Ks. Juan Perucchi – wspomnienie o niezwykłym człowieku

090821e1.jpg W środę, 12 sierpnia 2009 roku o 23.15 czasu peruwiańskiego odszedł do Pana najstarszy ksiądz we wspólnocie salezjańskiej w Piura, ks. Juan Umberto Perucchi Ferrari. Urodzony 16 grudnia 1920 roku nieopodal Mediolanu w wieku 16 lat zdecydował się wyruszyć jeszcze wówczas statkiem na misje do Peru i tak większość swojego prawie 89-letniego życia spędził w tym kraju, będąc przykładem salezjańskiej radości i oddania.

Odszedł po 71 latach profesji zakonnej i 61 latach kapłaństwa. Całe
swoje życie ofiarował Bogu i młodym poprzez rozmaite funkcje, jakie w
niezwykłym posłuszeństwie wykonywał. Przez wiele lat pracował jako
dyrektor, ekonom i sekretarz inspektorialny. Był kapelanem sióstr
salezjanek i wolontariuszek Ks. Bosko w Instytucie Świeckim. Wszędzie
gdzie pracował (Callao, Lima, Piura) pozostawiał wspomnienie o swojej
nieprzeciętnej uprzejmości i oddaniu. Wszyscy wskazują jego wartości,
jakimi ozdobił go Pan, a które on sam wspaniale wykorzystywał:
bystrość, poczucie humoru i zaufanie, którym obdarzał każdego bez
wyjątku.

Przez ostatnie lata choroba Alzheimera spowodowała w nim
duże trudności z pamięcią. Niemniej jednak w słowach, które wypowiadał
do końca odczytać można było jego przywiązanie do peruwiańskiej ziemi,
którą w wieku 17 lat uczynił swoją ojczyzną, Maryi Wspomożycielki i ks.
Bosko. Spoczywaj w pokoju księże Janie!

"Umarł
ktoś bardzo ważny Ksiądz Juan Perruqui. Misjonarz, który całe swoje
życie oddał Bogu i ludziom. Ksiądz szczególny z chorobą Alzheimera.
Zawsze uśmiechnięty pełen pokory, mimo że wiele zapominał nigdy nie
zapomniał być człowiekiem i myślę, że z nas wszystkich on najbardziej
był ludzki i wrażliwy. Jego brak czujemy wszyscy, myślę, że będzie żył
w wielu sercach." (Aneta Więcej – wolontariuszka z Piura)

"Do
ostatnich chwil darzył nas wszystkich promiennym uśmiechem. Padre Juan,
po długim czasie problemów z oddychaniem i z sercem, odpoczywa w Domu
Ojca, a my staramy się przyzwyczaić do tej myśli. Dzieci z oratorium
także wyczuwają doskonale atmosferę zadumy, która, obok koniecznych
formalności, panuje obecnie na misji." (Agnieszka Jaroszewicz –
wolontariuszka z Piura)

"Kiedy poznałam Padre Juana, miał już
problemy z pamięcią. Zdumiewało mnie to jak, wspólnota troszczy się o
jego sprawność umysłową nie szczędząc mu żartów i zabawnych komentarzy,
z których on sam zdołał wybrnąć. Z czasem zapomniał jak nazywa się jego
jedyna siostra, ale nigdy nie zapomniał odróżniać dobra od zła. Oddanie
Bogu pozostało w nim do końca" (Agnieszka Słowik – wolontariuszka z
Piura)

"Ja
osobiście, chciałbym wyrazić, że ks. Juan był moim wielkim
przyjacielem. Bardzo go kochałem. Pomimo różnicy wieku. Zawsze mnie
szanował, słuchał i wspierał. Pamiętam go od pierwszego dnia mojego
przyjazdu do Peru 25 września 1987 roku, ponieważ będąc wówczas
sekretarzem inspektorialnym przyjechał na lotnisko w Limie, aby nas
przywitać, trzech bardzo młodych jeszcze misjonarzy. Kiedy pracowałem
wśród chłopców ulicy w Limie, zawsze bardzo pomyślnie wyrażał się o tej
pracy. Ucieszyłem się, kiedy ksiądz inspektor wysyłając mnie do Piura
powiedział, że Padre Juan będzie w naszej wspólnocie." (ks. Piotr
Dąbrowski – misjonarz z Peru, dyrektor placówki w Piura).

Za: www.wolontariat.salezjanie.pl.