Maksymilian i Jolenta

Abp Wojciech Polak poświęcił 10 kwietnia dwa nowe dzwony w kościele franciszkanów w Gnieźnie. Jak mówił, ich dźwięk ma w sobie moc ewangelizacyjną. Upomina i przypomina o istniejącej pośród ludzkiego życia Bożej rzeczywistości. Przypomina, że Bóg jest i czeka.

Nowe dzwony noszą imiona św. Maksymilian Maria Kolbe oraz bł. Jolenta, której staraniem franciszkański klasztor w Gnieźnie został wzniesiony i której relikwie złożone są w nawie bocznej kościoła. Poświęcenie i uroczyste uruchomienie dzwonów miało miejsce po Mszy św., którą wspólnie z Prymasem Polski celebrowali m.in.: prowincjał gdańskiej prowincji franciszkanów o. Jan Maciejowski OFMConv, proboszcz i gwardian gnieźnieńskiego klasztoru o. Zenon Garus OFMConv oraz jego poprzednik o. Jacek Korsak OFMConv.

W homilii abp Wojciech Polak nawiązał do trwającego Wielkiego Tygodnia i zbliżającego się Triduum Paschalnego. Wskazując na szczególny gest Marii z czytanej tego dnia Ewangelii – namaszczenia stóp Mesjasza, podkreślił, że w nim odbija się symbolicznie ostateczny sens i cel męki, śmierci i zmartwychwstania Zbawiciela.

„Otwiera się przed nami prawda o Jezusie i Jego zbawczej drodze, o prawdziwym i ostatecznym celu i sensie Jego cierpień, męki i śmierci. Ale nie okropnością fizycznych cierpień i zadawanej okrutnej śmierci będzie się ona wyróżniać. Nie w ludzkim bólu i cierpieniu jest jej prawdziwy sens i leży zbawcza siła. Gdy wyrachowanemu i zachłannemu Judaszowi, Jezus w swej odpowiedzi wskazuje że ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie, pragnie w ten sposób podkreślić właśnie wyjątkowość tego, do czego został On w ten sposób przez Marię namaszczony. Dobrze to ujął w pierwszym czytaniu prorok Izajasza, wskazując na Bożego Sługę, na Sługę Jahwe: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Wszystko to bowiem nieskończenie przekracza najszlachetniejsze nawet gesty ludzkiej dobroci i solidarności. Wszystko to stanowi źródło, z którego powinna płynąć autentyczna miłość i troska o innych, o biednych, słabych, ułomnych czy potrzebujących pomocy. Bo to właśnie w Nim, w Tym Namaszczonym, jest prawdziwa moc i siła do tego, by służyć innym i ogarniać ich autentyczną troską i miłością” – mówił abp Polak.

Zachęcał jednocześnie, by w Wielkim Tygodniu pomyśleć szczególnie o cierpliwości Boga wobec naszych grzechów i słabości. „Rozpoznając tę cierpliwość Boga będziemy i my sami mogli się otworzyć na doświadczenie Jego zbawczej miłości” – tłumaczył.

Nawiązał też do święconych tego dnia dzwonów przyznając, że i one w pewien sposób o Bożej miłości i cierpliwości nam przypominają. Towarzysząc życiu każdej parafii, towarzysząc wydarzeniom i wierze modlącego się ludu upominają i przypominają, że pośród wszystkich człowieczych zabiegów i przeżyć jest Boża rzeczywistość, że jest Bóg i że czeka.

Franciszkańska świątynia wraz z klasztorem jest najstarszym zespołem kościelno-klasztornym w prowincji gdańskiej. W grudniu 2015 roku Prymas Polski dokonał poświęcenia kościoła po kapitalnym remoncie, który trwał kilka lat i był największym od dziesięcioleci. Prace prowadzone są nadal w budynkach klasztornych.

B. Kruszyk KAI

Więcej (zdjęcia) na: www.archidiecezja.pl


Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. z poświęceniem nowych dzwonów w kościele franciszkanów w Gnieźnie, 10 kwietnia 2017, kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Gnieźnie. 

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Przeżywamy Wielki Poniedziałek. Wchodzimy w misterium Wielkiego Tygodnia. Po wczorajszym, radosnym Hosanna, towarzyszymy Jezusowi, który idzie na mękę, który – jak powiedział nam wczoraj papież Franciszek – jest wielkim Cierpliwym ludzkiego cierpienia. I my bowiem, wkraczając w ten tydzień męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa, myślimy o cierpieniach, jakie będzie musiał znosić (…) Myślimy o oszczerstwach, zniewagach, sidłach, zdradach, opuszczeniu, o niesprawiedliwym osądzeniu, o ciosach, biczowaniu, o koronie cierniowej … i wreszcie o Drodze Krzyżowej, aż po ukrzyżowanie. Myślimy o tym wszystkim i pragniemy towarzyszyć Jezusowi w tych kolejnych dniach. Wiemy bowiem, że ta droga Jezusa, że nasza droga z Jezusem – jak mówił nam na początku tego Wielkiego Postu papież Franciszek – jest drogą prowadzącą do bezpiecznego celu: Paschy Zmartwychwstania, zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Dziś, usłyszana przed chwilą Ewangelia, pozwala nam przystanąć na tej drodze. Pozwala nam zatrzymać się z Jezusem w gościnnym domu Marty, Marii i Łazarza. Przystanek w Betanii, na sześć dni przed Paschą, jest dla Jezusa nie tylko okazją do radości i ucztowania po wskrzeszeniu Łazarza, ale nade wszystko jeszcze raz przypomina nam o Jego zbawczej misji. Maria namaszcza stopy Tego, który wkrótce obmyje nogi swoich uczniów, namaszcza drogocennym olejkiem stopy Mesjasza, który następnego dnia wejdzie do Jerozolimy, namaszcza stopy, które zostaną przybite do krzyża, i które po zmartwychwstaniu Pana będą na zawsze nosić na sobie znamiona Jego zbawczej męki i śmierci. W tym więc szczególnym geście szacunku i miłości, w geście okazanej Jezusowi czułości i dobroci, powraca, ukazany symbolicznie, ostateczny sens i cel Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. Teraz, niejako u progu dzieła zbawienia, jeszcze raz można przywołać słowa, którymi Jezus rozpoczynał kiedyś, w rodzinnym Nazarecie, swoją zbawczą misję: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie: abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana. Ten bowiem, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą – jak przypominać nam będzie święty Piotr już po Jego zmartwychwstaniu – nie tylko przeszedł przez ten świat, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, ale to właśnie Jego zabili, zawiesiwszy na drzewie, a Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia. Maria, namaszczając Jezusowi stopy i wycierając je swoimi włosami – jak mówi nam sam Jezus – namaściła Go na dzień Jego pogrzebu. W tym więc namszczeniu jeszcze raz ukazał się cały sens Jego zbawczej obecności. W tym namszczeniu odsłoniły się już bowiem nie tylko czekające Go wkrótce wydarzenia: Jego męka, śmierć, złożenie do grobu i zmartwychwstanie. Ukazała się także szczególna obecność Jezusa Mesjasza, a więc właśnie Namszczonego, z konkretnymi rysami sługi, sługi Boga i człowieka, który idzie na mękę (…) pokorny król sprawiedliwości, miłosierdzia i pokoju. Zdaje się, że w tym właśnie momencie, tam, w Betanii, to właśnie Maria rozumie Jego i ze współczucia dla Jezusa namaszcza Go, konsekruje Go, jakby rodzi do jego drogi na mękę.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Otwiera się przed nami, jeszcze raz, i to właśnie niejako u progu tych wielkich, zbawczych wydarzeń, prawda o Jezusie i Jego zbawczej drodze, o prawdziwym i ostatecznym celu i sensie Jego cierpień, Jego męki i śmierci. Oto Ten, który oddaje za nas życie, Ten, który dla nas na krzyżu umiera. Ale nie okropnością fizycznych cierpień i zadawanej okrutnej śmierci, będzie się ona wyróżniać. Nie w ludzkim bólu i cierpieniu jest jej prawdziwy sens i leży zbawcza siła. Gdy wyrachowanemu i zachłannemu Judaszowi, Jezus w swej odpowiedzi wskazuje że ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie, pragnie w ten sposób podkreślić właśnie wyjątkowość tego, do czego został On w ten sposób przez Marię namaszczony. Dobrze to ujął w pierwszym czytaniu prorok Izajasza, wskazując na Bożego Sługę, na Sługę Jahwe: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Wszystko to bowiem nieskończenie przekracza najszlachetniejsze nawet gesty ludzkiej dobroci i solidarności. Wszystko to stanowi źródło, z którego powinna płynąć autentyczna miłość i troska o innych, o biednych, słabych, ułomnych czy potrzebujących pomocy. Bo to właśnie w Nim, w Tym Namaszczonym, jest prawdziwa moc i siła do tego, by służyć innym i ogarniać ich autentyczną troską i miłością. Słysząc odpowiedź Judasza, rozumiemy, że nie kierowała nim przecież wrażliwość i miłość do biednych. Sam Ewangelista bacznie zauważa, że Judasz był po prostu złodziejem i mając trzos, wykradał, to, co składano. Papież Franciszek, w jednej ze swych porannych homilii głoszonych w Domu Świętej Martyzauważył, że Jezus, w swej delikatności i miłości, sam nie oskarżył go jednak o kradzież. Nie wypomniał mu zafałszowania i obłudy. Odpowiadając mu, Jezus starał się przyciągnąć Judasza swoją cierpliwością, swoją miłością. Dobrze byłoby pomyśleć w tym Wielkim Tygodniu – dodał Ojciec Święty – o cierpliwości Boga, o cierpliwości, jaką Pan ma wobec nas samych, naszych słabości, naszych grzechów. Rozpoznając tę cierpliwość Boga, będziemy i my sami mogli się otworzyć na doświadczenie Jego zbawczej miłości.

Moi Kochani!

Pan Bóg na różne sposoby pragnie nam przypominać o swojej zbawczej miłości i cierpliwości. Otwiera nam więc najpierw uszy na swoje Słowo. W tegorocznym orędziu na Wielki Post papież Franciszek wskazywał nam, że Słowo Boże jest żywą siłą, zdolną do wzbudzenia nawrócenia ludzkiego serca i do ponownego ukierunkowania człowieka ku Bogu. Z jednej bowiem strony jasno nas przy tym przestrzegał, abyśmy pamiętali, że konsekwencją zamknięcia ludzkiego serca na dar przemawiającego Boga, jest zamknięcie serca na dar brata. Z drugiej, natomiast, zachęcał, abyśmy zwłaszcza w tym wielkopostnym czasie odkryli na nowo dar Słowa Bożego i w ten właśnie sposób zostali oczyszczeni z grzechu, który nas zaślepia i służyli Chrystusowi w braciach i siostrach, którzy potrzebują naszej pomocy. Wydaje mi się również, że właśnie takim przypomnieniem o Bożej miłości i cierpliwości dla nas jest dźwięk rozlegającego się z kościelnej wieży dzwonu. Modlimy się dziś wspólnie, w tym franciszkańskim kościele, w sercu naszego miasta, aby po tej Mszy świętej, pobłogosławić nowe dzwony dla tej świątyni. Wprowadzenie do obrzędu błogosławieństwa dzwonów mówi nam, że ich dźwięk wyraża w pewien sposób przeżycia ludu Bożego: kiedy cieszy się on i płacze, składa dzięki lub zanosi błagania, schodząc się razem, aby manifestować tajemnicę swojej jedności w Chrystusie. Kościelne dzwony towarzyszą przecież życiu każdej parafii. Towarzyszą wydarzeniom i wierze modlącego się tutaj ludu. Towarzyszą naszym ludzkim przeżyciom i naszym wspólnym ludzkim losom. Z tego pewnie wzięło się dobrze znane nam powiedzenie: żaden człowiek nie jest samotną wyspą; każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę … jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie. Rozlegający się dźwięk dzwonów ma również, w pewnym sensie, już sam w sobie jakąś moc ewangelizującą. Upomina przecież i przypomina o istniejącej pośród ludzkiego życia Bożej rzeczywistości. Przypomina, że Bóg jest i że czeka. Owszem, niekiedy ten głos budzi nawet sprzeciw, i to nie tylko tych, którzy w taki czy inny świąteczny dzień, chcieliby sobie rano nieco dłużej pospać. Tak – powtórzmy jeszcze raz – dźwięk bijącego dzwonu budzi ludzkie sumienia, wzywa do modlitwy, głosi zbawienie. Wzywa nas – jak mówi nam sama modlitwa poświęcenia dzwonów – byśmy na jego głos szli do kościoła, trwali w nauce Apostołów, w bratniej zgodzie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Idąc więc za głosem dzwonów – nie tylko więc bezwiednie go słuchając –wznosimy nasze serca ku Bogu, gotowi do udziału w radościach i troskach naszych sióstr i braci, tu odnajdujemy obecność Chrystusa, słuchając Jego słowa i zanosząc do Niego swoje błagania. Niech zatem dziś poświęcone dzwony w waszej parafii tak właśnie prowadzą was do Chrystusa i pozwolą – jak wtedy w Betanii – wśród Sióstr i Braci przeżywać radość spotkania z Jezusem, tę radość, która stała się udziałem wszystkich w domu Łazarza, Marii i Marty. Amen.