Idziemy: Dzielmy się wiarą jak chlebem

Z abp. Henrykiem Hoserem SAC rozmawia Monika Florek-Mostowska.

Rozpoczął się Rok Wiary, który ma być zaproszeniem do nawrócenia oraz zaangażowania misyjnego na rzecz nowej ewangelizacji. A w Polsce ruszyła billboardowa kampania ateistyczna. Jak to rozumieć?

W Polsce daje się ostatnio zauważyć ogromną aktywizację środowisk ateistycznych i laickich, z ich spektakularnymi akcjami. To niejako awatary retoryki i argumentacji powstałego w 1957 roku Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli, którego celem była „aktywna laicyzacja społeczeństwa polskiego”. Wciąż jednak należymy do krajów o najwyższym wskaźniku religijności. Mamy wysoki – średnio do 40 proc. odsetek uczestniczących w coniedzielnej Mszy Świętej. Polska jest w tej dziedzinie wyjątkiem w Europie. W naszym Kościele wiara jest wciąż jeszcze przeżywana w sposób wspólnotowy, obejmuje szerokie rzesze społeczeństwa. Tymczasem w wielu krajach zachodnich trzeba ponownie wracać do sakramentu pojednania, do adoracji, do modlitwy. Żywotność Kościoła w Polsce powoduje frustrację wśród wojujących ateistów i stąd ich antyreligijne kampanie.

Można na te kąsania ateizmu i la-icyzmu patrzeć jako na zagrożenie, które ożywi wiarę?

Nie. Dla „letnich” chrześcijan są one usprawiedliwieniem odejścia od wiary. Bo przecież większość tych, którzy nazywają się ateistami czy racjonalistami, to ludzie ochrzczeni, którzy odeszli od wiary z powodu osobistych decyzji.

Ale może cały ten proces współczesnej laicyzacji to jedynie okres przejściowy w rozwoju świata?

Patrząc z globalnej perspektywy, na pewno jest to okres przejściowy. Uderza mnie analogia obecnych czasów do XIX wieku – epoki wielkich ideologii. Tu i teraz jednak warto dbać o to, żeby nie stracić wrażliwości na Słowo Boże, bo ono jest wprowadzeniem do wiary. I wiarę trzeba aktywizować, czyli żyć nią każdego dnia.

Zaangażowanie katolików w Polsce podczas uroczystości rozpoczynających Rok Wiary było niewielkie. W kościołach nie było tłumów wiernych…

Dlatego Rok Wiary powinien być dla nas czasem zidentyfikowania przyczyn zaniku wiary u niektórych ludzi. Gdy będziemy mieć dobre rozeznanie tego problemu, wówczas będziemy mogli podjąć inicjatywy i ukazać możliwości, które pomogą ludziom uratować wiarę w ich życiu.

Skoro sami nie mamy mocnej wiary, jak mamy dzielić się nią z innymi? Czy nie umyka nam wymiar misyjny wiary?

Wiara z natury swojej jest misyjna. Nie polega ona na przyjęciu jedynie treści wiary, ale jest również wiarą w Boga i Kościół, wiąże się z kapitałem zaufania w wiarygodność Boga i Kościoła. Wiara jest relacją, nie w stosunku do treści wiary, ale w stosunku do tego, kto tę wiarę głosi. Jest relacją do Boga. Jeśli nie ma relacji do Boga, wiara umiera. Staje się tylko światopoglądem. Autentyczna wiara powinna przekładać się na postawę życiową. Człowiek wierzący zdaje sobie sprawę z tej prawdy i czuje wewnętrzny imperatyw, by nieść tę wiarę na „krańce ziemi”. Te „krańce ziemi” dla każdego są różne, niemniej jednak wiara, której się nie komunikuje, jest wiarą, która umiera. Trzeba się nią dzielić, jak chlebem, ale najpierw trzeba się w niej rozsmakować. U nas zauważa się dwulicowość. Czujemy się chrześcijanami w niedzielę, a nie kierujemy się wiarą w dni powszednie, na ulicy, u lekarza, w pracy, w wyborach moralnych, w imię poglądu, że wiara jest „nieżyciowa”.

Bo czasami nie dostrzegamy zła w tych wyborach, nie uważamy za zło zapłodnienia in vitro, aborcji czy zwykłej zemsty na kimś, kto nas skrzywdził?

Każde postępowanie osoby wierzącej powinno być opatrzone pytaniem: „Czy to, co robię, jest zgodne z wiarą, którą wyznaję?”. Treść wiary nie pochodzi od człowieka, ale od Boga. Jest jednocześnie racjonalna.

Dogmaty nie są ludzkiego pochodzenia, ale są odkrywaniem Bożej prawdy. Jeśli rzeczywiście wierzymy, nasze osobiste przekonania nie mogą stać w sprzeczności z wiarą. Ja bym tak łatwo nie zwalniał ludzi z obowiązku z pielęgnowania własnej wiary i jej uzasadnienia.

Może ta dwulicowość katolików wynika z tego, że duszpasterze nie zawsze potrafią przekonać do życia wiarą, bo sami też mają jej za mało?

Wiara duszpasterzy podlega tym samym rygorom, co wszystkich ludzi. Ksiądz jest najpierw chrześcijaninem, który powinien umacniać swoją wiarę poprzez środki uświęcenia. Właściwym wyrazem wiary każdego człowieka jest świętość jego życia.

Wielu ludzi nie pociąga także liturgia, która jest sztywna i nie zawsze porusza serca…

Liturgia jest celebracją. Musi być uroczysta. Jest spotkaniem z Kimś. Na pewno jednak liturgia nie powinna być ulegać te-atralizacji. Gest powinien odpowiadać jego treści. Wszystkie sztuczne postawy w liturgii dają poczucie koturnowości, teatralnej przesady i gubią autentyczność. Wtedy ludziom może się wydawać, że wiara jest grą i socjotechniką.

Co jest największym wyzwaniem duszpasterskim w Roku Wiary?

Aktywizacja wiernych świeckich, która jest zadaniem bardzo trudnym, ale decydującym.

A można zaufać świeckim?

Trzeba zaufać. Oni mają laskę chrzcielną, są bierzmowani i na mocy tych sakramentów są zobowiązani do głoszenia wiary życiem.

Z optymizmem patrzy Ksiądz Arcybiskup na wiarę Polaków?

Z umiarkowanym. Zachowanie Polaków na emigracji świadczy o bardzo łatwym odchodzeniu od wiary, w przeciwieństwie do starej emigracji, która swoją tożsamość wyrażała wiarą. Oni chcieli być Polakami w społeczeństwie wieloetnicznym, a takich dzisiaj jest większość. Dzisiaj Polacy na emigracji są nasiąknięci kosmopolityzmem i kierują się niemal wyłącznie korzyścią materialną. Tzw. im-ponderabilia stanowią tak często margines ich życia. Zbyt łatwo wtapiają się w społeczeństwo, w którym żyją, bezkrytycznie przyjmując barwy ochronne. Mówię to jako długoletni emigrant, dla którego ojczyzną był Kościół i jego wiara.

Monika Florek-Mostowska
IDZIEMY, nr 43 (372), 21.10.2012 r.

Za: InfoSAC 19/10/2012 [33]