Bp Radosław Zmitrowicz OMI: Sen o wolnej Ukrainie

Marcin Wrzos OMI: Na zachodzie i w środkowej Ukrainie jest spokój?

O. bp Radosław Zmitrowicz OMI: Tu ludzie do siebie nie strzelają. Jest wprawdzie niebezpieczeństwo prowokacji i zamachów, ale jest spokój. Przeżywamy mobilizację i wysłanie młodych ludzi na front. Są to mężczyźni, a czasem, także całkiem młodzi chłopcy. Każdy z nich ma rodzinę, swoje marzenia, życie. Rodziny mają nadzieję, iż oni wrócą, ale możemy sobie wyobrazić, co przeżywają. Wielu się modli, pości.

Ludzie pewnie niechętnie idą na wojnę?

Różnie z tym jest. Niektórzy zgłaszają się sami, chcą bronić swojej ojczyzny. Inni są mobilizowani, ale w większości rozumieją, że to jest konieczne. W pierwszym szeregu Ci, którzy gdzieś już wcześniej walczyli, potem młodzi. Na razie z mobilizacji wyłączeni są studenci.

Są jednak rozdzierające obrazy, kiedy widać matkę z dziećmi, czasem młodych ludzi, którzy idą za trumną, bo ktoś z nich nie wrócił…

Niestety tych obrazów jest coraz więcej. Z dnia na dzień tych pogrzebów przybywa. Giną setki, jeśli już nie tysiące. Znacznie więcej niż u nas, jest ich na Wschodzie Ukrainy. Jest po prostu wojna, a nie jakiś nieokreślony kryzys na Ukrainie.

Giną młodzi Ukraińcy, traci gospodarczo Ukraina, być może zacznie się mocna bieda. Czy ten drenaż ludzi nie będzie miał wpływu na Ukrainę po konflikcie?

Z pewnością będzie to miało wpływ, ale trudno mi to ocenić. Oprócz strat wojennych Ukraina traci wielu młodych, którzy wyjeżdżają za granicę by się tam uczyć i większości już tam zostają.

Nie boicie się, że krótki sen o „Wolnej Ukrainie” się zakończy?

Pewnie, że się boimy. Przeżywamy to. Nikt z nas nie wie, w tej chwili jak to się skończy. Mamy nadzieję, że tak źle nie będzie. Że konflikt nie rozprzestrzeni się.

Co jest przyczyną krwawych walk na Ukrainie?

Jest oczywiście wiele przyczyn, ale jak zawsze u korzeni znajduje się grzech. Chodzi mi o sytuację wewnętrzną człowieka oderwanego do swego Stwórcy i Dawcy życia. Jeśli człowiek nie czerpie poczucia swej wartości od Boga to musi szukać tego gdzie indziej. Pieniądze, władza, bycie wielkim…Możemy rozumieć Rosjan, którzy mieli poczucie przynależności do wielkiego imperium. To była ich tożsamość: być wielkimi. Upadek ZSRR głęboko naruszył i zranił to poczucie wielkości. I teraz pojawił się człowiek, który obiecuje przywrócić  to przekonanie, że jesteś wielki i ważny w świecie.

Co doprowadziło bezpośrednio do dzisiejszej wojny w Donbasie?

Decyzja o tej wojnie zapadła najprawdopodobniej w Rosji. Ta decyzja była spowodowana wydarzeniami w Ukrainie. Trzeba wrócić do Majdanu. Pierwsza część Majdanu, listopadowa (21 listopad 2013 r.), była związana z decyzją ówczesnego prezydenta Ukrainy – Janukowycza, aby nie podpisywać aktu stowarzyszeniowego z Unią Europejską. Były obietnice, że tak się stanie. Ludzie poczuli się oburzeni. Wyszli na ulicę.

Drugi etap Majdanu, to w zasadzie początek grudnia (30 listopada 2014 r.), kiedy to milicja Ukraińska brutalnie rozbiła studentów. Wówczas na ulice Kijowa wyszło prawie 800 tys. ludzi, którzy powiedzieli, że nie chcą się dać tak traktować. Nazywamy tą część Euromajdanu „Rewolucją godności”. Ukraińcy zaprotestowali przeciwko jej deptaniu. Zaprotestowali przeciwko pysze władzy, korupcji, rażącej niesprawiedliwości – można powiedzieć po chrześcijańsku grzechowi w strukturach władzy. Ludzie sami mówili, że nie mają wyboru. I nie chodzi o to, że mieli naiwne podejście do życia, iż zmieni się władza i będzie od razu lepiej. Po prostu nie chcieli być tak traktowani. Mieli poczucie, że stoją pod ścianą i trzeba to zmienić.

Majdan nie stosował przemocy. Było wiele modlitwy, solidarności. Zmieniło się to w lutym (18-22 luty 2014 r.), kiedy chyba chłopcy z organizacji „Prawy sektor” zaczęli odpowiadać na przemoc milicji również stosując siłę. Nastąpiła eskalacja przemocy, przede wszystkim ze strony sił prezydenta Janukowycza. Zginęło i zostało ranionych kilkaset osób. Prezydent uciekł. Jak to wszystko było, kto pociągał z sznurki i podejmował najważniejsze decyzje, to trudno powiedzieć. Nie znamy całej prawdy.

Potem był Krym (luty-marzec 2014 r.). Ukraina nie chciała walczyć, doprowadzić do rozlewu krwi. Niektórzy mówią, że gdyby tam stanęła oporem, dziś nie byłoby wojny o Donbas. Nie wiem. Teraz walki tam właśnie trwają.

A jakie są zadania Kościoła w tej sytuacji?

Pierwsze zadanie to być z ludźmi, modlić się, pościć, wspierać, pomagać uwolnić się od nienawiści.

Następnie dać nadzieję, wiarę, w to, że jest możliwe inne życie, że może być lepiej. Bardzo wielu żyje z przekonaniem, że nic się nie zmieni, że jak była korupcja tak i będzie. Nadzieja, wiara w to, że może być lepiej związana jest bardzo mocno z tym co człowiek doświadczył w przeszłości. Jeśli raz czy drugi doznał porażki, to trudno mu uwierzyć, że będzie inaczej. Sytuacja może się zmienić poprzez  potkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym. Doświadczenie mocy Zmartwychwstałego Pana, podnosi człowieka, daje mu sile do przebaczenia sobie i innym,  i zaczynania na nowo. Pojawiają się w nim energie i możliwości jakich wcześniej nie miał, może nieść swój codzienny krzyż i kochać, może odmówić łapówki i nie oszukiwać drugiego, bowiem wewnątrz siebie odnajduje inną zasadę życia. To jest fundamentalne. Bez tego nie będzie lepiej, przyjdzie kolejne rozczarowanie.  Dlatego też w moim przekonaniu właśnie misja i praca Kościoła czy Cerkwii jest najważniejsza.  Najważniejsza rewolucja dokonuje się w naszych salkach i kościołach, podczas katechez, liturgii, pielgrzymek. Bez tej rewolucji w sercach i pracy organicznej będzie tylko przestawianie mebli z miejsca w miejsce, ale nie dojdzie do żadnej realnej zmiany.

Tutaj możemy jeszcze sięgnąć do proroków Izraela. Dzięki nim mamy jasne zrozumienie, że grzech i egoizm ludzi prowadzi do ruiny. Mamy zrozumienie, że Bóg zawsze szuka człowieka, że chce jego zbawienia.  Dopuszcza wojny i kataklizmy by człowiek mógł się odnaleźć, mógł powrócić do sprawiedliwego życia. Kościół nie może wyrzec się tego patrzenia z wiarą na dzieje człowieka.

Jeśli patrzymy na dzisiejszy świat, nie tylko na Ukrainę, ale na to, co się dzieje w całej zachodniej cywilizacji to nie możemy się dziwić, że jest ta wojna na wschodzie, że coraz więcej konfliktów i przejawów egoizmu czy to indywidualnego czy narodowego.

Jest ciekawe, że współczesny człowiek ma tak wielką wrażliwość ekologiczną, rozumie, że trzeba szanować naturę ptaków, lasów i jezior. Zrozumiał to poprzez swoje błędy, zrozumiał, że z naturą nie można wygrać, że natura się mści, jeśli jej nie szanujemy. Ale ten współczesny człowiek traci coraz bardziej wrażliwość na naturę człowieka, na ekologię człowieka, wręcz gwałci naturę człowieka. Czy to może pozostać bez konsekwencji?

Matka Teresa mówiła, że największym zagrożeniem dla pokoju w świecie jest aborcja. Jakże wiele kobiet i rodzin straszliwie cierpi z tego powodu w Ukrainie i na  świecie? Miliony, miliony, miliony aborcji! Ileż kobiet używa kosmetyków do wyprodukowania, których używa się ciała abortowanych dzieci? Czy Bóg nasz Ojciec może godzić się na takie zło, aby człowiek sam tak bardzo siebie niszczył?

Oto nasza misja na Ukrainie: uobecnić wydarzenie, poprzez które człowiek może być wyzwolony z tej strasznej pustki i samotności, tej duchowej śmierci, którą nosi w sobie. Słowo Boże i sakramenty oraz życie we wspólnocie Kościoła dają mu wyzwolenie z egoizmu. Głosić Miłość Boga, tylko doświadczenie tej miłości może człowieka uwolnić spod władzy pieniądza. To właśnie pieniądz, bóg tego świata nakręca ludzi do wojny, korupcji, handlu kobietami, dziećmi, organami ludzkimi… My prowadzimy inną wojnę, jesteśmy z ludźmi, bierzemy na siebie konsekwencje tej wojny, ale prowadzimy inną wojnę.

Naszym pragnieniem, naszą misją jest otwarcie nieba. Swego czasu komuniści śmiali się z nas, mówili: wy obiecujecie „placek” w niebie, a my- mówili- dajemy go już tutaj. Ich śmiech miał na nas wpływ i czasami baliśmy się mówić o niebie. Ale niebo istnieje i tam ma być ulokowana nadzieja człowieka na pełnię szczęścia. Jeśli człowiek ulokuje swoją nadzieję na pełnię szczęścia na ziemi to zawsze zakończy się to wojną z drugim człowiekiem. Ludzie, którzy uczynili najwięcej dobra na ziemi to właśnie ci, którzy mieli doświadczenie nieba, mieli żywą relację z Żywym Bogiem, Dobrym Ojcem.

A męczeństwo, śmierć za ojczyznę?

One są wkalkulowane w życie chrześcijanina. Kiedy Neron chodził w starożytnym Rzymie i patrzył na chrześcijan umierających, na stadionie, dziwił się, że byli tacy pogodni gdy umierali. Ten uśmiech nie był objawem głupoty, ale wewnętrznego przekonania, że idą do nieba, oni już doświadczali smaku nieba poprzez obecność Ducha Świętego w nich. Nie wiem, co mnie tu czeka, ale modlę się, abym w momencie, kiedy będę musiał zaświadczyć o przynależności do Chrystusa,  nie uciekł. Nie wiem, czy będę potrafił… ale ufam, że Pan okaże mi łaskę i będę mógł być wierny do końca w okolicznościach, które On da.

Amerykański myśliciel Hiram Johnson powiedział kiedyś, że „na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda”. Słuchając Ukraińskie, Rosyjskie, Donieckie, czy Polskie media, można dojść do wniosku, że chodzi o różne konflikty. Jedni mówią, ze kolumna wojsk Rosyjskich wjechała, zainteresowani mówią, że nie, a separatyści, że tak. To jeden z przykładów. Można się zagubić. Czy nie czujecie się na Ukrainie manipulowani, czy szukacie prawdy?

To jest problem. Widzimy jak wielki wpływ ma propaganda na ludzi. Łatwo nam dostrzec wpływ propagandy rosyjskiej, ale mi się wydaje, że np. w Polsce propaganda medialna, również jest bardzo skuteczna. Można by ją nazwać miękką, ale nie mniej skuteczną w manipulowaniu społeczeństwem, podobnie jak łagodny deszcz, który gdy długo pada jest znacznie bardziej skuteczny niż gwałtowna ulewa.

A czy Kościoły chrześcijańskie nie gmatwają prawdy? Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl mówi, że Rosja nigdy nie atakowała, nie prowadziła wojen, a za walkę na Ukrainie odpowiadają Grekokatolicy. Co ma pomyśleć ktoś słuchający tych wypowiedzi, co ma zrobić?

Ma nie bać się myśleć, słuchać swojego serca i szukać prawdy. Na Ukrainie są trzy cerkwie prawosławne (Moskiewska, Kijowska i Autokefaliczna). Jest kościół katolicki (grecki i łaciński) i są protestanci.

Cerkiew Prawosławna, ta należąca do Patriarchatu Moskiewskiego, jest w trudnej sytuacji. Żyją w Ukrainie i widzą kłamstwa rosyjskiej propagandy. Giną ich wyznawcy w obronie wolnej Ukrainy, giną także po drugiej stronie frontu. Słyszą również głosy swoich braci i zwierzchników w Rosji, którzy mówią, że nie można pozwolić na podzielenie historycznych ziem i zmarnowanie dziedzictwa Rusi, tzw. Ruskiego Świata przez inwazję bezbożnej kultury współczesnego Zachodu. Można rozumieć ich troskę, ale wydaje się, że ta troska podporządkowana jest ambicjom politycznym i godzi się na wykorzystywanie środków radykalnie sprzecznych z Ewangelią.

Modli się o. biskup wiele w tym czasie?

Tak modlę się. Na Ukrainie wiele parafii ma adoracje w intencji pokoju. Prowadzi post. Robią to też ludzie indywidualnie. Wierzę, że Bóg prowadzi historię i pragnie zbawić każdego człowieka. Cena tego zbawienia to życie Syna Bożego. By dzisiaj zbawić świat, również ci, którzy otrzymali dar bożego dziecięctwa poprzez sakrament chrztu świętego i wiarę są powołani dawać swoje życie. To jest misja Kościoła: zbawienie człowieka, każdego człowieka.

(Marcin Wrzos OMI, Przewodnik Katolicki, 34/2014, s. 28-29).

Za: www.oblaci.pl