Św. Maksymilian Kolbe był geniuszem ducha

O. Maksymilian Kolbe był skromnym geniuszem, który mógłby być wielkim naukowcem, ale został świętym, geniuszem ducha – wspomina męczennika z Auschwitz na łamach „National Catholic Register" o. Łucjan Królikowski, 91-letni franciszkanin konwentualny, pracujący obecnie w bazylice pw. św Stanisława w Chicopee w amerykańskim stanie Massachusetts.

 
W obszernej rozmowie z katolickim tygodnikiem zakonnik, który w 1934 roku rozpoczął naukę w Małym Seminarium Misyjnym w Niepokalanowie wspomina, że o. Kolbe, często grywał z nimi w szachy. „Był geniuszem matematycznym. Grywał z 10 seminarzystami na raz i z każdym wygrywał. Był jednak skromny i dawał nam także szanse wygrywać" – mówi franciszkanin.
 
Współtwórca polonijnego programu radiowego "Godzina Różańcowa Ojca Justyna" – najdłużej nadawanej audycji radiowej w języku polskim – podkreśla, że o. Maksymilian miał poczucie humoru. Tłumacząc, dlaczego jego broda jest w części ruda, mówił na przykład współbraciom, że to efekt używania jej do wytwarzania esencji do herbaty podczas trudnych lat w klasztorze w Nagasaki.
 
O. Królikowski podkreśla, że założyciel Rycerstwa Niepokalanej na zewnątrz niczym się szczególnym nie wyróżniał. „Unikał rozgłosu, był tak zwykły i skromny" – dodaje.
 
O. Łucjan zaznacza, że geniusz o. Kolbego ujawniał się m.in. poprzez to, w jak nowoczesny sposób zarządzał drukarniami i kierowanym przez niego miesięcznikiem „Rycerz Niepokalanej". Planował nawet otwarcie lotniska przy klasztorze, dzięki któremu drukowane w Niepokalanowie gazety mogłyby być szybciej i skuteczniej dystrybuowane do różnych części Polski. „Kazał dwóm braciom szkolić się w pilotażu. I zostali pilotami, ale wybuchła wojna" – wspomina franciszkanin.
 
„Kiedy byłem chłopcem – miałem 16, 17, 18 lat – patrzyłem, jak franciszkanie kryją dach smołą, gotując ją w kadziach. Czytałem o męczennikach, którzy byli gotowani w wodzie lub smole. Pytałem sam siebie, czy jestem w stanie umrzeć za Chrystusa ugotowany żywcem w tej smole. Dziś wiem, że tak. My chrześcijanie wszyscy jesteśmy mecznnikami, ale nasze męczeństwo jest często rozłożone w czasie. Poprzez chorobę, dolegliwości, cierpienie przez całe życie. Moje oczy już nie są tak sprawne jak kiedyś. Mój chód jest chwiejny. To są małe rzeczy, ale one bolą. To, co się teraz dzieje w świecie – wyrzucanie krzyży, Biblii ze szkół – to też cierpienie" – mówi o. Łucjan.
 
O. Zbigniew Łucjan Królikowski urodził się w 1919 roku w Nowym Kramsku, koło Zielonej Góry. W roku 1934 rozpoczął naukę w Małym Seminarium Misyjnym w Niepokalanowie. Tam też w 1938 roku wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych.
 
Studia filozoficzne zaczął we Lwowie. Latem 1940 roku został aresztowany przez NKWD i wywieziony do Archangielska na Syberię. Pracował przy wyrębie tajgi. Po tzw. "amnestii" dla zesłanych Polaków skończył Szkołę Podchorążych Artylerii w Kirgistanie i z Wojskiem Polskim dotarł do Persji i Iraku.
 
Następnie w Libanie odbył studia teologiczne i w Bejrucie otrzymał święcenia kapłańskie w 1946 roku. Po powrocie do Korpusu generała Andresa pełnił obowiązki kapelana wojskowego w Egipcie. Po demobilizacji Polskiej Armii pracował wśród byłych zesłańców syberyjskich w polskim obozie w Tengeru (Tanzania).
 
W 1949 roku, kiedy Brytyjczycy likwidowali obozy w Tanzanii, zabrał 150 dzieci z sierocińca i udał się z nimi do Włoch, a następnie do Kanady. Tam sieroty zostały rozmieszczone w szkołach i internatach prowincji Quebec. Przez cały ten czas, aż do osiągnięcia przez nie pełnoletności, o. Łucjan czuwał nad nimi.
 
O. Łucjan przebywał w Kanadzie do 1966 r. i pracował wśród Polonii. W latach 1966-1998 pełnił obowiązki głównego sekretarza w polonijnym programie radiowym "Godzina Różańcowa Ojca Justyna" w Athol Springs (NY) w USA. Był tam tzw. autorem widmo.
 
11 listopada 2007 roku o. Łucjan otrzymał od prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.
 
Obecnie druga jego książka tłumaczona jest na język angielski.

KAI/psd

Za: www.deon.pl