Pogrzeb biskupa A. Śmigielskiego z Sosnowca

Kilka tysięcy ludzi przyszło 11 października do sosnowieckiej katedry, by pożegnać swojego biskupa Adama Śmigielskiego, salezjanina. Większość nie zmieściła się w kościele. Oglądali przebieg uroczystości pogrzebowej na telebimach przed świątynią. Po Mszy św., którą odprawiało m.in. 24 biskupów, pierwszy ordynariusz sosnowiecki został pochowany na placu przy bazylice katedralnej.

W wygłoszonej homilii abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski przypomniał, że zmarłemu zawsze towarzyszyła Maryja. – Także ta z Przyłękowa, o której wspomina w testamencie – mówił kaznodzieja. Przyłęków to niewielka miejscowość beskidzka koło Żywca, gdzie bardzo lubił jeździć zmarły biskup. Stąd popularne wśród jego przyjaciół określenie obrazu znajdującego się w tym górskim kościele: Matka Boża Śmigielska. – Ta pobożność maryjna była, jest i pozostanie szeroką drogą umacniania wiary – dodał abp Michalik. – Dziękujemy dziś Panu Bogi za jego piękne życie. Dziękujemy wam, że pomogliście biskupowi przeżyć je tak pięknie i twórczo. I do ostatniego dnia. Dzisiaj ten niestrudzony pasterz legnie, jak kamień węgielny u stóp katedry. Będzie orędownikiem tej ziemi.

Mszę św. w sosnowieckiej bazylice katedralnej odprawiało 24 biskupów z całej Polski. Przewodniczył jej abp Stanisław Nowak, metropolita częstochowski. W wywiadzie dla KAI podkreśla, że biskup Śmigielski był tytanem pracy. – Był moim przyjacielem i zapamiętam go, jako człowieka bardzo radosnego. Byłem zbudowany zwłaszcza jego postawą w momencie odchodzenia z tego świata. Choć wiedział, że jego choroba jest śmiertelna, był pogodny.

W czasie liturgii bp Piotr Skucha, administrator diecezji sosnowieckiej, odczytał także list od kard. Tarcisio Bertone, który w imieniu Benedykta XVI przypomniał biblijne zdanie: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają”. W liście do abpa Józefa Michalika watykański sekretarz stanu napisał natomiast, że w momencie, gdy dowiedział się o śmierci biskupa Adama Śmigielskiego, którego znał osobiście, obaj należą bowiem do Towarzystwa Salezjańskiego, natychmiast rozpoczął modlitwę w intencji zmarłego. „Pamiętam go, jako Inspektora Salezjańskiego, a przede wszystkim, jako Biskupa Sosnowieckiego, gdzie wniósł entuzjazm w życie duszpasterskie, a w szczególny sposób wniósł go wśród młodych, dzięki rzadkiej zdolności relacji z kapłanami i wiernymi”.

W ostatniej drodze towarzyszyło biskupowi Adamowi Śmigielskiemu ponad 420 księży z kilku diecezji, przedstawiciele parlamentu, władz wojewódzkich, prezydenci, burmistrzowie, radni. Przed katedrą, z powodu braku miejsca, ustawiło się około 80 pocztów sztandarowych. Przyjechała też rodzina zmarłego biskupa, w tym rodzeństwo. Zgodnie z testamentem zmarłego został pochowany nie w katakumbach pod katedrą, gdzie, jak często powtarzał swoim współpracownikom, nikt nigdy nie zajrzy, ale na placu kościelnym. Uroczystość transmitowały dwie telewizje. Przed grobem przez wiele godzin ustawiali się wierni, by modlić się za swojego pasterza.

za: www.niedziela.pl