Albertyńska codzienność

Trwa Rok Świętego Brata Alberta, z tej okazji zapraszamy do przeczytania fragmentów wywiadu z br. Pawłem Flisem, przełożonym generalnym Zgromadzenia Braci Albertynów.

Rozmowa ukazała się na łamach dwumiesięcznika franciszkańskiego „Posłaniec św. Antoniego z Padwy” nr 6/2016.

 My po prostu mamy z nimi być, czyli albertyńska codzienność

Marek Kowalcze OFMConv

Jak student stał się powstańcem

Życiorys miał bogaty – tak br. Paweł zaczyna opowiadać mi o Adamie Chmielowskim. – Wziął  udział w Powstaniu Styczniowym. Stając naprzeciw regularnej armii rosyjskiej, miał zaledwie 18 lat. To świadczy nie tylko o jego młodzieńczej fantazji, ale także o wielkim bohaterstwie i odwadze. W czasie walk stracił nogę. Żeby nie zostać zesłanym na Sybir, uciekł na Zachód. Początkowo, za namową rodziny, kształcił się na inżyniera. Potem podjął studia artystyczne. Najpierw w Paryżu, później w Monachium. Był autorytetem dla swoich kolegów, do których należeli m.in. Stanisław Witkiewicz i bracia Gierymscy. Liczyli się z jego zdaniem nt. malowanych przez siebie obrazów. Jak powiedział, że coś trzeba zmienić, to zmieniali – podkreśla br. Paweł. Jeśli chodzi o sztukę, był idealistą. Sprzeciwiał się malowaniu na sprzedaż. Zachowały się fragmenty jego listów, z których widać, jak dużo od siebie wymagał. Twierdził, że sztuka jest prawdziwa tylko wtedy, gdy opowiada o Bogu. Chciał się uświęcać, by tworzyć lepsze obrazy. Dlatego w 1880 r. wstąpił do nowicjatu jezuitów. Tam Pan Bóg go zupełnie rozbroił, pokazując mu, że człowiek nie jest święty według własnej miary, ale według miary Boga. Prawdopodobnie Adam próbował rzucić palenie. To mu się nie udało. Wpadł w samopotępienie. Odesłano go do szpitala psychiatrycznego. Nie potrafiono mu pomóc. Dopiero spotkanie z mądrym kapłanem, który opowiedział Adamowi o Bożym miłosierdziu, postawiło go na nogi.

Jak malarz stał się tercjarzem

Będąc już w Krakowie, – kontynuuje opowieść br. Paweł – młody malarz zainteresował się sytuacją osób bezdomnych. Działając w Konferencji Charytatywnej św. Wincentego a Paulo, miał okazję być w ogrzewalni miejskiej nad Wisłą przy ul. Piekarskiej. Schodzili się tam bezdomni, żebracy, przestępcy, alkoholicy. Były kobiety i dzieci. Miejsce było bardzo mroczne. Adam stwierdził, że nie może ich tak zostawić. Zaczął im pomagać. Wkrótce przyjął habit tercjarski i już jako Brat Albert podpisał z gminą Kraków umowę na opiekowanie się tą ogrzewalnią. Nie miał w planach zakładania zgromadzenia, niemniej jednak pociągał swoim przykładem innych i niedługo niektórzy młodzi spośród bezdomnych, którym służył, chcieli przyłączyć się do niego. Tak powstała pierwsza wspólnota braci przy ul. Piekarskiej. Po pewnym czasie powstała też wspólnota sióstr. Pierwsze z nich zostały obłóczone w habity w kaplicy arcybiskupa krakowskiego przy ul. Franciszkańskiej. To świadczy jak bardzo Kościół krakowski, w osobie kard. Dunajewskiego, rozumiał i doceniał to dzieło. Mijały lata wiernej posługi ubogim. Brat Albert umarł w 1916 r. w dzień Bożego Narodzenia, a jego dzieło trwa do dziś. […]

Motywy posługiwania

Dlaczego młody, dobrze zapowiadający się artysta nagle porzuca wszystko by działać na rzecz ubogich? – Bratu Albertowi na pewno nie chodziło tylko o działalność społeczną. Ważny był wymiar religijny, dostrzeżenie Chrystusa cierpiącego – przekonuje mnie br. Paweł. – Warto przypomnieć to, co pisał do braci: „samemu Chrystusowi cierpiącemu w ubogim służymy”. Nie możemy z niego robić filantropa. To był człowiek głębokiej wiary. W pewnym momencie dostrzegł Chrystusa w drugim człowieku i Jemu służył. Myślę, że to był główny motyw. Warto wspomnieć również o tym, co pokazał Karol Wojtyła w „Bracie naszego Boga”. Chodziło o to, by „stać się jednym z nich”. Choć dramat nie jest w pełni oparty na faktach, jest tam pewna licencia poetica autora, to uważam, że przyszły papież doskonale czuł tę postać. […]

Albertyńska codzienność

Jak bracia w praktyce realizują ideał brata Alberta? – Ideał nabiera konkretów w momencie spotkania z drugim człowiekiem – mówi brat Paweł. – Wtedy rzeczywiście trzeba się uczyć mądrej miłości. Podstawa to odróżnić godność człowieka od jego słabości. Wielu bezdomnych to osoby bardzo pokrzywdzone. Znając ich historię, mogę się zastanawiać, czy ktokolwiek, mający tak przykre doświadczenia choćby z dzieciństwa, byłby w stanie stanąć na nogi i godnie przeżyć swoje życie. Bez dobrych wzorców, bez miłości od rodziców. Trzeba dużo cierpliwości do siebie samego i do tych, którym służymy. Chodzi o codzienną wierność człowiekowi bezdomnemu. Tutaj miarą posługi nie może być skuteczność. To są żywi ludzie. My nie możemy wymagać od nich tego, żeby stawali się tacy, jak my tego chcemy. Oni mają swoje tempo. Wielu bezdomnych wraca po kilka razy do przytuliska. To uczy nas, co jeszcze możemy zaproponować, żeby ktoś taki mógł się odnaleźć. Ideał Brata Alberta, to bycie przy człowieku. My nie jesteśmy terapeutami, lekarzami, psychologami. My po prostu mamy z nimi być. Od kilku lat prowadzimy fundację, która daje legalną pracę bezdomnym. Wielu z tych ludzi nie odnajdzie się na rynku pracy, bo wymagania są bardzo duże, a jak ktoś mieszkał na ulicy przez 20 lat to nie pójdzie od razu na 8 godzin do pracy, bo tego nie wytrzyma. Musi stopniowo wchodzić w ten rytm. To jest pierwotna intuicja Brata Alberta, żeby przez pracę pomagać człowiekowi odzyskiwać godność.

Najpierw nakarmić

Tak jak wcześniej wspomniałem, mamy tu też kuchnię, którą obsługują mieszkańcy przytuliska. Codziennie wydajemy 150 litrów zupy. Bezdomni pomagają bezdomnym. Myślę, że to jest wielka wartość. To także pierwsza pomoc, o której również mówił Brat Albert. O czym będziesz rozmawiał z głodnym? On musi się najeść, wyspać i dopiero możemy rozmawiać. – Pytam brata Pawła czy mogę zrobić kilka zdjęć do przygotowywanego artykułu. W odpowiedzi słyszę: – Szanujemy prywatność tych ludzi. Rzadko, może raz na dwa lata, goszczą u nas kamery. I to tylko na chwilę. – Odpowiedź jest dla mnie jasna. Nie zamierzam niczego forsować. […]

Wszystkich zainteresowanych innymi tematami poruszanymi na łamach „Posłańca św. Antoniego z Padwy” zapraszamy na stronę internetową dwumiesięcznika: www.poslaniecantoniego.pl. Można na niej znaleźć fragmenty wszystkich artykułów, informacje gdzie nabyć pismo oraz zachętę do prenumeraty. Polecamy!

Za: www.franciszkanie.pl.