Dominikańskie kazania na Wniebowzięcie Maryi

Polecamy Wam zbiór komentarzy i kazań na 15 sierpnia. Maryja została wzięta do nieba, radują się zastępy aniołów.

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:

Silniejsza niż śmierć

Jarosław Głodek OP

Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab • Ps 45 • 1 Kor 15. 10-26 • Łk 1, 39-56

Czy Maryja umarła? Tak zwyczajnie, jak każdy człowiek? Przekaz zachowany od wieków we wspólnocie Kościoła mówi nam, że została z duszą i ciałem wzięta do nieba i grobu z jej ziemskim ciałem nie znajdziemy. Bo od poczęcia była przepełniona łaską i grzech nigdy w niej nie zakrólował, nie miał w niej nic „swojego”, nie zepsuł jej cielesnej i duchowej natury. Nie tylko miała niezwykłą łatwość wybierania dobra, ale także wewnętrzne i zewnętrzne piękno, które wraz z wiekiem szlachetniało i stawało się coraz bardziej widzialne.

W Maryi jej współcześni dostrzegali także niespotykane otwarcie na Boga, podobne do tego, jakie mieli pierwsi rodzice. W sposób naturalny zachowywała ona więź z Bogiem, a nawet więcej, Bóg sam jej się objawił i zaprosił do bliskości większej jeszcze niż więź z Adamem i Ewą, bo była to bliskość matki Boga – Theotokos. Nic więc dziwnego, że taka bliskość zachowała ją od wszelkiego zepsucia do tego stopnia, że nawet śmierć nie zdołała jej odłączyć od nieustannej więzi z Bogiem.

Święty papież Jan Paweł II zastanawiał się, czy niezwykłe miejsce Maryi w Bożych planach sprawiło, że nie zaznała śmierci w ogóle i została wzięta do nieba wcześniej, czy też przeszła przez śmierć i zaznała jakby zmartwychwstania ciała, czyli tego, co nas wszystkich czeka, jak uczy nas wiara. Uważał, że Maryja przeszła przez śmierć. Skoro bowiem i Chrystus: Bóg i człowiek, przez nią przeszedł, pisał papież, to i Jego Matka przeszła zapewne tę drogę. Co więcej, w ten sposób Maryja wytyczyła szlak nam, bo i my wszyscy przejdziemy przez śmierć i pójdziemy do nieba, a na końcu świata staniemy się uczestnikami zmartwychwstania ciał. Maryja jest w tej drodze naszą poprzedniczką i przewodniczką.

Dlaczego to takie ważne? Bo uczy nas umierania w Bogu, a przez to życia w prawdziwej nadziei. Skoro Maryja przeszła przez śmierć, nie zrywając swojej więzi z Bogiem, to i my, dzięki Bożej łasce, możemy mieć nadzieję, że będziemy tak umierać, aby przez wiarę ani na chwilę nie zerwać więzi miłości z Bogiem. I choćbyśmy w chwili śmierci byli najbardziej samotni na świecie, opuszczeni przez wszystkich i w najpodlejszych warunkach, to nawet w takiej sytuacji dzięki wierze możemy trzymać w rękach dłonie samego Boga, bo ta więź okaże się silniejsza od śmierci doczesnej i da nam nowe życie. Bóg przez Maryję mówi nam dzisiaj: Nie bój się umierać, trzymam cię za rękę. Jeszcze dziś będziesz ze Mną w niebie.


Obdarowani Domem

Maciej Biskup OP

Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab • Ps 45 • 1 Kor 15. 10-26 • Łk 1, 39-56

Wiemy, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga” (2 Kor 5, 1). „Tak bowiem Bóg umiłował świat (J 3, 16), że w Chrystusie nasz ludzki i bardzo niepewny los przyjął za swój. Jako ludzie jesteśmy bardzo nieporadni w dawaniu bezpieczeństwa drugiemu – zdarza się nam często, że odrzucamy, zdradzamy, okazujemy znudzenie czy wręcz pogardę.

Tak zachował się człowiek wobec Boga: Przyszło (Słowo) do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli (J 1, 11). Chrystus jednak zaryzykował i zamieszkał w naszym doczesnym przybytku, chociaż mówił: Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć (por. Łk 9, 58), co znalazło wyraz w ostatecznym odrzuceniu na krzyżu.

Jest coś bardzo ludzkiego – w najgłębszym znaczeniu – w dzisiejszej uroczystości: Syn przychodzi po swoją Matkę. Ona Go przyjęła, urodziła, wykarmiła, wychowała, trwała z Nim w osamotnieniu i cierpieniu krzyża, widziała Jego śmierć, złożyła jego ciało do grobu.

Pośrodku niepewności, która cechuje naszą ludzka rzeczywistość, Jej matczyna miłość oraz głęboka wiara, stały się zapowiedzią domu, który jest nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie (por. 2 Kor 5, 1). Jakże więc w ostateczności nie miałaby towarzyszyć Synowi w Jego zmartwychwstaniu i uwielbieniu? Wstępujący do Ojca Syn, począwszy od Maryi, przyjmuje do swego życia również nas. W ten sposób ogarnia nas Miłość, która nie ustaje (por. 1 Kor 13, 8), jest bezpieczna, usuwa lęk (por. 1 J 4, 18), nie zniechęci się i nie znudzi, nie zwątpi, nie odrzuci i nie wzgardzi.

Kochać – to być z drugim na życie i śmierć. Chrystus jest z nami na śmierć i ŻYCIE. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie utrapienia obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy wpatrujemy się nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga (2 Kor 4, 16-18; 5, 1).

Obdarowanie Domem ma miejsce w momencie chrztu. Przez zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa zadomawiamy się w Miłości Boga, od której nic nas nie może odłączyć (por. Rz 8, 35-39), by ostatecznie odkryć, że w końcu jesteśmy u siebie.

Wniebowzięcie Bogarodzicy to zapowiedź pełnego odkupienia i początek odpowiedzi Ojca na arcykapłańską modlitwę Syna: Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata (J 17, 13. 24)


Tęsknota za harmonią

Tomasz Gaj OP

Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab • Ps 45 • 1 Kor 15. 10-26 • Łk 1, 39-56

Byłem kiedyś na kursie językowym za granicą. Moja grupa składała się z kilkunastu osób różnych narodowości, kultur i religii. Byli mieszkańcy starych, katolickich krajów, którzy prawie zupełnie zapomnieli o swoich korzeniach. Byli Azjaci, którzy niewiele wiedzieli o chrześcijańskich źródłach kultury europejskiej. 15 sierpnia w uroczystość Wniebowzięcia nie poszedłem na zajęcia. Dzień później pytano mnie o powody nieobecności. Zacząłem tłumaczyć. Mówiłem, jak świętowałem. Próbowałem przekazać teologię uroczystości, pokazując prawdę wiary, że Matka Boża z ciałem i duszą została wzięta do nieba. Po chwili zorientowałem się, że wszyscy patrzą na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem, jakby słuchali opowieści o tym, że wczoraj spotkałem smoka wawelskiego. Coś, co było dla mnie oczywiste, z czym zrosłem się w mojej wierze od dziecka, zostało wystawione na próbę.

To doświadczenie pozwoliło mi świeżym okiem spojrzeć na tę uroczystość i jej wydźwięk. Uświadomiłem sobie przede wszystkim, że Wniebowzięcie, oprócz szacunku i nabożeństwa do Matki Chrystusa, jest wyrazem docenienia integralności duszy i ciała człowieka. Tęsknimy za harmonią, którą zniszczył grzech pierworodny. Chcielibyśmy, aby nasze decyzje, czyny i uczucia były spójne. Niestety często doświadczamy czegoś przeciwnego: co innego czujemy, co innego myślimy i jeszcze co innego robimy.

Życie Matki Bożej pokazuje, że harmonia jest możliwa. Dla niej, pozbawionej grzechu pierworodnego, była ta harmonia rzeczywistością od urodzenia aż do końca życia. Dla nas pozostaje pragnieniem, zadaniem. Wierzymy, że przyjdzie taki moment, w którym zostaniemy obdarzeni pełną harmonią duszy i ciała (stąd wiara w zmartwychwstanie ciała). Spróbujmy jednak tą harmonią żyć już dziś. Może nie jest ona możliwa w pełni, ale przecież już teraz nasze ciała są świątynią Ducha Świętego. Już teraz Chrystus, przez swoje wcielenie i oddanie siebie, dotyka i karmi nie tylko nasze dusze, ale również nasze ciała. Nie zapominajmy o przekazie wiary chrześcijańskiej, którą uwidacznia wyraźnie dzisiejsza uroczystość: duchowość jest ucieleśniona, a cielesność uduchowiona. Dlatego w niebie jest miejsce i na naszą duszę, i na nasze ciało.


Więcej na: www.dominikanie.pl