Uroczystości Odpustowe ku czci Matki Bożej Sokalskiej w Hrubieszowie

090827h1.jpg W 285. rocznicę koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Sokalskiej odbędzie się w dniach 5 – 6 września 2009 roku uroczysty odpust w Sanktuarium Matki Bożej oo. Bernardynów w Hrubieszowie z udziałem m. in. Pasterza Diecezji oraz o. Prowincjała o. Czesława Gnieckiego z Krakowa. Poniżej przedstawiamy plan uroczystości oraz historię cudownego wizerunku.


Pytanie o prawdziwe
rysy twarzy Jezusa i Maryi było żywe w Kościele od zarania jego
dziejów. Pierwsi chrześcijanie, ograniczeni starotestamentalną
niechęcią obrazowania Boga, zmagali się z dylematem, czy w ogóle można
tworzyć wizerunki Boga i świętych. Rodząca się pośród kontrowersji
sztuka sakralna, znajdowała usprawiedliwienie w licznych i niezwykłych
legendach. Najpopularniejsze podania sławiły cudownie znalezione
wizerunki, obrazy „nie ręką ludzką uczynione”, z najgłośniejszym
autoportretem Pana, przesłanym przez samego Jezusa pobożnemu królowi
Edessy – Abgarowi. Żyjąca w V w. Eudoksja, żona cesarza Teodozjusza II
(408-450), promowała niezwykły obraz, wykonany, jak rozgłaszano, przez
św. Łukasza, autora Ewangelii i Dziejów Apostolskich. Obraz-relikwię
należało powielić. Dwór zatrudnił wielu malarzy, którzy z trudem
realizowali napływające zlecenia. Świątynie i pałace zapełniały się
intrygującymi wizerunkami, które przypisywano Ewangeliście.
Zadziwiającą płodność artystyczną Malarza-Ewangelisty usprawiedliwiano
interwencją aniołów. Niebieskie duchy miały wkraczać podczas snu
zmęczonego artysty i kończyć dzieła nadając im nadprzyrodzony, magiczny
wdzięk. Największą sławą cieszyły się dwa wizerunki: rzymski z
zatybrzańskiego kościoła św. Sykstusa i Dominika oraz
konstantynopolitański – Hodegetrii, z klasztoru mnichów przewodników –
ton hodegon.

Na niesłychaną siłę wyrazu pierwszego z wymienionych obrazów
baczniejszą uwagę zwrócono już w średniowieczu. W wieku XVII Francesco
Maria Torri uznał tę ikonę za jedyny obraz Łukasza: „Jest to, w całym
tego słowa znaczeniu, dzieło wizjonerskie, fascynujące siłą ekspresji,
przykuwające widza potęgą jakiejś niesamowitej mocy (…). Wielkie Jej,
jasne oczy są treścią całego obrazu, głównym jego momentem. Oczy te
żyją, hipnotyzują, są łaskawe i groźne zarazem, działają jak głos z
zaświatów” (Skrudlik). „Głowa przedziwnie piękna przedstawia
najoryginalniejszy typ Najświętszej Dziewicy: wielkie, łagodne oczy,
nos długi i ściągły, usta małe, dość zbliżone do nosa, broda
niewydatna. Płeć twarzy brunatna, gdyż kolor czerwony, jako kolor
ognia, uważany był za pierwotny, najszlachetniejszy i kosmiczny”
(Rohault de Fleury).

090827j1.jpg

Fleury uznał to niezrównane dzieło sztuki, przewyższające wszystkie
inne – podobnie jak jego rodak Berthier oraz Włoch Garrucci – za
współczesne Matce Pana i pochodzące od św. Łukasza. Hipoteza ta jest
niezwykle odważna, wskazuje bowiem na najstarsze z zachowanych
sztalugowych przedstawień Bogarodzicy, namalowane przed soborem efeskim
w 431 r. (!). Dzieło ma charakter malarstwa przedbizantyńskiego,
odwołującego się swą fascynującą mocą do klasycznej, grecko-rzymskiej
tradycji malarskiej. Ewangelista Łukasz lub każdy inny potencjalny
mistrz portretów Maryi nie mógł malować według kanonów bizantyńskich,
bo te ukształtowały się kilka wieków później.

Hodegetria konstantynopolitańska, jako narodowe palladium, zyskała
rangę obrazu wzorcowego. Rysem najbardziej znamiennym hieratycznej
kompozycji było podkreślenie godności królewskiej. Pierwotną nazwę,
odnoszącą się do topografii miejsca, zaczęto interpretować
alegorycznie, ukazując Maryję jako przewodniczkę w wierze – Hodegetrię.
To nowe imię było szczególnie uzasadnione poprzez układ prawej dłoni
Maryi, wskazującej na Jezusa – Drogę, Prawdę i Życie. 

Obraz Hodegetrii dotarł również do Polski, na Jasną Górę. Ikonie od
samego początku towarzyszyła sława oryginału Łukaszowego, malowanego
przez Ewangelistę na deskach stołu domu Świętej Rodziny w Nazarecie.
Jako pierwszy w naszej literaturze propagował ten pogląd sam Jan
Długosz: „obraz (…) namalowany w sposób dziwny i rzadki kierujący swe
najsłodsze wejrzenie w każdą stronę, gdziekolwiek się zwrócisz, o
którym podają, że jest jednym z tych, które święty Łukasz ewangelista
ręką własną namalował i który na to miejsce przyniósł książę Władysław
Opolski”.

Obraz Jasnogórski uległ profanacji
podczas rabunkowego najazdu husytów w 1430 r. Renowację ikony zlecił
Jagiełło nadwornym malarzom, którzy na bizantyńsko-ruski oryginał
nałożyli nowe dzieło, malowane precyzyjnie po linii cudownego
oryginału, ale w konwencji gotyckiego stylu miękkiego. W ten sposób
obraz stał się symbolem naszej kultury ukształtowanej między Wschodem a
Zachodem. Być może w ekipie konserwatorów jasnogórskiego wizerunku był
Jakub Wężyk. Nie da się ustalić tego z całą pewnością. Wiadomo tylko,
że artysta pozostawał pod wielkim urokiem Ikony Częstochowskiej. Po
utracie wzroku udał się na Jasną Górę, gdzie cudownie ozdrowiał. Gdy
wrócił na Litwę, w dowód wdzięczności zaczął malować pamięciową kopię
obrazu jasnogórskiego. Czekało go niezwykle trudne zadanie. Jako malarz
ikon musiał przestrzegać rygorystycznego kanonu artystycznego. Kościół
bizantyński, traktując sztukę jako posługę charyzmatyczną, wypracował
cały szereg przepisów rządzących nie tylko pracą, ale i życiem malarza.
Zarówno ogólna kompozycja, jak i poszczególne detale obrazów musiały
być zgodne z Łukaszowym prototypem. Kolor szat, karnacji, gesty rąk,
układ palców, kształt i kolor oczu, ust, dobór atrybutów – wszystko
było strzeżone drobiazgowymi przepisami Kościoła. Stąd malarz,
prowadzący bardzo zdyscyplinowany, ascetyczny tryb życia, daleki był od
pokusy uwieczniania na tablicy przypadkowych emocji i upodobań. Tworzył
prawdziwe arcydzieła, gdyż mógł jedynie dążyć do większej głębi,
większego wysiłku otwarcia na wewnętrzne światło (światło Taboru) i
duchowe namaszczenie. Był nie tyle artystą, co teologiem, malującym
zgodnie z kanonem przekazywanym pieczołowicie przez świętych Ojców
Kościoła wprost od jego twórcy, Łukasza Ewangelisty.

Nic dziwnego, że Wężyk popadał w coraz większe skrupuły i nie będąc
zadowolony ze swej pracy, powracał parokrotnie do Częstochowy. Pewnego
poranka ujrzał na tablicy, którą całkiem zatartą wieczór zostawił,
nadzwyczajną światłością otoczony wizerunek Najświętszej Panny przez
anioła wymalowany i usłyszał słowa: „Jakubie i masz to w nagrodę za
twoje pobożne pragnienia”. W tak niesłychanych okolicznościach miał
powstać kolejny cudowny obraz maryjny należący do rodziny obrazów
Łukaszowych – ikona Matki Boskiej Sokalskiej – obecnie otaczany kultem
w nowym sanktuarium w Hrubieszowie (od 2002 r.). Było to dzieło
kanoniczne: Hodegetria – zmaterializowany pomnik maryjnej pobożności i
tysiącletniej już chrześcijańskiej ikonografii. 

Hodegetria ukazuje Maryję w półpostaci,
jakby w ramie okiennej, przywodząc takim obrazowaniem obyczajowość
władców przemawiających do ludu z okna lub honorowej loży. Ogólny układ
ciała, hieratyczna postawa oraz szczegóły gestów – są precyzyjnie
wystudiowane i czytelnie objawiają królewską godność, autorytet i
piękno. Wyprostowana dłoń Maryi kieruje uwagę wiernych w stronę Jezusa,
prowadzi do Boga ucząc modlitwy i posłuszeństwa w wierze. Pełne
majestatu Dzieciątko prawą rączką błogosławi, w lewej trzyma księgę
Ewangelii. Nieco orientalna fizjonomia Dzieciątka nasuwa skojarzenie z
małym faraonem, przywodząc słowa prorockie: z Egiptu wezwałem mego
Syna. Ciemna karnacja Czarnej Madonny pozwala dostrzec starożytną
metrykę, sięgającą czasu świętych ojców, a zwłaszcza pierwszego
ikonopisa Łukasza. Bardzo uduchowione oczy ukazują bogaty świat
wewnętrznych przeżyć. Usta zaś, w przeciwieństwie do oczu, jako wyraz
fizyczności, odnoszą się do ciała przemienionego przez łaskę. Są
drobne, nieco suche, wolne od cienia zmysłowości. Oddają harmonię
zmysłów i spokój emocji poddanych władzy ducha. Lekki uśmiech wyraża
bolesną radość i radosny smutek, stan wewnętrzny pożądany przez
wschodnich mistrzów życia duchowego, zwanych hezychastami. Prosty nos,
inspirowany najpiękniejszymi rzeźbami greckimi klasycznego okresu,
oznacza szlachetne pochodzenie Maryi, najpiękniejszego kwiatu z
królewskiego rodu Dawida.

Kultura sarmacka Polaków odznaczała się szczególnym upodobaniem w
dziełach charakteryzujących się nie pięknem lecz pobożnością i ponad
zachodnie, często zmysłowe i rodzajowe obrazy, przedkładała uduchowione
wizerunki wschodnie w sposób przedziwny do nabożeństwa zachęcające.
Powodem takiego stanu rzeczy stawało się między innymi nasze położenie
geograficzne na granicy dwu wielkich kultur: greckiej i łacińskiej.
Spotkanie tych bogatych i odmiennych tradycji zrodziło niezwykłe
osobliwości, nie występujące w innych regionach Europy. Do takich
fenomenów należy między innymi stosowanie drogocennych okładów, zwanych
potocznie sukienkami. Zakrywają one niemalże wszystkie polskie, cudami
wsławione obrazy. Okłady haftowane, złote i srebrne, bogato cyzelowane,
pokrywane dodatkowo gęstą siecią szlachetnych kamieni i dawnych,
rodowych klejnotów, przydawały wizerunkom zupełnie nowy status niemalże
relikwii. Blask precjozów spowijający Czarne Madonny, urzekał kojącym
pięknem, intrygował i przyciągał. Jednocześnie, ten wyszukany kostium
budził respekt i dystans, pozwalając zbliżyć się jedynie z wiarą i
najwyższym namaszczeniem. Szacowne obrazy posiadały nawet po kilka par
sukien, zmienianych w zależności od okresu liturgicznego. 

090827j2.jpg

 

O wyglądzie niektórych sukni Madonny
Sokalskiej świadczą ich siedemnasto – i osiemnastowieczne kopie, które
przechowywane są obecnie w Muzeum Prowincji oo. Bernardynów w Leżajsku.
Haftowane okłady różniły się między sobą kolorystyką i szczegółami
kwiatowego ornamentu. Niebieską, osiemnastowieczną suknię Maryi zdobiły
stylizowane, perłowo-koralowe róże. Okrywający zaś głowę i ramiona
czerwony płaszcz pokrywały motywy kwiatowe z pereł, korali i
wyszywanych zieloną nicią listków. Wokół głowy występował galon z
pereł, przechodzący pod szyją w poczwórny perłowy sznur. Podobny
naszyjnik przydano Dzieciątku. Jego karminową suknię zdobiły roślinne
aplikacje i hafty. Zupełnie wyjątkowym atrybutem obrazu były korony, a
właściwie czepce staropolskie, rodzaj ekskluzywnego nakrycia głów,
znany dziś jedynie z portretów przodków. Niegdyś wykonywano owe czepce
z drogich tkanin dodatkowo haftowanych i obszywanych jubilerskimi
precjozami. Na diademie, wieńczącym głowę Maryi Sokalskiej, występował
prawdziwy gąszcz aplikacji z precjozów, przeważnie pereł i rubinów.
Najbardziej czytelnym elementem misternej kompozycji był wyszyty z
pereł hierogram imienia Jezus oraz wyobrażenie pelikana malowane jasną
nicią. Diadem Dzieciątka posiadał kształt cylindryczny. Sznur pereł
dzielił bujną sieć precjozów na dwie strefy: dolną z motywami
geometrycznymi oraz górną, z szeregiem koralowych krzyżyków i
najmocniejszym akcentem pośrodku w postaci bogato oprawionego rubinu.
Obydwa nakrycia głów wieńczyły jubilerskiej roboty krzyżyki. Najstarsze
suknie, znane jedynie z obrazów, naśladowano w XIX i XX w. Współczesnym
twórcom nie udało się jednak dorównać kunsztowi dawnych rzemieślników.

Okładzinę obecnie przesłaniającą Cudowny Wizerunek czczony w
Hrubieszowie, wykonał krakowski artysta plastyk Tadeusz Rybski.
Metalowa suknia, wzorowana na ocalałym z pożaru dziewiętnastowiecznym
okładzie, naśladuje ukwieconą łąkę. Zaklęte w srebrze i złocie kwiaty,
urzekają bogactwem kształtu, stanowiąc czytelną metaforę duchowego
piękna Maryi. Potwierdza to bogata obrzędowość ludowej pobożności,
szczególnie w ceremonii poświęcenia ziół i kwiatów w uroczystość
Wniebowzięcia Maryi, nazywaną potocznie świętem Matki Boskiej Zielnej.
Wśród kwiatów wyróżnia się lilia, symbol dziewiczej czystości oraz
róża. Pięć czerwonych płatków królewskiego kwiatu odnosi ikonografia do
pięciu ran Chrystusowych, zaś złoto pyłku, do chwały bóstwa, ukrytej w
skazanym na wyniszczenie człowieczeństwie. Jak róża pośród cierni –
śpiewamy w Godzinkach – tak przyjaciółka moja pośród córek Adamowych.
Dekoracja sukni, podobnie jak cały obraz, emanuje rodzimym sarmackim
klimatem.

Ruska Częstochowa, jak nazywano głośne w całej Rzeczypospolitej sanktuarium, przyciągała szczególnie wojsko, przechodzące pobliskimi gościńcami na kresowe pola bitewne. Rycerze wracali po zwycięskich bataliach, pod wodzą królów i hetmanów, przed oblicze Sokalskiej Hetmanki, by ofiarować Jej zdobyczne chorągwie, buławy i kosztowności. Sokal bywał twierdzą oraz miejscem strategicznych narad monarchów i szlachty, które odbywały się w atmosferze wiary i nieustannej modlitwy. Cudowne odpędzenie wojsk Bohdana Chmielnickiego od murów tegoż miasta w 1655 r. przysporzyło Maryi nowych czcicieli i ugruntowało wciąż wzrastające znaczenie sanktuarium.

Wielkim wyróżnieniem, a zarazem
kanonicznym potwierdzeniem żywego kultu, była koronacja Wizerunku
papieskimi diademami. Ta doniosła uroczystość, mająca miejsce w roku
1724, była czwartą z kolei koronacją cudownego obrazu w
Rzeczypospolitej. W roku 2009 przypada 285 rocznica tego pamiętnego
wydarzenia.

Obraz Hodegetrii Sokalskiej słusznie postrzegany jest jako niezwykłej
wagi skarb kultury i pobożności sarmackiej. Uchodzi jednocześnie za
jedno z bardziej frapujących zjawisk polskiej sztuki sakralnej, godne
wnikliwego studium. Na szczególną uwagę zasługują siedemnasto – i
osiemnastowieczne naśladownictwa utrzymane w konwencji
rusko-bizantyńskich Hodegetrii, przechowywane w muzeach i chórach
klasztornych (Leżajsk, bernardynki krakowskie). Ich zaletą jest
zachowanie czytelnego rysu malarstwa pogranicza kultur. Szkoda, że
szerokiemu gronu odbiorców, zarówno wiernym, jak i historykom sztuki,
bardziej znane i łatwiej dostępne są dziewiętasto – i dwudziestowieczne
interpretacje, wzorowane na obrazie Maszkowskiego, który wystawiono w
Sokalu po pożarze w 1843 r. Ta ostatnia grupa dzieł odchodzi niestety
od konwencji malarstwa wschodniego, skutecznie zacierając niezwykle
pasjonujący Łukaszowy topos, łączący nas przez Bizancjum z greckimi i
rzymskimi korzeniami cywilizacji.

Ten wielki narodowy skarb, ikona Sokalskiej Hodegetrii , wskazujący
wierzącym Jezusa – Drogę, Prawdę i Życie – przez wieki otaczany czcią w
Sokalu, znalazł na początku XXI w. swoje poczesne miejsce nie tylko w
nowym sanktuarium w Hrubieszowie, ale także w sercach mieszkańców
miasta i ziemi hrubieszowskiej (więcej o sanktuarium hrubieszowskim
pisalismy w nr 16/2003 „Pielgrzyma”).

„PIELGRZYM KALWARYJSKI” – NR 23/2005
 

Modlitwa do Matki Bożej Pocieszenia z Sokala z okazji przywiezienia wizerunku z Krakowa do nowego Sanktuarium w Hrubieszowie
Czternastowieczna Matko Najświętsza,
Przymierze między dawnymi i nowymi laty,
Któraś ocalała ze zniszczonego przez Tatarów Sokala,
U której chroniła się ludność
Ufając Twojej niezawodnej opiece,
Przed którą nawet Bohdan Chmielnicki padł na kolana
Nie ośmielając się na rabunek klasztoru ojców bernardynów,
Matko Boża Pocieszenia z Sokala
Otaczana od wieków czcią przez lud polski, ruski i litewski,
Która nie mogłaś się rozstać
Po ostatniej wojnie z wygnańcami ze Wschodu –
Matko Najświętsza potrzebna nam dłużej niż na zawsze
Bądź i teraz dla nas
W dzisiejszych tak trudnych czasach
Znakiem Twojej obecności, pociech i niezawodnej nadziei.


ks. Jan Twardowski, Warszawa, 8 września 2002 r.



Sobota
– 5 września 2009 r.

18:30 – Msza św. wigilijna
– przewodniczy oraz słowo Boże głosi  
              
Ks. Prał. Andrzej Puzon, Dyrektor
Caritas  
            –
Procesja Maryjna z rozważaniem Siedmiu Radości NMP. Apel Maryjny  
            –
Zasłonięcie cudownego obrazu Matki Bożej Sokalskiej

Niedziela
– 6 września 2009 r.

  6:30  – Odsłonięcie cudownego
obrazu Matki Bożej Sokalskiej 
           – Godzinki
ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP

11:30  – Powitanie Pasterza Diecezji
J.E. Ks. Bpa Wacława Depo                  
           – Poświęcenie
dzwonów

12:00 
– Uroczysta Suma Odpustowa
– przewodniczy oraz słowo Boże
 
              wygłosi J.E. Ks. Bp Wacław Depo, Biskup Zamojsko-Lubaczowski

18:00  – Nieszpory Maryjne. Zakończenie
uroczystości odpustowych

Msze
św. z kazaniami o godz. 7:00, 9:00, 18:30 

Serdecznie zapraszają 
oo. Bernardyni!

SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ SOKALSKIEJ
KLASZTOR OO. BERNARDYNÓW W HRUBIESZOWIE

ul. Plac Staszica 6,
22-500 Hrubieszów,
tel./fax: 084 696 239

[email protected] 

Za: www.hrubieszow.bernardyni.pl.