Wójtowicz Kazimierz CR, Ślady Chrystusa w życiu konsekrowanym

Kazimierz Wojtowicz CR

ŚLADY CHRYSTUSA W ŻYCIU KONSEKROWANYM

(rozważania komparatystyczno-teologiczne z nieukrywanym imperatywem pastoralno-moralnym)

 

Temat tego opracowania zrodził się na kanwie lektury Tertio millennio adveniente (40-43), gdzie w ramach przygotowań do Jubileuszu 2000 Ojciec Święty zadał nam na ten rok (1997) „ponowne odkrycie Chrystusa Zbawiciela, skierowanie wzroku ku Chrystusowi jedynemu Panu i obudzenie prawdziwej tęsknoty za świętością”.

Opracowanie niniejsze ma charakter porównawczy, to znaczy próbuje z jednej strony prześledzić i „uporządkować” ślady Chrystusa obecne w ustawodawstwie zakonnym wybranych Instytutów[1], z drugiej zaś strony chce ślady te umiejscowić w kontekście współczesnych dokumentów kościelnych na temat życia konsekrowanego, w szczególności Adhortacji apostolskiej Vita consecrata.

Recz jasna, zdaję sobie sprawę, że tropów Chrystusa można by szukać na polu socjologicznym, w naszym życiu codziennym (i to byłoby zajęcie bardziej fascynujące), ale to wymagałoby innych instrumentów, innej metody i innego wymiaru czasu. Wszyscy bowiem wiemy, że o sile życia konsekrowanego decydują w ostateczności nie zapisy w ustawach, ale jakość naszych postaw, płynąca z głębi osobistego życia duchowego.

Z troski też o tę „jakość postaw” i w duchu budzenia prawdziwej tęsknoty za świętością (Tertio millennio adveniente, 42) wpisany jest w te rozważania nieukrywany imperatyw pastoralno-moralny, bo mamy być przecież „specjalistami w dziedzinie Ewangelii Jezusa, utożsamiając swoje życie z Jego słowami i z jego przykładem” (Jan Paweł II, cyt. za: Stefan Miecznikowski TJ, Źródła odnowy zakonnej, Warszawa 1993, s. 18).

 

  1. „Wiem, komu uwierzyłem” (2Tm 1, 12): Chrystus wiary

Wiara jest odpowiedzią na zaproszenie Boga (przez Jego objawienie) do wspólnoty z sobą. Przez wiarę, przez posłuszeństwo w wierze poddajemy Bogu całkowicie swój rozum i swoją wolę: Przez wiarę jakby przylegamy całą osobą do Boga i do tych prawd, jakie On objawił przez swoje czyny i słowa.

Wiara chrześcijańska to przede wszystkim wiara w Tego, którego Bóg posłał jako swego umiłowanego Syna, w którym całkowicie sobie upodobał. To Bóg polecił nam, aby Go słuchać, a sam Pan Jezus żądał wiary w siebie.

Konieczność tej wiary, która z jednej strony jest nadprzyrodzonym darem Bożym, z drugiej zaś – aktem ludzkim, świadomym i wolnym, wypływa z logiki Wcielenia i Zbawienia. Jezus bowiem „poprzez swoje zbawcze działanie pozostaje obecny w Kościele i w sakramentach, dzięki swej łasce jest wzorem, źródłem i wsparciem chrześcijańskiej działalności; przez Ducha Świętego jest On Nauczycielem oraz natchnieniem w naszej modlitwie do Ojca”[2].

Św. Paweł ujmuje to jeszcze prościej: „Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli da poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik miedzy Bogiem a ludźmi, Chrystus Jezus, który wydał samego siebie na okup za wszystkich” (1 Tm 2, 4-6).

U podstaw życia konsekrowanego leży więc wiara w osobę Jezusa z Nazaretu, Chrystusa, jedynego Syna Bożego i Pana naszego. Truizmem jest stwierdzenie, iż każdy z tych podstawowych tytułów Jezusa obecny jest w ustawo- dawstwach zakonnych.

W tych tytułach jednak znajduje wyraz odpowiedź wiary Apostołów i pierwszych uczniów Chrystusa. Słychać tu przecież i Piotrowe „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego” (Mt 16, 16), i Markowy „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym” (A(k 1, 1), i Pawłowe głoszenie w synagogach, „że Jezus jest Synem Bożym” (Oz 9, 20), i Tomaszowe „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28), i Janowe zakończenie Ewangelii: „abyście uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20, 31). Wiary tej Kościół strzeże z największą miłością i czcią i przekazuje ją coraz to nowym pokoleniom uczniów i wyznawców. Tej wiary, a nade wszystko życia z wiary żąda od wybranych i powołanych. To żądanie zawarte jest już w pierwszym przykazaniu Bożym, które „domaga się od nas umocnienia naszej wiary, strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucania wszystkiego, co się jej sprzeciwia” (KKK, 2088).

Ponieważ „bez wiary nie można podobać się Bogu” (Hbr 11, 6), Kościół wzywa nieustannie do wiary, do wytrwania w wierze. Adresatami tego wezwania są w pierwszej linii osoby życia konsekrowanego. Już św. Benedykt w Prologu do Reguły mówi o przepasaniu bioder wiarą i o świętym posłuszeństwie przykazaniom Bożym. Do wytrwania zachęca takim oto żarliwym apelem: „Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości. Tak nie odstępując nigdy od nauki Pana, w Jego prawdzie wytrwajmy w klasztorze aż do śmierci, abyśmy przez cierpliwość stali się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyli na udział w Jego Królestwie”. A św. Franciszek zalecał, aby ministrowie dokładnie wybadali kandydatów w sprawach wiary katolickiej, i przyjmowali ich dopiero wtedy, gdy „w to wszystko uwierzą i pragną wiernie wyznawać i aż do końca ściśle zachowywać” (Reguła, II).

Św. Wincenty a Paulo zapisał w Regule obowiązek pełnienia trzech praktyk. Pierwsza brzmi: „Wzbudzać często w głębi serca akt wiary i czci względem niewysłowionych tajemnic Trójcy Przenajświętszej i Wcielenia Syna Bożego. Będziemy usiłowali jak najdokładniej i w miarę możności jak najdoskonalej to czynić” (X, 2).

Zmartwychwstańcom przypominają Konstytucje, że ich apostolstwo ma być połączone z głęboką i trwałą wiarą. „Wiara ta jest koniecznym warunkiem skutecznej działalności apostolskiej” (191).

Również Vita consecrata, przedkładając do medytacji epizod Przemienienia Pańskiego, podkreśla, iż objawienie to utwierdziło wiarę w sercach uczniów. „Tak jak trzej wybrani Apostołowie, Kościół kontempluje przemienione oblicze Chrystusa, aby utwierdzić się w wierze, a później nie załamywać się wobec Jego oblicza zniekształconego na Krzyżu” (15).

A więc być może ten rok 1997 jest czasem (kairos) odnowienia naszej wiary w Jezusa Chrystusa, który jest ten sam „wczoraj, dziś i na wieki”. Ta wiara daje nam pewność, że w Nim znajduje się „niezgłębione bogactwo” (Et 3, 8), którego żadna kultura i żadna epoka, żaden zakon i żadne zgromadzenie wyczerpać nie mogą.

„O, daj nam, Panie, natchnienie do wiary,

Albowiem wiara jest trudną twórczością,

Która wymaga czujności sumienia,

Ognia, pokory i woli, bez której Nie ma modlitwy ani nie ma skruchy I świadomości popełnionych grzechów …

Bo chcąc naprawdę wierzyć w Ciebie, Boże,.

Musimy zostać artystami wiary I nieustannie tę wiarę zdobywać,

I wciąż od nowa zdobywać jej głębię …

Każda rutyna i każda maniera Są śmiercią wiary i śmiercią sumienia.

O, daj nam, Panie, natchnienie do wiary!”[3]

 

  1. „Pójdź za Mną” (Mt 8, 22): Chrystus powołujący

Drugi trop Chrystusa prowadzi do powołania. Z Ewangelii wynika, że Jezus od samego początku swego publicznego życia powołuje ludzi, by szli za Nim. „Pójdź za Mną” – mówi różnym ludziom i przy różnych okazjach.

Spotkanie z bogatym młodzieńcem z Ewangelii synoptyków (por. Mt 19, 21; Mk 10, 21; Łk 18, 22) posłużyło Janowi Pawłowi II do prześledzenia wewnętrznej struktury powołania. W Redemptionis donum czytamy: „Powołanie na drogę rad ewangelicznych rodzi się z wewnętrznego spotkania z miłością Chrystusa, która jest miłością odkupieńczą. Chrystus wzywa przez tę właśnie swoją odkupieńczą miłość (…). Wezwanie Jego odwołuje się zawsze do ludzkiej wolności. Chrystus mówi: jeśli chcesz. Odpowiedź na to wezwanie jest więc także dobrowolnym wyborem (…).

Słowa Chrystusa: jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, wprowadzają nas niewątpliwie w orbitę ewangelicznej rady u- bóstwa. Równocześnie słowa te można zrozumieć w sposób szerszy i poniekąd bardziej podstawowy. Mistrz z Nazaretu wzywa swego rozmówcę, ażeby zrezygnował z takiego programu życia, w którym na pierwszy plan wysuwa się kategoria posiadania: mieć, a na to miejsce przyjął program skoncentrowany na wartości samej osoby ludzkiej: na osobowym być z całą właściwą mu transcendencją. Słowa: idź… sprzedaj… rozdaj…, zdają się określać warunek uprzedzający powołanie. Pomiędzy idź a przyjdź i chodź za Mną zachodzi ścisły związek. Można powiedzieć, że te ostatnie słowa określają samą istotę powołania, chodzi w nim bowiem zasadniczo o to, aby pójść w ślady Chrystusa” (3-5).

W Vita consecrata Jan Paweł II pisze jeszcze wyraźniej: „Człowiek, który pozwala się ogarnąć tej nieskończonej miłości, musi porzucić wszystko i iść za nią! To porzucenie wszystkiego i pójście za Chrystusem stanowi właściwy pro­gram dla wszystkich ludzi powołanych i na wszystkie czasy” (18).

Mówiąc o duszpasterstwie powołaniowym, Vita consecrata używa trybu prawie że rozkazującego: „Trzeba zachować ufność w Panu Jezusie, który nadal wzywa ludzi, by szli za Nim (…) musimy razem modlić się wytrwale do Pana żniwa, aby posłał do swego Kościoła robotników, którzy zaspokoją potrzebę nowej ewangelizacji (…) duszpasterstwo powołań ma ukazywać porywające piękno osoby Pana Jezusa” (64).

Dla całości struktury powołania trzeba dodać, iż Jezus zapewnia, że wyrzeczenia związane z pójściem za Nim zostaną nagrodzone przez „skarb w niebie”, czyli obfitość darów duchowych. Obiecuje życie wieczne w niebie oraz „stokroć więcej” na ziemi. Owo „stokroć” oznacza wyższą jakość życia, większe szczęście.

Tę świadomość powołującej woli Chrystusa, wyrażającej się w pięknym i świętym wezwaniu „Pójdź za Mną”, znajdziemy również na kartach współczesnego ustawodawstwa zakonnego.

„Na wezwanie Chrytusa skierowane do każdego z nas osobiście, by pójść za Nim, co jest szczególnym darem Bożym, paulin odpowiada świadomie i do­browolnie profesją zakonną” (5, 1).

Misjonarze Ducha Św. są „zdobywani przez Chrystusa” (52), salwatorianów „Chrystus zachęca, podobnie jak apostołów, do prowadzenia życia w cał­kowitym poświęceniu się Bogu” (102), również u początków powołania sale­zjańskiego stoi Jezus, który „wzywa ich, by w Kościele żyli programem swojego Założyciela, jako apostołowie młodzieży” (96). Zmartwychwstańcy wierzą, że objawiła im się w sposób szczególny Boża miłość, ponieważ „otrzymali zaproszenie Chrystusa, aby opuścić wszystko i pójść za Nim” (2). Św. Benedykt mówi, że Pan Jezus „pośród licznego tłumu szuka sobie współpracownika (…) w swej łaskawości sam ukazuje nam drogę życia (…) i wzywa do swego Królestwa” (Prolog).

Każdy z nas, zakonników, odnajduje się więc jakoś w tej wewnętrznej strukturze powołania ewangelicznego, a równocześnie ma swoją własną historię powołania wpisaną w struktury i historię danego Instytutu, jakąś niepowtarzalną drogę, którą Chrystus prowadzi go przez całe życie.

Ojciec Święty w Liście do kapłanów na Wielki Czwartek 1996 zachęcał: „Musimy się często w modlitwie pochylać nad tajemnicą swego własnego powołania, z sercem pełnym zadumy i wdzięczności wobec Boga za ten niewysłowiony dar” (3).

Zróbmy to razem z poetą:

„Nie wiesz o niej

nikt tego nie wie

może w głębi białe Betlejem

oliwkowy ogród prawdziwy

gdzie zasnęli uczniowie oliwni

rajskie drzewa

biją w jej dzwony

tysiącami serc swych zielonych

kto jej ciszę niepokój odgadnie może w cierniach klucz królestwa na dnie a niekiedy wyschła pustynia mróz na różach siwiutka zima

tylko jedna Matka Najświętsza na kolanach z Jezusem ją trzyma

Boga kocha do Boga wzywa

pod krzyżem ze szczęścia płacze że nie sposób kochać inaczej”[4].

 

  1. „Wypełnię moje śluby dla Pana” (Ps 14): Chrystus ślubów

Następny trop Chrystusa prowadzi do ślubów. „W tradycji Kościoła uznaje się profesję zakonną za szczególne i owocne pogłębienie konsekracji chrzcielnej, jako że dzięki niej wewnętrzna jedność z Chrystusem, ustanowiona już przez chrzest, przeradza się w dar upodobnienia do Niego, wyrażony i urzeczywistniony w sposób pełniejszy przez profesję rad ewangelicznych” (Vita consecrata, 30).

Rady ewangeliczne niosą ze sobą łaskę upodobnienia się do Chrystusa. W Adhortacji Redemptionis donum mówi Papież o swojego rodzaju drugim chrzcie (baptismus flaminis): „Profesja zakonna – zakorzeniona na sakramentalnym podłożu chrztu – jest »nowym zanurzeniem w śmierć Chrystusa«: nowym – poprzez świadomość i wybór, nowym – poprzez miłość i powołanie, nowym – poprzez nieustanne »nawrócenie«. Owo »zanurzenie w śmierć« sprawia, że – »pogrzebany wraz z Chrystusem« człowiek – »wkracza w nowe życie jak Chry­stusa W Chrystusie ukrzyżowanym znajduje swą integralną podstawę konse­kracja chrztu i z kolei profesja rad ewangelicznych, która – wedle słów Vaticanum II – »stanowi jakąś szczególną konsekrację«. Konsekracja ta jest równocześnie śmiercią i wyzwoleniem. Św. Paweł pisze: »umarliście dla grzechu«, a tę śmierć nazywa równocześnie »wyzwoleniem z niewoli grzechu«. Nade wszystko jednak konsekracja zakonna stanowi nowe »życie dla Boga w Jezusie Chrystusie«” (7). Sens i uzasadnienie pójścia za Chrystusem dziewiczym, ubogim i posłusznym mogą być streszczone w prastarym powiedzeniu przytoczonym przez św. Benedykta w jego Regule: „Niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa” (IV).

Na tę miłość Chrystusa odpowiadamy świadomym dążeniem – drogą ślubów – do miłości coraz prawdziwszej i mocniejszej: oddając Mu siebie w sposób całkowity i niepodzielny, pragniemy iść za Nim; pragniemy się do Niego upodobnić jak najściślej, kształtując swe życie wedle ducha Ośmiu Błogosła­wieństw, wedle naszych Konstytucji.

„Rady ewangeliczne, poprzez które Chrystus wzywa niektórych, aby dzielili Jego doświadczenie dziewictwa, ubóstwa i posłuszeństwa, wymagają od tego, kto je przyjmuje, zdecydowanej woli całkowitego upodobnienia się do Niego” (Vita consecrata, 18). Chrystus w kontekście ślubów jawi się więc jako Pierwowzór, w którym każda cnota opatrzona jest przymiotnikiem w stopniu najwyższym. Żyjąc przeto ślubami, w jakiś sposób niesiemy w sobie nie tylko odblask Chrystusa, ale całej Trójcy Świętej (por, Vita consecrata, 21).

I tak czystość jest odblaskiem nieskończonej miłości łączącej trzy Osoby Boskie; miłości przynaglającej nas, byśmy odpowiadali na nią całkowitą miłością do Boga i do braci.

Ubóstwo wyraża całkowity dar z siebie, jaki składają sobie nawzajem trzy Osoby Boskie; dar, który objawia się w pełni we Wcieleniu Słowa i w Jego odkupieńczej śmierci.

Posłuszeństwo przeniknięte wzajemnym zaufaniem jest odblaskiem komunii miłości, właściwej trzem Boskim Osobom.

Powiedzmy to jeszcze raz krótko i dobitnie: żyjąc ślubami, naśladujemy wierniej i ustawicznie uprzytomniamy tę formę życia, jaką Jezus – najdoskonalszy konsekrowany – obrał dla siebie i wskazał dla swych uczniów. Istotnie, przez profesję rad ewangelicznych staramy się odtworzyć w sobie – w miarę możliwości – tę Jezusową formę życia. Zachowując dziewictwo, przyjmujemy do swego serca dziewiczą miłość Chrystusa: wyznajemy Go wobec świata jako jednorodzonego Syna Ojca narodzonego z Dziewicy Maryi; naśladując jego u- bóstwo, wyznajemy Syna, który będąc bogatym, dla nas stał się ubogim i wszystko z miłością ofiaruje Ojcu; żyjąc w posłuszeństwie, wyznajemy Pana, który pełni wolę Ojca, przyjmuje postać Sługi i staje się posłuszny aż do śmierci.

Wydaje się też, że w teologicznym obszarze ślubów ślady Chrystusa są najgęściejsze. Uczniowie duchowi św. Dominika, ślubując „czystość dla Królestwa niebieskiego, naśladują dziewicze życie Chrystusa, który umiłował Kościół i wydał zań samego siebie”. Umocnienia na tej drodze trzeba im szukać w głębokiej zażyłości z Bogiem przez zjednoczenie z Chrystusem; również ślub ubóstwa i posłuszeństwa ma „upodabniać do Chrystusa i być specjalnym sposobem Jego naśladowania” (1 8, 26, 31)

Uczniowie duchowi św. Franciszka przy profesji stawiają sobie za wzór „ten rodzaj życia, jaki obrał sobie Chrystus Pan”; stoi więc przed nimi Chrystus, który przyszedł, aby pełnić wolę Ojca; Pan, „który dla nas stał się ubogim na tym świecie; Jezusa, który za nas oddał życie swoje” (5, 9, 1 8).

Paulin przez profesję rad ewangelicznych naśladuje życie Chrystusa i Jego Dziewiczej Matki; naśladuje miłość Chrystusa oraz daje świadectwo tej miłości ku wszystkim ludziom, zwłaszcza ku biednym i cierpiącym; wpatruje się w po­słusznego Chrystusa i, czyniąc ofiarę ze swojej woli, jednoczy się trwale i bezpiecznie ze zbawczą wolą Bożą (8, 13, 1 6).

Misjonarz (CM) podejmuje czystość, ubóstwo i posłuszeństwo, bo pragnie kontynuować posłannictwo Chrystusa; pragnie naśladować Chrystusa w Jego uniwersalnej miłości do ludzi; pragnie naśladować Zbawiciela, który tak umiłował ubóstwo, że nie miał gdzie swojej głowy skłonić; pragnie naśladować zbawczą działalność Chrystusa, który stał się posłuszny aż do śmierci (28, 29, 31, 36).

Uczniowie duchowi św. Jana Bosco przez profesję zakonną idą za Chrystusem, który dziewiczy i ubogi przez posłuszeństwo odkupił i uświęcił ludzi, bardziej też ściśle uczestniczą w Jego Misterium Paschalnym; odnawiają w Kościele posłuszeństwo Chrystusa; naśladują Zbawiciela, który urodził się w ubóstwie, żył w całkowitym wyrzeczeniu i ogołocony umarł na krzyżu; obierają prawdziwie ewangeliczny (tj. Jezusowy) sposób miłowania Boga i braci sercem niepodzielnym (64, 72, 80).

Również salwatorianin przez ślubowanie rad ewangelicznych podejmuje drogę naśladowania Chrystusa, który wzywa wszystkich do świętości życia i do współpracy w Jego zbawczym dziele. To wezwanie słychać też przy każdym ślubie: przy czystości wzywa nas Pan, abyśmy otwarli nasze serca z miłości ku Niemu i ku wszystkim ludziom; przy ubóstwie wzywa Jezus (który żył w ubóstwie i prostocie), abyśmy opuścili wszystko i naśladowali Go; a przy posłuszeń­stwie Jezus (który we wszystkim wypełnił wolę swojego Ojca) wzywa nas, abyśmy nasze życie całkowicie oddali na Jego służbę (301, 306, 311, 321).

Michalita, żyjąc ślubami, też naśladuje dziewiczego, ubogiego i posłusznego Chrystusa, uobecnia Go współczesnym ludziom, mając samemu większy udział w zbawczym posłuszeństwie Chrystusa pełniącego wolę Ojca. (33, 50)

Zmartwychwstaniec przez śluby oddaje się całkowicie i poświęca Chrystusowi Zmartwychwstałemu; ukierunkowuje swe życie w duchu miłości do Chrystusa Zmartwychwstałego; uświadamia sobie, że wszystko zostało mu dane przez Boga i od Niego całkowicie zależy; jednoczy się w duchu z Chrystusem, który przyszedł na ten świat, aby pełnić wolę swego Ojca i był Mu posłuszny aż do śmierci (1 3, 16, 22, 40).

Tak więc Chrystus ślubów to Chrystus-Konsekrator, który przyjmuje naszą wolę oddania i naśladowania, wolę poświęcenia się Jemu do wyłącznego przeznaczenia. Przekładanie tej woli na język codziennych obowiązków przerasta siły ludzkie. Ale wiemy przecież, że wszystko możemy w Tym, który nas umacnia. Dlatego prośmy słowami poety:

„Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenie

radość że można mieć niewiele rzeczy

i że pieniądze mogą być jak świnie

i daj nam czystość co nie jest ascezą

tylko miłością – tak jak życie całe

i posłuszeństwo co nie jest przymusem

ale spokojem gwiazd co też nie wiedzą

czemu nad nami chodzą wciąż po ciemku”[5].

 

  1. „Śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach” (Ef 5, 19): Chrystus modlitwy

Życie konsekrowane, będąc wezwaniem do „składania duchowych ofiar przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1 P 2, 5), skupione jest z natury rzeczy wokół Chrystusa i Jego zbawczej Ofiary. Pamiętając o swym poświęceniu, pragniemy być coraz bliżej z Chrystusem, coraz bardziej się do Niego upodobnić, coraz bardziej być z Nim zjednoczonymi.

Droga do tego zjednoczenia wybrukowana jest modlitwą: liturgiczną i osobistą, wspólną i indywidualną, myślną i ustną, kontemplacyjną i adoracją eucharystyczną.

Więcej: modlitwa – jako uwielbienie Boga – jest naszym pierwszoplanowym zadaniem, pierwszym czynem, do którego jesteśmy zobowiązani. Modlitwa jest oddechem duszy i źródłem dynamizmu apostolskiego, jest pierwszą pomocą daną bliźnim i świadectwem apostolskim o pierwszeństwie Boga i dóbr przyszłych w życiu ludzkim. Podstawowym źródłem życia duchowego i modlitwy jest słowo Boże. Jak zauważa Vita consecrata, „z rozważania słowa Bożego, a zwłaszcza tajemnic Chrystusa rodzi się siła kontemplacji i gorliwość w apostolstwie. Wielkich dzieł dokonywali zawsze ludzie modlitwy jako autentyczni interpretatorzy i wykonawcy woli Bożej. Z obcowania ze słowem Bożym czerpali oni niezbędne światło dla rozeznania osobistego i wspólnotowego, które pomogło im odkrywać drogi Pańskie w znakach czasu. W ten sposób ukształtowali w sobie swoisty instynkt nadprzyrodzony, dzięki któremu nie upodobnili się do mentalności tego świata, ale odnowili swój umysł, aby rozpoznawać wolę Bożą” (94).

Kapitalnie ujął tę prawdę św. Filip Nereusz: „Kto czego innego pragnie, a nie Chrystusa, ten nie wie, czego pragnie; kto o co innego się modli, a nie o naśladowanie Chrystusa, nie wie, o co się modli; kto w innej intencji pracuje, a nie dla Chrystusa, sam nie wie, co czyni”[6].

Recz jasna, że każda modlitwa będzie naznaczona nie tylko inteligencją i życiem wewnętrznym modlącego się, ale też konkretną specyficzną duchowością danego zakonu, ukazującą i uwypuklającą ten czy inny aspekt tajemnicy Chrystusa. Z duchowością wiąże się też cały arsenał praktyk ascetycznych (począwszy od milczenia, a skończywszy na różnych umartwieniach i uczynkach pokutnych), służących skuteczną pomocą modlitwie i ogólnemu dążeniu do prawdziwej świętości.

Ten trop Chrystusa modlitwy łatwo też odnaleźć w naszych regułach i konstytucjach.

Reguła św. Benedykta zachęca do usilnej modlitwy w wielu miejscach: „Przede wszystkim, gdy coś dobrego zamierzasz uczynić, módl się wpierw gorąco, aby Bóg sam to do końca doprowadził” (Prolog). „Modlitwa powinna być krótka i częsta, chyba że natchnienie łaski Bożej skłoni nas do jej przedłużenia. Wspólna jednak modlitwa niech będzie zawsze krótka” (XX). Ale trzeba też „często znajdować czas na modlitwę” (IV). Wszelka modlitwa (a przede wszystkim służba Boża, bo „nic nie może być ważniejsze od niej”) i wszelkie działanie skupiają się w jednym celu: „aby Bóg był uwielbiony” (LXVII). Aż dziesięć rozdziałów Reguły poświęcone jest porządkowi służby Bożej. Cały ten porządek opatrzony jest troską o to, „aby nasze serce było w zgodzie z tym, co głoszą nasze usta” (XIX).

Jest też rzeczą być może mało znaną, że Benedykt nazywa Chrystusa Ojcem (por. II), i uzasadnia tu cytatem z Listu do Rzymian (8, 15). Mnisi benedyktyńscy chcą być w takim stosunku do Chrystusa, w jakim On pozostaje do Ojca. Ich celem jest „zaprzeć siebie samego, aby iść za Chrystusem”. Chrystus jest ich mistrzem, w którego „prawdzie trwają w klasztorze aż do śmierci, aby przez cierpliwość stać się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyć na udział w Jego Królestwie” (Prolog).

Dominikanom kładzie się na serce, że „kontemplacji spraw Bożych oraz wewnętrznego dialogu i zażyłości z Bogiem należy szukać nie tylko w nabożeństwach liturgicznych (owszem: ich »uroczyste i wspólne« – ale »wyróżniające się prostotą i umiarem« – odprawianie jest jednym z głównych zadań dominikańskich) czy lekturze duchowej (lectio divina), lecz w wytrwałej i pielęgnowanej modlitwie prywatnej”. Tradycyjnym tu nabożeństwem jest nabożeństwo do Bogarodzicy Dziewicy, Królowej Apostołów. „Maryja bowiem stanowi wzór medytacyjnego zgłębiania słów Chrystusa i uległości w pełnieniu swego posłannictwa” (por. 57, 65, 66, 67).

Dla franciszkanów „kontemplacja rzeczy Bożych i ustawiczne zjednoczenie z Bogiem w modlitwie powinno być ich pierwszym i podstawowym obowiązkiem”. W ogóle „duch modlitwy i pobożności powinien nieustannie ożywiać całe ich życie i działalność, za przykładem Serafickiego Ojca, który „ zdawał się być raczej samą modlitwą niż modlącym się człowiekiem” (67). Pielęgnują oni nabożeństwo do Chrystusa ukrzyżowanego, do Najświętszej Maryi Panny (koronka franciszkańska), a „z pobożną żarliwością wielbią Najświętszą Maryję Pannę w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia jako szczególną Patronkę Zakonu” (78).

„Modlitwa salezjańska – jak zresztą wszystko, co robią salezjanie – jest radosna i twórcza, prosta i głęboka, jest otwarta na uczestnictwo wspólnotowe i zespolona z życiem, w którym znajduje swe przedłużenie” (86). Wspólnota salezjańska, kiedy się modli, „ożywia świadomość swego najgłębszego i żywotnego związku z Bogiem i swego zbawczego posłannictwa, czyniąc własnym zawołanie księdza Bosco: Daj mi dusze, resztę zabierz” (85). Salezjanie wiedzą, że „tylko wtedy mogą tworzyć wspólnoty modlące się, jeśli sami staną się ludźmi modlitwy” (93); a stają się takimi pośród tego świata, „biorąc wzór z miłości Dobrego Pasterza”’ (95). Mają też szczególne i „głębokie nabożeństwo do Maryi Niepokalanej i Wspomożycielki”. „Jest Ona wzorem modlitwy i miłości duszpasterskiej, Mistrzynią mądrości i Przewodniczką ich Rodziny” (92).

Przez modlitwę misjonarz „przyodziewa się w Chrystusa, przepaja się nauką ewangeliczną, osądza sprawy i wydarzenia przed obliczem Boga oraz trwa w Jego miłości i miłosierdziu” (41). „Przez wewnętrzne zjednoczenie modlitwy i apostolstwa misjonarz staje się człowiekiem kontemplacji w działaniu i apostołem w modlitwie” (42). Cześć szczególną misjonarze oddają Najświętszej Maryi Pannie, Matce Chrystusa i Kościoła (cudowny medalik), oraz tajemnicy Trójcy Przenajświętszej i tajemnicy Wcielenia (por. 48, 49).

„Od czczych, bezmyślnych dewocji zachowaj nas, Boże” – modliła się św. Teresa od Jezusa, ale też zabiegała w nowych fundacjach o zdrowego ducha pobożności i modlitwy. Dodajmy, że duch pobożności i modlitwy oznacza postawę duszy, która pragnie bliskiego i nieustannego kontaktu z Bogiem i stara się ten kontakt przeżywać z największym oddaniem. Postawa ta wyraża się oczywiście w konkretnej modlitwie, w konkretnym czasie, w konkretnym miejscu.

„Ja jestem wciąż ten sam, co wita

Ciebie na klęczkach, w szacie mniszej:

do głębi korny twój Lewita,

co pełen Ciebie, Ciebie słyszy.

Głos cichej celi, poza którą

świat jak wichura się przewala,

a Ty jak dawniej zawsze górą

przez wszystko toczysz się jak fala”[7].

 

  1. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 51): Chrystus Eucharystii

Codziennie przeżywana ofiara Mszy św. stanowi centrum życia konsekrowanego. Oddając siebie wraz z Chrystusem, jako wieczysty dar ku chwale Ojca, dajemy wyraz największej miłości, do jakiej zobowiązaliśmy się ślubami. Tajemnica Eucharystii jest tropem sakramentalnym Chrystusa, obecność sakramentalna Chrystusa w naszych kaplicach domowych czyni ten trop najbardziej widzialnym, najbardziej odczuwalnym i rzucającym się w oczy. Należy więc „dążyć do coraz głębszego zrozumienia wielkiego daru Eucharystii i stawiać w centrum życia święte misterium Ciała i Krwi Chrystusa, który jest obecny we wspólnocie, aby ją umacniać i ożywiać w drodze ku Ojcu. Sprawowanie i adoracja Eucharystii, »szczytu i źródła« całej działalności Kościoła, jest bowiem podstawą komunii umysłów i serc. Od niej zatem trzeba zacząć wszelkie wychowanie do ducha wspólnoty” (Życie braterskie we wspólnocie, 14).

Katechizm Kościoła Katolickiego (1391-1397) wylicza następujące owoce Komunii świętej:

  • pogłębia nasze zjednoczenie z Chrystusem,
  • podtrzymuje i odnawia życie łaski otrzymane na chrzcie,
  • chroni nas przed grzechem,
  • umacnia i ożywia naszą miłość,
  • zachowuje nas od przyszłych grzechów śmiertelnych,
  • tworzy Kościół, czyli łączy wszystkich w jedno Ciało,
  • zobowiązuje do pomocy ubogim.

Niektóre z tych owoców odnajdziemy też w Vita consecrata. Dzięki Eucharystii umacnia się współdziałanie w budowaniu jedynego Ciała Chrystusa (31); Eucharystią karmiona jest wzajemna miłość każdej wspólnoty zakonnej (42); trwanie w sprawowaniu Eucharystii jest jednym z elementów podobieństwa wspólnot zakonnych do pierwotnej wspólnoty apostolskiej (45); sprawowanie Eucharystii jest podstawowym i skutecznym środkiem umacniania komunii z Chrystusem; Eucharystia jest z samej swej natury sercem życia konsekrowanego – osobistego i wspólnotowego. Jest codziennym wiatykiem i źródłem duchowości dla jednostki i całego Instytutu (95).

Te same wątki przewijają się w naszym ustawodawstwie, bo – żeby zapytać retorycznie razem z Vita consecrata – „czyż osoba powołana do tego, by przez profesję rad ewangelicznych uczynić Chrystusa jedynym sensem swojego istnienia, mogłaby nie dążyć do nieustannego pogłębiania komunii z Nim poprzez codzienny udział w sakramencie, który Co uobecnia, w ofierze, która odnawia Jego dar miłości złożony na Golgocie, i w uczcie, która daje pokarm i siły pielgrzymującemu Ludowi Bożemu?” (95). Proszę zauważyć, iż w tym przejmującym pytaniu zawarta jest cała teologia Eucharystii!

Przez udział w Eucharystii dominikanie „wrastają w Chrystusa”, a „jedność całego ich życia w niej głównie ma swe korzenie” (57). Franciszkanie, biorąc udział w Ofierze eucharystycznej, „uczą się składać samych siebie razem z Boską Ofiarą, posilają się przy stole Ciała Pańskiego i z każdym dniem doskonalą się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie ze sobą, aby w końcu Bóg był wszystkim we wszystkich” (70). Paulini „z czynnego i świadomego udziału w zbawczej Ofierze Paschalnej czerpią siły do pracy apostolskiej, umacniają nadzieję ostatecznego wytrwania w dobrym i oczekują przyjścia Pana” (21). Salezjanie „przeżywają celebrowanie Eucharystii jako święto w żywej liturgii; w Chrystusie budują braterską jedność i odnawiają swoje zaangażowanie apostolskie” (88). Ze sprawowania Wieczerzy Pańskiej wypływa dla misjonarzy „moc ich działania i braterskiej jedności” (45). Salwatorianów „Eucharystia jednoczy z Chrystusem, pomaga im żyć Jego przykazaniem miłości, umacnia ich w ich słabości, posyła na nowo do służby apostolskiej i jest im rękojmią ostatecznego zjednoczenia z Nim w niebie” (503). Zmartwychwstańcy „przez uczestnictwo w Misterium Paschalnym Chrystusa Pana, przez umieranie i powstawanie z Nim odnajdują w Eucharystii najgłębsze znaczenie zmartwychwstania; doświadczają także pojednania, przeżywają jedność wiary i otrzymują umocnienie do wypeł­nienia chrzestnych i zakonnych zobowiązań” (57).

Przytoczmy też jeszcze fragment Życia w Chrystusie autorstwa Nicola Cabasilasa, który opisuje ludzi zjednoczonych z Chrystusem przez sakrament Eucharystii: „On ich rodzi, On sprawia, że wzrastają, karmi ich, jest ich światłem i oddechem, dla siebie formuje w nich wzrok, oświeca ich i ofiaruje samego siebie ich spojrzeniu. Karmi i jest pokarmem; to Ori daje chleb życia, a to, co daje, jest Nim samym, jest życiem żyjących, powietrzem dla oddychających, szatą dla tych, którzy chcą ją przywdziać. On jest życiem, miejscem wytchnienia i celem”[8].

Te same treści niesie wiersz Wojciecha Bąka:

„Niechaj Cię przyjmę, aby żadna ściana

Ni tchnienie między nami już nie stało –

Oto krew Twoja w mojej krwi rozlana

I Ciałem Twoim żyje moje ciało.

Tyś nie jest mną – a ja jestem pełny Ciebie,

Jakbym nie sobą był, lecz Twym naczyniem –

I słyszę: głos Twój dźwięczy w moim śpiewie –

I czuję: oddech Twój z płuc moich płynie.

Nie ma mnie. Jesteś tylko Ty. Jam jest narzędziem

I ślepo się poddałem – Tobą jestem.

I Krew Twa źródłem w ciele się przelewa…

I coraz więcej Ciebie – każdym gestem

Zakreślam Twoją wolę – nią dojrzewam –

Ty, któryś był i jest, i będziesz”[9].

 

  1. „Trwali oni we wspólnocie” (Dz 2, 42): Chrystus wspólnoty

Jedną z charakterystycznych cech życia konsekrowanego, niemal od jego początków, jest życie wspólnotowe. Istotnie, oprócz sequella Christi, wyraża ono także tęsknotę do wspólnoty na wzór pierwotnej gminy jerozolimskiej oraz pragnienie, aby żyć według stylu życia Apostołów. Jest to ideał, który znalazł swój wyraz już w Regule św. Augustyna: „Zgromadziliśmy się głównie po to, by jednomyślnie mieszkać w domu, mając dusze i serca zjednoczone w Bogu” (II).

W takiej wspólnocie wszyscy członkowie zgromadzeni przez miłość Chrystusową tworzą jedną rodzinę, zjednoczeni w imię i dla miłości Pana chcą realizować swoje powołanie, swoją konsekrację i swoją misję. Wspólnota ta cieszy się obecnością Chrystusa, który obiecał, że gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię Jego, tam On jest pośród nich (por. Mt 18, 20). Życie braterskie we wspólnocie, szkoła służby Panu i praktyka cnót ewangelicznych mają swoje podłoże w nowym przykazaniu Chrystusa, byśmy się wzajemnie miłowali tak, jak On nas umiłował (por. J 15, 12-13).

Wzorem i ideałem w tym zakresie – jak się rzekło – jest wspólnota pierwszych chrześcijan, którą „ożywiały jeden duch i jedno serce” (Dz 4, 32). Chodzi tu jednak nie tyle o zwykłą jedność zbudowaną na sympatii i innych ludzkich uczuciach, ile o „wspólnotę ducha”, która znajduje swe najgłębsze korzenie w Duchu Świętym rozlewającym miłość w sercach i skłaniającym nas, byśmy „jeden drugiego brzemiona nosili” (Ga 6, 2).

Tak jak cały Kościół jest w istocie swej tajemnicą Komunii, ludem zgromadzonym przez jedność Ojca, Syna i Ducha Świętego, tak i nasze wspólnoty braterskie są obrazem Trójcy Świętej, przestrzenią ludzką zamieszkaną przez Trzy Osoby Boskie, wymownym wyznaniem wiary trynitarnej. Nasze życie braterskie -jak zauważa Vita consecrata – wyznaje więc „Ojca, który pragnie połączyć wszystkich ludzi w jedną rodzinę; wyznaje Wcielonego Syna, który gromadzi odkupionych w jedności, wskazując im drogę swoim przykładem, modlitwą, słowami, a nade wszystko swoją śmiercią, to ona bowiem jest źródłem pojednania dla podzielonej i rozproszonej ludzkości; wyznaje Ducha Świętego jako zasadę jedności w Kościele, w którym On nieustannie powołuje do istnienia duchowe rodziny i braterskie wspólnoty” (21). Na innym miejscu Adhortacja dodaje, że „uczestnictwo w trynitarnej komunii może przemienić ludzkie relacje i stworzyć nowy typ solidarności” (41).

Pięknie tę sprawę ujęto w Konstytucjach dominikańskich: „Podobnie jak w Kościele Apostołów, więź naszej wspólnoty znajduje swe oparcie, buduje się i utwierdza w Duchu Świętym. W Nim jedną wiarą przyjmujemy słowo od Boga Ojca, jednym sercem je kontemplujemy i jednymi ustami wysławiamy; w Nim też tworzymy jedno ciało, pożywając z jednego chleba; w Nim wreszcie wszystko mamy wspólne i przeznaczeni jesteśmy do jednego wspólnego dzieła ewangelizacji” (3). Wprawdzie w tym pięknym zapisie więcej jest tropów Ducha Świętego niż Pana Jezusa, być może dlatego zaraz w tym samym paragrafie dodano trzeźwą radę: „Bracia, zgodni przez posłuszeństwo, przez czystość złączeni wyższą formą miłości, najściślej od siebie zależni przez ubóstwo, niech wpierw we własnym klasztorze budują Kościół Boży, który mają swą pracą szerzyć po świecie”. A Kościół Boży to przecież Mistyczne Ciało Chrystusa!

Święty Franciszek uważał swój zakon za wspólnotę braterską i stale dążył do tego, aby go urabiać czy to na wzór wspólnoty Apostołów, których Pan powołał, aby Mu towarzyszyli, by mógł ich wysyłać na głoszenie nauki, czy też na wzór całego Kościoła, którego mnóstwo wierzących miało jedno serce i jedną duszę.

Święty Benedykt wyraźnie mówi: „Wszyscy jesteśmy jednym w Chrystusie i pod rozkazami jednego Pana dźwigamy równy dla wszystkich ciężar Jego służby” (II). Obowiązkiem mnicha jest przeżywać przykładnie tę „jedność” i wszę­dzie jej służyć. Dlatego mnisi mają służyć sobie wzajemnie, wzajemnie się słuchać i nawzajem szanować i kochać, „Niechaj nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa, który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego” (LXXII).

Te standardowe wzorce życia wspólnotowego, jakimi są wspólnota Jezusa z Apostołami czy pierwsze wspólnoty chrześcijańskie, przewijają się przez wszystkie ustawodawstwa zakonne. Owszem, salwatorianie „zgromadzeni w imię Chrystusa, Zbawiciela, są pewni, że On jest między nimi jako trwałe źródło ich jedności, siły i skutecznej działalności apostolskiej” (402).

Trójcę Świętą przywołują paulini, misjonarze, salezjanie i zmartwychwstańcy. Ci pierwsi „realizują doskonałą jedność życia w prawdzie i miłości na podobieństwo Trójcy Świętej”, która to jedność stanowi ostatecznie „dla innych świadectwo przyjścia i obecności Chrystusa” (37). Misjonarze odnajdują „w Trójcy Przenajświętszej najwyższą zasadę swojego działania i swojego życia”, przy czym i tak naśladowanie Chrystusa i dawanie wiarygodnego świadectwa Chrystusowi Zbawicielowi zajmują naczelne miejsce (20). Salezjanie znajdują „w Tajemnicy Trójcy Świętej odpowiedź na głębokie pragnienie serca i stają się dla młodzieży znakiem miłości i jedności” (49). Dla zmartwychwstańca „Trójca Święta jest wzorem, a wspólnoty lokalne muszą świadczyć o obecności Ducha Świętego, jako więzi miłości między zakonnikami” (134).

Nasze wspólnoty zakonne, jako cząstka Kościoła, w swej pielgrzymce przez świat jakże często odczuwały bolesne napięcia i rozdarcia. Na swoich dziejowych drogach coraz głębiej jednak uświadamialiśmy sobie, że jesteśmy ludem i rodziną Boga, Ciałem Chrystusa, świątynią Ducha Świętego, sakramen­tem jedności, komunią, ikoną Trójcy Świętej.

I to nie wielka liczba stanowi o sile danej wspólnoty (nie ubliżając liczebnym zakonom i zgromadzeniom), bo czasem jest, jak wyznaje poetka:

„Cztery miliardy ludzi na tej ziemi,

a moja wyobraźnia jest, jak była.

Źle sobie radzi z wielkimi liczbami.

Ciągle ją jeszcze wzrusza poszczególność.

Fruną w ciemnościach jak światło latarki,

wyjawia ty i ko pierwsze z brzegu twarze,

tymczasem reszta w prześlepienie idzie,

w niepomyślenie, w nieodżałowanie”[10].

 

  1. „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21): Chrystus misji

Ostatni trop Chrystusa prowadzi nas do misji. Istotnie, każda wspólnota zakonna – jako cząstka Kościoła – jest ze swej natury wspólnotą apostolską. Chrystus Zmartwychwstały, który żyje w naszych wspólnotach, udziela nam swego Ducha i czyni nas świadkami zmartwychwstania.

Już Sobór Watykański II stwierdził: „Zakonnicy gorliwie starać się mają o to, aby za ich pośrednictwem Kościół z biegiem czasu coraz lepiej, zarówno wiernym, jak niewierzącym, ukazywał Chrystusa. – bądź to oddającego się kontemplacji na górze, bądź zwiastującego rzeszom Królestwo Boże, bądź uzdrawiającego chorych i ułomnych, a grzeszników nawracającego do cnoty, bądź błogosławiącego dzieciom i dobrze czyniącego wszystkim, a zawsze posłusznego woli Ojca, który Go posłał” (KK, 46).

Można to też wyrazić inaczej, z innej strony ujmując problem: zakonnicy, ożywieni duchem miłości i wrażliwości na potrzeby bliźnich i społeczeństwa, spieszyli z pomocą w każdej niedoli. Byli jak strażacy na murach Miasta Bożego, wypatrując, czy się gdzieś nie pali. A w historii zawsze się gdzieś paliło: a to w Ziemi Świętej, a to w krajach pogańskich, a to wśród chorych, a to wśród zaniedbanej młodzieży, a to na emigracji, a to pod nosem w parafiach. I zakony szły, niosąc bezinteresowną służbę i pomoc, szukając i ratując, co było zginęło. Przy okazji zakony wyspecjalizowały się w gaszeniu różnych rodzajów ognia.

Vita consecrata formułuje problem konsekracji do pełnienia misji bardziej precyzyjnie: ci których Bóg powołuje, zostają – jak Jezus – poświęceni i posłani na świat, by naśladować Jego przykład i kontynuować Jego misję. Powołani do życia konsekrowanego biorą na siebie „zadanie całkowitego poświęcenia się misji Chrystusa; więcej – pod działaniem Ducha Świętego samo życie konsekrowane staje się misją, tak jak było nią całe życie Jezusa”(72). Przy czym pierwszoplanową misją zakonów nie są wcale zewnętrzne dzieła, ale osobiste świa­dectwo: „Im bardziej upodobniamy się do Chrystusa, tym bardziej czynimy Go obecnym i działającym w świecie dla zbawienia ludzi” (72).

Naturalnie, oprócz tej podstawowej misji – wspólnej wszystkim zakonom – życie konsekrowane pragnie pełnić na różne sposoby ściśle apostolską służbę dla dobra Ludu Bożego. Adhortacja z uznaniem odnotowuje „ofiarną miłość i wielkoduszną służbę najuboższym i najbardziej potrzebującym” (75), służbę „w pierwszej linii frontu misyjnego z podjęciem nawet największego ryzyka” (76), zbliżenie się „wielu osób konsekrowanych do różnych kultur na wzór Jezusa, który ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (79), zaangażowanie w nową ewangelizację, która wymaga, aby „w każdym miejscu i sytuacji być gorliwymi głosicielami Pana Jezusa, umiejącymi odpowiedzieć z ewangeliczną mą­drością na pytania, których źródłem jest dziś niepokój serca i jego palące potrzeby” (81), obecność w świecie edukacji, gdzie osoby konsekrowane niosą młodzieży „dar wychowania, otaczając je miłością i ukazując świętość jako cel” (96), czy w końcu służbę na rzecz jedności chrześcijan, u źródła której leży ekumeniczna wrażliwość, modlitwa i świadectwo osób konsekrowanych (por.100).

Św. Franciszek, sam wezwany do służby przez Chrystusa: „idź, napraw mój dom”, zachęca swoich duchowych synów do apostolskiego działania: „bo po to Pan posłał was na cały świat, abyście słowem i czynem dawali świadectwo Jego głosowi”. A dla zachęty mówi z pokorą: „Wielki to wstyd dla nas, że święci dokonali wielkich rzeczy, a my tylko opowiadając o nich, pragniemy dla nas pochwał i zaszczytów”. W Konstytucjach franciszkańskich jest to dziś tak zapisane: „Bracia przez profesję rad ewangelicznych w szczególniejszy sposób poświęcają wszystkie swe siły, aby słowem i czynem ukazywać światu ewange­liczne orędzie Chrystusa i obdarzyć go Jego łaską, przepajając duchem ewangelicznym różne społeczności i środowiska oraz dając świadectwo o nadchodzącym Królestwie Chrystusowym” (121).

Działalność apostolska dominikanów skoncentrowana jest wokół posługi słowa (klasztor we wszelkich jego postaciach zwano początkowo „świętym kaznodziejstwem”). Dlatego w pierwszym rzędzie chodzi o to, aby „sami kaznodzieje przyjmowali Ewangelię w całej rozciągłości i starali się o żywe zrozumienie tajemnicy zbawienia, jak ją przekazuje i wyjaśnia Kościół” (99). Można więc powiedzieć: dominikanie przynoszą nam tropy Chrystusa niosącego słowo, Kaznodziei i Ewangelizatora, który „otwarty jest zarówno na Ducha Bożego, jak i serca ludzi, do których zwraca się ze słowem” (99).

„Zgromadzenie Misji od czasów Założyciela i z jego inspiracji uważa, że jest powołane przez Boga, by prowadzić dzieło ewangelizacji ubogich” (10). Źródłem tej działalności jest „miłość Chrystusa litującego się nad tłumami” (11).

Salezjanie są w pierwszym rzędzie posłani przez Boga do młodzieży: „młodzież bowiem jest w takim wieku, w którym podejmuje się zasadnicze decyzje życiowe, przygotowujące przyszłość społeczeństwa i Kościoła” (26). Idą więc razem z młodymi, „prowadząc ich ku osobie Chrystusa Zmartwychwstałego, aby odkrywając w Nim i w Jego Ewangelii ostateczny sens swego istnienia, wzrastali jako ludzie nowi” (34).

Salwatoriański trop Chrystusa misji opisany jest krótko i zwięźle: „Wszystkimi sposobami i środkami, do wyboru których natchnie miłość Chrystusa, głosimy Jezusa Chrystusa wszystkim ludziom, zwłaszcza prze; dawanie świadectwa naszym życiem, naszą dobrocią i naszą gorliwością apostolską” (202). Jeszcze krócej zapisano to w Konstytucjach Zgromadzenia Ducha Świętego: „Duch zmartwychwstałego Chrystusa ożywia i kieruje całym naszym życiem apostolskim. Ono bowiem zawiera w sobie doskonałość życia Jezusa Chrystusa, na której Kościół się wzoruje” (8).

Naturalnie, Pan Zmartwychwstały zostawił swoje trony również w misji zmartwychwstańców: Zgromadzenie bowiem „zabiega” o zmartwychwstanie społeczeństwa, szczególnie poprzez parafialną i wychowawczą działalność apostolską. Jako zmartwychwstańcy usiłujemy gorliwi przezwyciężać grzech, ignorancję, niesprawiedliwość i nędzę. Nasza praca chce pomagać ludziom w budowaniu wspólnoty, w której mogliby przeżywać nadzieję, pokój i radość – dary, jakie Chrystus Zmartwychwstały pragnie z nimi dzielić” (9).

Tak czy owak, wszyscy jak tu jesteśmy, tropiąc ślady Chrystusa w naszym życiu, w życiu konsekrowanym, wiemy, jak wysoko przed nami postawiono poprzeczkę: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ca 2, 20). Adhortacja Vita consecrata – idąc za logiką tego zdania – wręcz nawołuje: „Nie zapominajcie że to wy właśnie w bardzo szczególny sposób możecie i powinniście głosić, iż nie tylko należycie do Chrystusa, ale staliście się Chrystusem” (109).

Trzeba nam więc wziąć sobie do serca wezwanie Thomasa Campiona, poety-pieśniarza:

„Trop ślady Pana i postępuj nimi

Nie słabnij, ale orlim lotem

Wznieś się na szczyt, gdzie

potem Głoś Boży tryumf wieczny i olbrzymi.

Gdy nad twym czołem błyśnie glorii diadem,

Dusza wzlot pozna tak wysoki,

Takie ujrzy widoki,

Że wzgardzi odtąd przyziemnym bezwładem.

Żegnaj mi Świecie łgarstw i pomieszania:

Blasków i cieni jesteś wojną,

Wiedźmą w błyskotki strojną,

Martwym snem, który duszę otumania.

Ja szukam Króla, Pana ponad pany:

Krynicy światła, drzewa cnoty,

Którego owoc złoty

Od śmierci chroni, gdy raz skosztowany”[11].

Próbowaliśmy w tych rozważaniach iść tropami Jezusa w życiu konsekrowanym. Napotkaliśmy różnej wielkości i różnego rodzaju ślady Chrystusa wiary, Chrystusa powołującego, Chrystusa ślubów, Chrystusa modlitwy, Chrystusa Eucharystii, Chrystusa wspólnoty i Chrystusa misji. Recz jasna, że to nie wszystkie tropy, choć przyznać trzeba, z każdego z nich wyziera trochę inaczej Jego pełnia (por. Kol 1, 19). Każdy na swój sposób niesie jakiś ślad Bożej Tajemnicy.

Ufamy, że gdy tak teraz wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrywaliśmy się w jasność Pańską jakby w zwierciadło, tak też „za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodobniamy się też do jego obrazu” (2Kor 3, 1 8).

I ufamy, że nie zginiemy. Jak Rzymianie z czasów św. Augustyna: „Może Rzym nie zginie, może jest tylko biczowany lecz nie zabity; może tylko ukarany, a nie zburzony; może Rzym nie zginie, jeśli Rzymianie nie chcą zginąć. Bo nie zginą, jeżeli chwalą Boga” (Kazanie 81).

Nie zginiemy, jeżeli naszym życiem i naszą pracą, będziemy chwalili Pana Boga!

 

[1]    Reguła świętego Benedykta, Tyniec 1979;

  • Księga Konstytucji i Zarządzeń Zakonu Braci Kaznodziejów, Warszawa 1996;
  • Reguła i Konstytucje Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych Świętego Ojca Franciszka, Niepokalanów 1986;
  • Konstytucje Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika, Jasna Córa 1996;
  • Konstytucje i Statuty Kongregacji Oratorium Św. Filipa Neri, Gostyń 1 992;
  • Reguły i Konstytucje Zgromadzenia Misji, Kraków 1 986;
  • Konstytucje i Regulaminy Towarzystwa św. Franciszka Salezego, Rzym (1986);
  • Konstytucje Zgromadzenia Ducha Świętego pod opieką Niepokalanego Serca Maryi, (Bydgoszcz 1989);
  • Konstytucje Towarzystwa Boskiego Zbawiciela, Rzym-Kraków 1 986;
  • Konstytucje i Dyrektorium Zgromadzenia św. Michała Archanioła, Miejsce Piastowe-Struga 1989;
  • Konstytucje Zgromadzenia Zmartwychwstania Pana Naszego jezusa Chrystusa, Rzym 1988.

[2] Jezus Chrystus, jedyny Zbawiciel świata, wczoraj, dziś i na wieki, Katowice 1996, s. 39.

[3] Księga modlitw dawnych i nowych, Poznań 1 996, s. 1 2.

[4] Jan Twardowski, Nie przyszedłem pana nawracać, Warszawa 1 989, s. 59.

[5] Jan Twardowski, Niebieskie okulary, Kraków 1 996, s. 11 7.

[6] Cyt. za: Stefan Miecznikowski TJ, Źródła odnowy zakonnej, Warszawa 1993, s. 127.

[7] Rainer Maria Rilke: Sonety do Orfeusza i inne wiersze, Kraków 1996, s. I 6.

[8] Cyt. za: Jezus Chrystus…, Katowice 1996, s. 1 72.

[9] Wojciech Bąk, Wiersze wybrane, Warszawa 1984, s. 258.

[10] Wisława Szymborska, Widok z ziarnkiem piasku, Poznań 1 996, s. 77.

[11] Cyt. za: Stanisław Barańczak, Z Tobą, więc ze Wszystkim, Kraków 1994, s. 34