„W głowie inkwizytora” – Ojciec Gałuszka OP na temat inkwizycji

Na temat inkwizycji istnieją dwie legendy: czarna i biała. Pierwsza przyrównuje ją do Holokaustu, według drugiej – nie było jej wcale – mówi dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego.

Najnowszy numer „Tygodnika Powszechnego” zamieszcza wywiad z o. Tomaszem Gałuszką na temat inkwizycji.

„Inkwizycja jest nieprawdopodobnie obklejona ideologiami. Powiedziano na jej temat tyle bzdur, że powstały aż dwie legendy: czarna i biała. Ta pierwsza porównuje skutki działań inkwizycji do Holokaustu. Według drugiej inkwizycji wcale nie było. A jeśli istniała – to jako wielkie dobro ludzkości” – zauważa dominikanin w rozmowie z Maciejem Müllerem.

Dodaje, iż „niektórzy historycy są nawet gotowi zachwalać aspekt socjotwórczy inkwizycji: bo dzięki trybunałom ludzie wieczorami gromadzili się, dyskutowali i integrowali”.

A jak było naprawdę? O. Gałuszka przekonuje w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”, że aby zrozumieć inkwizycję, należy ją „odmitologizować” i „ściągnąć z niej nalot popkulturowy”. Jako przykład takiego patrzenia podaje wydaną niedawno po polsku przez dominikańską oficynę „W drodze” książkę „Inkwizycja i bracia św. Dominika. Słuszne prześladowania” amerykańskiej mediewistki Christine Caldwell Ames.

O. Gałuszka ceni amerykańską autorkę za to, że pomaga nam zrozumieć „mentalność inkwizytorów” oraz „pozwala wczuć się w tych ludzi, zrozumieć według jakich mechanizmów myśleli i jakie mieli systemy wartości”.

„Aby wejść w dialog z ludźmi średniowiecza, najpierw musimy dowiedzieć się, w jakich realiach funkcjonowali, co czytali, w co wierzyli, jak patrzyli na człowieka” – mówi dominikański historyk. Przypomina, iż żyjący w średniowieczu „uważali, że człowiek posługuje się nie tylko rozumem, jak jesteśmy skłonni myśleć my, skażeni nowożytnymi koncepcjami człowieka”, ale że  „równie ważna była wola”.

„I to jest kluczowa sprawa dla zrozumienia problemu inkwizycji: w wiekach średnich panowało przekonanie, że aby człowiek funkcjonował w społeczeństwie właściwie, powinien wolę dyscyplinować” – wyjaśnia o. Gałuszka. I dodaje: „Kara, którą nakładał inkwizytor, nie służyła do samego karania. Była w nią wpisana funkcja naprawcza: chodziło o to, by heretyk, po nawróceniu i odbyciu pokuty, mógł wrócić do społeczeństwa”.

Na pytanie, dlaczego heretykowi nie dawano spokoju i nie pozwalano, by wierzył, „jak chce”, dominikanin odpowiada, że „ludzie średniowiecza rozumieli lepiej niż my, że Kościół  funkcjonuje na zasadzie naczyń połączonych i grzech jednego pociąga w dół wszystkich”.

„Kościół brał na siebie opiekę nad ludzką wolą, by nie opierała się odkrytej już prawdzie. Inkwizytorzy wiedzieli, że człowiek może utracić zbawienie. Dlatego podejmowali akcję ratunkową – choćby musiała ona przyjąć charakter przymusowy i bezkompromisowy” – dodaje prezes Dominikańskiego Instytutu Historycznego.

Rozprawia się również z obiegową opinią, jakoby inkwizytorzy papiescy skazywali heretyków na spalenie na stosie, gdyż – jak przypomina – wyroki śmierci za herezje wydawały trybunały świeckie.

„Trybunał inkwizycyjny najpierw podejmował wszelkie starania, by heretyka przekonać do nawrócenia. (…). Jeśli mimo wszystkich wysiłków inkwizytor ponosił klęskę, wydawał wyrok, że dana osoba nie wykazuje chęci naprawy, więc on odstępuje od nałożenia pokuty. Czyli przekazuje heretyka ramieniu świeckiemu” – tłumaczy o. Gałuszka.

Przypomina jednocześnie, iż zgodnie ze średniowiecznym systemem prawnym, „trybunały świeckie miały obowiązek ścigania heretyków z urzędu, z bardzo poważnego paragrafu: zbrodni obrazy majestatu”.

„Podkreślam: władza świecka z urzędu ścigała heretyków, stanowili oni bowiem zagrożenie natury społecznej i politycznej. Trybunał świecki nie miał jednak pojęcia o teologii i niuansach doktrynalnych, więc każde oskarżenie o herezję mogło się skończyć zapaleniem stosu. Zdarzały się samosądy” – stwierdza o. Gałuszka.

Zaznacza, iż to, „że sprawą herezji zajęli się specjalnie wybrani przez Kościół ludzie, inkwizytorzy, uratowało – trzeba to powiedzieć – setki istnień ludzkich”, gdyż „proces był precyzyjny, powoływano biegłych i obrońców, o czym w trybunale świeckim można było tylko pomarzyć”.

Dominikanin przyznaje, że inkwizytorami były również osoby słynące z okrucieństwa, gdyż „w średniowieczu, jak dzisiaj, zdarzali się ludzie wielcy i mali”. Przestrzega jednak, by inkwizycji nie oceniać jedynie przez pryzmat tych ostatnich.

O. Gałuszka przywołuje m.in. postać francuskiego dominikanina Bernarda Gui – sportretowanego negatywnie przez Umberto Eco w głośnej i zekranizowanej powieści „Imię róży” – nazywając go „wielkim” i „świętym” inkwizytorem. Dominikanin przypomina, że żyjący w XIII i XIV wieku Gui w ciągu 20 lat działalności inkwizycyjnej oddał trybunałom świeckim najwyżej 30 osób na wydanych w tym czasie kilka tysięcy wyroków.

„Popkultura z inkwizycją obchodzi się okrutnie i niesprawiedliwie. Usilnie szuka patologii, po czym generalizuje, mówiąc: to jest właśnie obraz inkwizycji” – ubolewa szef Dominikańskiego Instytutu Historycznego. Zaznacza, iż „musimy podjąć nie lada wysiłek intelektualny, by zrozumieć złożoność, wielowymiarowość inkwizycji”.

„Wierzymy w ideę postępu, więc lubimy stawiać się w opozycji do ludzi średniowiecza i napawać się, jacy to jesteśmy lepsi. Ale to nie oni byli hipokrytami. Na przykład, podczas procesów świeckich stosowano tortury – zgoda, ale one były skodyfikowane, wszyscy o nich wiedzieli. Reguły były znane” – mówi mediewista.

„Dzisiaj najbardziej cywilizowane państwa wymuszają zeznania torturami, ale dzieje się to w ukryciu, nieoficjalnie. Ta obłuda z góry dyskwalifikuje nas jako sprawiedliwych sędziów przeszłych wieków. Równie dobrze to nasi przodkowie mogliby nas posadzić na ławie oskarżonych i sądzić za XX-wieczne ludobójstwa” – puentuje rozmowę z „Tygodnikiem Powszechnym” o. Gałuszka.

sz, dominikanie.pl / Tygodnik Powszechny / kn

Za: www.dominikanie.pl