„To jest moja wizja Polski fundamentalnie katolickiej”

deon.plO tym, co oznacza Polska katolicka, o swoich marzeniach, polityce i o tym, jak żyć, gdy jest naprawdę trudno – mówi siostra Małgorzata Chmielewska.

Portal wyborcza.pl opublikował w weekend wywiad przeprowadzony przez Błażeja Strzelczyka i Piotra Żyłkę.

W rozmowie siostra nakreśliła wizję Polski „fundamentalnie katolickiej”. Siostra Chmielewska mówiła, jak wyobraża sobie katolicki „fundamentalizm”: „przy jednym stole siedzą inteligenci z Krakowa, Ukraińcy, ksiądz alkoholik, uchodźca z Syrii, muzułmanin”.

To taka Polska „w której niewiele krzyczy się o walce i wieszaniu kogoś na drzewach, ale taka, w której posuwamy się na ławce i żyjemy wspólnie. W której się siebie nie boimy, a na świat patrzymy od dołu: słabi, wykluczeni, chorzy są dla nas najważniejsi”.

Dziennikarze zapytali o przyczyny biedy, jej obraz oraz skuteczne metody pomocy. Siostra przyznała, że trzeba pomagać wszystkim, również tym, którzy żebrzą „dla mafii”. „Jeśli temu romskiemu dzieciakowi z harmonią, który zakłóca wasz spokój w kawiarni, nie dacie 2 złotych, to możecie być pewni, że on wróci do domu i dostanie wpierdol, bo nie przyniósł zarobku. Wy będziecie mieli czyste sumienie?” – mówi siostra Chmielewska.

Wielokrotnie podkreślała w rozmowie, że wszyscy są odpowiedzialni za biedę niektórych: „To jest skandal, że w 2016 roku w cywilizowanej podobno Europie są ludzie, którzy nie mają co jeść, mieszkają w domach z dykty na podmiejskich działkach i muszą prosić o podstawowe rzeczy do życia. To jest skandal”.

Jak określa pomoc i to, co robi? Podkreśliła, że „trzeba cerować świat” i zwracać uwagę przede wszystkim na człowieka – to on, jego historia i jego potrzeby są najważniejsze.

„Świat mi się cholernie nie podoba” – tłumaczyła swoją chęć pomocy – „Ulegamy pokusie, w której ważniejsze staje się dla nas nie to, żeby wszystkim żyło się w miarę dobrze, tylko żebyśmy my sami mieli bogactwo, powodzenie i poczucie bezpieczeństwa. Świat mi się nie podoba, bo za dużo jest w nim egoizmu, a za mało empatii”.

Chęć niesienia pomocy zakłada podzielenie się z drugą osobą – wyjaśniła rozmówczyni: „podzielić, czyli oddać coś z siebie”. Odwołała się przy tym do głównej roli Kościoła: „Od samego początku Kościół troszczył się o wykluczonych – sieroty i wdowy – pierwsi chrześcijanie sprzedawali wszystko, rozdawali ubogim”.

Zapytana, jak pomagać ludziom na ulicy, odpowiedziała: „być może potrzebują też wyjścia do zoo, żeby się chwilę pośmiać, uwierzyć w siebie i zobaczyć, że istnieje inny świat, że ten świat może być tak czy inaczej osiągalny”.

Z czego wynika bieda? Według siostry Chmielewskiej „z cierpienia, ze słabości, także z pazerności, chciwości i zaniedbania”. Wymieniła cztery grupy społeczne: miliarderów, najbogatszych; klasę średnią; tych, „którzy balansują na granicy biedy”, żyją „od pierwszego do pierwszego”; oraz czwartą grupę – wykluczonych, biedaków i bezdomnych. „Najłatwiej jest ich nie zauważać, zepchnąć na margines” – powiedziała siostra Chmielewska.

„W naszych społeczeństwach zapewniamy im (wykluczonym – przyp. DEON.pl) takie minimum, żeby nam nie było wstyd, że umierają. No bo powiedzcie: czy da się przeżyć za 640 złotych?” – dodała. Podkreśliła również, że w dużej mierze ta sytuacja mogłaby zostać naprawiona przez polityków, ale „im zależy tylko, żeby wygrać kolejne wybory”.

Siostra Chmielewska mówiła również o ogromnej roli Kościoła w organizowaniu pomocy. Podkreśliła apele papieża Franciszka i polskiego episkopatu o przyjmowaniu uchodźców. Na pytanie o działalność ks. Jacka Międlara, odpowiedziała: „Nawoływanie do nienawiści nie jest, nigdy nie było i nie będzie twarzą chrześcijaństwa. Podstawowym błędem jest życie w przekonaniu, że Kościół jest prawicowy. Oczywiście wielu ludzi Kościoła poszło o krok za daleko i przesadnie zaangażowało się w politykę, popierając jedno albo drugie ugrupowanie polityczne. Mają do tego prawo, ale ono się kończy, gdy ktoś chce zapisać cały Kościół do jakiejś partii politycznej. To samo tyczy się przesadnego strachu wobec ludzi uciekających przed wojnami”.

Siostra dodała także, że „Ewangelia nie jest ani lewicowa, ani prawicowa. Przestańmy używać takich terminów jak lewicujący i prawicujący. Ewangelia mówi swoje. Jak ktoś chce nazywać to lewicą czy prawicą, to mam to gdzieś”.

Wskazała, że potrzebna jest rewolucja. Że nie trzeba zajmować się polityką, ale zacząć działać. Wskazała przy tym, że nawet papież Pius X brał udział w demonstracjach robotniczych: „Robił to, bo troszczył się o słabszych. Nigdy nie podjudzał, raczej tonował emocje i wzywał do pokojowego rozwiązywania konfliktów”.

Przełożona wspólnoty „Chleb życia” opowiada również historię muzułmanina – Abla – który trafił do jej wspólnoty po tym, jak został pobity „przez naszych pełnokrwistych słowiańskich chrześcijan”. Aby sfinansować leczenie, musiał zaciągnąć długi. Ostatecznie trafił na ulicę. Obecnie jest pod opieką wspólnoty. „To jest jakiś absurd, że boimy się ludzi z Bliskiego Wschodu” – powiedziała siostra Chmielewska.

Siostra Chmielewska opowiedziała również historię o swoim adoptowanym synu oraz podróży tramwajem z papieżem Franciszkiem podczas ŚDM.

Siostra dała prostą receptę na to, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach: „trzeba mieć dystans i poczucie humoru, tu nie ma innej drogi. Jeśli nie masz, to musisz się nauczyć, i to szybciutko. Inaczej życie cię zmiecie. I nie traktować siebie zbyt serio. A żeby się nie traktować zbyt serio, trzeba zahaczyć o Kościół. Wtedy człowiek się zobaczy we właściwych proporcjach”.

Wskazała również, jakie są jej marzenia: „Marzę, żeby ludzie żyli w pokoju, żeby nie było cierpienia, żeby ludzie byli szczęśliwi. Przyziemne marzenia, tu już konkretnie, żeby nam się udało zrobić tak, żeby przynajmniej w najbliższej okolicy ludzie mieli co jeść i gdzie spać, żebyśmy mogli wybudować dom, bo jest taka potrzeba, żeby dzieci moje były szczęśliwe, bliscy moi, mieszkańcy. To są takie marzenia”.

* * *

Małgorzata Chmielewska – siostra zakonna, przełożona Katolickiej Wspólnoty Chleb Życia. Prowadziła pierwszy w Polsce dom dla samotnych matek. Mieszka razem z osobami, którymi się zajmuje. Prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie dla kobiet i mężczyzn. Jest adopcyjną matką piątki dzieci, w tym niepełnosprawnego Artura, z którym mieszka w Nagorzycach, miejscowości w województwie świętokrzyskim.

wyborcza.pl/kw

Za: www.deon.pl