Lavigne Jc. OP, Miłość do Chrystusa, miłość do ludzkości. Jaki wkład wnosi do Europy nasze życie wspólnotowe

I.               Życie wspólnotowe jako szkoła 

Co życie wspólnotowe zakonników i zakonnic może zaoferować Europie?

Niewiele. Spróbujmy trzeźwo ocenić sytuację.

Podobnie jak kraje w Europie, tak i nasze wspólnoty przeżywają dziś trudności, z jakimi borykają się wszystkie grupy i instytucje w Europie – trudności w porozumieniu i kontaktach między pokoleniami (coraz mniej wśród nas młodych, a jeśli są, to wcale do nas niepodobni, tak  w sposobie zachowania, jak i sposobie życia), konflikty władzy, rywalizacja … Dodatkowo nie jesteśmy wolni od problemów, które dotykają dziś wszystkich Europejczyków – splotu kultur, indywidualizmu, braku solidarności, strachu przed nieznanym… Jesteśmy tacy, jaki jest świat, i w tym świecie żyjemy nie tylko jako ci, którzy mają mu się z obojętnością przyglądać i poddawać ocenie.

Parafrazując Eliasza, nie jesteśmy „lepsi” od naszych ojców i niewiele mamy do zaoferowania w tym wielkim projekcie, jakim jest budowanie wspólnej Europy, i w zasadzie można powiedzieć, że nie jesteśmy w nim wcale konieczni, tyle że … jesteśmy świadomi naszych ograniczeń i chcemy je przezwyciężać, mamy świadomość, iż trzeba wiele jeszcze zrobić, by pogłębić braterstwo, i że nasza obecna sytuacja nie jest ani „sprawiedliwa”, ani dobra. Jest łatwa i realistyczna, ale nie do tego zobowiązywaliśmy się, kiedy składaliśmy śluby zakonne, że będziemy podążać za Chrystusem. Zakładamy, że nie wolno nam poprzestać na tym realizmie, w którym żyjemy. Życie zakonne to przecież nieustająca droga nawracania.

Życiu zakonnemu zawsze towarzyszy dążenie do braterstwa, które jest działaniem Ducha Świętego, ale wymaga też od nas coraz większego otwarcia się na Jego działanie, abyśmy rzeczywiście zapałali wielką miłością do Boga i ludzkości. To więc,

co możemy zaoferować, to właśnie staranie, by iść naprzód, by nie zadowalać się tym, co tu i teraz, by mierzyć wyżej, nie poprzestając jedynie na poprawnych, opartych na dobrym wychowaniu i braku agresji stosunkach między nami, by śmiało dążyć do prawdziwego braterstwa, nie tylko między zakonnikami i zakonnicami – tak, byśmy potrafili otworzyć się na wszystkich ludzi, poczynając od najbliższych nam. O tym właśnie przypominają nam dokumenty Magisterium, przede wszystkim deklaracja o życiu braterskim we wspólnocie „congregavit nos” z 1994r. i ”Vita consecrata” z 1996 r. (pkt 46), przestrzegając przed ślepymi zaułkami życia wspólnotowego, które zmniejszają dystans między jednostką a wspólnotą i narzucają logikę zamkniętej tożsamości.

Nasze życie wspólnotowe, choć mające swe ograniczenia, uzewnętrznia się w różnych formach i etapach relacji między nami, które uzupełniają się lub występują w jednych, a nie występują w innych rodzinach zakonnych, ponieważ istnieją różnice między naszymi tradycjami założycielskimi. Wszystkie te etapy mają wielką wartość i żadnego z nich nie wolno deprecjonować.

Przyjrzyjmy się tu pięciu spośród nich:

Etap czynnej nieagresji, która  sprawia, że życie zakonne staje się szkołą pokoju. Ten etap jest z pewnością krokiem do przodu w stosunku do przemocy królującej w naszych społeczeństwach czy niepohamowanej konkurencji będącej efektem neo-liberalnej globalizacji. Jest to także postęp w stosunku do przeszłości, z jej licznymi wojnami między narodami europejskimi czy w ich łonie. Postać ta nie wynika z samego faktu życia zakonnego (przemoc i konkurencja mogą przecież przyjmować wiele zamaskowanych form w życiu zakonnym), lecz z naszych reguł, naszych rytuałów, naszych dokumentów, które kierują nas w stronę pokoju. Czyż Zmartwychwstały nie spotyka się z nami, proponując pokój? Czy pokój to nie shalom, który zaproponował Bóg przez Izajasza i Apokalipsę? Tej nieagresji trzeba się nauczyć i żyć według niej w codzienności różnic między nami – różnic, których nie chcemy przecież likwidować, lecz przekształcać  – różnic wieku, charakterów, kultur (życie zakonne staje się coraz bardziej międzynarodowe). W codzienności, która naznaczona jest także stosunkami władzy (stanowiącymi próbę dla ślubu posłuszeństwa) i nieuniknioną rywalizacją. Wszystkimi tymi sprawami, które często składają się na realia naszego życia wspólnotowego, ale które powinniśmy starać się pokonywać. Czy Europa osiągnęła już ten poziom? Przecież i tak postęp osiągnięty wobec przeszłości targanej wojnami, przemocą i pogardą jest wielki i wielkie to zwycięstwo dające początek projektowi Unii Europejskiej. A nie obyło się bez poświęceń … i pozostaje to nadal kruche (skrajnie nietolerancyjne ugrupowania nacjonalistyczne i religijne). Chodzi zatem o to, byśmy uświadomili sobie ten pozytywny i szczęśliwy kierunek rozwoju i nie popadali w łatwy i upraszczający europesymizm, a jednocześnie zachowali świadomość stale obecnego niebezpieczeństwa powrotu do przemocy (pamięć o okropieństwach, jak pisał P. Ricoeur, jest czymś absolutnie nieodzownym).  Mówiąc językiem chrześcijańskim, chodzi o to, by rozpoznać, w tym pokoju, do którego dążymy i który powoli osiągamy, w naszych wspólnotach i naszych państwach działanie Ducha Świętego i dziękować za to w naszej modlitwie i pracy apostolskiej. Łk 1,78-79: hymn Zachariasza:  Jezus – Słońce nas nawiedzi, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju.

Etap „współ-przebywania” (neologizm, utworzony podobnie jak np. „gouvernance”), które sprawia, że życie zakonne staje się szkołą „bycia razem”. Dynamika Trójcy św. jest wówczas w centrum naszej refleksji. W życiu wspólnotowym można być nie tylko nieagresywnym, można się cieszyć z bycia razem.  Z czym kojarzy nam się to słowo „współ-przebywanie” ? Z odnajdowaniem przyjemności (choć wcale niełatwej i wesołkowatej) z przebywania z innymi i dostrzeganiem w owym współ-byciu dodatkowej wartości i dodatkowego bodźca do życia, choć zwykle to nie my wybieramy siebie. Nasze wspólnoty są miejscem wspierania się, pomocy, tak materialnej, fizycznej, zwłaszcza w zaawansowanym wieku, jak i kulturalnej i duchowej (żadnego wymiaru nie należy tu umniejszać), która pozwala każdemu czuć się mniej samotnym, a przez to otworzyć się szerzej, w sposób bardziej duchowy, na życie. Na tym przynamniej powinno polegać wyzwanie, by chcieć dostrzec i poznać płynącą z życia we wspólnocie przyjemność, za którą dodatkowo kryje się nadzieja. Czyż nie jest prawdą, że czegoś podobnego oczekuje Europa od wspólnego rynku, zasad wymiany handlowej i produkcji, wspólnych działań i strategii? Czy nie to przeżywane jest właśnie tak intensywnie przez członków UE? Czyż nie dokonaliśmy postępu w tym „współ-przebywaniu”, tworząc Unię Europejską, a później rozwijając dobrosąsiedzkie stosunki z krajami z Unią graniczącymi, świadomi, że nierzadko wymaga to sporego trudu (na przykład kwestie rolnictwa) i niesie ryzyko zepchnięcia na margines tych, którzy do Unii nie należą. A jednak trzeba się cieszyć i dziękować za te postępy, radując się także otwarcie z tego, że jesteśmy zakonnikami i dajemy świadectwo, że wcielanie ich w życie może przynosić dużo większe bogactwa niż rywalizowanie ze sobą, z nadzieją, że zarazimy tym innych.

– Trzecim etapem jest kosmopolityzm (w mocnym znaczeniu tego słowa, jakim posługiwał się E.Kant), który sprawia, że życie zakonne staje się szkołą otwarcia na innych (podobnie jak w dzień Pięćdziesiątnicy opisany w Dziejach Apostolskich, 2). Polega to na otwarciu się na istnienie innych bez utraty własnej tożsamości. Owo otwarcie ma wykraczać poza to, co dla nas jasne i co rozumiemy, poza naszą „mêmeté” (Ricoeur). To etap trudniejszy od poprzednich, z którego wcieleniem w życie często mają kłopoty nasze wspólnoty, będące nierzadko, niestety, grupami osób żyjących każda w swoim indywidualnym świecie i zamykających niepowtarzalność jednostek w fortecy samotności. Kosmopolityzm ten, szczęśliwy dla życia wspólnotowego, należy umieć dostrzec już nawet wśród przedstawicieli jednego narodu pochodzących z różnych pokoleń (i kultur pokoleniowych), ale jest on też obecny w tych wspólnotach, gdzie bracia i siostry wywodzą się z różnych państw, co przecież zdarza się coraz częściej. Kosmopolityzm ten skłania do zainteresowania się drugim człowiekiem, żyjącym obok, zaciekawienia jego oryginalnym doświadczeniem, do stawiania pytań. Taka postawa otwiera umysły wszystkich członków wspólnoty. W Europie nie jest ona jeszcze bardzo rozpowszechniona. Większość naszych współobywateli pozostaje wciąż zamkniętych w swoim własnym wszechświecie, a przecież poznanie innego człowieka nie uczyniłoby ich do niego podobnymi, a jedynie bogatszymi o to spotkanie. To marzenie Ulricha Becka (por. jego książkę „l’empire européen”), w którym wszyscy bylibyśmy połączeni, w różnorodności naszych historii, czerpiący nawzajem ze swych doświadczeń, a nietracący na tym kontakcie, pod warunkiem, że historie te nie pozostaną zamknięte w okowach nacjonalizmów. Na pewno niełatwym zadaniem jest przekształcenie w przyjaźń  strachu przed innym – obcym, odwiecznym wrogiem. Ale zainteresowanie (kulturowe i ekonomiczne) poznaniem go i przyjęciem w jego inności niesie obfite owoce. To doświadczenie Pięćdziesiątnicy (Dz 2), o którego żywotności – poprzez doświadczenia naszych wspólnot i trudności, z jakimi sobie radziliśmy (w kontaktach między pokoleniami czy między przedstawicielami różnych krajów), możemy dać najlepsze świadectwo, ufając, że i inni tego zapragną.

– Czwartym etapem jest życzliwość postrzegana w kontekście wzajemnych relacji, zmian miejsca przebywania, także trudu i kosztów, a więc wszystkiego, co sprawia, że życie zakonne staje się szkołą przyjmowania innych.  Życzliwość sprawia, że otwieramy swoją prywatność przed drugim człowiekiem, jako tym, który jest obrazem Chrystusa, bogatym swoim doświadczeniem (tak jak i swymi słabościami), realnym w swojej złożoności i niepowtarzalności, które często burzą nasz ład. Życzliwość to jedna z naszych wielkich tradycji – niesie wsparcie, opiekę, dostrzeżenie obecności drugiego człowieka i troskę o niego. W ten sposób życzliwość otwiera nas na walkę ze złem, przemieniając „innego” w bliźniego (Jabès). Nasze wspólnoty zakonne są bardziej lub mniej życzliwe wobec obcych, w zależności od swego własnego stylu, ale to, co nas z pewnością łączy, to praktykowanie wzajemnej życzliwości wobec innych braci i sióstr, tak by dostrzegać szczególność i niepowtarzalność każdego i każdej z nich. Pod tym względem Europa przeżywa jeszcze spore trudności. Jakie zainteresowanie, jakie otwarcie na innego, na swe kultury i tradycje, okazują sobie nawzajem Europejczycy? Nie mówiąc już nawet o trudnościach z życzliwym przyjmowaniem w naszych gospodarkach, miastach i instytucjach obywateli z innych krajów europejskich. Życzliwość wzywa do przezwyciężenia nieufności, a tymczasem wielu mieszkańców Europy wciąż jeszcze żywi obawy przed innymi. Widać to zresztą nawet w samej Unii Europejskiej (częściowo tym właśnie tłumaczyć można odrzucenie traktatu i próby całkowitej zmiany treści nowego projektu). Nasze skromne próby okazywania życzliwości we Francji i Holandii pokazują, że jest ona możliwa i da się propagować na szerszą skalę. Być może nasze skromne działania dadzą do myślenia i zachęcą do większego i pełniejszego otwarcia się na innych.

– Ostatnim etapem jest braterstwo (por. J. Ratzinger, Fratelli nel Cristo, Le Cerf, 1962). Staramy się przeżywać w naszych wspólnotach ten ideał zarówno jako wzorzec pierwszych wspólnot chrześcijańskich, jak i model życia uczniów zgromadzonych wokół Jezusa … Nie tylko dla przyjemności,  wygody czy intelektualnego rozwoju, ale po to, by jak najbliżej podążać za Chrystusem i dawać świadectwo nowej ekonomii, zapoczątkowanej Zmartwychwstaniem, która sprawiła, że chrześcijanie zaczęli żyć jak bracia, wyrzekając się logiki działania każdy sam dla siebie i rywalizacji (choć nie było to łatwe: por. Piotr, Paweł i Jan) i budując zaufanie (por. historia Ananiasza i Safiry). Braterstwo, które czyni z życia zakonnego szkołę komunii, jak mówi o tym «Ripartire dal Cristo» (pkt 28), i które buduje się bardziej poprzez łączenie naszych słabości i nadziei  niż podkreślanie mocnych stron. Braterstwo, które przejawia się przede wszystkim w przebaczeniu otrzymanym od Chrystusa i pomnażanym wśród nas, przebaczeniu, które stanowi prawdziwe spoiwo życia wspólnotowego, niezależnie od sympatii i osobistych względów. Braterstwo wymaga trudu, nigdy  nie jest dane z góry, ale jako nadzieja w światłocieniu – jak pisze C. Chalier [1] – jest ono horyzontem, do którego zmierza życie zakonne.

Europa  wydaje się odległa od tego horyzontu. Trzeba wielu jeszcze znaków pojednania i wzajemnego szacunku. Każdy naród, który wchodzi w skład Europy, musi być uznany w swej historii i kulturze (uznanie nie oznacza braku dyskusji ani też niemożności kwestionowania) i musi uznać wartość innych, a wszystko jest także osobistą sprawą każdego Europejczyka. Zaufanie nie jest jeszcze w Europie powszechne, a rywalizacja, która popycha do umniejszania wartości tego, co wspólnotowe – nawet na poziomie międzyrządowym – często przerasta pragnienie wspólnego budowania przyszłości.

Dążenie do bardziej braterskich relacji, ku czemu zmierza życie zakonne i jego instytucje, czasem nawet je osiągając, winno także lec u podstaw trwałego projektu europejskiego. Projektu, który wszak leży w gestii polityków, a nie – będących w mniejszości – wspólnot zakonnych. Dobre rady niczemu tu jednak nie służą – w zeświecczonych realiach współczesnej Europy nikt nie będzie chciał ich słuchać, a wręcz można osiągnąć skutek przeciwny do zamierzonego. Jak zatem wspomóc właściwy kierunek? Poprzez pięć etapów, które tu omówiliśmy, doceniliśmy wagę dziękowania za to, co już udało się urzeczywistnić w Europie, takiej, jaka jest w 2008r., a to «dziękczynienie» powinno zachęcić nas do jeszcze pełniejszego przeżywania pokoju i «współ-przebywania».

Nasze życie wspólnotowe – i instytucje, które je umożliwiają – mogą także nakłonić do refleksji, iż możliwe jest pójście dalej, ponad kosmopolityzm, życzliwość i braterstwo. Że jest to możliwe i że nas uszczęśliwia, że przyczynia się do wypełniania naszego człowieczeństwa. W tym sensie życie zakonne może być znakiem i środkiem komunii, sakramentem komunii, może wykroczyć poza oskarżającą funkcję proroka, która ogranicza się do wytykania rzeczy złych, i pójść dalej, przyjmując, choćby w skromnym zakresie, funkcję  przepowiadającą, która winna towarzyszyć życiu zakonnemu, a która ukazuje, że inny sposób życia jest możliwy i  owocny dla wszystkich.

Aby jednak nasz profetyzm był pełny, oprócz oskarżania, które jest łatwe, i przepowiadania «przyjdźcie i zobaczcie», trzeba, byśmy wypełniali także trzecią funkcję proroczą – wyjścia naprzeciw, ponieważ prawdziwy prorok nie może zadowolić się oskarżaniem  i przepowiadaniem, Bóg posyła go dalej.

Ta trzecia funkcja wymaga, byśmy wyszli na spotkanie innym ludziom i służyli im. Nie jako gorliwi, nowo nawróceni na ideę europejską – nie to jest naszą misją – i nie wyłącznie poprzez nieme świadectwo, którego współcześni nam, w zdechrystianizowanych i zeświecczonych czasach nie potrafią już właściwie odczytać. Trzeba, byśmy zdawali relację – słowem i czynem – tym, którzy chcą nas spotykać, z tego, co przeżywamy, tak, aby mogło się to stać inspiracją dla poszukujących dobrego i sprawiedliwego życia (jak pisze P. Ricoeur). To wyjście naprzeciw, które ożywia nasze życie apostolskie, może zmobilizować nasze dzieła, instytucje, nasze europejskie wspólnoty i naszą pracę duszpasterską. Wszystko to prowadzi nas do pracy z innymi nad stawaniem się Europejczykami, poprzez dodanie do palety istniejących już wartości europejskich naszej nadziei na braterską wspólnotę i naszego skromnego doświadczenia w tej dziedzinie.

Z tej perspektywy nie jesteśmy ludźmi  zewnętrznymi w stosunku do świata i jako tacy chcącymi go jedynie zmieniać. Kroczymy wspólnie z nim, zmieniając się wraz z nim, poprzez tę płodną formę, jaką jest życie wspólnotowe. Owocne zróżnicowanie, o którym z entuzjazmem opowiadają Dzieje Apostolskie.

Pytania :

– Co sądzicie o tych propozycjach scharakteryzowania form i etapów życia zakonnego?

– W jaki sposób jako członkowie wspólnot możemy zabiegać o pokój w Europie i dla Europy? Jakie są przeszkody i jakie szanse? Jak aktywnie dążyć do braterstwa?

 

II. Życie wspólnotowe jako postawa fundamentalna

Jeśli to braterstwo jest horyzontem, do którego zmierza życie zakonne, życie we wspólnocie pomaga każdemu z braci i każdej z sióstr kroczyć drogą, która do niego prowadzi, dając im środki, dzięki którym mogą podążać za Chrystusem (tymi środkami są reguły, tradycje, śluby, procedury instytucjonalne, które organizują władzę, ale także inni członkowie wspólnot) i przejść wraz z Nim od śmierci do życia. Czasem, niestety, wspólne ewangeliczne życie kosztuje nas wiele wysiłku i bólu, ale przecież życie zakonne jest tego przeciwieństwem, jest apoteozą życia jak najbardziej intensywnego. Ten właśnie element, jako ukazujący wiele możliwych postaw, może stanowić nasz wkład do budowania Europy. Pod jednym warunkiem – że będziemy potrafili włączyć się w dialog i dyskusję o przyszłości Europy. To z kolei wymaga dwóch rzeczy:

– abyśmy umieli ukazać nie tylko nadzieję, która w nas mieszka, ale też  to, co staramy się przeżywać na co dzień;

– abyśmy podsycali w nas stale wielkie pragnienie debaty, pragnienie nieodłączne od chęci słuchania innych, bez zanudzania ich swoimi argumentami.

Czyż nie na tym polega apostolskość życia zakonnego (niezależnie od jego formy kanonicznej)?

Nasze kazania, nasze dzieła, nasz sposób bycia w świecie, a przede wszystkim blisko najsłabszych, wszystko to, podobnie jak zapraszanie kobiet i mężczyzn, by zechcieli dołączyć do naszych wspólnot, to sposoby proponowania wartości i praktyk Europie, ale nasze wspólne życie, życie wspólnotowe i braterskie samo w sobie stanowi już wskazówkę dla budowniczych Europy, niezależnie od naszych indywidualnych przymiotów i ograniczeń. Jesteśmy w tej Europie, która się tworzy, pośród innych Europejczyków, i to, co przeżywamy, jest już pewnym sposobem budowania Europy. Nasze życie we wspólnocie, podczas gdy większość żyje albo tylko dla siebie, albo dla bardzo niewielu najbliższych im osób, już samo w sobie zachęca do stawiania pytań i namysłu nad możliwymi i najlepszymi sposobami życia.

Tu upatrywałbym pięciu postaw, które jednocześnie warunkują nasze życie zakonne i są jego owocami (a także szkołami, przez które nas prowadzi), ale także czynią z nas obywateli Europy, wyznających określony ideał, jeden z wielu ideałów europejskich; te pięć postaw może stanowić dla Europy nową propozycję, może być wkładem – formalnym bądź nieformalnym – do dyskusji, poprzez którą buduje się Europa, a także w jakimś sensie bycie Europejczykiem. Pod pojęciem postawy rozumieć należy nie tylko wartości, ale też ich urzeczywistnianie,  sposób bycia, nie nabyte przyzwyczajenia, lecz nieustanne dążenie do ich wcielania w życie i codzienną praktykę. Życie wspólnotowe to co najmniej jedna z form, jakie może przybrać organizacja.

Troska o więź: nasze życie zakonne opiera się na wolnym wyborze solidarności między nami i współdzielenia tego, co mamy, i tego, czym jesteśmy: łączenia środków finansowych, dóbr kulturowych i duchowych, łączenia naszego czasu i naszych zainteresowań, naszych wątpliwości, naszych relacji. To łączenie nigdy nie jest łatwe, bo różnimy się charakterami, bo nasze umiejętności otwierania się na innych są wciąż niewystarczające, dialog, który prowadzimy między sobą, rzadko bywa łatwy, a zaufania nigdy nie udaje się osiągnąć ostatecznie. Wszystko to trzeba zatem budować, wielokrotnie zaczynając od nowa,  cierpliwie; to właśnie popycha nasze wspólnoty do poszukiwania jedności. Nasze życie zakonne to także miejsce, w którym próbujemy otwierać się na nasze słabości, nieumiejętności, ograniczenia, choroby, podeszły wiek – oczywiście ograniczeni naszą ludzką i techniczną niedoskonałością. Ta więź pozwala także wsłuchać się głęboko w wołanie wykluczonych, którzy nie potrafią znaleźć swojego miejsca (emigranci, cudzoziemcy), odrzuconych, samotnych i upokorzonych i okazać im swą bliskość i solidarność (tam właśnie prowadzi nas ślub ubóstwa), ponieważ to właśnie więzi międzyludzkie stanowią dla wykluczonych szansę odbudowania ich człowieczeństwa. Ta troska, którą otaczamy relacje między nami i relacje z tymi, którzy pozbawieni są niezbędnego zaplecza społecznego, może utworzyć, w swej dynamice, paradygmat dobrego i sprawiedliwego życia w Europie i stanowić dla naszych wspólnot wyzwanie i zachętę do bycia inspiratorami takich więzi ponad granicami państw, łącząc Wschód z Zachodem i Północ z Południem.

W Unii Europejskiej widać troskę o więź: wymiany między grupami osób (młodzież, osoby pracujące zawodowo) różnych narodowości, polityki regionalne mające niwelować różnice gospodarcze, polityki strukturalne, współpraca z krajami rozwijającymi się, ale promowanie więzi społecznych na co dzień, solidarność społeczna, walka z ubóstwem i wykluczeniem społecznym to kwestie, które pozostają w gestii poszczególnych państw. Europa socjalna to jeszcze odległa przyszłość i niewiele widać wysiłków na rzecz promowania więzi, które przecież stanowią centralny element projektu zjednoczonej Europy. Na poziomie Europy jako całości niewiele jest mechanizmów promujących solidarność. To tam właśnie czeka na nas pole do działania i świadectwa, do którego wzywa nas życie zakonne: emigracja, dyskryminacja, prawa człowieka, tak poprzez domaganie się zmian politycznych – bo należy to do sfery sprawiedliwości – jak i poprzez wcielanie w życie w naszych wspólnotach tych systemów nawiązywania kontaktów i przyjmowania tych, którzy są „odłączeni” od współczesności, budowania więzi, tworzących przyjaźń (inne słowo na określenie miłości) i czyniących życie bardziej godnym i przyjemnym dla wszystkich.

Poszukiwanie prawdy: życie wspólnotowe jest przede wszystkim weryfikacją i potwierdzeniem naszego pragnienia pójścia za Chrystusem, z dala od codziennych kłamstw, fikcji i nieprawości. Życie wspólnotowe, z tego punktu widzenia, jest podążaniem za Tym, który mówi «ja jestem drogą, prawdą i życiem». Te trzy wymiary łączą się w jedną dynamikę z naszych losach indywidualnych i wspólnotowych, są prawdą, która czyni nas wolnymi, byśmy każdego dnia mogli potwierdzać wezwanie, które usłyszeliśmy. Nie uda nam się wytrwać we wspólnocie, jeśli nasze słowa nie będą zgodne z czynami, jeśli będziemy żywić złudzenia co do siebie samych, jeśli będziemy podsycać  nierealne wyobrażenia, a nasze działania będą sprzeczne z tym, co mówimy i co sobie wyobrażamy. Życie we wspólnocie pozwala pozbyć się pozorów (albo też pozwalałoby, gdyby nie strach, który czasem potrafi wszystko zepsuć). Nasze życie we wspólnocie pomaga w prawdzie wstąpić na drogę nawrócenia, która jeszcze przed nami, a którą stale trzeba rozpoczynać od nowa i na której obecność i pomoc innych jest zasadnicza i nieodzowna. Wspólne życie wymaga także tego, byśmy wobec innych i wobec siebie samych byli prawdziwi, tak samo, jak prawdziwi mamy być wobec Boga… Wszystko to nie jest proste i wymaga cierpliwości i szacunku, umiejętności proszenia o przebaczenie i przyjmowania życzliwości ze strony innych.

Prawda jako propozycja w procesie budowania Europy dobrej i sprawiedliwej sugeruje, że kłamstwo nie jest konieczne, by żyć. Prawda rzadko ma dobrą opinię w świecie polityki, często bywa politycznie niepoprawna. I nie trzeba nawet uciekać  się do demagogii czy manipulacji, odwołując się, na przykład, do ruchów nacjonalistycznych, do strachu przed imigrantami, do roszczeń rewindykacyjnych, do odwiecznych resentymentów.  Wystarczy powiedzieć, że jest ona w bardzo niewielkim stopniu obecna w zachowaniach rządów i władz, które często bywają niejasne, mało czytelne i opierają się na kuszących, ale prawie nigdy niedotrzymywanych obietnicach. Prawda rzeczywiście wyzwala od demagogii i manipulacji. Dociekanie prawdy otwiera drogę demokratycznej debacie, która, poprzez dyskusję, jest poszukiwaniem dobra lub tego, co się do niego zbliża, a także prawdziwego pojednania (na przykład poprzez wspólne odczytywanie spornej historii).

Jednocześnie praktyka prawdy skłania do tego, by – na szczeblu Unii Europejskiej – nie wykorzystywać Komisji Europejskiej jako kozła ofiarnego, maskując w ten sposób własną niechęć do przyjęcia odpowiedzialności politycznej. Prawda nakłania do jak najczęstszego odwoływania się do demokratycznej debaty, nie zaś technokratycznych zabiegów odrzucających punkt widzenia obywateli, by za wszelką cenę osiągać postęp w integracji europejskiej. Życie wspólnotowe zakonników i zakonnic może być świadectwem – dawanym słowem i przykładem  – że braterskie poszukiwanie prawdy jest jak najbardziej właściwym środkiem, prowadzącym do dobrego życia z innymi i dla innych w ramach sprawiedliwych instytucji (jeszcze raz nawiązując do P. Ricoeura).

Bezinteresowność (pierwsza spośród cnót dla Kartezjusza: «Namiętności duszy», 1649, pkt 153): życie wspólnotowe to nieustające nawoływanie do tego, by wyrzec się części swojego ego na rzecz pełniejszej obecności dla Boga i dla innych, na wzór Jezusa, który ofiarowuje się aż po śmierć dla ludzkości. Nie prowadzi ona do unicestwienia kogokolwiek, lecz proponuje, by wyrzec się skupienia wyłącznie na sobie i ofiarować to, co się ma i czym się jest, by zwolnić przestrzeń, w której może pojawić się Bóg. Życie wspólnotowe to propozycja coraz większych i bardziej radykalnych wyrzeczeń, które sprawiają, że możemy się zbliżyć. Być szlachetnym oznacza co najmniej pozwolić, by dotarło do nas wołanie innych, bliskich i dalekich, Boga lub braci i nie odwracać się od ich próśb (1 J). Życie we wspólnocie wymaga takiej postawy i winno ją ułatwiać, ponieważ jest ona źródłem nieustannego podążania w stronę Boga żywego. Nie ma tu miejsca na strach, podobnie jak na egocentryzm czy kalkulację. A jednak rzeczywistość naszych wspólnot nie zawsze świadczy o powodzeniu w tym względzie. Dlatego potrzeba tu pilnych przemian.

Trudności, jakich doświadczają w tej mierze wspólnoty, widać także na szczeblu Europy i działań ku jej integracji. Aby Europa stała się prawdziwie bratnim kontynentem, czy to jako Unia, czy też w innych formach, konieczne jest, by każde z państw zrzekło się części własnej suwerenności, aby uzyskać jej jeszcze więcej, wspólnie z innymi krajami i wspólnie kształtować lepszą i szczęśliwszą rzeczywistość. Łącząc się z innymi i akceptując reguły unijnej gry każde z państw otrzymuje nowe szanse – na większe znaczenie we wspólnym, europejskim obszarze, na lepsze życie (to dlatego między innymi tak silne jest pragnienie przyłączenia się niektórych krajów do UE). Jesteśmy jeszcze dalecy od takiej sytuacji i nadal przeważa postawa troszczenia się wyłącznie o siebie. Stąd właśnie płyną napięcia, wynikające często z obrony za wszelką cenę własnych, narodowych interesów, kosztem dobra ogółu, a w ostatecznym rozrachunku także kosztem każdego państwa. Paradoksalnie bezinteresowność przyczynia się do uzyskania korzyści, tyle że korzyści dla wszystkich.

Życie zakonne stoi dziś przed wyzwaniem skierowanym do siebie i do całej Europy: musi ono dowodzić, poprzez ukazywanie szczęścia zakonników i zakonnic i ich rozwoju duchowego (w człowieczeństwie każdej osoby), że bezinteresowność i odrzucenie egoizmu to środki właściwe i przynoszące dobre owoce.

Celebrowanie: życie we wspólnocie zakonników i zakonnic opiera się i celebruje poprzez liturgię i praktyki duchowe. Jest to wspólna modlitwa się do Tego, który jest dawcą życia, i wspólna odpowiedź na Jego wołanie. Życie zakonne wspiera i ożywia także to, co jest względem niego całkowicie zewnętrzne (a co nazywa się transcendencją) i jako takie jest przez nie wyznawane. Życie wspólnotowe braci i sióstr zakonnych otrzymuje swą rację bytu od Tego, co poza nim, a nie tylko od swych członków, choćby pełnych dobrej woli, chętnej bezinteresowności i nienagannych w swych zachowaniach. Życie zakonne jest źródłem radości, nadziei, według charyzmatów poszczególnych zgromadzeń. Ukazuje ono też ten swój wymiar, który trwa przy Tym, który wkroczył do historii ludzkości i nadal w niej jest, i wychodzi naprzeciw naszemu człowieczeństwu, indywidualnemu i zbiorowemu, a my możemy już teraz doświadczyć Jego obecności. To właśnie stanowi eucharystyczny wymiar życia wspólnotowego.

Europejczycy różnią się w opiniach co do potrzeby nazywania tej transcendencji i wyraźnego, publicznego określenia jej miejsca w życiu codziennym (debata wokół źródeł wartości europejskich). Dla niektórych Człowiek (i jego prawa) to już dostatecznie dużo, dla innych to będzie sensem historii, dla innych jeszcze będzie nim Bóg, ale i wśród tych innych znajdziemy różne odpowiedzi na pytanie, kim jest ów Bóg. Nie można wszakże budować Europy bez rozpoznania jej «duszy». Mówił o tym J. Delors w 1994 roku: «Jeśli za dziesięć lat nie uda nam się dać Europie duszy, duchowości, będzie to oznaczać, że przegraliśmy tę rozgrywkę » (słowa powtórzone także w 1999 r. w katedrze w  Strasburgu).

To uznanie «duszy» Europy musi koniecznie uwzględniać wielość, pluralizm, poważnie traktować różne punkty widzenia i systemy określania transcendencji. To poważnie potraktowanie zobowiązuje nas do wejścia w ten temat i podjęcia dialogu. Nie możemy przed tym skapitulować, musimy zaryzykować zabranie głosu, i to zbiorowo (co zabrzmi mocniej, choć mniej medialnie) , nie tylko indywidualnie, głosu, który będzie doświadczeniem i słowem, aby dusza Europy zajaśniała i stała się źródłem braterskich zachowań. Głos ten nie może mieć charakteru wyłącznie etycznego (choć jest on niezbędny), lecz winien także stanowić propozycję radosnej nadziei dla kontynentu, który wątpi sam w siebie i w swoją przyszłość, propozycję czegoś, co Ricoeur nazywał  horyzontem sensu.

Nie chodzi tu o chęć ponownego uwiedzenie świata, lecz o pełne przeżywanie relacji z Chrystusem i braćmi i odważenie się – w poszanowaniu innych – na to, by o tej relacji mówić, by ją celebrować i przeżywać mistycznie w sakramentach. Będzie to stanowiło ważną propozycję dla Europy, której z nadzieją oczekuje.

Siła: ta postawa to w pewnym sensie synteza poprzednich czterech. Życie we wspólnocie pozwala na stopniowe przezwyciężanie indywidualnych słabości – daje nam wsparcie, większą pewność i każdemu większą siłę (także w kategoriach ekonomicznych), wynikającą z bycia wspólnotą, z «bycia razem», które dobrowolnie wybieramy. Siła ta pozwala nam uniezależnić ewangeliczne przesłanie Ewangelii od naszych ograniczeń i charakterów. I nie jest to siła możnych, siła „wielkich tego świata” postawiona przeciwko innym, mniej przebiegłym i słabszym, lecz ta, którą ma na myśli święty Paweł, mówiąc o szaleństwie krzyża, ta, która dla wszystkich jest dobroczynna. Siła  (nie zablokowanie wysiłków), jaką nasze wspólnoty oferują bardzo często, kiedy na przykład troszczą się o dobro wspólne, które jest dobrem każdego i dobrem ogółu, czymś więcej niż tylko zsumowaniem indywidualnych interesów i potrzeb. Ta siła, w odróżnieniu od władzy, jak przypomina św. Tomasz z Akwinu, zdobyta poprzez życie we wspólnocie, przynosi spokój i ład i sprawia, że nie potrzebujemy już przemocy i agresji, by istnieć (Błogosławieni cisi, nie słabi).

Ta właśnie idea kierowała budowniczymi Unii Europejskiej, którzy w jej serce wpisali dążenie do wspólnego dobra (na przykład poprzez ustanowienie drugiej po Komisji najwyższej władzy jako niezależnej od proporcji sił politycznych), ale popada ona często w zapomnienie, gdy na czoło wybija się  rywalizacja między państwami lub kwestia obrony suwerenności, co nie zawsze daje dobre efekty i sprawia, że działaniom państw członkowskich brak mocy (na przykład w sprawach dyplomacji czy pomocy dla krajów rozwijających się; czy nowy traktat zmieni te relacje?) i blokuje rozwój. Protekcjonizm, walka o wykorzystanie innych, nie o połączenie sił, nie przynoszą Europie postępu i nie czynią jej obywateli szczęśliwymi. Dyskredytują one  projekt integracji europejskiej jako konkretną i właściwą alternatywę dla globalizacji w stylu «amerykańskim». Częste jest poza tym chorobliwe dążenie do władzy (w przemówieniach), poprzez nieustanne wzywanie Europy do porównywania swych wyników ze Stanami Zjednoczonymi czy Japonią.

Dla całej Europy życie wspólnotowe zakonników i zakonnic może być świadectwem, że współdziałanie, stawianie sobie nawzajem do dyspozycji własnych kompetencji i dzielenie się wątpliwościami może być skuteczną i możliwą do wcielenia w życie strategią – logika konkurencji nie jest jedyną możliwą. Rywalizacja rzadko prowadzi do dobra wspólnego i nadziei na przyszłość dla wszystkich, bardziej pewne jest to, że doprowadzi do śmierci najsłabszych.

Te pięć postaw nie wyczerpuje jeszcze wszystkich aspektów problemu – zadaniem każdego i każdej z nas, w oparciu o własny charyzmat, jest zastanowienie się nad tym, do czego nasze życie braterskie może doprowadzić. Życie zakonne nie jest przecież archaicznym sposobem życia, jego staroświecki zapach, zmieszany z innymi europejskimi wpływami, może przyczynić się do uczynienia z europejskiej przestrzeni miejsca, w którym los każdego i losy wszystkich mają dobry smak, miejsca, w którym sam Bóg daje nam poznać swój smak.

Pytania:

– Co sądzicie o tych propozycjach?

– Która z postaw ma znaczenie zasadnicze dla podjęcia wyzwań, jakie stoją przed Europą?

– Jakie dziedzictwo możemy dziś dzielić z naszymi braćmi i siostrami w Europie?


III. Życie wspólnotowe jako służba

W pierwszych dwóch wystąpieniach była mowa o tym, jaki wkład może wnieść życie we wspólnocie zakonników i zakonnic w procesie budowania bardziej szczęśliwej i sprawiedliwej Europy. Życie zakonne zostało przedstawione jako źródło wartości, sposobów bycia, które mogą stanowić propozycję ideową na drodze, którą kroczy Europa, ale także jako miejsce, gdzie wskazuje się i chwali ten możliwy przecież dla Europy kierunek.

 

1.Wnioski z rozważań

Przyglądając się wynikom prac poszczególnych grup i temu, co wydarzyło się w trakcie tego zgromadzenia, chciałbym w pierwszej kolejności przypomnieć to, o czym mówiliście wy sami.

Tematem było życie wspólnotowe, ale trudno ten aspekt oddzielić od całości życia zakonnego. Część z was podkreślała, jak istotne jest podjęcie wyzwań kulturowych, ponieważ Europa jest dziś mozaiką kultur. Inni zastanawiali się nad pytaniem o duchowość współczesnych czasów i mówili o tym, jak ważne jest, by zakonnicy i zakonnice nie bali się na to pytanie odpowiadać. Jeszcze inni w uzupełnieniu wskazywali na znaczenie modlitwy. Byli też tacy, którzy zastanawiali się, na ile możliwy jest w dzisiejszym społeczeństwie europejskim i dzisiejszym Kościele profetyzm polityczny.

Mówiąc o życiu we wspólnocie, które było głównym przedmiotem naszej refleksji, grupy wskazywały, że może się ono przysłużyć Europie, ukazując następujące postawy:

– poszukiwanie prawdy z zachowaniem troski o innych

– troszczenie się o więzi społeczne

– ukazywanie mocy słabości w społeczeństwie zbyt pewnym siebie

– pokazywanie, jak ważne dla prawdziwej wolności, jest „odpuszczanie sobie” różnych rzeczy

– kluczowa wartość życzliwości

– miejsce celebracji i poszukiwania duszy Europy.

Grupy formułowały także bardziej konkretne propozycje:

– Pracy w kierunku lepszego informowania o życiu zakonnym (i jego dziedzictwie) i ukazywania lepszego obrazu (także bardziej prawdziwego) tego, kim jesteśmy i jak żyjemy, oraz jak możemy przyczynić się do integracji Europy.

– Pracy, w najbliższych dwóch latach, nad «duszą Europy».

– Wzajemnej pomocy w organizowaniu i prowadzeniu konferencji zakonów, zwłaszcza wobec krajów mniej zasobnych.

– Próby przemawiania jednym głosem w Europie, ponieważ mamy więcej wpływów, niż nam się wydaje, a nasze propozycje naprawdę mogą przyczynić się do budowania Europy bardziej sprawiedliwej i braterskiej.

– Objaśniania całej Europie naszych motywacji i naszych celów językiem miłości i nadziei.

– Ożywiania poprzez wykorzystanie braterskiego upomnienia i rozeznania wspólnotowego i indywidualnego.

– Porzucenia obaw przed budowaniem relacji między zgromadzeniami, by wspólnie podejmować wyzwania stojące przed Europą.

– Nauczenia się, jak rozwiązywać konflikty, w trosce o wspólne dobro.

 

2. Przekonania

Ponieważ miałem okazję pracować z wszystkimi w tych dniach, chciałbym podzielić się przekonaniami, które wydają się stanowić nasz wspólny dorobek.

– Nie uciekając się do autosugestii, trzeba jednak powiedzieć, że życie zakonne ma Europie wiele do zaproponowania, i to nie pod sztandarami «nowych krucjat», ale poprzez dojrzałych obywateli Europy, mających swoje poglądy i chcących zmierzyć się z wyzwaniami, jakie stoją przed Europą. Te nasze ideały winniśmy wyrażać w debacie, refleksji i wspólnej drodze, a jako część z 488 milionowej rzeszy obywateli, ale część istniejąca w ramach całej rozbudowanej sieci i mająca wsparcie instytucji kościelnych, a zatem dysponująca pewną siłą. Możemy także propagować nasze propozycje dotyczące wspólnego życia i wartości, poprzez naszą pedagogikę, nasze «świadectwo», jak również nasze dzieła i posługę kaznodziejską (katecheza, środki masowego przekazu …). Ten wkład może wywrzeć «wpływ», ponieważ Europa dopiero się buduje. J. Derrida mówił, że Europa to ciągły proces, nie jakiś osiągnięty stan. Europa stale się zmienia (w kierunku poszerzenia UE, w stronę dobrosąsiedzkich stosunków z krajami nieczłonkowskimi …), nic nie zostało ustalone raz na zawsze i nasz udział może okazać się istotny. Być może moglibyśmy przyczynić się do tego, by Europa zwróciła się ku innym wartościom niż te proponowane przez neoliberalną globalizację. Nasze wspólnoty, nasze projekty «europejskiej prowincji» to pracownia innego rodzaju Europy, która może stać się alternatywą dla tych, które realizowane są obecnie.

Nie możemy odwrócić się plecami do tej budowy, tam właśnie widnieje dziś horyzont naszej misji.

– Pozostając przy tej samej dynamice, trzeba powiedzieć, iż czeka nas moc pracy nad językiem. Potrzeba dogłębnej odnowy, nie po to, by podążać za modą, lecz by być właściwie rozumianym, odnowy sposobu, w jaki mówimy o tym, kim jesteśmy i jak żyjemy. Opowieść o tym, co wnosi życie wspólnotowe, trzeba zaczynać nie od nas samych, lecz od naszych rozmówców. Jeśli mówimy o «życiu autentycznym» czy o sobie jako o «znakach», może się okazać, że nie jesteśmy wcale słuchani, ponieważ to inni sami chcą stwierdzić, czy jesteśmy autentyczni i czy jesteśmy znakami. Trzeba tu wyjść od pojęć, sposobów myślenia i prowadzenia refleksji opartych na współczesności. Po to, by takiego przekładu dokonać, musimy przeniknąć głębiej do społeczeństwa, wypełniając naszą misję głosicieli Dobrej Nowiny i ukazując wartość Zmartwychwstania. Z tego punktu widzenia zasadniczą kwestią jest nie to, by być widzianym, lecz by być czytelnym, w przeciwnym przypadku we współczesnej kulturze pozostaniemy bez znaczenia.

– Zwiedzając muzeum w Yper, przekonaliśmy się, jak kruchy jest pokój, a mieszkańcy Europy «kreatywni» w destrukcji i przemocy (trujące gazy), i uświadomiliśmy sobie konieczność odejścia od takich rozwiązań, ponieważ chodzi tu o ludzkość. Pojednanie jest wyzwaniem, które wymaga codziennego trudu, podobnie jak leczenie pamięci. Trzeba pozbyć się cynizmu i przeświadczenia o nieuniknioności losu i zdobyć się na siłę podjęcia wciąż niezagojonych kwestii, wysłuchania i wyrażenia własnej opinii i w ten sposób uczynienia wspólnie kroku do przodu. Nie chodzi tu o zapomnienie tego, co wydarzyło się w naszych krajach, naszych wspólnotach i zgromadzeniach, co stało się źródłem rozłamów, lecz o to, by dać wyraz nadziei i pojednaniu, które przyniósł nam Chrystus, wciąż działający poprzez nas i pomagający nam wszystko to przełamywać. Europa potrzebuje zapewnienia, że pokój i pojednanie są możliwe, a zakonnicy i zakonnice mogą podzielić się z nią swymi doświadczeniami, także porażkami i trudnościami.

 

3. Kilka uściśleń

Pośród tematów dyskutowanych na forum plenarnym zgromadzenia jak i w ramach poszczególnych grup, pojawiło się kilka kwestii  budzących szczególne zainteresowanie jako forma posługi, jaką może dziś Europie zaoferować życie zakonne.

Życie we wspólnocie a egocentryzm

Egocentryzm to pozbawiony moralnego wartościowania sposób na nazwanie indywidualizmu. Niewartościujący moralnie, ponieważ w tych współczesnych poszukiwaniach należy dopatrywać się czegoś innego niż egoizmu. Kiedy mówimy o egocentryzmie, zwracamy uwagę na domaganie się niezależności ze strony jednostki, podkreślając jednocześnie całe ryzyko, jakie wiąże się z możliwością odejścia w stronę skrajnego i absolutnego subiektywizmu, skupienia na sobie i obojętności wobec innych. W Europie, podobnie jak i w innych częściach świata, to zjawisko jest widoczne. Indywidualizm, traktowany jako wartość, oznacza samodzielną umiejętność definiowania tego, co dla każdej jednostki ma znaczenie, odrzucenie zewnętrznej władzy stawiającej zakazy, prymat przyznany osobistemu wnętrzu. Oznacza także swego rodzaju doraźne lepienie poglądów (umożliwiające praktykowanie religijności à la carte, mobilnej i elastycznej) i niekończące się poszukiwanie korzyści. W ten sposób nie są widoczne «wady» czy «błędy», lecz zupełnie inny świat niż ten, w którym żyliśmy w okresie bezpośrednio powojennym.

Jedną z cech współczesnego indywidualizmu jest swoista obojętność ukrywająca się pod pozorami tolerancji. Skoro każdy jest gorliwym obrońcą swojej wolności (myślenia i działania), to, aby uniknąć pytań ze strony innych, woli pozwolić, by każdy myślał i robił to, co chce. Istnieje też wielkie ryzyko, również w naszych wspólnotach, że jednostki – bardziej obojętne względem siebie niż tolerancyjne – będą po prostu tylko żyły obok siebie. Życie może być wówczas łatwiejsze, bardziej ułożone i miłe, ale czyż prawdziwe braterstwo to nie wzajemna współzależność i dyskusja?

Ten właśnie egocentryczny sposób postrzegania świata to jeden z najpoważniejszych problemów współczesnego życia zakonnego. Życie zakonne, które opiera się na wspólnocie, stało się i coraz bardziej jeszcze staje się anachroniczne. Coraz trudniej będzie akceptowane w tym wszechświecie kultury egocentryzmu jako forma przeżycia zaangażowania dla Chrystusa, przeciwnie niż działo się to w przeszłości, kiedy liczne rodziny i formy spędzania czasu razem (harcerstwo i inne) były zdecydowanie bardziej cenione. Młodzi ludzie, którzy wchodzą dziś do naszych zgromadzeń, są wyraźnie naznaczeni tą kulturą indywidualizmu, ale naznaczeni są też starsi, choć często nie zdają sobie z tego sprawy, swoim stosunkiem do rachunków bankowych, do posłuszeństwa, do decyzji indywidualnych, których wiele podejmują, czy też swoim oporem wobec zmiany miejsca pełnienia misji bądź pracy apostolskiej.

Europa egocentryków jest zatem nowym wyzwaniem zakonnego życia wspólnotowego. Życie zakonne, czy to stając się swoistą kontrkulturą (bastionem przeciw współczesności), czy to, redefiniując życie wspólnotowe i wchodząc w tę współczesność, by być w niej znakiem czy to, co bardzo prawdopodobne, żyjąc w tym napięciu i przypominając o znaczeniu bezinteresowności i ofiary, może przysłużyć się tworzącej się Europie.

Konflikty i pojednanie

Ta kwestia wracała wielokrotnie podczas obrad zgromadzenia, które tu właśnie upatruje swej zasadniczej roli «spajającej» i z tego właśnie chce zdać relację, ponieważ pierwotny zamysł Unii Europejskiej był właśnie projektem pojednania zwaśnionych i mimo że część nadziei spełnił, wiele jeszcze pozostaje do zwalczenia lęków, nieufności, stereotypów i obaw. Zakonnicy i zakonnice, żyjący w krajach dawnego bloku komunistycznego, wiedzą też, że rany przeszłości jeszcze się nie zabliźniły i że podejrzenia, żale i «nienawiści » wciąż są jeszcze obecne,nie mówiąc już o porażających historiach, które dobiegają nas z sąsiednich krajów.

Życie wspólnotowe doświadcza trudności bycia razem, nie jest to «anielska» rzeczywistość, lecz miejsce nawracania się i ćwiczenia miłosierdzia. Nasze wspólnoty przeżywają przebaczenie, otrzymane i darowane, jak uczył Chrystus, nie 7 razy, lecz 77. Trzeba zatem ukazywać siłę przebaczenia, które nie tylko pozwala żyć dalej wspólnie po rozwiązaniu konfliktu, ale ostrzega też o tych źródłach przemocy, których nie udało się wyplenić. Przebaczenie nigdy nie jest łatwe, ale jest konieczne.

Pojednanie dotyczy także nas samych. Pojednać się ze sobą oznacza pozbyć się niezdrowych wyrzutów i poczucia winy. Każdy kraj w Europie także musi pozbyć się swego poczucia winy.

Dla zakonników i zakonnic przebaczenie wpisane jest w życie przez słowo Boże, przez sakramenty, przez otwarcie się na łaskę. Jak przekazać współczesnym nam ludziom, że jest to ważne i możliwe?

Rozwiązywania konfliktów można się nauczyć, a procedury pomagają w wyjściu z impasu. Również techniki mediacji mogą być pomocą dla naszych wspólnot, jak i dla Europy.

Przebaczenie wymaga spotkania i słowa. Spotkanie, które dowodzi zainteresowania dla drugiego człowieka, bezsensowności pozostawania we własnym, zamkniętym kręgu, które oznacza szacunek dla godności drugiego, nie może się odbyć, jeśli nie zechcemy się wysłuchać, jeśli nie pozwolimy się dotknąć. Słowo, zawsze kruche i obarczone ryzykiem, jest środkiem do tego przebaczenia. Życia wspólnotowego nie da się budować ani na jednomyślności, ani na zastraszeniu będącym dziełem najsilniejszych, ani na słabych konsensusach. Można je oprzeć wyłącznie na wymianie słowa, na dynamicznym i doraźnym dochodzeniu do porozumienia. Tak wygląda posługa, jaką możemy oddać Europie, by przypomnieć rzeczy proste … i trudne.

Tożsamość i dialog

Życie wspólnotowe może ulec wynaturzeniu w pewną formę komunalizmu, trwożliwego zamykania się w gronie ludzi nam podobnych. Istnieje ryzyko takiego zamknięcia tożsamości, które niszczy osobowość i nawołuje do nienawiści do innych, odmiennych od nas, obcych. Życie wspólnotowe nie może oznaczać ukrycia się za własną tożsamością, ono jest otwarciem się na świat, na innych, według charyzmatów poszczególnych zgromadzeń. To otwarcie wprowadza «obcego» do naszego życia, nakłania nas do troski o innych, do życzliwego przyjęcia ich do serca, do modlitwy czy do stołu.

Życie wspólnotowe opiera się na słowie, którym się dzielimy i wymieniamy. Właśnie poprzez słowo i powierzając wszystko ciszy, buduje się bycie razem. To, jak zorganizować obieg słowa i jak zadbać o to, by działał on właściwie, należy do najpoważniejszych zadań osób kierujących naszymi wspólnotami i zgromadzeniami.

Europa potrzebuje tego krążącego słowa, by móc budować się na czym innym niż technokratyczne wizje. Dopiero wówczas, gdy Europejczycy zaczną ze sobą rozmawiać, poczują się uczestnikami tej samej wyprawy, niepowtarzalnej historii, i dopiero wówczas poczują się zainteresowani przyszłością swego obszaru.

Miejsce krajów południowych

Kraje te zostały trochę zapomniane. Oczywiście, najbardziej palącym problemem Europy są lepsze relacje między Wschodem a Zachodem dzięki lepszemu poznaniu się i braterskiej debacie, ale Europa nie może stać się fortecą wobec Południa. Nie może stać się twierdzą pomyślności wobec tonącej w biedzie Afryki. Umierający na europejskich wybrzeżach nielegalni imigranci stale nam o tym przypominają. Nie można budować Europy bez odpowiedzialności za kraje rozwijające się (ten postulat zawierał już przecież projekt Europy, który Schuman skierował do Adenauera w 1951r.).

Pomnik ku czci poległych w Ypres przypomina, że za Europę swoje życie oddawali też mieszkańcy krajów Południa (Pakistanu, Indii, Afryki) – mamy więc obowiązek pamięci i szacunku wobec tych ofiar.

Życie zakonne, a w jego ramach życie wspólnotowe, w coraz większym stopniu międzynarodowe, winno być przypomnieniem tej konieczności, tym bardziej, iż ma ono do zaoferowania konkretne  propozycje postaw, dzięki którym stosunki społeczne, powstałe w wyniku procesów globalizacji, nabiorą charakteru braterskich relacji między różnymi kulturami.

Rozpoczęła się też inna droga misyjna (Południe, które przychodzi, by ewangelizować Północ) i winna ona rozwijać się szeroko i owocnie. To wyzwanie jest szansą dla międzynarodowych zgromadzeń, ale także ich misją dla Europy.

Duchowość życia wspólnotowego

Nawiązywaliśmy do wybranych elementów teologii (Trójca św., wspólnoty będące świadectwem Zmartwychwstania …). Ważne jest także rozwinięcie duchowości życia wspólnotowego, postawy serca i zachowań, które ożywiają pragnienie wspólnego życia . W świecie, który popycha do życia wedle zasady «każdy na własną rękę», życie wspólnotowe może być ukazywane jako sposób życia, który uszczęśliwia, a bycie razem może być postrzegane nie jako zwykły obowiązek, lecz prawdziwa wartość dla każdego (każdej) i dla Europy. Trzeba także, byśmy zbyt łatwo nie godzili się na naszą przeciętność i słabość tego wspólnego życia. Duch Święty i nasza otwartość na Jego działanie pomoże nam podążać naprzód na tej drodze.

tłum. o. Kazimierz M. Lorek, CRSP

 


[1] Catherine Chalier, « La fraternité », Buchet-Chastel, 2003.