Roggia B. SDB, Na końcu pozostanie nam Koinonia. Ale jak ją rozwiną w Kościele zakonnicy?

Niepokojące scenariusze, scenariusze stagnacji, scenariusze prowokujące i wyzywające! Na scenie współczesnej historii przewijają się następujące po sobie te trzy scenariusze, które się przechwytują i przesłaniają wzajemnie, przynosząc skomplikowany i nie zrozumiały spektakl, w którym reżyser tak jakby się chwilowo oddalił i w tym samym czasie scenografowie ucieszyliby się z zagmatwania przedstawienia.

Scenariusz niepokojący wojny w Afganistanie, w Iraku; konflikt bez końca na Bliskim Wschodzie; terroryzm, który trzyma w niepokoju cały świat; tragiczna sytuacja wielu stref naszej planety, w których przeważają spustoszenie i opresja, jak prześladowanie w Sudanie, jak ciężkie przemoce w Demokratycznej Republice Kongo, jak wojenne plany Korei Północnej i okrutne represje na Kubie.

Równocześnie scenariusz zastoju: oprócz stagnacji ekonomii włoskiej i europejskiej z konsekwencjami na polu zatrudnienia; od dawna w naszym kraju życie polityczne i stosunki z instytucjami są charakteryzowane przesadnymi kontrastami z tendencją do wzajemnej niechęci, tracąc w ten sposób na odpowiedzialności a wzmagając spory. Na poziomie kościelnym, pomimo wysiłku odnowy pastoralnej i katechetycznej, wysiłki w krzewieniu wiary i zachowaniu praktyki życia chrześcijańskiego wydają się blokowane w status quo. Rezultat: ciągle zmniejszająca się ilość dzieci, dorastającej młodzieży i młodzieży dorosłej, którzy potrafiliby ustabilizować swój trwały i głęboki stosunek do wiary. Tym bardziej, że środowiska tradycyjnie przystosowane do tego przekazu wiary – rodzina, szkoła, oratorium i inne miejsca spotkań – nie stają poważnie wobec tych problemów. Także liczne wspólnoty parafialne i zakonne trwają w niepewności, pozbawione nowych pomysłów i alternatywnych propozycji dla terytorium.

W końcu scenariusz będący prowokacją oraz wyzwaniem; niezbędny wymóg tworzenia wspólnoty światowej dla powszechnego dobra wszystkich, która począwszy właśnie od obecnej sytuacji historycznej powinna stać się podporą dla klasycznej trylogii: praw ludzkich, pokoju w sprawiedliwości, na ratunek stworzenia. Kryzys wartości i suwerenności państwowej jest na oczach wszystkich. To starcie cywilizacji jest jednym z mocnych zagrożeń dla dzisiejszego klimatu historycznego. Trzeba wielkiego sprężenia i przyjęcia wśród kultur oraz wspólnej drogi ku jedynemu porządkowi prawnemu (tzn. wspólne reguły na poziomie międzynarodowym), aby faworyzować spotkanie, a nie potyczkę wśród ludów, kultur i religii w tej „podróży globalnej”. Przed niestabilną sytuacją, zamknięciami, odrzuceniami i narcystycznymi tendencjami, które dezorientują po trochu wszystkich, a szczególnie słabymi czynią dorastających i młodych, należy prowokować wolę i wolność by wyjść od siebie samych i od zastoju kulturalnego, który trzyma w jakimś stopniu wszystkich jako więźniów. Wobec ciężkiego i zbyt rozprzestrzenionego postrzępienia różnych rzeczywistości kościelnych na terytorium, tylko rzetelna współpraca między żywymi siłami może pozwolić na skuteczną obecność ewangelizacyjną w świecie, który się zmienia.

Oto, podczas gdy z jednej strony niepokojące scenariusze prowadzą do tworzenia wszelkiego rodzaju kryjówek, a scenariusze zastoju blokują społeczeństwa i wspólnoty w więzieniach bez nadziei na przyszłość, z drugiej cały niepokój świata i postmodernizmu celuje ku globalizacji nie tylko ekonomicznej (spostrzega się faktycznie, że sama ekonomia nie wystarcza, co więcej jest bardzo niebezpieczna). Nie cierpi zwłoki globalizacja kultur, chronionych porządkiem prawnym, aby respektując różnice sprzyjała narodzeniu wspólnoty ludów i religii. Tak się dzieje w czasie, kiedy Kościół przeżywa okres progresywnego kryzysu wartości ludzkich i religijnych, które proponuje wraz ze słabą możliwością interwencji na drodze rozwoju ludzkości. Oto, dlaczego wskazuje się na koinonię, jako na lekarstwo i właściwą drogę.

W pierwszych pokoleniach chrześcijańskich koinonia wraz z fractio panis, Didache apostołów i modlitwa kształtowała prawdziwy skarb życia Kościoła. Były to cztery perły w drogocennej szkatule dla życia ludzi wierzących. Dzisiaj trzeba ponownie otworzyć tę szkatułę i podkreślając wartość tamtych pereł, docenić przede wszystkim wzrost tej pierwszej najbardziej potrzebującej rozwoju. Kto przeżywa wspólnie z innymi wiarę, Ciało i Krew Pana, Jezusowego Ducha, musi natychmiast odczuwać potrzebę przeżywania wraz z innymi wszystko inne: musi tworzyć koinonię. Innymi słowy, koinonia wiary domaga się niezwłocznie koinoni socjoekonomicznej i kulturowej, we wspólnym wysiłku i braterskiej jedności, w przebywaniu, w byciu i czuciu się jednakowymi, aż do posiadania jako wspólnej każdej rzeczy. Wszystko to staje się silniejszą prowokacją dla Kościoła naszych czasów. Kościół stracił teren na wielu pozycjach i żyje w klimacie ogólnego braku znaczenia na płaszczyźnie współczesnego świata, ale pozostała mu jako dar i środek możliwość koinonii. Tak, więc nic nie jest stracone i praktycznie można rozpocząć nową ewangelizację.

Umiejscowieni na tych horyzontach i w tych sceneriach w ciągłym następstwie i przeobrażeniu, my osoby konsekrowane musimy zapytać samych siebie: czy żyjemy w anormalnej i niedorzecznej fazie historycznej, lub jak w innych czasach, życie konsekrowane znajduje się dziś naprzeciw nowej erupcji wulkanicznej, prawie małej reedycji Bing Bang’u, stwórczego Genesis i narodzin i rozwoju nowej epoki z pierwotnego chaosu? Co takiego dokonuje się w życiu osobistym i wspólnotowym w konfrontacji z ową erupcją scenerii i rozżarzoną lawą nowej epoki? Generalnie, nie potrafiąc odczytać wydarzeń, ograniczamy się do odpowiedzi, że na razie trzeba żyć prowizorycznie. Ale co to oznacza? Żyć bez pamięci i bez zatroskania o szukanie nowych rytmów życia? Lecz to prezentuje się jak każdego rodzaju depresja i redukuje więzy kościelne i wspólnotowe do ponownego zamknięcia się w nich samych, jak też często życie konsekrowane dzisiaj dowodzi. Czy lepiej żyć kompensującymi wybiegami, właściwymi zsekularyzowanemu stylowi? A może żyć nieharmonijnie i sztucznie, używając protez, masek i makijaży, próbując w ten sposób pozbyć się uczucia bycia niekompletnymi i brzydkimi, pozbawionymi własnych czynności, jakby miało chodzić o jednostkę niepełnosprawną?

 Wszystko to równa się zredukowaniu egzystencji konsekrowanej tylko do poszukiwania protekcji przed obecną rzeczywistością, w której rozpoznaje się jedynie niebezpieczeństwo. Jeżeli natomiast mamy odwagę „przeżywać sprzeciw” jak mawiał Szymon Weil, albo „wypłynąć na głębię” – Duc in altum, jest to naglące zaproszenie Jana Pawła II (Nuovo millenio ineunte 1 i 58) – ryzykując jeszcze raz drogę mądrości, która umie komponować w sposób zintegrowany podstawowe elementy życia konsekrowanego i charyzmatu z nieznanymi z prądami nowej epoki; tak więc oczekuje na nas inna przyszłość, poczynając od nowych prowizorycznych, ale znośnych kroków, które musimy dziś wykonać. Prowizoryczność nie tylko owocu natychmiastowej reakcji, ale przede wszystkim równowagi wraz z zuchwałością, jaka została wskazana w Mutuae relationes (zwłaszcza w rozdz. III) w dokumencie, który pomimo 25 lat, zachowuje jeszcze wiele wdzięku i swojej prowokującej siły.

Prowokacyjne odwołania w „Mutuae realationes” i próba poszukiwania nowego rytmu

Podstawowe stwierdzenie zawarte w III rozdziale (nr. 10 – 14) streszcza wszystko: życie konsekrowane w komunii eklezjalnej musi ukazywać się jako specjalny dar dla całego Kościoła, a nie tylko być piekącym problemem mówiącym o tym, jak ustawić się w Kościele, jak gdyby chodziło o coś niepotrzebnego lub o sytuację pomiędzy klerem a laikatem. Dlatego właśnie podstawową troską powinno być zaoferowanie światu świadectwa misterium Chrystusa w swoich różnych odcieniach, poprzez naśladowanie, które wyraża się w sposób niezmienny w profesji rad ewangelicznych i w zadaniu odrzucenia przeszkód, które oddalają od zapału i od doskonałości boskiego kultu. Będzie to możliwe, jeśli będzie się działać dla dobra całego ciała – Kościoła z odnowioną świadomością eklezjalną, ale broniąc starannie tożsamości i doniosłości charyzmatu, daru wzbudzonego przez Ducha świętego, który staje się doświadczeniem samego Ducha przekazanym przez założyciela/założycielkę Instytutu, aby mógł być strzeżony i rozwijany.

To właśnie jest szczególną potrzebą w czasie głębokich przemian, takich jak obecne, w których ryzykuje się błędne i dwuznaczne podejście do Kościoła. Podstawowym zagadnieniem dla życia konsekrowanego jest utrzymanie świeżości charyzmatu, nieskażonego i niesfałszowanego przez powierzchowność i aktywizm pastoralny. Wszystko to wymaga czuwania i inteligencji, które byłyby w stanie połączyć ciągłą perspektywę nowości i akceptacji nieuniknionego napięcia pomiędzy znakami czasów, kontekstem własnego Zgromadzenia/wspólnoty, kontekstem eklezjalnym i terytorialnym.

Mając na uwadze fundamentalne zagadnienia dokumentu zauważamy, że życie konsekrowane od zawsze posiadało rolę proroczej krytyki, kontynuując ryzykowną procedurę starożytnych proroków, którzy w swojej gorliwości dla Jahwe ujawniali każdą formę bałwochwalstwa w Izraelu i wśród ludów sąsiednich, podkreślając nieustannie wrażliwość Królestwa Bożego, typową dla Jezusa i pierwszych pokoleń chrześcijan. Prorocka krytyka, która nie jest nakierowana tylko na światowość i kulturę zdobytą przez idoli, próbuje się także w konfrontacji ze wspólnotą eklezjalną i życiem konsekrowanym, kiedy to prowizoryczny instrument ryzykuje, że może stać się absolutem, podczas gdy wszystko powinno być w rzeczywistości życia w Chrystusie i w rzeczywistości życia Chrystusa w nas. Faktycznie, życie chrześcijańskie, nie może być umniejszone do zespołu struktur kościelnych, reguł prawnych, praktyk pobożnościowych: rzeczywistości funkcjonalnych i niczego poza tym. Ich racją w praktyce jest inicjowanie komunii, „koinonii świętych apostołów”, jak ją nazywał Cyprian, a także służby w komunii z Bogiem, między chrześcijanami i innymi ludźmi, naszymi braćmi i synami Abrahama. Wspólnoty konsekrowane powinny być szczególnie wymowne właśnie w tym sensie, uważając, aby w ich życiu i działaniu nie umniejszyć proroctwa do różnych posług kościelnych, czystej i prostej diakonii dla koniecznych potrzeb społeczeństwa.

Prócz krytycznego nastawienia – dzisiaj naprawdę tak słabego, przynajmniej w naszych stronach – jest nastawienie do dawania świadectwa, które jest najważniejsze. Jeżeli konieczne jest natychmiastowe ujawnienie każdego ataku na koinonię, tak samo pierwszoplanowe jest głoszenie, że ta koinonia jest możliwa również dzisiaj. Jest to więc wymiar do podkreślenia w sposób całkowicie szczególny i specjalny. Ale jak? Nie jest to moment, aby formułować reguły, zasady, które od Soboru do dziś, Kościół i Instytuty ujęli w swych dokumentach w sposób wyczerpujący, jak nie dawno w Mutuae relationes. Nie jest to czas, by zatracać się w licznych możliwych aktywnościach, które wynikają bardziej z niejasnego zastąpienia charakterystycznego daru wspólnoty kościelnej i konkretnego terytorium. Ta propozycja nie na tym polega. Jest natomiast do wcielenia i zaprezentowania w Kościele i całemu światu stylu charakterystycznej egzystencji, chociaż w ogromnym natłoku zmian epoki, jest to niemożliwe uczynić sposób wystarczająco potwierdzony. Więc jak? Po prostu opowiadając własne doświadczenie dzisiejszego życia jako przypowieść o Królestwie w nauczaniu i w poszukiwaniu nowego rytmu.

Metoda, która weszła do refleksji Kościoła już od lat 60-tych XX-go wieku, aby spróbować pokonać kryzys języka religijnego; została ona również specjalnie zaaplikowana w katechezie i w środowisku psychopedagogicznym, jako element bogaty w wartości komunikatywne. Życie konsekrowane jako wspólnota pamięci i opowiadania o Bogu, posiada tożsamość fundamentalnie ukazującą fakty (Vita Consecrata 110) tak, jak to dobrze dokumentują liczne świadectwa z historii. Świadectwo, które pozwala zrealizować znaczące kroki, tak na poziomie indywidualnym jak i wspólnotowym: od powierzchowności do głębi; od egocentryzmu do ofiarności; od bierności do kreatywności. Dlatego, że cały nasz styl życia musi być wytłumaczony i już nic nie może dzisiaj automatycznie wypływać samo z siebie. Istnieją trzy ważne rytmy, które wchodzą w skład harmonii splotu historii, opowiadania o życiu konsekrowanym tak wczoraj jak i dziś.

Rytm wewnętrzny. Życie konsekrowane, poczynając od eremitów pierwszych wieków aż do dzisiejszych instytutów świeckich, zawsze koncentrowało się na jedności wewnętrznej, ażeby umocnić i nadać tożsamości egzystencji pojedynczym konsekrowanym, kosztem oddalenia się od świata, by całkowicie poświęcić się temu podstawowemu obowiązkowi. Chodzi tu o wewnętrzną jedność osoby, która z czasem, po latach profesji staje się żywą pamiątką sposobu życia i działania Pana Jezusa wobec Ojca i świata, który jest harmonijną syntezą dojrzałości ludzkiej, życiem w Duchu, przygotowaniem ludzkim, misją apostolską; wszystko to zawarte w jedności osoby ludzkiej i ubarwione przez własny charyzmat. Chodzi o trwające w czasie przyjmowanie historii własnego powołania i stałe przemienianie tej historii, w historię zbawienia.

W obliczu wielkiego kryzysu powołaniowego i wielkiej konfuzji tożsamości osobistej i charyzmatycznej, która uderza w różne obszary życia konsekrowanego, powrót silnych osobowości, odznaczających się stałością, odwagą i stanowczością wydaje się nie tylko bardzo oczekiwane, ale także naglące. Ma się tu na uwadze osoby nie o fizjonomii collage wielu przynależności do różnych grup, które sprzyjają okolicznościom i własnym korzyściom; osoby, które podążają ślepo za lansowaną modą, ale osoby przekonane o swej jedyności i niepowtarzalności, poprzez specyfikę charakterystycznego im oblicza powołaniowego, które nie zniechęcają się w budowaniu swojej wewnętrznej jedności, rozumianej jako najcenniejsze dzieło ich życia, nie tylko dla nich samych, ale również dla trwałości tej koinonii, która jest dzisiaj tak bardzo pożądana.

Rytm zewnętrzny. Współcześnie możemy zauważyć pewien zewnętrzny rytm, który jest powrotem do życia wspólnotowego i braterskiego. Nie jest on wypełniony tradycjami, gestami i gustami, jak często pojmowano standardowe życie konsekrowane we wspólnocie, ale jest silnym wymogiem pewnego rytmu wspólnego życia, który potrzebuje zasad i czasu, w celu wytworzenia głębokich relacji. Może to realizować się tak na płaszczyźnie modlitewnej, jak i wymiany życiowych doświadczeń oraz jako odpowiedź powołaniowa i charyzmatyczna wobec zachodzących przemian, które pobudzają nas do stawiania sobie pytań. Te przemiany są zadaniem do wzajemnej współpracy na polu wychowawczo – duszpasterskim jak i na polu nieformalnych działań w klimacie radości i optymizmu. Z pewnością, mówienie dzisiaj o rytmie wspólnotowego życia jest zdecydowanie niemodne i nieaktualne, mając na uwadze wspólnotowe niedomagania usprawiedliwiane nagłymi potrzebami duszpasterskimi i specyficznymi specjalizacjami naukowymi poszczególnych osób. Jest to znakiem, że także w przeszłości utrzymanie rytmu życia wspólnotowego było bardziej kwestią instytucjonalną, niż głęboką potrzebą powołaniową. Nie chodziłoby tu o przywrócenie pięknego antycznego modelu działań, ale o nadanie bardziej konkretnego wizerunku wspólnym zabiegom, które nie sprzeciwią się specyficznej misji, ponieważ już taki rytm życia konsekrowanego we wspólnocie stanowi wymiar ewangelizacyjny i misyjny w Kościele i pozwala uczynić możliwą i namacalną tę koinonię życia chrześcijańskiego, która jest wielkim wyzwaniem dla „domu i szkoły komunii”.

Zarysowany powyżej program życia jest skierowany do wszystkich ludzi na trzecie tysiąclecie (zob. Novo millennio ineunte, nr 42-45), przywracając zainteresowanie życiem we wspólnocie, o którym wielokrotnie jest mowa w Dziejach Apostolskich. W ostatnich latach zostały poczynione wielkie wysiłki na rzecz formacji pojedynczych osób i wspólnot, ale niewiele zostało uczynione w kwestii odnowienia życia wspólnotowego, które jest podstawową komórką całego życia konsekrowanego i obecnością danego charyzmatu na jakimś terytorium, jako środowisko ludzi, które myśli, tworzy i przyjmuje odpowiedzialność jako Kościół i jako społeczeństwo. Z tego powodu ta specjalistyczna formacja przekazywana jednostkom nie dociera w głąb, a problemy z prowadzeniem różnych dzieł stają się coraz bardziej skomplikowane; podczas gdy właśnie to środowisko ma być zaczynem, który może zapoczątkować koinonię Kościoła na jakimś terytorium, dając swój znaczny wkład dla formacji indywidualnej jak i dla problemów zarządzania. Ale, aby to osiągnąć należy kształtować wspólnotę w oparciu o inne fundamenty i inną logikę.

Rytm zasadniczy. Ten rytm jest rytmem najważniejszym, który nadaje znaczenie dwom poprzednim. Moglibyśmy to streścić w wyrażeniu biblijnym: „Wieczne jest Jego miłosierdzie” (zob. Psalm 135). Kiedy dzielimy się naszym doświadczeniem (rytm wewnętrzny) lub naszym życiem braterskim (rytm zewnętrzny) koniecznie natrafiamy na powtarzający się werset: początki powołania osobistego i wspólnotowego są obiecujące; ale równocześnie występują ciemne strony, wątpliwości, zakłopotanie o przyszłość, o pomyślny rozwój, na przemian z różnymi strapieniami; krzyże i porażki; niewierności i ponowne odważne powroty na obraną życiowa drogę. W tym wszystkim musimy uznać, że Opatrzność Boża godna jest uwielbienia z powodu nieustannej twórczej obecności, wsparcia, przebaczenia i pomocy w dalszej drodze formacji. To jest właśnie koinonia Boga z pojedynczymi osobami i z całym Jego ludem. W taki sposób, to wzajemne przenikanie się tych trzech rytmów sprawia, że życie konsekrowane jest taką potrójną opowieścią wcieloną w ludzką tkankę, w której jest ono proroczą i animującą obecnością. Jest to podstawowa rola życia konsekrowanego w koinoni Kościoła. Można to streścić w trzech słowach: przekaz, pamięć i wzór. Potrzebujemy tylko zaangażować się i współpracować, pokonując każdy rodzaj konkurencji. Najpierw jednak powinniśmy uchwycić właściwy rytm.

Głoszenie i świadczenie dojrzałego braterstwa

Zatem koinonia we wspólnocie chrześcijańskiej, z której wynika charakterystyczna relacja z życiem konsekrowanym oferuje świadectwo doświadczenia życia, a także splot trzech rytmów, o których wcześniej mówiliśmy. Ale nasz niepokój kierujemy natychmiast na sposób, by uzmysłowić sobie, jakie metody są możliwe, by prowadzić ją w tym sensie. Nie chodzi tutaj o to, by zaczynać od zera, zaprzeczając temu, co zostało zrobione w tych latach na polu formacji, jak i w innych podstawowych liniach życia konsekrowanego. Chodzi natomiast o efekt kanalizacji, prostując i poprawiając to, co jest przeżywane. Chodzi o taki efekt, który moglibyśmy nazwać: głoszenie i świadectwo dojrzałego braterstwa.

1. Dziś dla życia konsekrowanego wybiła godzina wielkich uproszczeń, które wymagają od nas koncentracji na tym, co najważniejsze powracając do początków osobistego powołania i charyzmatu. Ad quid venisti? To z jednej strony wymaga odwagi, aby umieć odczytywać zmierzch (nie istnieje już w naszych instytutach i w naszym życiu jasność); ale trzeba również odwagi, by doświadczyć jutrzenki (wyczuwać nowe zalążki i umieć stwarzać nowe możliwości, bez odchodzenia od własnego stylu życia konsekrowanego). W każdym razie potrzebna jest bystrość wewnętrzna i zewnętrzna, by umieć przechodzić na drugi brzeg i nie zatrzymywać się na współczesnych drogach bez wyjścia.

2. Zaakceptować trudne pytanie, jako dyspozycyjność na miłosierdzie Boże: jakie są moje osobiste trudności oraz trudności Instytutu dzisiaj najbardziej znaczące; jaką formę posiada dzisiaj ewangeliczna cierpliwość, która pomimo wszystko utrzymuje w jedności braci wewnątrz charyzmatu; jak jest dziś realizowana niepowtarzalność piękna wezwania, by żyć w powołaniu konsekrowanym we własnym charyzmacie? Trudne pytania, które nieustannie pojawiają się w ewidentnych momentach porzucania powołania przez tych, którzy wolą wybrać inne przyciągające drogi; tych, którzy odchodzą zawiedzeni; tych, którzy po latach życia konsekrowanego, trzymają w rękach niespełnione obietnice, oraz tych, którzy w tym wszystkim uparcie poszukują winnych. Nigdy nie było jednoznacznej i czystej linii demarkacyjnej pomiędzy tymi, którzy czują się dobrze w takiej formie życia, a tymi, którzy muszą się jeszcze nawrócić. Tym bardziej dzisiaj! Dziś bardziej niż kiedykolwiek indziej, wszyscy jesteśmy potrzebującymi miłosierdzia Bożego, któremu musimy całkowicie zaufać z naszym wewnętrznym ubóstwem.

3.   Kształtować na nowo wspólnotę! Jaką wspólnotę chcemy ukształtować? Czy ma to być suma indywidualności, którym wspólnota ma zapewnić mieszkanie i wyżywienie? Wspólnota jednostek, które potrzebują dekoracji do przedstawiania się, nie jako rodzina, lecz jako e-mail lub telefon komórkowy. Wspólnota jako widmo, w której osobiste przebaczenie i podstawowe energie powołaniowe umierają w indywidualizmie i narastającym niepokoju. Wspólnota jako miejsce, kształtuje wspólnotę cywilną przez niektóre służby socjalne lub udostępnianie pomieszczeń i używanie nieruchomości wiedząc, że nie możemy liczyć więcej z zadawalającą liczbą osób.

Nie, wszystko to prowadzi do agonii życia konsekrowanego, które przecież przebyło już swoją drogę. Jaka więc wspólnota? Wspólnota braterska przygotowana do życia, aby świadczyć o koinoni Kościoła; grupa osób przygotowanych, aby przynależeć do Chrystusa i do wartości relacji ewangelicznych. Pragnienie tworzenia wspólnoty braterskiej, gdzie każdy jest respektowany, dowartościowany i motywowany podwójnie: przez to, że jest tym, kim jest, i że niesie jako dar własne powołanie i nie akceptując martwej litery prawa. Przez to odkrycie pragnie powiedzieć, że wartości relacji międzyosobowych można mierzyć w swym pozytywnym wartościowaniu lub w oparciu o podstawowy sens wartości celebracji liturgicznych w zestawieniu Wspólnoty ze słowem Bożym ze zwróceniem uwagi na interpelacje terytorialne.

Dopóki te elementy są zmniejszone do miejsc formalnych lub do niewygodnych grup, stereotypów celebracji i zamknięcia się we własnej tradycji, bez oczekiwań i miejsca na relację z Bogiem i braćmi, koinonia może być zmniejszona do niewykonalnego snu!

W tym przypadku życie konsekrowane nie ma nic więcej do powiedzenia Kościołowi i światu. Wszystko to, dlatego że wspólnota nowego przymierza jest silniejsza od globalizacji panowania nad człowiekiem, który czyni siebie dla siebie samego. Wspólnota, którą sam Pan założył, gdzie prawo godności przemieni się w piękne uczucie służenia jedni drugim!

 (tłum. T. Niewęgłowski, sdb)