Bartoszewski G. OFMCap, Dębowska K, Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński dobroczyńcą życia konsekrowanego

o. Gabriel Bartoszewski OFMCap, S. Krystyna Dębowska

SŁUGA BOŻY STEFAN KARDYNAŁ WYSZYŃSKI DOBROCZYŃCĄ INSTYTUTÓW ŻYCIA KONSEKROWANEGO I STOWARZYSZEŃ ŻYCIA APOSTOLSKIEGO

Odczyt wygłoszony podczas jesiennej sesji Komisji Episkopatu do spraw Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, Warszawa 20 września 2001 r.

Wstęp

Ogłoszony przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 25 października 2000 r. Rok Kardynała Wyszyńskiego, dla uczczenia jego setnej rocznicy urodzin, stał się fenomenem. Zapewne sami inicjatorzy jak również wszyscy inni Polacy nie spodziewali się, że inicjatywa ta spotka się z tak wielkim i pozytywnym oddźwiękiem. Liczne nabożeństwa o beatyfikację, sympozja, koncerty, festyny i nade wszystko publikacje są żywym dowodem tego zainteresowania. Tego pozytywnego oddźwięku nie może również zabraknąć w naszym małym gronie Komisji Episkopatu ds. Instytutów życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, która zawdzięcza mu swoje powstanie i istnienie. Wspomnienie i uczczenie Prymasa Tysiąclecia jest podjęciem i kontynuowaniem myśli Papieża Jana Pawła II którą wyraził podczas II Pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 r.: „Szczególnym przedmiotem medytacji uczyńcie postać śp. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Jego osobę, Jego naukę, Jego rolę w jakże trudnym okresie naszej historii. (..) Podejmijcie je i prowadźcie ku przyszłości” Jan Paweł II o Kardynale Wyszyńskim, w: Człowiek niezwykłej wiary, Warszawa 1984, s. 31-32).

W tytule odczytu Kard. Wyszyńskiego pozwalamy sobie nazwać „dobroczyńcą” życia konsekrowanego w Polsce. Nazywamy go „dobroczyńcą” nie tyle w wymiarze materialnym, chociaż i takich elementów nie brak, ile w wymiarze duchowym i intelektualnym – ubogacenia nas nauką o życiu zakonnym, troską o karność i podniesienie poziomu życia zakonnego oraz jego obrona przed zagrożeniami.

 

Tworzenie struktur międzyzakonnych służących konsolidacji wzajemnej współpracy

Stałe i lepiej zorganizowane współdziałanie zakonów w Polsce rozpoczęło się po 1945 r. Wpłynęły na to różne przyczyny, jak zmienione warunki społeczne, ekonomiczne i polityczne, przerwanie bezpośredniej łączności z przełożonymi generalnymi rezydującymi poza Polską, potrzeba włączenia się w nurt odnowy życia zakonnego. Oto tylko niektóre z przyczyn.

Jeszcze za życia Sł. Bożego kard. A. Hlonda, Prymasa Polski i delegata Stolicy Apostolskiej, odbyło się od 1946 r. kilka spotkań pewnej liczby przełożonych zakonnych Kard. Stefan Wyszyński, po przybyciu do Warszawy jako Prymas w 1948 r., niezwłocznie ujął ster życia Kościoła w Polsce. Podjął wcześniejszą inicjatywę Kard. Augusta Hlonda i Kard. Adama Sapiehy.

Należy dodać, że Prymas Wyszyński od początku swego pasterzowania w Lublinie utrzymywał bliski kontakt z zakonami, organizował spotkania z siostrami, tzw. dni skupienia w domu Sióstr Urszulanek UR w Lublinie. Jako Pasterz całego Kościoła w Polsce jasno dostrzegał znaczenie i miejsce zakonów w Kościele

W grudniu 1948 r. zaprosił do Krakowa wszystkich wyższych przełożonych zakonów męskich i żeńskich. Spotkanie odbyło się w klasztorze SS. Urszulanek. Oprócz kard. A. Sapiehy uczestniczyli w nim biskupi z Tamowa Stępa i Pękala. Tematem zebrania była sytuacja Kościoła i zakonów w Polsce. Ks. Prymas podał na nim wskazania dla jednolitego postępowania w stosunku do tworzącego się reżimu komunistycznego.

Po tym zjeździe kilku prowincjałów rzuciło myśl, aby zawiązać wspólne porozumienie wyższych przełożonych. Zwrócili się z pismem do Episkopatu złożonym na ręce Prymasa Polski pisząc: „Prowincjałowie pragnęliby ze swej strony pozostawać w stałym ściślejszym kontakcie z Episkopatem Polskim, aby swoich podwładnych roztropnie wprowadzać w nurt życia współczesnego i w ten sposób najskuteczniej pracować w misji budzenia i podtrzymywania życia katolickiego w Polsce. (…) Przeto 00. Prowincjałowie proszą o ewentualne:

Wydelegowanie jednego z Najprzewielebniejszych Ks. Biskupów do spraw zakonnych;

Stworzenie stałego Referatu Zakonnego przy Sekretariacie Episkopatu Polski”.

Tak, w grudniu 1948 r., za wiedzą i zezwoleniem Prymasa Wyszyńskiego utworzono faktycznie Konferencję Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, posiadającą własne kierownictwo. Konferencję tę nazwano Porozumieniem Wyższych Przełożonych Zakonów i Zgromadzeń Męskich w Polsce”. Od początku, niemal w każdym spotkaniu brał udział Prymas Stefan Wyszyński. Utrzymywał ścisłe kontakty z wyższymi przełożonymi męskich instytutów zakonnych. Rozumiał kierunek odnowy, wprowadzał w życie pierwsze uchwały kongresów zakonnych z lat pięćdziesiątych, a później uchwały soborowe.

We współpracę międzyzakonną włączył również zgromadzenia żeńskie. W oparciu o istniejącą już komórkę międzyzakonną, tzw. „piątkę” przedstawicielek zgromadzeń żeńskich nauczających, a potem „siódemkę” utworzył Porozumienie międzyzakonne, które w 1950 r. zostało przekształcone w Wydział Spraw Zakonnych przy Sekretariacie Prymasa Polski, mający swą siedzibę najpierw przy ul. Nowogrodzkiej w tzw. „Romie”, potem w Alei Szucha, w gmachu Nuncjatury Apostolskiej, następnie przy ul. Dziekanii 1, wreszcie w gmachu Sekretariatu Episkopatu Polski. Wydział Spraw Zakonnych łączył świat zakonny z Prymasem a Prymasowi ułatwiał kierowanie tym światem. Dyrektorem Wydziału przez długie lata był Ks. Bronisław Dąbrowski, późniejszy arcybiskup, Sekretarz Episkopatu, a po nim ks. Alojzy Żuchowski, pallotyn. Członkinie tzw. „siódemki” wraz z Wydziałem Spraw Zakonnych organizowały Konferencje Plenarne Wyższych Przełożonych, zwane wówczas dniami skupienia. Ksiądz Prymas prawie zawsze brał udział w plenarnych spotkaniach Przełożonych Wyższych wygłaszając programowe przemówienia.

Dla zdynamizowania wszystkich środowisk zakonnych żeńskich powołał do istnienia instytucję nigdzie dotąd nie znaną tzw. Referentek Diecezjalnych, które do roku 1989 były mianowane przez Prymasa Polski, a w ostatnim czasie powoływane są przez biskupów diecezjalnych. Referentki miały za zadanie, organizowanie w diecezji dni skupienia, dla przełożonych domowych i innych sióstr oraz przekazywanie im aktualnych informacji. Tym sposobem inspiracje i wskazania Prymasa poprzez Wydział Spraw Zakonnych i Referentki docierały i do dziś docierają do wszystkich domów zakonnych w poszczególnych diecezjach. Przy Konsulcie powstały komisje wspomagające je w pracy, zwane w początkach sekcjami.

Dla lepszego ułożenia współpracy wyższych przełożonych zakonów żeńskich, Ks. Prymas St. Wyszyński dnia 2 maja 1960 r. zatwierdził Normy regulujące pracę międzyzakonną żeńskich stanów doskonałości w Polsce. Natomiast 4 czerwca 1960 r. ze wspomnianej „siódemki” ustanowił Konsultę Wyższych Przełożonych Żeńskich Stanów Doskonałości, która miała działać zgodnie z ogłoszonymi „Normami”. Powstał więc organ samodzielny, z konkretnymi zadaniami, ale nie została erygowana Konferencja. Dalej było to „porozumienie”, wyższych przełożonych zakonów żeńskich. Kongregacja Zakonów kanonicznie erygowała ją dopiero w październiku 1970 r. i zatwierdziła jej statut.

W trosce o utrzymanie odpowiedniego poziomu duchowego i intelektualnego społeczności zakonnej utworzono w Wydziale Spraw Zakonnych tzw. Referat Ideowy, który miał za zadanie:

Studiowanie myśli Stolicy Apostolskiej; tłumaczono zatem encykliki, orędzia oraz różne przemówienia Ojca Świętego, zwłaszcza te, które odnosiły się do życia zakonnego.

Upowszechnianie treści wygłaszanych referatów w czasie dni skupienia i rozprowadzanie ich wśród zgromadzeń, także udostępnianie tłumaczeń książek i artykułów ascetycznych, których brak odczuwano szczególnie w latach pięćdziesiątych.

Wydawanie biuletynu zakonnego od marca 1957 roku, do którego materiał czerpano z najnowszych dzienników zagranicznych, umieszczano także informacje dotyczące ciekawszych wydarzeń z życia Kościoła, jego prac, wiadomości o Ojcu Świętym a także fakty z życia religijnego w Polsce w czasie wielkiej Nowenny.

Utrwalanie na taśmie magnetofonowej przemówień Prymasa i odtwarzanie je siostrom przy różnych okazjach.

Rozpowszechnianie przeźroczy o tematyce religijnej.

Organizowanie biblioteki zakonnej z klasycznymi dziełami dotyczącymi życia zakonnego.

Wydział Spraw Zakonnych organizował dni skupienia dla różnych grup sióstr. Proponowanych przezeń prelegentów, zgodnie z wymaganiami Dekretu Kongregacji Zakonów „Salutaris” Ksiądz Prymas czuwał nad ich doborem i każdorazowo zatwierdzał. Na prelegentów wybierani byli kapłani diecezjalni i zakonni, profesorowie wyższych uczelni. Prelegentkami niekiedy bywały także siostry z różnych zgromadzeń. Wśród tematów przeważały zagadnienia związane z tajemnicą Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa, z teologią moralną liturgiką ślubami zakonnymi, pedagogiką zagadnienia bieżące z życia Kościoła.

Nie można zapomnieć faktu, że konieczność dokształcania sióstr widziano w Polsce już za Prymasa Hlonda. Na jednym ze spotkań Przełożonych Wyższych, w którym brał on udział, 7 maja 1947 roku, stwierdzono, że ok. 50% zakonnic nie posiada „odpowiednich kwalifikacji”. Już wtedy sugerowano organizowanie kursów wakacyjnych dla wychowawczyń internatów.

Dokształcanie religijne odbywało się nie tylko w czasie dni skupienia dla poszczególnych grup sióstr (przełożonych wyższych, lokalnych, mistrzyń, ekonomek, wychowawczyń, pielęgniarek, sióstr pracujących w parafiach, zajmujących się pracą charytatywną ale także w ciągu pięciu lat od 1952-1957 objęło wszystkie siostry wg programów przygotowanych w tym celu przez Wydział Spraw Zakonnych. Program ten obejmował katechizm. Stary i Nowy Testament, liturgikę i historię Kościoła. Bywał także poszerzany wg prywatnej inicjatywy zgromadzeń. W ciągu pięciu lat przeprowadzono 4645 egzaminów. Zobowiązanie tegoż dokształcania podjęły Przełożone Wyższe na dniu skupienia w Częstochowie w 1952 r. jako wotum dla Matki Bożej Jasnogórskiej.

Dla dokształcania sióstr powstały studia międzyzakonne, a mianowicie:

Diecezjalny Instytut Katechetyczny – DIK w Krakowie, powołany do istnienia 25 maja 1950 roku dekretem Kard. Księcia A. Sapiehy, prowadzony przez Siostry Urszulanki UR. Jego celem było przygotowanie katechetek do nauczania na stopniu podstawowym i pomocnic parafialnych.

Roczny Wydział Katechetyczny – jako przygotowanie do pracy parafialnej.

Wyższy Instytut Katechetyczny — WIK, powstały w 1951 r. dla zakonnic po maturze.

Przy WIK-u powstało także w 1954 r. Studium Zakonne w celu pogłębienia kwalifikacji i udzielenia pomocy młodym przełożonym, mistrzyniom nowicjatów, opiekunkom postulantek jako pomoc do wejścia w te odpowiedzialne funkcje.

Ksiądz Prymas żywo interesował się tymi instytucjami i 8 czerwca 1956 pisał z Komańczy: (…) „Instytuty zakonne wyprzedzają znacznie swoją inicjatywą to, co podjęte zostało na Zachodzie pod wyraźnym tchnieniem Stolicy Świętej; jest więc w Kościele wielka potrzeba pogłębienia życia umysłowego i uświadomienia kościelnego Rodzin zakonnych, potrzeba, która zda się zapowiadać dalsze wymagania, jakie Kościół postawi zakonom”. Były to istotnie prorocze słowa zapowiadające dzieło odnowy inspirowanej przez Sobór Watykański II.

Inną formą międzyzakonnego dokształcania było roczne Studium Społeczno-Prawne w Lublinie powołane do życia dekretem Prymasa 28 lipca 1953 roku. To roczne Studium zorganizowano po to, aby siostry mogły lepiej służyć pomocą i fachową radą swym zgromadzeniom w trudnych sytuacjach wymagających znajomości prawa dla obrony bytu domów zakonnych. Siostry studiujące na kursie prawnym w Lublinie miały możność studiowania równocześnie w Instytucie Wyższej Kultury Religijnej na KUL-u. Kierownikiem Studium był Ks. prof. J. Nowicki. Do roku 1958 studium ukończyły 142 siostry.

W roku 1953, 8 września rozpoczęło pracę Międzyzakonne Studium Prawno- Administracyjne w Częstochowie, prowadzone przez siostry zmartwychwstanki. Nauka w Studium trwała 1 rok. Jego celem było przygotowanie sióstr do różnych urzędów w zgromadzeniu i do prac w parafii. Program w Studium w ciągu lat ulegało modyfikacji i doskonaleniu. Studium istniało do 21 czerwca 1967 roku. Skorzystało z niego 268 sióstr.

Od roku 1951 funkcjonowało dla sióstr zakonnych Studium Muzyczno – Liturgicznie im. Piusa X w Międzylesiu, a potem w Aninie, prowadzone przez siostry Rodziny Maryi przy współpracy z księżmi. Siostry podjęły apel Prymasa o podniesienie poziomu liturgicznego muzyki i śpiewu podczas nabożeństw w zgromadzeniach zakonnych. Siostry Rodziny Maryi prowadziły już wcześniej takie szkolenia muzyczne dla swoich sióstr. Wizytatorzy w Zgromadzeniach stwierdzali ogromny wpływ Studium na podniesienie kultury muzycznej nie tylko w zgromadzeniach ale i w parafiach.

Od roku 1950 istniał Międzyzakonny Internat Sióstr Studentek Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w klasztorze Sióstr’ Urszulanek w Lublinie dla ułatwienia studiów na KUL-u siostrom, które nie miały domu zakonnego w Lublinie. Internat lubelski działał w ścisłej łączności z Wydziałem Spraw Zakonnych w Warszawie i w zależności od Prymasa Polski. W roku 1957 Prymas zatwierdził regulamin Międzyzakonnego Internatu (MIK-u). Wydział Spraw Zakonnych przeprowadzał od czasu do czasu wizytację Internatu przez swego delegata wyrażając w ten sposób swą troskę o tę instytucję.

Od roku 1957 istniała dwuletnia Szkoła Pielęgniarska dla sióstr organizowana przez Siostry Miłosierdzia, której dyrektorką była siostra Wanda Żurawska, szarytka prowincji warszawskiej. Już w roku 1961 cofnięto pozwolenie na jej prowadzenie.

Zorganizowano także w roku 1971 Juniorat Międzyzakonny w Warszawie. Program Junioratu w latach siedemdziesiątych obejmował nie tylko dokształcanie teologiczne ale także różnego rodzaju kursy: plastyczny, pielęgniarski, kulinarny.

W roku 1971 zorganizowano przy Wydziale Spraw Zakonnych Biuro Historycznie dla koordynacji praw badawczych nad historią zgromadzeń, we współpracy z Instytutem Geografii Historycznej Kościoła w Polsce przy KUL-u pod kierunkiem prof. J. Kłoczowskiego. Na życzenie i z błogosławieństwem Prymas podjęto opracowanie wkładu polskich zgromadzeń zakonnych żeńskich w życie narodu w latach 1939-1947. Owocem wspólnego wysiłku jest 16 tomowa seria wydana na KUL-u: Żeńskie Zgromadzenia Zakonne w Polsce w latach 1939-1947.

 

Troska o pielęgnowanie współpracy międzyzakonnej

Warto przytoczyć w całości opinię Księdza Prymasa o pracy międzyzakonnej, którą wyraził po latach. „To, że przed laty wzięliśmy się do tej wspólnej pracy wśród zgromadzeń, nie była to nasza wola, nasza mądrość i nasze przewidywania. Taka była wola Boża, płynęło to z Bożej Mądrości i było nakazem Opatrzności Bożej. Tym więcej przeto ta praca, która jest dziś prowadzona, ma swoją wartość i swoje znaczenie, bo ma za sobą argument, że była potrzebna. Tym więcej i teraz nie będziemy zwalniali jej tempa. Będzie się może zmieniał charakter tej pracy, będzie musiał to być nie tyle, jak ufamy, charakter obronny, ile raczej programowy, jakkolwiek zgromadzeniom i nadal jeszcze bardzo potrzeba obrony (2. VIII. 1957)… Mamy więc za sobą przeszłość, doświadczenie, mamy i argument. Zmniejszyły się wątpliwości co do celu, znaczenia i wartości tej pracy. Ale teraz zapraszamy was do dalszej pracy do najżywszego udziału w pracy, którą Kościół podjął w programowaniu oczyszczania narodu z jego najrozmaitszych wad i naleciałości. Mamy tego dokonać w ciągu dziewięciolecia przed tysiącleciem. Jest to praca ogromna, praca niesłychanie trudna, praca, która ma wszystkich zmobilizować i wszystkich skupić. Będę stawiał wam wymagania, będę was poruszał, żebyście się nie zastały, żebyście się nie zasiedziały, żebyście nie zarosły tam gdzieś w jakiejś bezczynności, braku inicjatywy, chodzenia własnymi drogami, co tak dla Kościoła Bożego w Polsce byłoby niebezpieczne… Potrzeba wam i dzisiaj… jak największej zwartości między sobą, potrzeba też jak największej wspólnoty z Kościołem Bożym, który jest rządzony przez Biskupów” (tamże).

„Będziemy dalej tę pracę Porozumienia Zakonnego prowadzili, bo widzimy na przykładach i włoskich i francuskich, że po prostu konieczność doprowadziła, że tam na Zachodzie w warunkach przecież wolności i pokoju poszli po tych samych drogach, po których my tu chodzimy w sytuacjach trudnych i przymusowych. I rzeczywiście to daje rezultaty” – stwierdza Ksiądz Prymas (9. X. 1957).

 

Zalecenia dla osób życia konsekrowanego

Prymas Tysiąclecia życie zakonne umiejscawiał w życiu Kościoła. Osoby konsekrowane jak też wszystkie jego instytuty łączył z Kościołem. Jego listy i przemówienia dobitnie o tym świadczą. Tę więź zakonów z Kościołem i ich zadania, w sposób programowy przedstawił w liście napisanym w Komańczy dnia. 12 lipca 1956 roku skierowanym do osób zakonnych. Ujął je w dziesięciu punktach.

„Potrzeba naprzód wzrastającego ciągle zrozumienia powszechności Mistycznego Ciała Chrystusowego, w którego żywym organizmie, zakony z miłującej woli Ducha Świętego, są komórkami, rodzącymi świętość dla całego Kościoła.

Potrzeba wysiłku takiego włączenia własnej rodziny zakonnej w życie nadprzyrodzone i społeczne Kościoła, by Zakon żył przez Kościół i dla Kościoła, by radował się Jego chwałą, żył Jego męką i cierpieniem. Jego apostolskimi dążeniami, by umiał współżyć z Kościołem we wszystkich Jego współczesnych potrzebach i nadziejach.

Potrzeba dalej, by Wyżsi Przełożeni umieli doprowadzać wszystkie członki rodzin zakonnych, na wszystkich szczeblach organizacji wewnętrznej, do takiego umiłowania Kościoła, by wszystkie dzieci rodziny zakonnej były uświadomione dobrze o najważniejszych sprawach Kościoła, by te sprawy uważały sobie za najbliższe, by umiały się modlić za nie ze zrozumieniem i z przejęciem wewnętrznym.

Potrzeba nadto, by w każdej rodzinie zakonnej istniało głębokie przekonanie, że każdy zakon osiąga swoje zadanie jedynie w ramionach Kościoła i przez Kościół, w najściślejszym związku z hierarchią kościelną, dla której wszyscy mają zachować wewnętrzny i pełny szacunek i miłość, że zatem żadna rodzina zakonna nie może być obojętna na losy Kościoła i Jego Dzieci, na losy innych rodzin zakonnych; nie może się zabezpieczać na własną rękę, ale ma dbać o Dobra Wspólne Kościoła Powszechnego.

Potrzeba, by pogłębiał się jeszcze duch wspólnoty rodzin zakonnych w modlitwie powszechnej Kościoła, co należy osiągać przez coraz to żywszy udział w życiu liturgicznym Kościoła. Wyżsi Przełożeni dołożą wysiłków, aby Członkowie rodzin zakonnych modlili się z Kościołem, by mieli gruntowną znajomość ksiąg liturgicznych, zwłaszcza Mszału i śpiewu kościelnego, zgodnie z postanowieniami encyklik Mediator Dei (1947), i encykliki o Muzyce Sakralnej (1955).

Potrzeba coraz to czulszej wrażliwości wszystkich rodzin zakonnych na głos Stolicy Świętej, która przez Ojca Świętego Piusa XII stawia zakonom coraz to nowe wymagania i stara się wyprowadzić je z odosobnienia, by użyć do pracy apostolskiej, do współpracy z Hierarchią, do współdziałania wszystkich rodzin zakonnych ze sobą przez Krajowe Porozumienie Zakonne, przez powołane przez Biskupów w tym celu stałe Komisje Wyższych Przełożonych Zakonnych, Konsultorki itp. Trzeba pamiętać, że głosy Stolicy Świętej to głosy Ducha Świętego, który już dzisiaj przygotowuje Dzieci Kościoła do zadań apostolskich, które otwieraj ą się przed nami.

Potrzeba jeszcze bardziej lojalnego zrozumienia, że apostolstwo w Kościele świętym, jest przede wszystkim apostolstwem Ojca św. i Biskupów, z którymi wszyscy inni mai a utrzymywać jedność. O tę jedność modlił się Chrystus: „Spraw Ojcze, aby byli jedno, aby świat uwierzył..” (J 17,21). Dzięki tej jedności działa prawo wzrostu Królestwa Bożego na ziemi. Gdzie jest rozdział, tam nie ma miłości; a gdzie nie ma miłości tam nie ma Boga!

Potrzeba szczególnie w Ojczyźnie naszej, by rodziny zakonne odnowiły w sobie i pogłębiły ducha apostolskiego, gotowe podjąć te zadania, które Hierarchia Kościelna uzna za najpilniejsze, zwłaszcza w dziedzinie współpracy parafialnej z duchowieństwem, akcji katechizacyjnej i duszpasterstwa dobroczynnego.

Potrzeba głębszego wniknięcia w apostolska duchowość Założycieli własnych Dzieł Zakonnych, która wyrastała z głębokiego umiłowania świętości osobistej i społecznej Kościoła, z gorliwości o zbawienie dusz ludzkich, z miłości ku przepowiadanej Ewangelii, z wrażliwości na cierpienia ludzi pozbawionych Chleba Nadprzyrodzonego i chleba powszedniego. Zrozumienie duchowości Założycieli naszych pomoże nam odkryć w Nich to przedziwne prawo łaski, która zawsze zwracała ich na te pola pracy, które w danej chwili dziejowej bielały ku żniwom.

Potrzeba przede wszystkim i nade wszystko „większej jeszcze miłości”.

 

Instrukcje i zalecenia dla Wyższych Przełożonych żeńskich rodzin zakonnych

Ksiądz Prymas był troskliwym Ojcem w stosunku do zakonnic. Był jednak Ojcem niezwykle wymagającym, jeśli chodzi o poziom życia zakonnego. W swych przemówieniach do przełożonych używał niekiedy słów mocnych i powiedzeń plastycznych zapadających w świadomość.

Wydał wiele instrukcji związanych z posługą przełożeńską, a mianowicie:

W 1961 roku, 26 sierpnia, wydaje instrukcje dla przełożonych, dokument ten omawia obowiązki przełożeńskie.

W 1959 roku, 2 października, w kolejnej instrukcji przypomina o prawie sióstr do swobodnej korespondencji z rządcą diecezji.

W 1961 roku, 26 sierpnia wydaje instrukcje o obowiązku zrewidowania umów z pracodawcami sióstr, aby zapewnić im słuszne wynagrodzenie za pracę.

Zarządzeniem z roku 1961, 3 lipca. Ksiądz Prymas nałożył obowiązek zdawania egzaminów z prawa na wszystkie zarządy generalne i prowincjalne oraz na zarządy autonomicznych klasztorów klauzurowych. Wyznaczył specjalną komisję egzaminacyjną i zatwierdził obowiązujący program egzaminów, które powinny być złożone w ciągu sześciu miesięcy od chwili objęcia urzędowania.

Prymas nałożył obowiązek składania sprawozdań z wykonania tych zarządzeń w określonych terminach (S. Teresa Sułowska, USJK, Ksiądz kardynał Wyszyński, Prymas Polski a zakony żeńskie, Warszawa 1971, w: Wiadomości Archidiecezji Warszawskiej, s. 88- 101).

Sługa Boży będąc bystrym obserwatorem życia u osób zakonnych i we wspólnotach dostrzegał bolączki, którym starał się zaradzać. Zdecydowanie występował z upomnieniami.

„To, co jest bodaj najpilniejsze, o czym Przełożone Wyższe muszą pamiętać – mówił – to odpowiedzialność osobista za poziom moralny zgromadzenia”. Utrzymanie się życia zakonnego w Polsce uzależniał od tego, czy to będzie życie zakonne, czy wegetacja, „bo tylko suche drzewo wycinają w ogień” (15.V.1959). W tym samym przemówieniu padło też mocne stwierdzenie, że Przełożone Wyższe nie dostrzegają objawów zgubnych dla całego życia zakonnego w Polsce.

Swe postulaty w stosunku do przełożonych ujął Prymas w tym przemówieniu w trzynastu punktach.

„Rzeczą, przed którą przestrzegam – mówił – jest, by w zakonach nie zmieniać roli przełożonych wyższych, prowincjalnych i domowych. Przełożona jest od tego, by się troszczyła o uświęcenie dusz (…), często jednak przełożona bardziej jest ekonomką niż matką, co więcej – Przełożone nie znają zasad życia wewnętrznego, chętnie są poza domem, kontaktu z nimi nie ma (…) raczej są administratorkami niż matkami.

Trzeba ożywiać w sobie głęboką ufność w Opatrzność Bożą. Jest brak ufności w Opatrzność i lęk przed jutrem – stwierdza – stąd zbyt ludzka zapobiegliwość, spryt, dyplomacja, płaszczenie się, materializm.

Wymagamy od was większego zrozumienia dla potrzeb, spraw i apostolstwa Kościoła. Kamufluje się ta nieczułość na sprawy Kościoła pozorami, „pobożnym krętactwem” i literą przepisów zakonnych. Prymas przestrzega, by nie być „krętaczem ubranym w habit”.

Trzeba zerwać z instytucją wieczystych przełożonych lokalnych.

Już kilka razy ostrzegałem – mówił – że utrzymuje się zwyczaj niezgodny z duchem ślubu ubóstwa, mania obdarowywania, prezentów (…), bawimy się w uczty wystawne. Trzeba zerwać z tym stylem.

Gdy idzie o leczenie sióstr, nie ma środków. Ile sióstr jest bez zębów (…) młode kobiety i nikt o tym nie pomyśli (…) mnóstwo sił traci się przedwcześnie; na tort będzie, na dentystę – nie (…). Nie są potrzebne dary ani Biskupowi ani Prymasowi. Prymasowi są potrzebne wasze modlitwy (…). Gdy się nie zmieni w stosunku do mego domu będę odsyłać.

Mówi się o ciężkich czasach a panuje chorobliwa mania nabywania (…), chronić się przed chytrością.

Bardzo dużo jest narzekań na przywiązanie partykularystyczne, są zespoły pupilek przełożonych (…), trzeba się przed tym bardzo bronić.

Pracujemy z sobą od szeregu lat i mam wrażenie, że ta praca w oparciu o Wydział Spraw Zakonnych (…), niejedno dobro ma za sobą, że może dzięki koordynacji tej pracy udało się zachować życie zakonne (…), dlatego wydaje nam się, że trzeba mieć zaufanie do Wydziału Spraw Zakonnych i do Prymasa. Niestety, na tym punkcie jest bardzo źle. Spotykamy się z zarządzeniami przełożonych, które są wbrew naszym zarządzeniom, jakby na złość, są lekceważone zarządzenia, na zjazdy wysyłani są ludzie nieprzygotowani. Mam prawo żądać, by zarządzenia Wydziału Spraw Zakonnych wysyłane zakonom były bezwzględnie wykonywane jak i inne zadania, które wyznaczymy (…) bo sprawność, sumienność daje gwarancję, że życie zakonne utrzyma się w Ojczyźnie naszej. Nie należy wprost do Kongregacji wysyłać żadnych listów (…) to idzie przez pocztę, przez ręce ludzi, którzy nieraz są wprost wrodzy dla życia zakonnego i otrzymuj ą informacje, co dzieje się w rodzinach zakonnych.

Wspomniałem już o odpowiedzialności za zakonnice, zwłaszcza za te, które muszą współpracować z Caritasem. Te siostry dla osiągnięcia małych efektów płaszczą się, wchodzą w zażyłość niewskazaną, biorą za dobrą monetę to, co jest sprytem, mają bezgraniczne zaufanie do ludzi, którzy nie zasługuj ą na to.

Wrócić chciałbym do zagadnienia dokształcania religijnego. Trzeba na nowo wrócić do tej pracy (…) Na kształcenie religijne w zakonach czasu nie ma. Czas się znaleźć musi.

Siostry, o które prosimy (do pracy międzyzakonnej) (…) muszą być w należyty sposób uszanowane i nie uważane jako ktoś obcy, bo one są powołane przez Kościół do służby, do świadczenia na rzecz całości życia zakonnego.

Na szczególną troskę zasługują stare zakonnice i chore, bo jest brak troski o nich. Dlatego siostry są zgorzkniałe, zniechęcone i to usposobienie przekazują siostrom średnim i młodym, i to ogarnia cały dom. (tamże)

Innym razem Ksiądz Prymas zachęcał „… Podnośmy sobie wzajemnie wymagania! (…) przestańcie się niekiedy mazać, przestańcie narzekać, przestańcie mówić o tym, żeście zmęczone, że wyczerpane – nie mówcie o tym nigdy, nigdy! (…) Jeśli już naprawdę czujesz się zmęczoną, to w ciszy idź spać, zamknij się na klucz, ale nie mów o tym, bo to jest taka katolicka mania osób duchownych, wszyscy są pomęczeni” (3 .VIII. 1957).

Niekiedy Ksiądz Prymas chcąc złagodzić te ojcowskie napomnienia z humorem podaje motyw „ (…) może niektóre z naszych uwag są zbyt ojcowskie, może niekiedy noszą na sobie znamię reprymendy, jeżeli jednak nazywamy się dziećmi, to chyba wolno czasami tym córkom troszkę reprymendy udzielić. Myślę, że się na to godzicie, tym więcej, że nie idzie o to Jak powiadam, żeby zrobić przykrość (9.X.1957), (…) przez tyle lat toczymy bój z mocami ciemności w Polsce, żeby stan życia zakonnego uratować. Idzie przecież nie tylko o to, żeby go uratować, ale by on stanął na takim poziomie, żeby spełnił trudne, stokroć trudniejsze zadanie niż kiedykolwiek przedtem” (tamże).

W czasie spotkania z Przełożonymi Wyższymi 9 października 1957 r. Kardynał Wyszyński w trosce o obraz życia zakonnego poruszał tematy żenująco proste jak na przykład: sposób redagowania pism do urzędów i do Wydziału Spraw Zakonnych ganiać nieścisłe informacje, zalecając precyzję przedstawianych problemów dla ułatwienia pracy Wydziału Spraw Zakonnych i Sekretariatu Prymasa, gdzie przychodziło wiele osób z prośbą o interwencję i od 150 – 200 listów dziennie w różnych sprawach. Prymas nawołuje, aby przełożone dzieliły się ze swoimi radnymi tematami poruszanymi na zjazdach, dniach skupienia. Niekiedy swoje uwagi pod adresem przełożonych wyrażał w formie pozytywnej, jak np. ta, że przełożone coraz bardziej jako normę rządzenia przyjmują konstytucje i prawo kanoniczne, a nie swoją wolę wyrażaną autorytatywnie. Ksiądz Prymas zauważa dowcipnie: „My biskupi (…) nie możemy postępować tak autorytatywnie, musimy trzymać się prawa kanonicznego i przestrzegamy go a tym bardziej nasze przełożone”. Trzeba dobrze znać własne kompetencje – apeluje Ksiądz Prymas.

Raziła Kardynała Wyszyńskiego naiwność sióstr, którą stwierdzał, gdy dzieliły się wrażeniami ze spotkań z urzędnikami państwowymi. Siostry bowiem z entuzjazmem brały ich zawodową grzeczność za dobrą monetę, nie rozumiejąc -jak stwierdzał Prymas – że ich metoda polega na zwlekaniu i robieniu obietnic.

Prymas nalegał także, aby siostry nie występowały o zwrot majątków bez porozumienia się z Wydziałem Spraw Zakonnych.

Zwracał uwagę przełożonym, by nie likwidowały placówek bez wiedzy biskupa i porozumienia się z nim.

Ubolewał nad odpływem sióstr zakonnych za granicę, nie tylko pielęgniarek i nauczycielek ale także sióstr do prac w domach zakonnych, nawet generalnych. „W Polsce mamy ogromnie dużo potrzeb, brak nam rąk do pracy” – stwierdzał.

Gromił rażące wyrachowanie i zmaterializowanie w niektórych klasztorach, nawoływał do ducha ubóstwa.

Ostrzegał przed wprowadzaniem atrakcji do klasztorów, apelował o umiejętne korzystanie z telewizorów „aby telewizor nie wysuszał kaplic, dusz i myśli”.

Zwracał uwagę na organizację pracy w zakonach w związku z częstą gruźlicą sióstr’ wynikającą z przepracowania i niedożywienia (9.X. 1957).

Charakterystyczne jest stwierdzenie Prymasa „… może już do znudzenia … was upominam, żebyście nie nadużywały języka., bo pod tym względem jest dużo winy w naszym świecie kościelnym… Nieraz mówiłem wam już o tym i teraz mam straszną chęć powiedzieć… to jest jakaś wielka klęska naszego życia zakonnego, brak odpowiedzialności za język, za higienę języka, jakieś po prostu zuchwalstwo sądów, straszliwa strata czasu (2. VIII. 1957).

 

Wskazania dla przełożonych wyższych zakonów i zgromadzeń męskich.

W przemówieniu do Konferencji Prowincjałów na Jasnej Górze w dniu 11.10.1957 r. powiedział:

„Dobrze wiemy, że w życiu Kościoła Bożego schodzą się, gdzieś w Sercu Bożym, dwie inicjatywy: inicjatywa odgórna, inicjatywa łaski i – oddolna, dobrej woli człowieka, wspomaganej łaską. Gdy się spotkają w sercu Boga, rodzą takie owoce, jakie są w tej chwili Kościołowi potrzebne. Jakkolwiek Kościół w swej odgórnej inicjatywie nie organizuje życia zakonnego, to jednak jest świadom, że ten szczególny stan życia, tak pochwalony przez Chrystusa, ma swoje miejsce w Kościele i powinien się rozwinąć, bo gdyby się nie rozwinął to na tym ucierpiałby Kościół Powszechny. (…) Nie będzie więc przesadą mówić, że życie zakonne w Kościele Chrystusowym jest zjawiskiem nieodłącznym, koniecznym. Gdyby go nie było, to Kościół istotowo, w swym ustroju nadprzyrodzonym, oczywiście nie przestał by być Kościołem, ale w każdym razie straciłby siłę działania, która dotychczas stale mu towarzyszy, z której stale korzystał i w której owoce zapisane są świetlanym zgłoskami w dziejach Kościoła powszechnego. (…) Ponieważ jest rzeczą pewną historycznie, doświadczalnie, że życie zakonne jest potrzebne Kościołowi Powszechnemu, więc jest potrzebne i Kościołowi Polskiemu. Dlatego na nas, żyjących w ramach Kościoła polskiego i w ochrzczonemu Narodzie, ciąży odpowiedzialność za stan zakonny w Polsce. Na ten temat mówiłem przed dwoma dniami do Przełożonych Zakonów Żeńskich

Uważam, że nie będzie zbędną rzeczą, gdy do tej myśli w tym gronie wrócę. Odpowiedzialność za stan zakonny w Polsce, za jego istnienie w ogóle, za jego utrzymanie się, za jego przetrwanie i nie tylko przetrwanie, ale za jego działanie i za spełnianie przez ten stan zakonny, tu w tej chwili zadania, które Duch Święty zakonom w każdym organizmie nadprzyrodzonym wyznacza -jesteśmy odpowiedzialni.

W okresie Soboru Watykańskiego II często nawiązywał do treści Konstytucji Dogma­tycznej o Kościele i wskazaniach odnośnie życia zakonnego. Podkreślał też rolę właściwie podjętej odnowy życia. „Musimy także pamiętać, – powiedział w przemówieniu 19 kwietnia 1967 r. – że w tej naszej pracy nie ma właściwej odnowy bez wierności duchowi Zakonodawcy. Trzeba wiec rozwijać jego duchowość, wczuwać się w jego wolę zaradzenia potrzebom czasu, wczuwać się w jego wolę zaradzenia potrzebom czasu swego i z tą świadomością, ze gdyby Założyciel żył w naszych czasach, na pewno widziałby jego potrzeby. Ten postęp musi być uporządkowany, a nie anarchiczny”.

Podczas Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich na Jasnej Górze 7 maja 1970 r. mówił:

„Na tle ostatnich przeżyć w Polsce, widać pewne elementy, które stwierdzają wzajemne przenikanie się życia duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Ojciec św. niedawno jednemu z polskich biskupów powiedział: nie rozluźniajcie za bardzo, nie mówcie, kler diecezjalny, kler zakonny. Starajcie się, żeby zarówno kler diecezjalny jak i zakonny były ze sobą zespolone i współdziałały. Tego wymaga dobro Kościoła Powszechnego, a gdy idzie o waszą polską rzeczywistość, sami dostrzegajcie słuszność takiego postępowania. (…) Nasze „teraz” wyraża się w tym, że teraz istnieją zakony w Polsce, po 25 latach zaprogramowania i zniszczenia ich. Teraz, istnieje Kościół w Polsce pomimo, że według programu powinien już nie istnieć. (…) Na to „teraz” składa się nie tylko istnienie zakonów w Polsce, pomimo programu zniszczenia ich, ale również pomoc zakonów na Ziemiach zachodnich. Mówiliśmy o tym przed kilkoma dniami we Wrocławiu, podczas uroczystości dwudziestopięciolecia polskiej organizacji kościelnej na Ziemiach odzyskanych. W pracy organizacyjnej na tych terenach, zwłaszcza na terenie diecezji gorzowskiej, zakony wypełniły zadanie olbrzymie, pełne niezwykłej ofiarności. Do dziś ta pomoc jest bardzo duża.

Do tego „teraz” należy również włączenie się rodzin zakonnych w pracę zespołową w Komisjach przy Konferencji Episkopatu Polski. (…) Już to, na to „teraz” składa się specjalna Komisja Spraw Zakonnych, w ramach Konferencji Episkopatu Polski wskazuje, że idziemy po linii realizacji struktury społeczno-nadprzyrodzonej, zawartej w „Konstytucji Dogmatycznej o Kościele”. (…) Do tego stopnia doceniamy wartość życia zakonnego, że Episkopat Polski stara się, aby i w hierarchii była reprezentacja członków rodzin zakonnych. Mamy w gronie Episkopatu trzech zakonników. To jest też nasze „teraz”. Ich obecność w Episkopacie świadczy, że doceniamy wkład i doświadczenie ludzi, wychowanych w duchu zakonnym i że obecność ich ma dla was wszystkich doniosłe znaczenie (…).

Na to „teraz” składa się również aktualna praca wielu placówek duszpasterskich. W parafiach prowadzonych przez rodziny zakonne. Nie jest prawda, ze zakony pozbawione są zmysłu duszpasterskiego. Owszem, zmysł duszpasterski przejawiają w sposób niekiedy wzorcowy, nawet dla duchowieństwa diecezjalnego. Z osobistych doświadczeń wspomnę wzorcową parafie Księży Salezjanów w Warszawie i księży Misjonarzy w Bydgoszczy. Wiele mamy takich wzorcowych parafii (…).

Wprawdzie słuszne jest, aby nie podkreślać za bardzo różnicy między duchowieństwem diecezjalnym a zakonnym, ale ta różnica istnieje. Takie jest działanie Ducha Świętego w Kościele, który powołuję „tempore opportuno” różne rodziny zakonne di specjalnych zadań. (…) Dzisiaj cała linia postępowania Ojca św. wskazuje, ze trzeba te specyfikę widzieć, trzeba ja uszanować, nie wolno dopuścić do tego, aby poszczególne rodziny zakonne o niej zapomniały. Zagubiłyby wówczas własną drogę”.

Przemówienie to Prymas Tysiąclecia zakończył charakterystycznym akcentem: „Chciałbym zakończyć z pokorną braterską prośbą, obyśmy wszyscy – Biskupi, kapłani diecezjalni, przełożeni zakonni, wyżsi czy domowi, rodziny zakonne – nie bacząc na udręki czasów, wdzięczni za to, że właśnie naszemu pokoleniu przypadło „pro nomine Jesu contumelias pati”, dziękując za te wielką łaskę, która jest elementem dodatnim we współczesnej rzeczywistości – zachęcali przeważnie do wierności powołaniu, „qua vocati sumus”.

Często w swoich wystąpieniach wyrażał wdzięczność zakonom za pracę i modlitwę w intencji Episkopatu.

W przemówieniu 18 X 1966 r. powiedział: „Chciałbym nieco przydługie wywody zakończyć tym, by Imieniem Episkopatu Polski, wyrazić wszystkim, Najmilsi Przełożeni Zakonni braterskie pozdrowienie, które Wam przesyłają z wczorajszej Konferencji Episkopatu Polski. Żeby przy tej okazji złożyć Wam życzenia jak najbardziej owocnej pracy na tym Zebraniu, żeby wyrazić Wam słowa braterskiej podzięki – wszystkim rodzinom zakonnym – za Waszą błogosławioną pracę i za Waszą upragnioną współpracę. I żeby Waszym braterskim modlitwom powierzyć cały Episkopat Polski i wszystkie jego sprawy”.

Zachęcał i dążył do wzajemnej więzi i jedności pomiędzy klerem diecezjalnym i zakonnym, do wspólnej pracy dla dobra Kościoła. Na zakończenie przemówienia do Wyższych Przełożonych w Warszawie 15 maja 1973 r. dodał:

„Na zakończenie pragnę przekazać Wam, Drodzy Moi, słowa braterskiej podzięki całego Episkopatu za Waszą wspólnotę pracy w Kościele świętym. Za to, że – dzięki Bogu – maleją konflikty na terenie diecezji, wynikające niekiedy z różnicy temperamentów, z jakichś resentymentów i nastrojów, a może i innych subiektywnych racji. Musimy przyjmować wszystko „in spiritu humilittais”, bijąc się w piersi – i my i wy, aby to było wspólne „Confiteor”. Przebaczajmy sobie nieustannie wszystkie niedociągnięcia w naszej codziennej pracy, tak jak miłosierny Bóg – jesteśmy tego świadomi – nieustannie nam przebacza. Przezwyciężajmy łatwo konflikty i zatargi, przechodźmy nad nimi do porządku dziennego. Pa­miętajmy, że idzie o „bonum comune totius Ecclesiae” i dobro wszystkich rodzin zakonnych, wszczepionych w Kościół. W duchu wzajemnego szacunku postanówmy, ze nie będziemy już więcej czynili sobie wymówek”.

Jest to przykład pięknej postawy szacunku dla zakonów i rozumienia partnerstwa, wszyscy jesteśmy powołani do pracy dla dobra Kościoła. Potwierdzają to jeszcze inne słowa wypowiedziane podczas przemówienia 16 kwietnia 1971 r.:

„Ale to, co jest dla nas zawsze ważne, a na tym etapie szczególnie, to tajemnicza obecność zakonów w Polsce i zamówienie społeczne na ich pracę. Nieraz już mówiłem, ze potrzebni jesteście biskupom, kapłanom i wiernym. Jeżeli w Polsce, wbrew doświadczeniom innych krajów Bloku, utrzymała się zwarta wspólnota życia zakonnego, stało się to miedzy innymi dlatego, że u nas niełatwo było wyciągnąć rękę przeciwko zakonom. (…) Przeciwnie, pozycja i sytuacja zakonów – na skutek włączenia się ich we współczesne potrzeby Kościoła – oraz przez współdziałanie rodzin zakonnych z biskupami w obronie życia zakonnego – jeszcze bardziej się umocniła, a nawet wzrosła”.

 

Obrona zakonów i zgromadzeń zakonnych przed zagrożeniami

Lektura wielu tekstów Prymasa, jak również świadectwa świadków, pozwalają na stwierdzenie, że w trudnej sytuacji Polski pragnął on ocalić życie zakonne poważnie zagrożone przez reżim komunistyczny. Jednak obrona życia zakonnego mogła być skuteczna, przy zastosowaniu różnych środków skuteczna, tylko pod warunkiem, że zakony i zgromadzenia zakonne będą organizmami zdrowymi, pulsującymi życiem nadprzyrodzonym. Prymas widział jasno, czym one być mogą dla całego Kościoła w Polsce, dla jego żywotności i duchowej siły.

Jako teolog czerpał inspiracje z doktryny Kościoła, między innymi ze świeżo wydanej Encykliki papieża Piusa XII Mistici Corporis Christi (29 czerwca 1943). Jako pasterz stosował tę mądrość Kościoła do konkretnej rzeczywistości.

Prymas Tysiąclecia bronił Kościoła jako całości nie dzieląc go na części, np. diecezjalną i zakonną, jak to miało miejsce gdzie indziej. W cytowanym Memoriale „Non possumus”, którego fragment przytoczę, Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński wraz z biskupami wyszczególnia także krzywdy wyrządzone zakonom.

„Bardziej jeszcze niepewny i bodaj nierównie groźniejszy jest los duchowieństwa zakonnego. Zakony ogranicza się w ich działalności lub nawet pozbawia się je możności oddawania się tym rodzajom prac, którym oddawały się wszędzie i zawsze zgodnie ze swym powołaniem. Przy zwyczajnym stosowaniu i do nich również przykrych metod politycznego nacisku zmierza się systematycznie do wywłaszczenia ich z nieodzownych środków egzystencji i apostolskiej działalności.

Niedawno, bo w roku 1952, zostały zniesione małe seminaria (dodajmy, że uległo likwidacji w sumie 46 różnych seminariów) skąd zakony męskie czerpały w znacznej mierze swe zakonne powołania. Niejednokrotnie przy tej okazji uległy konfiskacie seminaryjne dobra ruchome i nieruchome, a niekiedy nawet i właściwe domy zakonne.

Siostry zgromadzeń żeńskich, usuwa się ze szpitali i zakładów dobroczynnych, nawet własnych, w których pracowały od dawna z poświęceniem wielkim, czasem heroicznym, dla dobra chorych, sierot czy opuszczonych. Bez żadnego względu na ich los obecny i przyszły pozbawia sieje majątkowego oparcia” (tamże).

Należy dodać, że już 6 sierpnia 1949 roku na mocy Rozporządzenia Ministerstwa Administracji Publicznej zakony i zgromadzenia zakonne zostały wezwane do tzw. uregulowania bytu prawnego (jak gdyby ten byt prawny od wieków nie był uregulowany). Instytuty zakonne miały przedłożyć w ministerstwie swe konstytucje i statuty, skład personalny i wykaz majątku. Warto dodać, że żadne zgromadzenie dotąd nie otrzymało odpowiedzi co do tegoż uregulowania bytu prawnego, władze jednak tym sposobem uzyskały pełny obraz zgromadzeń, co ułatwiło im przejmowanie mienia zakonnego powołując się na dekret z 5 sierpnia 1949, którym to dekretem narzucono zgromadzeniom prawo o stowarzyszeniach z 1932 roku wydane dla stowarzyszeń świeckich i zupełnie nie przystosowane do struktury zakonów. Na mocy tych rozporządzeń przejmowano dobra i dzieła zgromadzeń.

Osoby zakonne pozbawiono możliwości kształcenia w szkołach państwowych (niekiedy mogły z nich korzystać pod warunkiem zdjęcia habitu),

Utrudnianie kontaktów z zagranicą (w niektórych krajach zakaz ten obowiązywał stale, w innych – okresowo),

Rewizje w domach zakonnych, szykany, namowy do współpracy, zsyłki do obozów, na Syberię, do łagrów,

Obciążenia finansowe domów zakonnych (wysokie podatki, czynsze, grzywny), zakaz noszenia habitów w większości krajów,

W Polsce wymagania pozwoleń odnośnych władz (urzędów do spraw wyznań) urzędów władz na zakładanie nowych domów, przyjmowanie darowizn, sprzedaży lub kupna.

W jednym z listów pasterskich Prymas Wyszyński określił te działania władz wobec zakonów w naszym kraju jako huragan bezprawia, który przeszedł przez Polskę.

Wiadomo, że w pięćdziesiątych latach zakonom polskim groziła kasta. Kard. Wyszyński chętnie powierzał parafie, mówiąc że w wypadku opuszczenia klasztorów, zakonnicy będą mogli przeżyć i ocalić się przy parafii w duszpasterstwie, np. w Archidiecezji Warszawskiej w tym czasie zakonom powierzył kilkanaście parafii, (obecnie jest 28).

Walka ze zgromadzeniami zwłaszcza żeńskimi przybrała w Polsce szczególnie ostry kurs na Śląsku, który uczyniono poligonem doświadczalnym idąc za wzorem posunięć wobec zakonów w innych krajach bloku. W ramach tych doświadczeń dokonano w roku 1954 wywozu ponad 1500 sióstr z 323 domów zakonnych z terenu województwa katowickiego, opolskiego i wrocławskiego do obozów w Staniątkach, Stadnikach, Wieliczce (woj. krakowskie), w Dębowej Łące (woj. bydgoskie), w Gostyniu Wlkp. i Kobylinie (woj. poznańskie). Akcję tę określano kryptonimem X2. (J. Swastek, Rządcy Archidiecezji Wrocławskiej w latach 1945-1995, Wrocław 1998 s. 59-60).

Ksiądz Prymas po powrocie z Komańczy na spotkaniu z siostrami 31 października 1956 roku stwierdził: W pierwszej rozmowie z ludźmi, których do mnie przysłał p. Gomółka mówiłem o obozach zakonnic i domagałem się, by były zlikwidowane. W drugiej rozmowie również walczyłem o to i myślę, że ten wysiłek trafi do zrozumienia, to byłby ostatni zabytek przeszłości, gdyby się te instytucje utrzymały. Ks. Bp. Choromański … i Ks. Bp. Klepacz … obydwaj będą prowadzić rozmowy, te rozmowy ufam, doprowadzą do tego, że obozy przestaną istnieć a nasze drogie Siostry tam dręczone będą mogły powrócić do rodzin zakonnych (3l.X.1956).

Istotnie 8 grudnia 1956 roku ogłoszono komunikat Komisji Wspólnej. Był on swego rodzaju „małym porozumieniem”. Wśród sześciu decyzji podjętych wspólnie jedna dotyczyła zezwolenia na powrót zakonnic do swych domów.

Racje tej obrony wyjaśnił Kardynał w przemówieniu do Przełożonych wyższych Zakonów Męskich 17 X 1957 r. na Jasnej Górze: „Jak już powiedziałem na ostatnim zebraniu Przełożonych Zakonnych, i teraz powtarzam, że Episkopat Polski w swej walce o prawa Kościoła św., na równi stawia obronę diecezji, parafii jak i rodzin zakonnych. Nie możemy inaczej myśleć, bo nie bylibyśmy w duchu Kościoła. To nie tylko ja mam ten obowiązek, ale cały Episkopat uważa sobie za swój obowiązek otoczyć samo istnienie zakonów jak najbardziej energiczną opieką i obroną, ażeby się nie utrzymywało w społeczeństwie przekonanie, że może przyjść taki okres, w którym życie zakonne może już nie będzie potrzebne, że może sobie Kościół i bez zakonów poradzi. Jesteśmy przekonani, że jest to tylko metodyczna walka, walka podzielona na raty; dziś się zniszczy życie zakonne, a gdy już ta siła przestanie działać w Kościele, wtedy i sam Kościół w jakimś stopniu osłabnie i łatwiej będzie z Nim walczyć. Mam wrażenie, że to co najbardziej niepokoi nieprzyjaciół Kościoła, to właśnie różnorodność zakonów, instytucji zakonnych, różnorodność ich celów. Z tym nie przyzwyczajone do bogatych form życia społecznego nie mogą sobie poradzić. Stąd dążność do rozprawienia się z tą instytucją tak rozgałęzioną i tak zróżniczkowaną, z tym labiryntem, sobie rady dać nie mogą”.

Przytoczę jeszcze jeden klasyczny przykład zdecydowanej postawy Prymasa Tysiąclecia występującego w obronie zakonów. Dla wyjaśnienia trzeba przypomnieć, że za rządów I Sekretarza KCPZPR Władysława Gomółki w 1962 r. powstał Zespół ds. Kleru przy Wydziale Administracyjnym KCPZPR. Zadaniem tego Zespołu było wytypowanie instytucji i obiektów kościelnych do likwidacji, co konsekwentnie realizowano. Było to olbrzymie uderzenie w Kościół i jego instytucje. Między innymi 6 sierpnia 1963 r. Kapucynom Prowincji Warszawskiej w Nowym Mieście n. Pilicą w sposób brutalny zlikwidowano Małe Seminarium. W ciągu jednego dnia nie tylko wyrzucono wszystko, ale rozebrano mur klasztorny.

Powiadomiony o tym Kard. Wyszyński w dniu 16 sierpnia przybył do Nowego Miasta n. Pilicą i wygłosił znamienne przemówienie, którego obszerne charakterystyczne fragmenty pozwolę sobie przytoczyć:

„Wracając z Ludźmierza, zatrzymałem się na Górce Zgody, przy kaplicy św. Rocha, któiy pośredniczy w wyjednywaniu łask dla Nowego Miasta i okolic, gdzie modliłem się wraz z 30-tysięczną rzeszą Nowego Miasta, okolic i ziemi Grójeckiej. Te wszystkie Przeżycia są drogą perłą, którą zachowuję w sercu.

Korzystając z tej okazji przybywam i do Was, Najmilsze Dzieci Moje! Składam braterskie uczucia wdzięczności Księdzu. Dziekanowi, Ojcom i ludności Nowego Miasta, za chrześcijańskie Przyjęcie moich Dzieci, prześladowanych w czasie pielgrzymki, przez złych i niegodziwych ludzi (…).

Przychodzę do Was, jako Wasz Biskup, Pasterz, brat, obywatel Polski i syn Kościoła. Przybywam tu z obowiązku Biskupa, Pasterza i Polaka, aby podzielić się z Wami przeżyciami ostatnich dni, które każdego wolnego nie zdemoralizowanego obywatela Polski powinny obchodzić, a ja takim się czuję i mam obowiązek mówić prawdę.

Każdy człowiek, począwszy od dziecka, a skończywszy na starcu, ma podstawowe prawa do wolności, do prawdy, do sprawiedliwości i do pokoju. (…) Pomimo, iż wszyscy przyjęli te prawa, to jednak znaleźli się tacy, którzy je naruszyli (…)

Byłbym tchórzem, niegodnym synem wolnej Polski, gdybym zamilczał, co się tutaj przed kilku dniami stało. Przybywam do Was, jako syn Narodu., i jako Biskup tutejszej diecezji, aby zaświadczyć, że wielka krzywda spotkała synów tego Zakonu, którego zasługi na przestrzeni dziejów Kościoła są większe, niż te o których my wiemy (…)

Zakonowi OO. Kapucynów stała się krzywda, wobec której nie mogę milczeć. Tu, z tego miejsca, widzę świeże mury, które się czerwienią, a rumieniec ich jest wyrazem wstydu za tych, którzy tego dokonali. Te mury czerwone świadczą o dokonanym tu bezprawiu. Nie byłbym godnym miana Polaka i Katolika, gdybym tu nie przybył i przeciw temu nie zaprotestował.

Na Nowe Miasto spadła hańba, bo Naród Polski stać jest na to, aby rzetelną i cierpliwą pracą wznosił budynki szkolne młodzieży, która pragnie się uczyć. Wstydzę się wobec Narodu, że w wolnej Ojczyźnie to miasto otoczone było kordonem milicji, że przemocą wtargnięto do klasztoru, wyważając drzwi drągami i rozwalając mury’ (…)

Jako Polak wstydzę się tego, co się tutaj stało; wstydzę się że zrabowano budynek i zabrano cudzą własność, zbudowaną wieloletnią i cierpliwą pracą, i przepraszam, że nie mogłem temu, zapobiec.

Sprawiedliwe prawa gotowi jesteśmy wykonywać, ale niesprawiedliwych praw wykonywać nam nie wolno! Ten, kto dołożył rękę do tego rabunku, ma ciężko obciążone sumienie i ma obowiązek oskarżyć się przed Bogiem. Jeśli jest chrześcijaninem, nie może przystępować do Stołu Pańskiego, bo ciążą na nim kary kościelne.

Każdy ma prawo do własnej izby. Klasztor spotkała wielka krzywda, lecz na krzywdzie daleko się nie zajedzie. Cudzą własnością nikt się nie dorobił. Wy, rolnicy, dobrze wiecie, że na cudzej krzywdzie nikt się nie wzbogacił. Dzisiaj im, a jutro Wam zabiorą wasze domy. Gdyby Wam zabrakło mieszkania i zabralibyście dom sąsiadowi, sądy powiedzą, że to jest niesprawiedliwy rabunek, złodziejstwo, bo tylko złodziej w ten sposób postępuje.

Wyrażam głębokie współczucie dla Was, Drodzy Ojcowie! A Was, Mieszkańcy Nowego Miasta, przepraszam za to, że byliście świadkami rabunku, jakiego dokonali niegodni synowie Narodu (…)

Jako wasz Biskup i Obywatel wolnej Polski – tu, z tego miejsca, uroczyście protestuję, bez względu na konsekwencje, jakie mogą mnie spotkać.

My, chrześcijanie, potępiając złe czyny, musimy jednak ustosunkować się po bratersku do tych, którzy byli zmuszeni wykonywać ślepe rozkazy. Zakończymy więc nasze spotkanie modlitwą za tych, którzy się tych czynów dopuścili.

Przytoczyłem jeden przykład, a takich sytuacji było wiele. Prymas Tysiąclecia czuł się Pasterzem i Ojcem i obrońcą wszystkich powierzonych mu dzieci Narodu.. Bronił wszystkich bez wyjątku.

 

Szczególna troska o Instytuty świeckie

Nasza informacja o Słudze Bożym byłaby niepełna, gdybyśmy przynajmniej ogólnikowo nie wspomnieli o jego stosunku do instytutów świeckich. Kanonicznie zatwierdzona przez papieża Piusa XII, ta nowa forma życia konsekrowanego, przez ks. Stefana Wyszyńskiego została przyjęta, ośmielę się powiedzieć, z entuzjazmem. Sam zaopiekował się grupą dziewcząt zebranych przez panią Marię Okońską w 1942 r. i stał się współzałożycielem Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła.

W okresie jego rządów Kościołem w Polsce powstało kilkanaście rodzimych instytutów świeckich, a inne instytuty przybyły z zagranicy.. Na ich powstanie, ewentualnie funkcjonowanie zezwalał Prymas Polski. Swoją egzystencję opierały one na osobie Prymasa Polski, który cieszył się najszczególniejszymi uprawnieniami Stolicy Apostolskiej. Co jakiś czas przyjmował przełożone na audiencjach, interesował się ich życiem, trudnościami, podtrzymywał na duchu. Wiadomo że w okresie władzy komunistycznej instytuty świeckie nie miały prawa bytu i były surowo prześladowane. Dlatego występował do władz cywilnych, gdy pewne osoby były aresztowane i represjonowane. Gdy zachodziła potrzeba wydawał dekrety erekcyjne. W 1981 r. o. Gabriel Bartoszewski z polecenia Prymasa Polski ogłaszał Dekret erekcyjny dla dwóch instytutów. Zagadnienie instytutów świeckich w okresie rządów Prymasa Tysiąclecia czeka na opracowanie.

 

Zakończenie

Śp. Arcybiskup Bronisław Dąbrowski podczas Mszy żałobnej odprawianej dla sióstr w archikatedrze warszawskiej za zmarłego Kard. Wyszyńskiego w homilii powiedział: „Ks. Prymas tak osłaniał życie zakonne, bo kochał je, bo rozumiał jego wartość dla kościoła, dla społeczeństwa, dla Ojczyzny. W powołaniu zakonnym widział dla Ks. Prymas dar Boga dla dzieła zbawienia ludzi. Często w swoich przemówieniach zaznaczał jak bardzo rodziny zakonne są potrzebne Kościołowi. Mówił nieraz: «Pamiętajcie, ze jesteście w Kościele i dla Kościoła». W szczególny sposób doceniał nasz ojciec siłę życia wewnętrznego i moc modlitwy osób zakonnych”.

Gdyby chcieć najkrócej ocenić to, co zakony zawdzięczają Prymasowi Tysiąclecia można powiedzieć: Ojcowską troską, towarzyszenie rodzinom zakonnym w doli i niedoli komunistycznych prześladowań.

Ojcowska troska wyrażała się nie tylko w pasterskim nauczaniu, zachętach, instrukcjach ostrzeżeniach, w mocnym utrzymaniu kościelnej karności i posłuszeństwie, bez tolerowania odchyleń od tego kierunku.

Z pewnością Ksiądz Prymas Wyszyński, tak jak dla całego Kościoła w Polsce, tak również dla instytutów zakonnych był Pasterzem Opatrznościowym, dalekowzrocznym w swej wrażliwości na dobro Kościoła, w tym i życie konsekrowane. Inspirowana przez Prymasa Tysiąclecia powojenna współpraca zakonów i zgromadzeń zakonnych jest specyfiką ich dziejów w tym okresie i pozwoliła im nie tylko przetrwać w trudnym okresie dziejów ale wzmocnić się i pełnić właściwą im misje w Kościele i społeczeństwie. Stan obecny w jakim znajdują się instytuty życia konsekrowanego, to w dużej mierze zawdzięczają mądrej opiece Prymas Tysiąclecia. Dlatego nazywamy go dobroczyńcą życia konsekrowanego w Polsce.