„Chcemy ujrzeć Jezusa” – Przesłanie Przełożonego Generalnego Salezjanów do MGS

100131k.png Poniżej publikujemy Przesłanie Przełożonego Generalnego Salezjanów Pascuala Cháveza Villanueva do Salezjańskiego Ruchu Młodzieży (MGS) na stulecie śmierci księdza Michała Rua – "Chcemy ujrzeć Jezusa".

Droga
Młodzieży,

oto
znów spotykam się z wami z okazji uroczystości Księdza Bosko,
„ojca i przyjaciela młodzieży". Żałuję, że w tym roku nasze
spotkanie, będzie możliwe jedynie wirtualnie, co nie znaczy, że
będzie mniej naturalne i szczere, a zbiega się ono z początkiem
setnej rocznicy śmierci Księdza Rua, pierwszego następcy Księdza
Bosko i, bez wątpienia, jego najwierniejszego i najlepszego ucznia.

Jest to, w istocie, jeden z głównych powodów
wyboru tematu Wiązanki, zaproponowanej całej Rodzinie Salezjańskiej
na rok 2010: „
Za wzorem Księdza Rua,
jako autentyczni uczniowie i pełni pasji apostołowie, niesiemy
młodzieży Ewangelię
".

Otóż, ja chcę być pierwszym, który przyjmuje
duchowy i duszpasterski program Wiązanki i poprzez to orędzie, w
formie dialogu między wami a mną, dać wam Ewangelię, pragnąc
pokazać wam Jezusa, abyście także i wy mogli stać się Jego
uczniami, świadkami i apostołami.

Często,
kiedy spotykam się z wami, dostrzegam w was wielkie pragnienie
odkrywania Jezusa. Być może, nie potraficie jasno tego wyrazić, ja
jednak pochwalam wasze gorące pragnienie, to, które żyje w waszym
sercu. Biorę was za rękę i prowadzę do mojego Mistrza, mojego
Pana i Boga.

«Księże
Pascual, chcemy zobaczyć Jezusa!»

Jeśli
naprawdę tego pragniecie, to musicie mieć sprawne nogi i czujny
słuch, ponieważ Jezus wędruje i nie zatrzymuje się nigdy! Aby Go
znaleźć musicie posłuchać śpiewu ziarenek piasku unoszonych
przez Jego stopy. Kiedy On przechodzi, wszystko staje się nowym a
Jego wędrowanie nigdy się nie kończy.

Zawsze
jest o krok w przodzie, a Jego słowo jest tak, jak On, bezustannie w
ruchu, zdolne dać wszystko bez ograniczeń, we wszystkim dać poznać
siebie samego. Upłynęło dwa tysiące lat, lecz wydaje się, że On
dopiero, co przeszedł. Drży jeszcze historia po Jego przejściu,
niczym po wybuchu bomby. A świat nie jest już taki, jaki był
wcześniej. Nikt, nigdy nie mówił o Bogu tak, jak ten Człowiek,
nikt nas nie kochał tak, jak On, nikt tak jak On nie ofiarował się
całkowicie, aż do unicestwienia. Nikt, tak jak On, nie rozkazał
wichrowi i morzu, złym duchom, które nękają i niszczą w
człowieku jego lepszą ludzką stronę, nikt, tak jak On, nie
pokonał śmierć i nie zwyciężył grzechu. Jest odmienny od
wszystkich innych.

Z
tego powodu wielu Go nienawidzi, tak jak nienawidzi się tych, którzy
nie dostosowali się do powszechnego sposobu myślenia.

«Ja
nie mam miejsca do spania, kiedy zapada już mrok. Nie mam ukrycia,
jeśli ktoś mnie szuka. Lisy mają swoje nory, ptaki swoje gniazda;
ja żyję bez osłony, wśród niebezpieczeństw i zagrożeń. Kto
pragnie zrobić karierę stosując te metody, co zawsze, u mnie nie
znajdzie tego, czego poszukuje».

Tym, których spotyka, mówi: «Przyszła pora
przemiany!».

«Bóg jest tutaj pośród was, a nikt i nic Go nie
powstrzyma».

«On jest
tym, którego szukamy. Idź, zanieś mu nasze zapytanie»

Nie ma takiej potrzeby. On wie, czego chcecie. Na
brzegach jeziora ludzie Go otaczają i pytają: «Jakie jest Twoje
przesłanie?». Jezus spogląda na rybaków, którzy zarzucają
sieci. Jego odpowiedź jest bardzo odmienna od tej, na jaką
oczekiwali. Nie zwołuje wiecu, ani konferencji, lecz mówi:
«Chodźcie! Dlaczego kontynuujecie łowienie? Ratujcie raczej tych,
którzy toną, mężczyzn i kobiety, którzy mają tyle trudności!
Potrzebuję was! Chcę was uczynić rybakami ludzi».

I oni pozostawiają sieci, łódź, rodziców, żony
i dzieci. Idą z Nim. Jezus mówi: «Chcecie naprawdę wiedzieć, kim
jestem? Chodźcie ze mną, a będziecie mieli odpowiedź!». Trzeba
odwagi, aby iść pod prąd. Niewygodnie jest porzucić rozleniwiony
spokój, ciągle takich samych dni i rozpocząć nową drogę.

Pewnego dnia, jakiś młodzieniec, taki jak wy,
idzie, aby szukać Jezusa i pyta Go: «Mistrzu, co mam czynić, aby
być takim, jakim chce mnie Bóg? Powiedz mi, jaki jest sekret tego
szczęścia!».

Jezus odpowiada: «Znasz przykazania Boże: Nie
zabijaj. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Nie mów fałszywego
świadectwa. Czcij ojca swego i matkę swoją».

«Mistrzu – odpowiada młodzieniec – wszystkiego
tego przestrzegałem ściśle od mojej młodości». Jezus spojrzał
na niego z miłością i powiedział mu: «Jednego ci tylko brakuje,
aby osiągnąć cel: wróć do domu, sprzedaj wszystko, co masz i
rozdaj to ubogim. Potem przyjdź i chodź za Mną!». Lecz
młodzieniec spochmurniał i odszedł.

Naśladować Jezusa nie oznacza powziąć „jakąś"
decyzję. Znaczy powziąć „tę" decyzję. Znaczy zaryzykować
wszystko, stawiając tylko na jedną kartę. Znaczy przyjąć jako
własną tę decyzję, którą On podjął w stosunku do nas:
«Zapewniam was, że nie ma większej miłości od tej: ofiarować
życie za swoich przyjaciół».

I, aby uczynić to wszystko bardziej zrozumiałym i
konkretnym, Jezus objaśnienia to poprzez dwie przypowieści:
«Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu, ukrytego w roli.
Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł,
sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest
królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy
znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co
miał, i kupił ją».

Jezus posuwa się, aż do paradoksu: w innej
przypowieści pochwala zarządcę niewiernego i nieuczciwego, winnego
dokonania fałszywego czynu publicznego, oszustwa, defraudacji i
korupcji. Tylko po to, aby zwrócić uwagę, że ten człowiek
zabiega, aby zapewnić sobie przyszłość: jest przewidujący. Jest
nieuczciwy, lecz konsekwentnie podąża w konkretnym kierunku: bez
skrupułów dąży do osiągnięcia własnej korzyści.

Droga Młodzieży, Przyjaciele moi i Księdza Bosko,
nie możecie żyć, nie wiedząc o tym, co naprawdę ma znaczenie,
nie wiedząc, jaki jest sens życia. Gdyż życie jest tym wszystkim,
co macie.

Jedyną pewną kartą, na którą możecie postawić,
ryzykując wszystko, jest właśnie On, Jezus.

«Ale, Księże
Pascual, Królestwo Boże nie jest dla nas. Jest ono czymś zbyt
wzniosłym i trudnym»

Jeśli Jezus kocha cię i woła, możesz powstać,
możesz poruszać się! Możesz zmienić kierunek, rozpocząć nową
drogę. Wystarczy wiedzieć, czuć i chcieć być kochanym przez
Niego. Wystarczy zmienić swoje przyzwyczajenia, przemyśleć
przekonania. W ten sposób uczynili pierwsi apostołowie: każdy z
osobna wezwany po imieniu, bezzwłocznie poszli za Nim.

W życiu każdego człowieka jest pewien dzień,
godzina, która pozostawia niezapomniane wspomnienie. Jest to chwila,
w której wydarza się coś nowego, chwila, w której życie zmienia
się zupełnie. «Było około czwartej po południu, wspomina Jan,
kiedy spotkali Jezusa».

Bóg – i Pismo Święte daje nam wiele świadectw –
dokonuje swoich wyborów bez zważania na cenzus, uzdolnienia lub
cechy osobowe; a raczej, często, wybiera paradoksalnie najsłabszych,
ubogich, niewykształconych z tego świata. Niekiedy powołuje On w
sposób gwałtowny: jak jest w przypadku Pawła, powalonego na ziemię
w drodze do Damaszku. Często, w przeciwieństwie do tego, czyni to w
zwyczajnej i przekonywującej formie. Takiego rodzaju było
zaproszenie skierowane do dwóch uczniów Jana Chrzciciela.

Wielokrotnie Bóg, aby powołać kogoś, korzysta z
ludzkiego pośrednictwa: Jan Chrzciciel dla Andrzeja i Jana, Andrzej
dla swojego brata Szymona, Filip dla Natanaela. Tak było wtedy…! A
dzisiaj? Dziś posługuje się mną, aby powołać Ciebie! Chodź!
Zapraszam cię, abyś Go poznał!

To prawda, że nie było łatwo uczniom zrozumieć
„logikę" ich Mistrza, lecz w końcu zdali sobie sprawę z tego,
że poza Nim nie znaleźliby słów pozwalających zrozumieć i dać
siłę dla osiągnięcia tej pełni życia, jaką ukazał im Jezus.

I nie tylko oni. Zacheusz, celnik, tzn. poborca
podatków, był urzędnikiem celnym, który pobierał opłaty dla
rzymian. W oczach ludzi, był „kolaborantem", zdrajcą,
pogardzanym i znienawidzonym przez „prawdziwych" żydów. Właśnie
ten Zacheusz, zdrajca i człowiek nieuczciwy, usłyszał, że Jezus
wchodzi do Jerycha. Słyszał, co mówiono o tym człowieku. Poczuł
więc silny, wewnętrzny zachwyt: chciałby poznać, albo
przynajmniej zobaczyć Jezusa. Zostawia ławę celną i biegnie tam,
gdzie tłum ludzi tłoczy się wokół Mistrza. Jest zbyt wiele ludzi
a on, niskiego wzrostu, nawet podskakując, nie mógł właściwie
nic zobaczyć. Wówczas biegnie bardziej do przodu i wspina się na
drzewo. Bogaty, możny i oczywiście znienawidzony Zacheusz usadawia
się wśród gałęzi sykomory. To jego wielkie pragnienie
spowodowało utratę wszelkiej godności i ośmieszyło go w oczach
ludzi. Wszyscy śmieją się z niego i nawet Jezus musiał się
uśmiechnąć, lecz następnie wglądając w głębię jego serca,
mówi do niego: «Zecheuszu, zejdź, ponieważ dziś muszę zatrzymać
się w twoim domu». Zacheusz schodzi i biegnie do domu.

Zwierzchnicy religijni Jerycha i konserwatywni żydzi
są zdegustowani, źli i zaskoczeni. Wszyscy szemrają i mówią: «Do
grzesznika poszedł w gościnę!». Są obrażeni i sprawiają
wrażenie, że nic nie rozumieją. Wszystko na opak: Mesjasz w domu
grzeszników!

Ale Jezus zawsze tak robi. Burzy nasz egoistyczny i
zakłamany świat, wstrząsa nim i nie zważa na ustanowiony
porządek. Obala ustalone wartości, ażeby umieścić na ich miejscu
całkowicie nowy porządek społeczny.

Jezus jest w domu Zacheusza i nie mówi mu, aby
zostawił żonę, sprzedał dom, rozdał dobytek ubogim i poszedł za
nim. Mówi mu tylko: «Dziś zatrzymam się u ciebie».

Jezus powołuje w dwojaki sposób. Bogatemu
młodzieńcowi mówi: «Idź, sprzedaj wszystko, co masz i chodź za
mną. Nie bierz ze sobą bagaży, nie będą ci potrzebne, ponieważ
Ja zatroszczę się o ciebie. Ja będę twoim Dobrem». Natomiast do
Zacheusza mówi: «Dziś muszę zatrzymań się w twoim domu». To
drugie powołanie nie jest łatwiejsze od pierwszego. Zacheuszowi
pokrzyżowało całe jego życie.

Kiedy Jezus mówi, że chce zamieszkać z nami i my
przyjmiemy Go do naszego domu, wtedy wiele rzeczy przemieni się w
nas i nasz tryb życia radykalnie się zmieni. Kiedy do naszego życia
przyjmiemy Jezusa, to On wyswobodzi nas od tego wszystkiego, co nie
jest z Boga.

Tylko jedna rzecz ma znaczenie: przyjąć Go! I
dlatego trzeba być przygotowanymi i czujnymi: w chwili, w której
usłyszysz Jego wezwanie, masz możliwość stania się wolną osobą,
zdolną do zadysponowania sobą, aby ofiarować swoje życie na
służbę Jego i bliźnich.

«Wierzysz
zatem naprawdę, że Bóg nas potrzebuje?
»

Przede wszystkim Jezus potrzebował ludzi wokół
siebie: dwunastu przyjaciół, wspólnotę, naród. Następnie
dokonuje czegoś więcej: przedstawia siebie i Kościół jako
winorośl: «Ja jestem prawdziwym krzewem winnym. Trwajcie we Mnie, a
Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić
owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo
i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem
winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten
przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić».

W jego przyjaciołach płynie ta sama krew.
Stwierdza: «Ja jestem w was i wy jesteście we mnie». «A to jest
znak, aby się rozpoznać: Eucharystia. Jesteśmy tym samym ciałem.
W nas płynie ta sama krew. Teraz jesteście moimi rękoma, moimi
nogami i moim sercem».

Po ukrzyżowaniu Go, jego nieprzyjaciele uważali:
wyeliminowaliśmy Go! Raz na zawsze położyliśmy kamień na Jezusie
z Nazaretu. Lecz nie można zabronić wzejść słońcu. Nie można
zabronić być żywym Temu, który może pokonać śmierć. Nie można
zabronić uczestniczenia w Życiu Temu, który jest źródłem Życia.
Nie istnieje nic bardziej żyjącego od Boga. I tamtego ostatniego
wieczoru, w Eucharystii, Jezus mówi: «Teraz jesteście mną!».
Jezus żyje w nas!

Droga Młodzieży, wy możecie być geniuszami,
organizatorami, wynalazcami, sławnymi ludźmi, mężczyznami i
kobietami sukcesu… Lecz to wszystko jest niczym, wobec możliwości
bycia narzędziem w rękach Boga.

Nie możecie prowadzić życia bezużytecznego, które
z każdym dniem coraz bardziej jałowieje. Przeciwnie, możecie
przynosić owoce. To jest wasza odpowiedzialność: «Ojciec mój
jest tym, który uprawia – wyjaśnia Jezus – Każdą
latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą,
która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy
już jesteście czyści dzięki Słowu, które wam przekazałem».

Możecie być ustami, poprzez które Bóg
kontynuuje przemawiać do ludzi, narzędziami, aby ogłaszać
prawdziwą wolność. Możecie być oczyma, które potrafią zobaczyć
w mrokach świata, aby następnie wskazać innym obecność Boga i
Jego Królestwa. Możecie być uszami, które pośród zgiełku i
muzyki
iPod
potrafią usłyszeć to, co wydaje się już niesłyszalne: głos
płaczącego, wzywającego pomocy, wołającego o szacunek i godność.
A także proszącego o sprawiedliwość i chleb. Możecie być rękami
i nogami, aby wyjść naprzeciw innym, by ich podnieść i postawić
na nogi w imieniu Jezusa. Wówczas odkryjecie, że otrzymaliście o
wiele więcej, niż potrafiliście dać.

To jest sekretem szczęścia. «Szczęście znajduje
się gdzie indziej, tam gdzie się nie domyślacie, mówi Jezus.
Jedynie z Bogiem można zbudować szczęście».

Oznajmiła to już młoda żydowska dziewczyna
z Nazaretu, Jego matka, zanim On się urodził:

«Zaśpiewam
moją najpiękniejszą pieśń dla mojego Boga, gdyż On jest
potężny. Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest
święte. Jego miłosierdzie pozostanie na zawsze z tymi wszystkimi,
którzy Mu służą. Okazał moc swego ramienia, zniweczył
pyszniących się i ich zamysły. Strącił władców z tronu i
podźwignął z ziemi uciśnionych. Ubogich obdarzył dobrami, a
bogatych z niczym odprawił
».

Bóg jest po stronie pokonanych, ubogich, znękanych,
niewinnych i łagodnych. «Ubodzy są szczęśliwi, radośni,
błogosławieni, w pokoju, w zgodności z samymi sobą, ze światem i
z Bogiem albowiem mają ręce i serce otwarte, aby przyjąć dary
Boże i pokładać ufność w Jego mocy. Błogosławieni ci, którzy
mają czyste serce, które nie zna egoizmu, i nie kręci się wokół
samego siebie, lecz patrzy na Boga. Błogosławieni ci, którzy
budują pokój i walczą o sprawiedliwość».

«Wy jesteście solą ziemi, dlatego możecie
powstrzymać zepsucie tego świata. Musicie być płonącymi
pochodniami, gdyż jest nadal zbyt wiele ciemności na tym świecie.
Jesteście proszeni nie tylko o to, aby nieść światło. Wy musicie
być światłem! Wy musicie być płomieniem i aby dać światło,
musicie wyniszczyć samych siebie, tak jak pień, który płonie».

Jesteście błogosławieni, jeśli postanawiacie iść
z Jezusem, kiedy zgadzacie się na ryzyko, aby przemienić w czyny
wasze marzenia; lecz przede wszystkim będziecie szczęśliwi, jeżeli
będziecie trwać w Nim a nie tylko będziecie z Nim. Wolni, aby
przynosić plon, czyli widzialne wyniki konkretnej miłości,
bazującej na prawdzie, poświęceniu, a jeśli konieczne, to i na
całkowitej ofierze z życia.

Ostatniego wieczoru, Jezus wstał od wieczerzy i
złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał.
Potem nalał wody do misy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać
prześcieradłem, którym był przepasany, tak, jak to robili
niewolnicy. Zaraz potem Jezus powiedział: «To, co ja wam uczyniłem,
czyńcie to i wy jedni drugim».

Formujcie lud z osób, które się kochają, ażeby
patrząc na was, zaczęli wierzyć w Boga.

My jesteśmy nowym ludem. Jesteśmy Bożą Rodziną,
my jesteśmy prawdziwą latoroślą, którą Ojciec pielęgnuje z
miłością. Otrzymujemy limfę Ducha Świętego od Jezusa i jesteśmy
winoroślami, które przynoszą plon… My nazywamy się Benedykt z
Norci, Franciszek z Asyżu, Dominik Guzman, Ignacy Loyola, Teresa od
Jezusa, Franciszek Salezy, Ksiądz Bosko, Matka Mazzarello, Ksiądz
Rua, Dominik Savio, Laura Vicuña, Biskup Versiglia, Kalikst
Caravario, Józef Calasanz, Józef Kowalski, Zefiryn Namuncurá,
Młodzi Męczennicy z Oratorium z Poznania, Piergiorgio Frassati,
Matka Teresa z Kalkuty, Damian de Veuster, Józef Quadrio, Nino
Baglieri… My… Jest nas wielu. Jesteśmy Rodziną, która każdego
dnia przyjmuje Słowo. Jesteśmy winną latoroślą, która każdego
dnia ofiaruje owoce Ducha Świętego.

Przeto chodźcie z podniesioną głową. Wasze życie
jest w waszych rękach. Miejcie pełną świadomość waszego życia.
Stójcie twardo na nogach, choćby sami, naprzeciw tłumu. Możecie
pochylić się tylko przed Bogiem i aby podnieść tych, którzy
upadli. Kochajcie Boga z całego serca i osoby, które żyją przy
was tak, jak samych siebie.

Kazanie na Górze Jezus zakończył tymi słowami:
«Każdego, więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je,
można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój
zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się
wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był
utwierdzony. Kto jednak tych słów moich słucha, a nie wypełnia
ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój
zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się
wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był
wielki».

Zważajcie dobrze na samych siebie: budujcie wasze
życie na skale albo będziecie zniszczeni.

«Księże
Pascual, czy Jezus domaga się tego wszystkiego od nas?»

To bardzo łatwo służyć Bogu. Bóg nie jest
ciemiężcą. Bóg rozmawia z wami, jak ojciec i przyjaciel.

«Nie wyście mnie wybrali, lecz ja was wybrałem i
uczyniłem moimi przyjaciółmi. W ten sposób wasza praca będzie
wzrastać i przynosić owoce, które będą trwały wiecznie. Jeżeli
pójdziecie drogą, którą wam wskażę – mówi Jezus –
zobaczycie, że pięknie jest przynależeć do Boga i że ciężar,
którego domaga się od nas wiara, abyśmy go nieśli, nie jest
uciążliwy».

Musicie nabrać sił, podnieść się, musicie czuć
się osobami wolnymi. Moje przesłanie jest zaproszeniem do
świętowania. Wasze życie jest stworzone do świętowania, i my
wszyscy idziemy, aby świętować. Przyszłość to radosne
świętowanie przyjaciół, i Bóg będzie świętował z nami.

Jezus mówi, że Jego słowo jest zasiane w nas, jak
na polu, lecz ludzkie serce jest glebą niełatwą i złożoną,
udręczoną przez nieczułość i zduszoną przez cierniste zarośla.

Wy jednak jesteście polem. Jeżeli posłuchacie
Słowo, będziecie mogli znaleźć coś drogocennego.

Po pierwsze, przede wszystkim możecie odkryć samych
siebie i wtedy znajdziecie w sobie Boga. «Nie musicie obawiać się
Boga, ale też nie powinniście czynić nic bez Niego».

On zna nas bardzo dobrze, dokładnie takimi, jakimi
jesteśmy. Zna osobliwy świat ciemności i światła, który jest w
nas; zna lepiej, niż my sami tę tajemniczą złożoność, jaką
jesteśmy.

Wie, do czego jesteśmy zdolni. Niektórzy mogą być
rozczarowani, bo mieli pewne zamiary względem nas i mieli dla nas
plany, wymarzone. Natomiast Bóg nie czuje się nigdy zawiedziony.
Gdyż tym, którego On kocha, jestem ja, taki, jakim jestem
obecnie…!

Bóg nie żyje w przyszłości, ani w przeszłości,
lecz żyje w teraźniejszości. On jest obecny i widzi mnie w mojej
obecnej rzeczywistości.

Także przyjaciele Jezusa myśleli, że musieliby być
wielkimi i wpływowymi, aby realizować Królestwo Boże; On
natomiast mówi: «Aby być przydatnymi Bogu trzeba, abyście byli
prostymi jak dziecko».

Dziecko jest istotą, która ma jeszcze przed sobą
swoją przyszłość. Dziecko żyje marzeniami i jest ufne.

Idźcie prosto z podniesionym czołem. Przyszłość
jest przed wami i warto iść jej naprzeciw. Dzieci są bezsilne:
to, czego im najbardziej brakuje, to przede wszystkim siła. Jednakże
mają ufność. I kiedy wszystko jest w porządku wiedzą, że są
kochane.

Mają przed sobą przyszłość. Macie wiele do
powiedzenia w waszym życiu i poprzez wasze życie. Słowa
pocieszenia, wyzwalające, słowa nadziei, otwarte ku przyszłości.
Miejcie odwagę wypowiadać je. Miejcie odwagę bycia tymi, kim
jesteście i bądźcie w sposób całkowity: osobami autentycznymi,
wolnymi, które zostały powołane.

Nie bójcie się! Idziemy odważnie na drugi brzeg.

Ten ocean niebezpieczeństw i zagrożeń jest
naprawdę bardzo wielki, a nasza łódź jest nieduża i słaba. Lecz
w naszej łodzi mamy Jezusa, Syna Bożego. Co może budzić w nas
trwogę?

Droga młodzieży, kocham was i przyjąłem waszą
prośbę, aby pokazać wam Jezusa. Zaprowadziłem was do Niego i
mogliście Go ujrzeć. Mam nadzieję, że teraz będziecie mogli
wyznać, jak uczniowie Jana Chrzciciela: «Znaleźliśmy Chrystusa»,
i starajcie się, aby zaprowadzić innych do Jezusa.

Kończę, pozostawiając wam modlitwę Kardynała
Newmana. Uczyńcie ją waszą osobistą i zróbcie z niej program
waszego życia.

W ręce Twoje

W ręce Twoje, Panie, oddaję się całkowicie.

Stworzyłeś mnie dla Siebie.

Nie chcę dłużej myśleć o sobie,

lecz jedynie iść za Tobą.

 

Panie, co chcesz, abym czynił?

Pozwól mi iść razem z Tobą tą samą drogą,

czy w radości, czy w udręce,

chcę Ci stale towarzyszyć.

 

Składam Ci w ofierze pragnienia, przyjemności,

zamiary, myśli i słabości,

które mnie trzymają daleko od Ciebie

i naginają wciąż ku sobie samemu.

 

Zrób ze mną, co Ty sam chcesz!

Nie targuję się z Tobą.

Nie chcę naprzód wiedzieć,

jakie są Twoje względem mnie zamiary,

chcę być tym, czym Ty chcesz, żebym był.

 

Nie mówię: „Będę podążał za Tobą,
dokądkolwiek Ty pójdziesz!"

gdyż jestem słaby,

lecz cały poświęcam się Tobie, abyś Ty mnie
prowadził.

Chcę iść za Tobą w ciemności,

nie proszę Cię o więcej, jak tylko o niezbędną
siłę.

 

Panie, spraw, abym każdą sprawę przedstawiał
Tobie,

i we wszystkich moich decyzjach,

zabiegał o to, co się Tobie podoba,

i o Twoje błogosławieństwo

dla wszystkich moich czynów.

 

Tak jak zegar słoneczny nie wskazuje godziny

jeśli nie ma słońca,

tak też ja chcę być kierowany przez Ciebie:

zechciej Ty prowadzić mnie i posłużyć się mną.

Panie Jezu, niech tak się stanie!

(Kard. J.H. NEWMAN)

Z wyrazami
serdeczności i wielkim szacunkiem.

Rzym, 31 stycznia 2010

Don Pascual Chávez V., SDB

Przełożony Generalny