Refleksje: Kilka razy „k”

Młodzi uznają, że było to w zamierzchłych czasach dwudziestego wieku, bo prawdopodobnie w 1992 roku. Kolega wracając z pielgrzymki z Ziemi Świętej przywiózł mi mały krzyżyk zrobiony z drewna oliwnego, były na nim krzywo przybite pieczątki z numerami stacji drogi krzyżowej, tandetnie wykonany wizerunek Jezusa i kawałek skały z góry Kalwarii umieszczony w zagłębieniu i otoczony metalowym obrzeżem.

Jak to zwykle bywa z prezentami – zacząłem go przystosowywać do swojej estetyki i użyteczności. Pieczątki usunąłem przy pomocy papieru ściernego, marnie zrobiona pasyjkę zastąpiłem salezjańskim krzyżem z wizerunkiem Dobrego Pasterza a kawałek skały pozostał niezmieniony. Potrzebowałem jeszcze wywiercić jeden otwór by dało się przymocować sznurek i wszystko było gotowe. Znów jak to zwykle bywa, wszystko to skończyłem 11 listopada 1993, bo daty są ważne – dlatego piszę o tym dziś 14 września 2014 roku w święto Podwyższenia Krzyża.

Kolejnej daty nie odnalazłem ale najprawdopodobniej była to jesień 1995 roku. Wtedy umieściłem na krzyżu w kolejnym zagłębieniu, wykonanym już własnoręcznie dwa kolejne kamienie. Tak powstała idea – mojego rodzenia się, stawania i kształtowania poprzez sześć „k”.

Kielce – Kraków.
Pierwsze zagłębienie mieści kamienie z tych dwóch miejscowości. To znak wszystkiego co uczyniło mnie człowiekiem, to dzieciństwo, dorastanie i młodość; to szkoła i studia; to kultura i sport; książki, koncerty i teatr; to wreszcie chłoniecie nowego i czynienie go swoim, pierwsze ważne decyzje i odpowiedzialności; pierwsze zakochanie i ból rozstania; miejsca gdzie można wypić dobrą kawę, czekoladę i piwo; restauracje, trattorie i bary – myślę, ze można o ty pisać w nieskończoność. Zwłaszcza, że to historia ciągle nieskończona. Ciągle się rozwija i miłość do miejsc w tych miastach i mam nadzieje moje człowieczeństwo.

Kalwaria i Katakumby (Rzym).
Skała z Kalwarii musiała się trochę zmniejszyć i przesunąć by przytulić się do odrobiny skały z rzymskich katakumb św. Kaliksta, którą na pograniczu prawa wyniosłem podczas jednego z pobytów w tym starożytnym miejscu. Razem z kilkunastoma salezjanami, delegatami ds. duszpasterstwa młodzieżowego z całego świata odprawialiśmy tam msze świętą. Te dwie skały – to znak kształtowania chrześcijanina we mnie. Wszystko od chrztu świętego, pierwszej modlitwy i składania rąk. Powolnie sączące się krople katechezy, modlitwy, słowa Bożego, sakramentów które przenikały moje człowieczeństwo zabarwiając je. Wszystko nabierało innych kolorów i sport, i kultura, i miłość itd. inaczej patrzyłem na siebie i na świat. Ofiara na Kalwarii i gorliwość wiary z katakumb pozwoliły mi odnaleźć moje słowo – „pasja”. Znów można by opowiadać o wakacyjnych turnusach, tych przeżytych i tych organizowanych, przeczytanych i zapamiętanych wersetach Pisma Świętego, które czasami dopiero po latach stawały się wreszcie trochę jasne, sakramencie pokuty po obu stronach kratki konfesjonału itd.

Colle Don Bosco i Cortile na Valdocco.
Na trzecią parę dwóch „k” musiałem trochę poczekać. Co prawda te dwa „k” pisane sa przez „c”, ale w wymowie wyraźnie staja się „k”. 15 czerwca 2014 roku mieszkałem na Valdocco – patrzyłem w okna pokoików księdza Bosko, patrzyłem na bazylikę i na podpórko. W wyobraźni widziałem tysiące a nawet miliony młodych ludzi przechadzających się po tych miejscach tylko dlatego, że trafili w swoim życiu na niego na świętego Jana Bosko. Wtarciem w otworze na moim krzyżu umieściłem kawałek kamienia z podwórka na Colle don Bosko i odrobinę cegły z domku księdza Bosko (wszystko oczywiście z certyfikatami) oraz mały kamyk z pierwszego podwórka (cortiletto) na Valdocco, które było w czasie pierwszego oratorium tuż za szopą Pinardiego. Zdaje sobie sprawę, że cześć tych nazw dla wielu jest zupełnie obca lecz dla znających św. Jana Bosko – są one oczywiste i niedomagające się jakichkolwiek wyjaśnień. Tak w chrześcijaństwie zostałem ukształtowany według duchowości salezjańskiej. Na tej drodze odnajduje kościół, wspólnotę, realizacje powołania, służbę, Ewangelię z ukochanym wizerunkiem Dobrego Pasterza. Znów – opowieść powinna trwać i trwać, ale dajmy odpocząć czytającym.

Tak oto „k” jak Krzyż – to siódme „k” streszcza przez sześć słów rozpoczynających od litery „k” to kim jestem. To biblijne siedem wskazuje na pełnie i doskonałość. To fenomen prowadzenia i budowania człowieka przez Boga. Rosło to wszystko we mnie prawie jednocześnie, nie czekając na kolejne, lecz wypełniając i uszlachetniając odnalezione, wzbogacając to co było i otwierając perspektywę na to co będzie. Co prawda „pasja” nie pasuje do konwencji – siedmiu „k” – ale za to wypełnia samo centrum ich istoty.

Napisał   dn. 14 wrz. 2014

Czytaj inne wpisy na: www.dariuszbartocha.pl