego czynić.

Wychowawczej pomocy i wsparcia potrzebują wszyscy, a zatem także ludzie silni i dojrzali, którzy już są na drodze do świętości. Z tego względu szczególnie cenny wkład wnoszą ci księża i te osoby konsekrowane, którzy i które nie tylko wspierają ludzi szukających pomocy, ale potrafią umacniać mocnych i prowadzić ich na głębię coraz większej świętości.

4.2. Fascynowanie perspektywą życia w świętości

Wychowanie to fascynowanie

perspektywą życia w świętości.

Wielu wychowawców chrześcijańskich ukazuje Ewangelię w taki sposób, że wydaje się ona ludziom młodym złą nowiną i niepotrzebnym ograniczeniem wolności. Benedykt XVI przypomina nam, że Chrystus niczego człowiekowi nie zabiera, lecz wszystko daje, i że chrześcijaństwo to nie zbiór nakazów i zakazów, lecz przede wszystkim pozytywna propozycja życia w miłości, prawdzie i wolności dzieci Bożych.

Wychowanie chrześcijańskie opiera się na motywacji pozytywnej, czyli na fascynowaniu wychowanków perspektywą świętości. Prowadzenie ku świętości nie jest skuteczne, jeśli opiera się na moralizowaniu, nakazywaniu i zakazywaniu, na straszeniu, kontrolowaniu czy przymuszaniu. Gdy Chrystus uczy swoich uczniów myśleć jak On i kochać jak On, to wyjaśnia, że celem Jego działalności jest niesienie radości. Chrystus zaprasza uczniów do naśladowania swoich słów i czynów nie po to, by ich krzyż był cięższy, ale po to, by Jego radość w nich była i by ich radość była pełna.

4.3. Język i argumenty w wychowaniu

Chrystus mówił tak prosto, że rozumieli Go analfabeci,

i tak precyzyjnie, że przekonywał uczonych w Piśmie.

Ludzie, którzy mają problemy ze szlachetnym postępowaniem, stają się zwykle tchórzami wobec prawdy o sobie i nie chcą zrozumieć przesłania Ewangelii. Zadaniem wychowawców chrześcijańskich jest tak precyzyjne ukazywanie prawdy o człowieku i o jego powołaniu, by słuchacze rozumieli tę prawdę nawet wówczas, gdy z jakiegoś powodu nie chcą jej zrozumieć czy przyjąć! Przyjrzyjmy się podstawowym zasadom w tym względzie.

Po pierwsze, należy posługiwać się językiem prostym, łatwo zrozumiałym dla słuchaczy. Księża i inni wychowawcy nie powinni używać języka teologicznego, gdyż jest to język dla specjalistów. Towarzyszenie powołaniowe to opowiadanie o Bogu i człowieku językiem Ewangelii, a nie teologii. Ewangelia napisana jest językiem tak prostym i obrazowym, że mogą ją zrozumieć ludzie wszystkich kultur.

Po drugie, wychowawca powinien posługiwać się językiem precyzyjnym i jednoznacznym. W tym celu powinien starannie określać sens używanych przez siebie słów i pojęć. Zwłaszcza tych, które okazują się obecnie wieloznaczne, jak np. miłość, wolność, prawda, sumienie. Warto dawać słuchaczom definicje używanych pojęć. Wyjaśniać np., że wolność to nie dowolność działania, lecz zaangażowanie się po stronie miłości i prawdy. Z kolei prawda to nie subiektywne przekonania danej osoby, lecz wynik obserwacji rzeczywistości. Moralność to zdolność odróżniania tego, co człowieka rozwija, od tego, co go niszczy. Duchowość to nie ucieczka od ciała, lecz zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie. Religijność to nie ucieczka od życia doczesnego, lecz osobista przyjaźń z Bogiem, który jest Miłością.

Po trzecie, wychowawca powinien komunikować w sposób otwarty i szczery. Oznacza to, że upewnia on swoich rozmówców, że nie istnieją prawdy czy zjawiska dotyczące ludzkiego życia, które byłyby dla niego tematami tabu, o których nie powinno się mówić otwarcie. Towarzyszenie powołaniowe to zdolność do dialogu i dyskusji.

Po czwarte, nie należy posługiwać się językiem moralizatorskim, lecz językiem, który podkreśla aspiracje i pragnienia młodych ludzi. Oznacza to, że np. ukazując potrzebę dyscypliny w odniesieniu do sfery seksualnej, warto ukazywać fakt, że człowiek ma różne potrzeby i aspiracje, między którymi musi dokonywać wyboru. Rezygnacja z określonych zachowań (np. ze współżycia seksualnego) nie wynika z uległości wobec jakichś zbędnych nakazów, ale z respektowania większych i ważniejszych potrzeb czy aspiracji.

Po piąte, w wychowaniu należy posługiwać się językiem konkretnym. Warto mówić językiem liczb i statystyk, opisywać konkretne wydarzenia i doświadczenia, które są również udziałem rozmówców. Dla przykładu, przestrzegając przed współżyciem przedmałżeńskim warto pokazywać wyniki badań, które potwierdzają, że takie zachowanie łączy się z niepowodzeniami szkolnymi oraz inicjacją alkoholową czy narkotykową.

Wychowawca chrześcijański, który ukazuje realistyczną i stawiającą jasne wymagania prawdę o człowieku i jego życiu, musi być znacznie bardziej precyzyjny w argumentacji niż demoralizatorzy, którzy oszukują słuchaczy i którzy chcą nimi manipulować. Wynika to z faktu, że wobec tych, którzy nie stawiają wymagań, ludzie młodzi są zwykle bezkrytyczni. Biernie powtarzają zasłyszane „argumenty” i bywają zaślepieni na inne informacje. Natomiast wobec tych, którzy stawiają – konieczne przecież dla rozwoju – wymagania oraz normy moralne, młodzi ludzie stają się niezwykle krytyczni. Z tego powodu wychowawcy chrześcijańscy powinni posługiwać się argumentacją precyzyjną i łatwo zrozumiałą. Nie zaczynamy od argumentacji religijnej czy moralnej tam, gdzie istnieje mocna argumentacja z zakresu medycyny czy psychologii. Chodzi o to, by argumenty przekonywały wychowanków, a nie tylko wychowawcę.

Najdoskonalszym wzorem w doborze języka i argumentów jest Chrystus. On mówił w sposób tak prosty, konkretny i obrazowy, a jednocześnie posługiwał się tak oczywistymi i tak precyzyjnie sformułowanymi argumentami, że Jego słuchacze mieli tylko dwie możliwości: zrozumieć to, co mówił, i przyjąć lub zrozumieć i odrzucić. Nie mieli natomiast trzeciej możliwości: myśleć, że to nie On, lecz oni mają rację.

4.4. Stawianie wymagań

Pomagać w dorastaniu do powołania

to uczyć kochać.

Towarzyszyć powołaniowo to stawiać mądre wymagania. Wychowanie to bowiem przezwyciężanie słabości, naiwności, egoizmu, lenistwa. To zaprawianie się w dyscyplinie i dobru. Kształtowanie dojrzałych postaw i zachowań nie jest możliwe bez podejmowania wysiłku, bez mądrej ascezy, bez rezygnacji z doraźnej przyjemności. Wiara, że wychowanie może dokonać się bez stresu i bez porażek lub że istnieje spontaniczna samorealizacja, to przejaw modnej naiwności.

Wychowawca pomaga wychowankowi podjąć wysiłek konieczny w dorastaniu do świętości i pomaga mu zrozumieć, że stawianie samemu sobie mądrych wymagań jest podstawowym przejawem i sprawdzianem dojrzałej miłości człowieka wobec samego siebie. Ten, kto nie stawia sobie wymagań, ten lekceważy własny rozwój i popada w kryzys życia. Kto wymaga od siebie niewiele, ten nie osiągnie niczego, a kto stawia sobie ewangeliczne wymagania, ten ma szansę na dorastanie do świętości.

4.5. Wykorzystanie wychowawczej roli cierpienia

Cierpienie jest szansą na świętość.

Mądry wychowawca egzekwuje naturalne konsekwencje błędów, które popełnia wychowanek. Dla przykładu, kłamstwo, lenistwo, lekkomyślność czy wchodzenie w negatywne grupy rówieśnicze powinno powodować określone konsekwencje: utratę zaufania ze strony rodziców, złe stopnie szkolne, wzmożoną kontrolę itd. Wychowywanie to pokazywanie związku między określonym zachowaniem a jego naturalnymi konsekwencjami. Jest to jeden z najtrudniejszych aspektów we współczesnej pedagogice, gdyż wielu ludzi naiwnie wierzy, że da się oddzielić zachowania od ich naturalnych skutków.

Dojrzały wychowawca powinien uczynić wszystko, aby samemu nie być źródłem stresów, których wychowankowie nie zawinili. Nie powinien natomiast chronić wychowanków przed stresami i cierpieniami, które są konsekwencją ich własnych słabości, naiwności i błędów. Cierpienie otwiera człowiekowi oczy. Uczy odróżniania dobra od zła, prawdy od kłamstwa, trwałego szczęścia od chwilowej przyjemności. Lepiej jest, by wychowanek cierpiał, gdy błądzi, niż by miał nadal błądzić. Cierpienie nie jest dramatem. Jest bolesną informacją, która może człowieka przemieniać i uczyć sztuki życia. Dramatem jest jedynie trwanie w naiwności czy grzechu. 

Zakończenie

Współcześni młodzi ludzie nie różnią się w swoich marzeniach i aspiracjach życiowych od ich rówieśników z poprzednich pokoleń. Są jednak z pewnością bardziej poranieni w swoim człowieczeństwie oraz bardziej zagrożeni od wewnątrz i z zewnątrz. Potrzebują dojrzalszej pomocy wychowawczej po to, by mogli zafascynować się perspektywą własnego rozwoju według ideałów Ewangelii oraz by mogli odkryć i zrealizować specyficzną drogę życia, którą proponuje im Ten, który ich rozumie i kocha.

Formacja powołaniowa nastolatków powinna obejmować następujące elementy: przyprowadzanie ich do Chrystusa i wyjaśnianie prawd Ewangelii (doświadczenie Chrystusa), włączanie w kościelne ruchy i grupy formacyjne (doświadczenie wspólnoty wierzących) oraz angażowanie młodych w życie parafii i Kościoła lokalnego, a zwłaszcza w troskę o dzieci i młodzież, o starszych i chorych (aktywna miłość bliźniego). Wychowawca powołaniowy nie podpowiada zatem specyficznej drogi życia, lecz tworzy warunki, w których wychowanek staje się zdolny do tego, by rozeznać i przyjąć powołanie. Warunkiem wstępnym jest bogate człowieczeństwo, a warunkiem bezpośrednim jest dojrzała więź z Chrystusem. Tylko wtedy, gdy pomożemy młodym ludziom zrealizować ich pierwsze powołanie, czyli dorastać do świętości, będą oni w stanie odkryć i zrealizować powołanie szczegółowe: do małżeństwa i rodziny, do kapłaństwa czy życia konsekrowanego.