Rzym: Homilia abp. Henryka Hosera SAC podczas Mszy św. dziękczynna za beatyfikację Elżbiety Sanny

sacKażdy, kto wchodzi do kościoła SS. Salvatore in Onda jest pod wrażeniem jego urzekającego wnętrza: harmonia kolorów i proporcji, tworzy przestrzeń sakralną, łączącą starożytność ze współczesnością. Jest świadkiem nova et vetera, duchowości franciszkańskiej i pallotyńskiej. Okres pallotyński tej świątyni namaszcza ją duchową i materialną obecnością ludzi zasłużonych i wybitnych. Spojrzenie na ołtarz główny ukazuje spoczywające w mensie, w kryształowej trumnie ubrane w kapłańskie szaty ciało św. Wincentego Pallottiego, naszego Założyciela. Kto jednak zajdzie do największej kaplicy Virgo Potens, dostrzega płytę grobową spoczywającej tam od 1878 roku Elżbiety Sanny. Inskrypcja nad grobem głosi: venerabile.

Ta bliskość relikwii obojga, najlepiej ilustruje świętość ducha św. Wincentego i dzisiaj już błogosławionej Elżbiety. Podobnie bywało w długiej historii Kościoła. Na myśl przychodzi św. Franciszek z Asyżu i św. Klara, św. Franciszek Salezy i św. Joanna de Chantal. W tym samym XVII wieku św. Małgorzata Alacoque, która była prowadzona przez swego spowiednika i kierownika duchowego św. Claude de Colombière – wszystko dla objawień Serca Jezusowego. Zachodzi tu bardzo bliska analogia współpracy św. Faustyny Kowalskiej i błogosławionego Ignacego Sopoćki wobec objawień Miłosierdzia Bożego. Przykłady można mnożyć, ale prawda jest taka, że obcowanie świętych zaczyna się w ziemskim życiu, by trwać w wieczności.

W życiu bł. Elżbiety Sanny św. Wincenty Pallotti odegrał ogromną i opatrznościową rolę. Był jej busolą w sytuacjach i decyzjach o daleko idących konsekwencjach. To on wyratował Elżbietę z kompletnego zagubienia, gdy znalazła się w Rzymie bez znajomości miasta i bez łatwego porozumiewania się, gdyż mówiła tylko sardyńskim dialektem. On też odegrał znaczącą rolę w jej decyzji pozostania w Rzymie i powstrzymania się od powrotu w rodzinne strony na Sardynii. Decyzja ta była dramatyczna skoro jako wdowa pozostawiła w rodzinnym kraju nie tylko dorosłe, ale i niepełnoletnie dzieci. Dalsze wydarzenia, także nadprzyrodzone, potwierdziły trafność tej decyzji.

Relacja św. Wincentego i bł. Elżbiety Sanny była wyjątkowa we wszystkich wymiarach. Spotkały się dwie dusze mistyczne obdarzone, i to obficie, darami Ducha Świętego. Błogosławiona borykała się początkowo z pokusami rozpaczy, obawy potępienia, skrupułów w przystępowania do sakramentów. Została wychowana w religijności obrzędowej ceniącej mnożenie praktyk religijnych: w Rzymie uczestniczyła w dziewięciu mszach św. dziennie i obchodziła liczne ołtarze i kościoły. W czasie odprawianych Mszy recytowała różaniec. Pallotti nauczył ją ducha liturgicznego, pogłębionego rozumienia obrzędów o rozważanie eucharystycznych tajemnic paschalnych. Wyprowadził ją na szerokie wody wolności w Duchu Świętym.

Kierownictwo duchowe św. Wincentego nie było jednostronne wobec bł. Elżbiety. On również prosił ją o radę. I znów zachodzi analogia wobec innych świętych spowiedników i kierowników duchowych: cytowany C. de Colombière uświadamiany przez swą penitentkę Małgorzatę o istocie kultu Serca Jezusowego, czy bł. M. Sopoćko, którego prowadziła niejako św. Faustyna w zakresie teologii Miłosierdzia Bożego. Warto też przypomnieć, że św. Teresa od Dzieciątka Jezus, bez wielkich studiów teologicznych, była mistrzynią duchową dwóch kapłanów: księdza Louisa Bellière’a i ojca Adolpha Roullande’a, świadków jej świętości.

Pozornie natura nie wyposażyła Elżbiety obficie: według opisu jednego z autorów była „niska, chuda i brzydka”. Na rzymskie gusta ubrana dziwacznie w liczne czepki, chusty i przykryta długim szalem. Ulicznicy prześladowali ją wyśmiewając; gdy przechodziła przez Campo dei Fiori rzucali w nią „kamieniami, kapustą i karczochami”. Wszystko znosiła cierpliwie, a była „koncentratem chorób” i fizycznego cierpienia, które przeżywała w łączności z Męką Jezusa, zachowując pokój i pogodę ducha. Z tej postaci spozierały oczy – „płonące oczy”. Oczy są oknem duszy. Jej oczy ogarniały widoczną rzeczywistość w całej pełni. Ale oczyma duszy widziała poza horyzontem czasu i przestrzeni. Wzrok miała przenikliwy i prorocki, jak Pallotti, który i Rzymowi „niewesołe przepowiadał rzeczy”. 

W jej niezwykłym życiu zachodziła analogia hagiograficzna z innymi świętymi. Wiele łączyło ją z ówcześnie żyjącym świętym Proboszczem z Ars, Jeanem Vianneyem. Chodzi tu o napaści złego, o to, co nazywamy opresją szatańską. Dotyczy ona ciała ofiary lub jej fizycznego otoczenia. Była to plaga szczurów, jak u Vianney’a, które buszowały po mieszkaniu Sanny niszcząc jej skromne posiłki. Pokazywały się też groźne postacie przypominające znajome osoby. Ukazywały one przerażające sceny, przewracały sprzęty, w tym też dewocjonalia, depcąc po nich. Pojawiały się groźne zwierzęta, jak gryzący pies. Jednak nic nie było w stanie wytrącić jej z równowagi i całkowitego zawierzenia Bogu.

Odnajdujemy też inne uderzające podobieństwo. Dotyczy ono mistyczki z XX wieku, Marty Robin, której proces beatyfikacyjny jest w toku. Dziewczyna ze wsi w pobliżu Lyonu, mało wykształcona, została sparaliżowania, straciła wzrok i przebywała w łóżku rodzinnego domu. Nie tylko jest współzałożycielką „Ognisk Miłości”, dziś światowej sieci domów rekolekcyjnych, ale przyjmowała tysiące osób, szukających u niej rady i pomocy w trudnych wyborach i decyzjach. Przez jej pokoik przechodzili „zwyczajni ludzie”, prawie wszyscy rekolektanci Chateauneuf-de-Galaure, ale też ludzie należący do elity intelektualnej, kulturalnej i społecznej jak filozof Jean Guitton. Podobnie Elżbieta; przyjmowała ludzi z ulicy i sąsiedztwa, zabiedzonych, znękanych ale także stojących w kolejce arystokratów, ludzi posażnych, działaczy i polityków, przedstawicieli wyższego duchowieństwa. Bóg wybiera maluczkich, prostaczków, by objawić im „rzeczy”, jakie objawił swemu Synowi (por. Mt 11, 25).

Wierna uczennica św. Wincentego „mówiła Pallottim” i działała jak on na rzecz powszechnego apostolstwa wiernych. Przyjęta do Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego żyła Bożym Miłosierdziem i to miłosierdzie świadczyła, stając się wcieleniem ewangelicznej ubogiej wdowy, która „ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie” (Mk 12, 44). Jeśli nie dawała sama, to wszystko przekazywała Pallottiemu i jego dziełu. Żyła bogatą duchowością. Jej małość i „nicość”, którą wyznawała, Bóg napełniał obficie swą Łaską i darami Ducha Świętego, wśród których była pełna gama charyzmatów. Jej chrystocentryczna, eucharystyczna i maryjna duchowość miała stałe odniesienia do Kościoła. Jej sensus Ecclesiae przewyższał zmysł Kościoła „kapłanów i uczonych w Piśmie”.

Zmarła jako ofiara całopalna i w opinii świętości. Panna Można, Virgo Potens z pewnością wprowadziła ją do Nieba. Kościół ogłaszając błogosławioną potwierdził intuicję ludu wierzącego i jej ponadczasową drogę radykalnego naśladowania Chrystusa. Naszym zobowiązaniem jest upowszechnienie jej kultu w drodze do kanonizacji, najlepiej przez wypraszanie pośrednictwa i wstawiennictwa wobec Boga Trzykroć Świętego, Ojca Miłosiernego. A w ten sposób spełni się jej życzenie: „Chciałabym, by niebo było pełne, czyściec pusty, a piekło zamknięte”.

Za: InfoSAC 08/11/2016 [33]