Jak ateistka została przeoryszą

Wolałam nie zjeść obiadu, ale kupić wino. To się zmieniło po moim odkryciu Boga Stwórcy – mówi „Gościowi Niedzielnemu” przeorysza klasztoru Mniszek Zakonu Kaznodziejskiego w Świętej Annie.

W najnowszym numerze katowickiego tygodnika siostra Dominika Sokołowska opowiada o swojej trudnej drodze do Boga i życia zakonnego. W wywiadzie zatytułowanym „Nie wystarczył mi jeden facet” dominikanka odpowiada również na pytania, czy nie żal jej, że nie ma rodziny i czy w klasztorze też można stracić wiarę.

„To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale ciężki trud nawracania się” – odpowiada przeorysza na pytanie, kiedy „zakochała się w Panu Jezusie?”. Przyznaje, że w czasie studiów na świeckiej uczelni uważała się za ateistkę, co – jak podkreśla – „było wtedy na topie”.

„Nie wojowałam z Bogiem, ale straciłam z Nim kontakt. Angażowałam się w samo życie – najpierw w harcerstwo, potem, już jako studentka, w słodkie, studenckie życie. To były czasy nieustannego imprezowania. Piłam razem ze swoją grupą studencką tak zwane »jabcoki«, bo na droższe nie było nas stać. Wolałam nie zjeść obiadu, ale kupić wino” – wspomina studenckie czasy s. Sokołowska.

Nawrócenie przeżyła podczas zamkniętych rekolekcji akademickich, na które namówili ją koledzy. „Już na wstępie położyły mnie na łopatki słowa kapłana, który zaczął od rozważań fragmentu Ewangelii św. Mateusza. Powołując się na niego, postawił tezę, że jeżeli ktoś wierzy w Jezusa, to musi uwierzyć we wszystko, co powiedział. Zdałam sobie sprawę, że nie mam wątpliwości, że Jezus jest Bogiem, a więc reszta powinna być prosta. Skoro Jezus tak powiedział, to dlaczego miałabym wątpić w Jego słowa?” – mówi „Gościowi Niedzielnemu” dominikanka.

Wkrótce wstąpiła do Instytutu Świeckiego Chrystusa Króla w Katowicach. „Byłam pewna, że w ten sposób bardziej, niż wstępując do klasztoru, dam świadectwo wierności Chrystusowi. Myślałam, że bycie zakonnicą to takie noszenie plakietki. Nie podobało mi się to” – mówi.

Pracując na świeckiej uczelni przyszła przeorysza przez pięć lat ewangelizowała inne osoby. Następnie podjęła studia teologiczne na Akademii Teologii Katolickiej, by wreszcie po trzech latach wstąpić jednak do Mniszek Zakonu Kaznodziejskiego.

„Natknęłam się na tekst rozważań Drogi Krzyżowej, w którym przeczytałam jedno istotne zdanie. Że Pan Jezus zbawiał świat w momencie, kiedy zawisł na krzyżu i nie mógł ruszyć ani ręką, ani nogą. Czyli nie działał, ale był” – mówi s. Sokołowska o motywach rozpoczęcia życia zakonnego.

„W tym czasie angażowałam się aktywnie w pomoc biednym, w działania misyjne, w wykłady w duszpasterstwie akademickim. Miałam poczucie, że w mocno ateistycznym środowisku Politechniki Śląskiej, gdzie ludzie bali się wspomnieć o wierze, moje działanie nie przynosi efektów. Czytając te słowa, dotarło do mnie, że trzeba się zająć samym Bogiem, żeby móc o Nim mówić” – tłumaczy dominikanka.

Na pytanie, czy trudno jest jej żyć bez męża i dzieci, s. Sokołowska odpowiada: „Doszłam do wniosku, że mam ogromną potrzebę kochania kogoś więcej niż jednego faceta i kilkanaścioro dzieci. Wiedziałam, że liczy się tylko On – Pan Jezus”.

Przeorysza przyznaje, że także w zakonie kontemplacyjnym można stracić wiarę, „jeśli w jakimś momencie przestajemy współpracować z łaską”. Ale podpowiada również, jak tego uniknąć: „Przez zwyczajną, codzienną wierność. Na wierności swoim obowiązkom. Chociaż mi się bardzo chce spać, to wstaję rano na modlitwę, bo to mój obowiązek. W imieniu Kościoła, w imieniu wszystkich ludzi i z nimi razem staję przed Bogiem i wielbię Go. Powierzam Mu troski nasze i tych, którzy o to proszą”.

Wyznaje, że od 7 lat koresponduje listownie z więźniem na temat wiary  i już drugi rok modli się za skazanego za morderstwo. „Jeden z »moich« więźniów już wyszedł i przyjechał z rodziną podziękować za modlitwę. Uznaję, że każdy z nich jest szczery, obdarzam ich zaufaniem” – mówi s. Sokołowska.

sz, dominikanie.pl / Gość Niedzielny / kn

Za: www.dominikanie.pl