Franciszkanie w Bełchatowie

W ostatnią niedzielę kwietnia w parafialnym kościele Narodzenia NMP w Bełchatowie odbyła się uroczystość 400 rocznicy osiedlenia się franciszkanów konwentualnych w tym mieście. Chociaż ich tam nie ma od kasacji zakonów przez rząd carski (1864), ślad ich obecności nie został zapomniany, owszem, jest pieczołowicie podtrzymywany przez aktualnych gospodarzy najstarszego kościoła w mieście. Z czasów pobytu franciszkanów oprócz kościoła przetrwała część klasztoru – obecna plebania oraz niektóre elementy wyposażenia świątyni. Obecnie jest to kościół parafialny archidiecezji łódzkiej. Zespołem księży przy nim pracujących kieruje proboszcz ks. kan. Zbigniew Zgoda. On to zorganizował świętowanie franciszkańskiej rocznicy. Zaprosił franciszkanów z Warszawy do uroczystej celebry Mszy św. i wygłoszenia Słowa Bożego, zainspirował okolicznościową wystawę obrazującą losy miasta i franciszkanów, przygotował akademię rocznicową w przykościelnej Sali im. Św. Jana Pawła II. Kazania o treści nawiązującej do franciszkańskiej obecności w Bełchatowie wygłosił o. dr Piotra Żurkiewicz, sekretarz Zakonnej Prowincji Franciszkanów w Warszawie. Wystawę przygotował zespół historyków i grafików Muzeum Regionalnego w Bełchatowie pod kierunkiem dyr. Marka Tokarka. Wystawa przybliża zwiedzającym doniosłe wydarzenia z życia franciszkanów wpisane w dzieje miasta. Wykorzystano w niej nieznane dotychczas dokumenty i fotografie. Jest do zwiedzania w przedsionku auli św. Jana Pawła II, w której do zgromadzonej publiczności o. dr Roman Soczewka, dyr. Archiwum Prowincji Zakonnej, wygłosił referat pt . „ Franciszkanie w Bełchatowie”. Przedstawił w nim wątki historyczne związane z franciszkanami i ich styl życia w oparciu o obowiązujące wtedy „Konstytucje czyli Ustawy Urbańskie”. Wymienił też materialne znaki pobytu i działalności franciszkanów w rzeźbach, witrażach i obrazach. O jubileuszowym świętowaniu franciszkanów w parafii Narodzenia NMP podała notatkę „Gazeta Łódzka”.

* * *

Roman Aleksander Soczewka

FRANCISZKANIE W BEŁCHATOWIE

Przewodnik turystyczny po Bełchatowie informuje, co tam można zwiedzić, gdzie dobrze zjeść, jak się zabawić. Proponuję zwiedzić jeden z obiektów tego pięknego miasta, mianowicie kościół i klasztor pofranciszkański, od pół wieku wpisany na listę zabytków. Określenie pofranciszkański intryguje, szczególniej każdego zakonnika z Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Tu byli franciszkanie, a dlaczego ich nie ma, co się stało, że kościół jest pofranciszkański, a nie franciszkański.

Historycy zakonu podają, że franciszkanie przybyli do Bełchatowa w jesienie 1617 roku i trwali na tej placówce zakonnej do roku 1864, kiedy to z rozkazu okupacyjnych władz rosyjskich ostatni zakonnik z Bełchatowa musiał się przenieść do klasztoru w Kaliszu, przeznaczonego na wymarcie zakonników. Klasztor w Bełchatowie przestał istnieć, istniał prawie 250 lat, a w nim zakonnicy pędzili, mam nadzieję, świątobliwe życie. Ślad ich pobożności nie został zatarty, ani zapomniany.

Najpierw kościół wzniesiony na fundamentach poprzedniego, zbudowanego z drewna. Jego konsekracji dokonał   w roku 1624 biskup Adam Górski, franciszkanin. On to nadał kościołowi tytuł św. Bonawentury, franciszkanina, generała zakonu, znaczącego filozofa i teologa epoki średniowiecznej, kardynała Kościoła Rzymskiego. Świątynia została przebudowana w roku 1721 dzięki fundatorowi Stanisławowi Rychłowskiemu, chorążemu ziemi sieradzkiej. Nadano jej styl późnobarokowy. Po przebudowie kościół był powtórnie konsekrowany w 1731 przez biskupa Józefa Franciszka Kraszkowskiego, sufragana gnieźnieńskiego. On nadał kościołowi potrójny tytuł: Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, św. Bonawentury i św. Jacka z Zakonu Kaznodziejskiego.

Nadal więc czczony był w tym kościele św. Bonawentura, syn św. Franciszka, powszechnie znany jako Patron matek w błogosławionym stanie. W głównym ołtarzy znajduje się jego figura wyrzeźbiona w drewnie. Św. Franciszek ma także swoje miejsce w tej świątyni. Możemy go rozpoznać w płaskorzeźbie umieszczonej od strony północnej kościoła. Kiedyś miał swoją kaplicę, ale w tym miejscu jest teraz kaplica Ukrzyżowanego Jezusa, co św. Franciszkowi bardzo odpowiada. On przecież nosił rany Jezusa Chrystusa, otrzymane na górze Alwerni. Krzyż tam umieszczony, wykonany z drewna lipowego, został ofiarowany franciszkanom przez młodsze pokolenie rodziny Rychłowskich w początkach XVIII wieku. Założyciel franciszkanów również z witraża po prawej stronie świątyni, w miłych barwach dla oczu, spogląda po ojcowsku na swoje dziedzictwo.

Z przeciwnej strony  w witrażu widzimy św. Antoniego z Padwy. Zachował się krótki list św. Franciszka do św. Antoniego, w którym napisał: „Bratu Antoniemu, biskupowi memu, brat Franciszek przesyła pozdrowienie. Uważam to za dobre, że wykładasz świętą teologię braciom, byle byś podczas tego studium nie gasił ducha modlitwy i pobożności, jak zapisano w Regule”. Dodajmy, że św. Antoni ma w tej świątyni także swój ołtarz.  

Jeszcze są dwa elementy świadczące o pobycie franciszkanów, elementy wyniesione wysoko: to ambona przy wejściu do kaplicy południowej oraz balkon muzycznego chóru nad głównym wejściem. Oba meble wyrzeźbił w drewnie i zbudował balkon franciszkanin Florian Forteman, który dożył w tym klasztorze do śmierci (1727) i spoczął w krypcie kościoła, obok innych franciszkanów i dobrodziejów klasztoru. Krypty kościoła, zamurowane przez Niemców w czasie okupacji, nie są jeszcze dostępne zwiedzającym.

Pomostem z czasów franciszkańskich do czasów pofranciszkańskich w Bełchatowie była działalność Bractwa Paska św. Franciszka, Studium Zakonne i Franciszkański Zakon Świeckich, który tu zawsze kwitł, szczególnie od roku 1890 pod kuratelą ks. Leona Zaręby z Grocholic.

Ducha franciszkańskiego wzbogacali misjonarze i rekolekcjoniści z zakonu franciszkanów, zapraszani do duchowej odnowy życia chrześcijańskiego. Przykładowo wymienię tylko niektórych: w roku 1922 głosił tu rekolekcje o. prowincjał Anzelm Kubit i o. Tomasz Wilusz z Krakowa. W ostatnich latach tę posługę pełnili franciszkanie z Niepokalanowa, jak np. o. Ryszard Żuber, czy o. Stanisław Piętka i zapewne wielu innych. Częstym bywalcem w Bełchatowie bywał br. Innocenty Wójcik z Niepokalanowa, mocno zaangażowany w prowadzenie „Rycerstwa Niepokalanej”, które ma swoją franciszkańską genezę. Br. Innocenty powtarzał – „Rycerstwo w Bełchatowie jest żywe i prężne”. Tak powtarzał i niech nadal takie będzie.

Jak się franciszkanie znaleźli w Bełchatowie? Zaprosiła ich kobieta, Zofia Kowalewska, żona Mikołaja Kowalewskiego, miecznika sieradzkiego. Zamiarem fundatorów klasztoru i kościoła w Bełchatowie było sprowadzenie dominikanów. Ci jednak z jakiegoś powodu za darowiznę podziękowali. Dostała się ona franciszkanom i to na skutek wyraźnej wskazówki św. Jacka, podanej we śnie Zofii. Budowę klasztoru i kościoła z drewna zaczęto budować wiosną 1616 roku.

W jesieni 1617, może 4 października w uroczystość św. Franciszka z Asyżu, przybyli franciszkanie do Bełchatowa i zamieszkali w nowym, pachnącym jeszcze żywicą klasztorze. Ilu ich było, nie wiemy. Ówczesne prawo zakonne dzieliło klasztory na cztery klasy według ich dostojeństwa: pierwszej klasy – ten, który zgromadził ponad 60 zakonników, drugiej – ponad 40, trzeciej – ponad 20, czwartej klasy – wszystkie inne. Klasztor w Bełchatowie zaliczał się do klasy czwartej i nie mógł mieć mniej niż 5 zakonników. Prowincja polska franciszkanów w 1639 roku liczyła 233 księży, 5 studentów za granicą, 35 kleryków i 131 braci zakonnych. To są dane szacunkowe, gdyż liczba zakonników zmieniała się każdego roku: umierali, ginęli na wojnach, przybywali nowi, byli też odstępcy. Ogółem w Polsce za króla Władysława IV było około 800 franciszkanów. Wojny za czasów Jana Kazimierza zmniejszyły te liczbę do 300.

Objęcie klasztoru w Bełchatowie odbyło się w obecności kanonika Adama Rogaczewskiego, który reprezentował biskupa gnieźnieńskiego, Wawrzyńca Gembickiego. Pierwszym gwardianem został o. Bogusław Pellariusz, (Kuśmierz), o którym nic nie wiemy.

Najbliższe klasztory sąsiadujące z Bełchatowem to Gniezno, Kalisz, Łagiewniki, Piotrków Trybunalski, Poznań, Pyzdry, Oborniki, Śrem, Chęciny, Lelów, Radomsko…. Prowincja polska pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu, z siedzibą w Krakowie, dzieliła się na cztery jednostki administracyjne zwane kustodiami, które były związane z klasztorami w Gnieźnie, Krakowie, Lublinie i Chełmnie. Każda kustodia miała pod opieką kilka lub kilkanaście klasztorów. Klasztor w Bełchatowie należał do Kustodii Krakowskiej. W Krakowie franciszkanie przebywali już od roku 1236, a więc 380 lat. Taka urzędowa zależność między klasztorem po wezwaniem św. Franciszka a  klasztorem pod wezwaniem św. Bonawentury była niewątpliwie nobilitacją Bełchatowa.

Życie zakonne w klasztorze płynęło według zasad podanych w Regule franciszkańskiej, której pierwsze zdanie brzmi: Reguła braci mniejszych jest taka: zachowywać Ewangelię Pana Naszego Jezusa Chrystusa żyjąc w posłuszeństwie, bez własności i w czystości. Komentarzem do Reguły były dekrety Stolicy Apostolskiej, uchwały Kapituł Zakonnych czyli Konstytucje zakonne, rozporządzenia przełożonych: generała zakonu, prowincjała i wreszcie miejscowego przełożonego. Dla zakonników on był najważniejszy, bo mieli go na co dzień.

W omawianym czasie obowiązywały w zakonie Ustawy albo Konstytucje Urbańskie, uchwalone na Kapitule Generalnej w Rzymie w 1617 roku, a zatwierdzone przez Ojca Świętego Urbana VIII 15 maja 1628 roku. Były szczegółowe i podawały postanowienia nawet w bardzo błahych sprawach. Przykładowo podam tu niektóre, aby zorientować czytelników, jak wyglądało codzienne życie w bełchatowskim klasztorze.

Gwardiana klasztoru wybierał zarząd prowincji. Kadencja gwardiana trwała trzy lata. Zadaniem dobrego przełożonego było dbać o postęp zakonników w cnotach i o nabywanie majątku dla klasztoru. Miał on władzę duchowną, moralną i materialną, to znaczy przewodniczył w nabożeństwach i modlitwach, układał programy duszpasterskie, wyznaczał poddanych do ich wykonania. Władza moralna polegała na pouczaniu podwładnych, upominaniu i karaniu. Władza materialna dawała możliwość udzielania pozwoleń na zaspokojenie bieżących potrzeb, na podejmowanie nowych inwestycji, na kontroli przychodów i wydatków klasztoru oraz poszczególnych zakonników. Do pomocy miał współpracowników, a więc zastępcę na wypadek nieobecności, ekonoma, sekretarza do korespondencji i pisania kroniki, kaznodzieję, gdyż tylko niektórzy mogli głosić kazania, spowiednika, opiekuna bractw, kantora pilnującego śpiewu, organistę, jeśli był instrument, zakrystiana, kucharza. Przy małej liczbie zakonników funkcje były kumulowane.

Gdy nie mamy szczegółowych przekazów o życiu zakonników w klasztorze w źródeł historycznych, możemy wnioskować o nich z zapisów obowiązujących ustaw, zakładając że były zachowywane. Dla przybliżenia nam tych przepisów przytoczę fragment Konstytucji Urbańskich tyczących stroju zakonnego w ówczesnym tłumaczeniu na język polski, gdyż ustawy były zapisane w języku łacińskim:

Tytuł 24 o odzieży braci. Bracia wszyscy błahymi sukniami niech się odziewają. Odzieże braci tak zwierzchnie, jak pod habitem noszone, tak dalece skromne, tak ściśle zakonne i tak bardzo proste niech będą, iżby żadnego próżności, płochości, wytworności, czyli zbytniego strojenia się widoku nie wystawiały, Żadną miarą kolorowe niech nie będą, ale popielatej tylko farby. Chociaż lżejsze pod habitem nosić się mogące w lecie, z białego tylko koloru sporządzać dozwalamy, jednak bez żadnych ozdób, bez żadnych próżności, bez żadnego zbytku nieprzyzwoitego na zakonne osoby. I to osobliwie mocno zalecamy, aby czego jedwabnego, tak w spodniach, jak powierzchownych sukniach, albo na ich pobrzeżu, albo gdzieindziej nie przyszywano jakim sposobem pod karą na przestępców publicznego postu o chlebie tylko i o wodzie we środę i piątek tylekroć, ile by dostrzeżonymi byli w przestępstwie.

Dalej w tym samym stylu podano normy, aby habity były jednakowe, pięknie łatane, jednolite w długości i kroju, bez kieszeni po bokach. Kaptur prosty, bez jedwabnej podszewki, na przedzie okrągły, z tyłu w kształcie piramidy bez żadnej spiczastości. Pas prosty, ani za cienki, ani za gruby, ale mierny, aby się od innych nie różnił. Dalsze uwagi tyczą noszenia płaszczy, biretów, czapek, skarpet, koszuli, ręczników, pończoch i trzewików. Rękawiczki były zakazane. Pokazanie się ludziom bez habitu było zagrożone wydaleniem z klasztoru.

Stan majątkowy klasztoru przez lata się zmieniał. O zniszczeniach wojennych, grabieżach i pożarach kroniki Bełchatowa nie wspominają, ale siły natury i ząb czasu swoje robiły. Klasztor w Bełchatowie oprócz kościoła i posesji klasztornej miał w posiadaniu z nadania wieś Zwierzchów, w pobliżu położoną. Nie wydaje się, że była bardzo zamożna. Mieszkańcy jej mieli obowiązek płacić daniny na rzecz klasztoru i wykonywać konieczne prace w zamian za szczególniejszą opiekę duchową i duchowe posługi. Przy kościele nie było parafii. Dochody klasztoru to ofiary za kazania, składki w bractwach, pomoc w sąsiednich parafiach, kapelanie obozowe lub dworskie, stypendia mszalne oraz mniej lub więcej hojni dobroczyńcy. Od dochodu zależała liczba przydzielonych do klasztoru zakonników. Normalne ich wydatki to ubiór, wyżywienie, leczenie, opłaty za naukę i książki, niezbędne podróże, narzędzia i naczynia, wystrój świątyni i oprawa nabożeństw, szaty liturgiczne, remonty i konserwacja budynków, a także podatek na rzecz prowincji, który wtedy wynosił 12 złotych.

Pewne wyobrażenie o trybie życia zakonników w bełchatowskim klasztorze daje nam zachowany opis z roku 1646, a więc po trzydziestu latach zamieszkania, sporządzony przez franciszkanina, przytoczony przez ks. Kamila Kantaka w książce „Franciszkanie polscy”: Leży ten klasztor o trzy mile od Piotrkowa pośród wzgórz piaszczystych, bezwodnych, bezdrożnych, na ustroniu, w okolicy smutnej i odstręczającej. Dali tam dobrodzieje nam klasztor i kościół drewniany, ale jest to ciężar, który trzeba koniecznie zrzucić i fundację przenieść na szlachetniejszy konwent, tam bowiem bracia muszą pędzić życie chłopskie. Nie ma dla kogo rozwijać nabożeństwa i służby Bożej; człowiek samotny tam pozostawa i zamienia się na anioła lub zwierzę. Dwojakiej muzyki słucha często, wiosną rzechotania żab, zimą żałośliwego wycia wilków. Pożyteczniej byłoby je opuścić, aby uniknąć zgorszenia dokoła i naprawić dobrą sławę, i po zakonnemu urządzić życie.

A więc nie wesoło. Z tego powodu prowincjał Szczepan z Tarczyna zaproponował na Kapitule Prowincjalnej, aby klasztor ten zwinąć, ale do tego nie doszło.

Wegetacja zakonników trwała do XVIII wieku, kiedy to właścicielami osady stali się Rychłowscy, herbu Nałęcz. Stanisław Rychłowski i jego żona Anna przyczynili się do ożywienia miasta i wsparli franciszkanów. W miejsce drewnianych budowli powstały murowane i do tego poszerzone. Dobudowano kaplice Matki Boskiej Różańcowej i św. Franciszka. Franciszkanie otrzymali w darze od Andrzeja z Ostrowa Rychłowskiego, syna Stanisława, obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, który zasłynął łaskami. Kościół stał się małym sanktuarium, a przy kościele utworzono, wprawdzie tylko na 15 lat, parafię. Konsekracji odnowionego kościoła dokonał 5 lipca roku 1731 ks. biskup Franciszek Kraszkowski. W tym czasie w bełchatowskim klasztorze zamieszkiwało dziesięciu franciszkanów.

Po drugim rozbiorze Polski (1793) klasztor w Bełchatowie znalazł się pod zaborem pruskim i jak 21 innych klasztorów Prowincji Polskiej, wszedł do Prowincji Pruskiej. Taka sytuacja trwała do roku 1810. Rekonstrukcja Prowincji Polskiej trwała już tylko do roku 1837. Po powstaniu styczniowym 1863 roku władze carskie przystąpiły do likwidacji klasztorów za ich udział w powstaniu. Dwudziestego siódmego listopada 1864 roku, prawie po 250 latach obecności i nieprzerwanej pracy duszpasterskiej w Bełchatowie ostatni franciszkanin z Bełchatowa został przez rosyjskiego okupanta wygnany do Kalisza, klasztoru przeznaczonego na  wymarcie franciszkanów. Majątek kościelny oraz ogrody przykościelne zlicytowano. Dobra przejęła rodzina Hellwigów z Bawarii.

Tak się zakończyła epopeja działalności franciszkanów na ziemi bełchatowskiej. O ile wiem, nie było prób wznowienia ich działalności w tym miejscu. Historia nie zawsze się powtarza. W tym roku świętujemy czterosetną rocznicę ich osiedlenia. Ich dziedzictwo, dzięki zabiegom późniejszych i obecnych gospodarzy tego obiektu, zostało docenione, przyjęte i rozwijane. Widocznym znakiem jest św. Maksymilian Kolbe, franciszkanin, rzucający snop kolorowego światła z witraża do wnętrza świątyni pod wezwaniem szczególnie ukochanej przez niego Najświętszej Maryi Panny w Jej tajemnicy Narodzenia. Ze strony Zakonu Franciszkańskiego wypada wyrazić Gospodarzom tej świątyni gratulacje, szczere wyrazy uznania i życzyć, aby nie gasili ducha św. Franciszka z Asyżu, który ma tam swoje miejsce.

o. Roman Soczewka, franciszkanin
Bełchatów, 30 kwietnia 2017