Konsekrowani chcą być niebem na ziemi – jak Jezus

Mszy św. radiowej w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie przewodniczył dzisiaj bp Antoni Pacyfik Dydycz OFMCap, a homilię w związku z zakończeniem Roku Życia Konserowanego wygłosił o. Janusz Sok CSsR, prowincjał redemptorystów i przewodniczący KWPZM.

Oto treść tej homilii:

Bracia i Siostry!

kolorowo jest dzisiaj w Bazylice Świętego Krzyża,
więcej osób niż zwykle w habitach, welonach.
Stroje te może nie są skrojone według najnowszych trendów mody, ale coś w sobie mają…
Kolorowo i „niemodnie“ będzie w tych dniach w katedrach,
a szczególnie w kościołach i kaplicach klasztornych.
Tu i ówdzie na ulice wyjdą procesje, złożne z zakonników różnych fasonów.
Co się dzieje? Jaki to powód?

Kończy się Rok Życia Konsekrowanego – wydarzenie znamienne i historyczne.
Osoby konsekrowane chcą po prostu Bogu podziękować za ten czas.
Były to dni, i miesiące odnowy ducha, odkurzenia serc, i podjęcia się odwagi nawrócenia.

Wdzięczni są Ojcu Świętemu Franciszkowi,
współbratu w konsekracji, za ożywcze słowa, wskazujące na głębsze wymiary konsekracji i misji.
Wdzięczni biskupom – tu spoglądamy życzliwie na obecnego wśród nas ks. bpa Antoniego.
Wdzięczni kapłanom, koordynatorom życia konsekrowanego przy diecezjach, bo tak wiele się działo – spotkań, modlitw, zjazdów, sympozjów w kościołach lokalnych.
Wreszcie, wdzięczni i Wam, bracia i siostry, za wszelkie przejawy życzliwości i modlitwy.

Czasy się zmieniają, kultury i cywilizacyjne trendy.
Czasy pędzą, zwłaszcza dzisiaj. A ludzie, w zadyszce, by zdążyć za teraźniejszym czasem – gonią…
Za czym tak biegną, czego szukają, o czym marzą?
Czy odpowiedź jest inna niż wieki temu? Czy oni sami wiedzą za czym biegają?
Czy jesteśmy mądrzejsi dzisiaj niż ludzie – sto, dwieście, tysiąc lat temu?
Chyba nie. Nie umiemy odpowiedzieć dzisiaj na tak wiele pytań.

Z tym, że dzisiaj nie umiemy odpowiedzieć na więcej pytań, zwłaszcza te najważniejsze.
A czasem nawet te najprostsze – bo nawet ich nie stawiamy.
A więc ciągle nie umiemy żyć…

Czas biegnie i czasy się zmieniają, a Słowo Boże pozostaje niezmienne…
Czy to znaczy, że stało niemodne, nie skrojone na nasze czasy?
Więc dlaczego słuchamy go tak uważnie,
jakbyśmy się spodziewali usłyszeć odpowiedzi na dzisiejsze pytania.
Jakby Bóg przed wiekami przewidział problemy dnia dzisiejszego.
Jakby teraz do nas mówił poprzez proroków, ewangelistów, swoich świadków.
Czy to słowo jest ciągle aktualne, potrzebne – żywe?

Jak słowa odczytane przed chwilą podczas Mszy św.
Szczególnie dźwięcznie brzmiały one w uszach słuchających je osób konsekrowanych.
Słuchali je uważnie, bo były to słowa do nich kierowane, choć przecież równocześnie do wszystkich.

Wpierw prorok Jeremiasz odważny ale i wrażliwy – zawołał:
„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się…“ (Jr 1,4-5).
Poczciwy Jeremiaszu, jakże ci dziękujemy za to przypomnienie,
że moje życie nie jest przypadkiem, pomyłką.
Jest zamiarem Boga. On mnie sobie wymyślił!
Takiego jak jestem. On ma jakiś plan wobec mnie.
Nie lękaj się…!
Nie bój się żyć swoim życiem! Nie uciekaj ciągle od życia, zacznij wreszcie żyć! Bóg ma jakiś plan wobec ciebie, lepszy niż ty sam.
Dlaczego?
Znałem cię, nim przyszedłeś na świat!
On zna mnie lepiej niż ja sam siebie.
Bardziej mnie kocha, niż ja sam siebie.
Poczciwy Jeremiaszu, bracie w wierze, dziękuję za te ważne dla mnie dzisiaj słowa.
Za twoje świadectwo wiary i powołania, które podjąłeś.

Młoda dziewczyna, studentka, weszła na moment do kościoła. Dzień, jak dzień, tysiące spraw. Nagle wpadła jej – nie wiadomo skąd – do głowy myśl – przecież On wszystko o mnie wie, naprawdę wszystko. I mnie nie odrzuca, choć przecież wie wszystko…
To odkrycie wystarczyło, by zdecydowała się wstąpić do zakonu.
To odkrycie wystarczyło, by chcieć żyć przez całe życie przy Kimś, kto kocha – na dobre i na złe.
Żadne wielkie poświęcenie…, po prostu życie przy Kimś i dla Kogoś, Kogo się kocha.

Powariowali z tą miłością, czy co?
Zrezygnować z kariery, sukcesów zawodowych, ciepła rodzinnego…
Czy wystarczy wierzyć, że Bóg mnie kocha?
Zapytaj o to św. Pawła.
On wiedział co to światowe życie i kariera.
Wiedział też jak smakuje grzech.
Gdy jeszcze nie doświadczył spotkania z Chrystusem, był prześladowcą chrześcijan.
A dzisiaj wyśpiewuje, w charyzmatycznym uniesieniu, „Hymn o miłości“.
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.“ ( 1 Kor. 12)
Odtąd będzie wołał z przekonaniem, że choćbyś człowieku nie wiem co robił, nie wiem jakie miał talenty i pełnił zadania i funkcje i zaszczyty, to i tak – miłość jest najważniejsza!
Jeśli jej nie doświadczasz – marnujesz życie.
A można zmarnować dzień, dwa, tydzień, można i rok, i życie całe…

Konsekrowani ślubują na całe życie czystość, ubóstwo i posłuszeństwo.
To nic innego jak wyznanie miłości.
Ślubuję Ci miłość, wierność, nie opuszczę Cię Boże, aż do śmierci.

Czy oni oczu nie mają…?
Nie widzą, że są niemodni, czasem nawet śmieszni…
z tymi marzeniami – nie na nasze czasy?
I nie o krój habitów tu chodzi.
A o styl życia…
Bo niby po co dziś są potrzebni?

Łukasz – to ewangelista konkretny.
Swym „lekarskim“ okiem patrzy na słowa i czyny Jezusa.
Opowiada dzisiaj o ludziach, którzy wpierw słuchali Jezusa,
ale w pewnym momencie przestało im się podobać to, co mówił .
Jezus przeszedł jednak między nimi i … odszedł.
Nie chcieli słuchać, nie potrafili zrozumieć.
Jezus się nie narzucał…

Konsekrowani, nie zamykają oczu na świat.
Interesują się nim, zajmują ich dzisiejsze problemy człowieka.
Nie tylko Biblię, nie tylko szacowne i „święte“ księgi trzymają w swych dłoniach, ale i gazety codzienne.
I widzą zło, biedy, problemy…
Nie chcą swym życiem, słowami, wyglądem – kłuć po oczach i sumieniach.
Nie chodzą z dumnie podniesionym czołem, i miną ludzi, którzy mają rację.
Nie pchają się na pierwsze miejsca, nie oczekują nagród, oklasków czy podziwu.
Często schodzą z drogi.
Wiedzą, że Bóg ma czas.
Umie czekać na człowieka.
Bo człowiek czasem potrzebuje czasu…

Wszak i oni sami wiedzą co znaczy błądzić i grzeszyć.
Wstępują na tę drogę „nieidealni“, kończą formację „nieidealni“, i „nieidealni“ umierają.
Ale znają smak nie tylko porażek i grzechów, znają nie tylko upokorzenie złem…
Nade wszystko znają smak miłosierdzia – spotkania z Bogiem, który umie czekać.
On nie odrzuca, kocha bezwarunkowo, a potem leczy, współczuje.

Znają też trud życia obok drugiego człowieka, któremu trzeba dać szansę,
by mógł żyć obok mnie, a więc codziennie ustąpić, przebaczyć.

Na tym polega życie we wspólnocie.

To, że życie w miłości jest trudne – nie oznacza, że nie jest piękne, porywające.
Uczą się kochać do ostatniego oddechu…
Zza murów klasztornych czasem się widzi lepiej, słyszy lepiej…
Na kolanach – wiele spraw rozumie się lepiej.

Jezus nie napisał żadnej książki…
Ale zostawił świadków – apostołów, ewangelistów…
Nadto i nade wszystko – został z nami.
Zmartwychwstały, żywy.

Można Go i dziś spotkać, usłyszeć…
Także i dzisiaj ma swoich świadków – choćby osoby konsekrowane.
Są po to by być Jego Ewangelią – świadectwem słów, cudów, spotkań.
Są po to – by uczyć owej tęsknoty, sztuki szukania, wypatrywania Jezusa w dzisiejszym świecie.
W twarzach dzisiejszych ludzi, w ich problemach i biedach.

Skoro ciągle są nowe pokolenia owych specjalistów od szukania Boga,
Znaczy, że można Go dziś nie tylko zgubić, ale i można też i znaleźć.
Oni służą pomocą.

Człowiek dla człowieka nie musi być piekłem… jak mawiał Sarte.
Konsekrowani chcą przecież, być niebem, jak Jezus.
O niebie dużo myślą, za nim tęsknią, o nim mówią.
Chcą być dla człowieka, jak Jezus – niebem.
Wszystko robią, by więcej było nieba na ziemi.