We wspólnotach staramy się o ducha prawdziwie rodzinnego

O. Sebastian Feret OFM rozmawia z nowym prowincjałem Misjonarzy Oblatów O. Pawłem Zającem OMI

Prowincja Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej jest obecnie najliczniejszą prowincją zakonną w Polsce składającą się z 493 zakonników, 389 kapłanów, 45 braci zakonnych. Formację początkową przeżywa 47 kleryków, 10 nowicjuszy i 2 postulantów. 191 oblatów pracuje poza granicami Polski, ta liczba wskazuje, że celem Misjonarzy Oblatów jest wyjście na peryferia Kościoła. W Konstytucjach Zgromadzenia czytamy o ewangelizacji ubogich przez oblatów – „naczelną służbą w Kościele jest ukazywanie Chrystusa i Jego Królestwa najbardziej opuszczonym. (…) tam gdzie Kościół już istnieje Oblaci kierują się do grup, z którymi on ma najmniej kontaktu” (Konstytucja 5). W docieraniu do ludzi podejmujecie wszelakie formy pracy, byle umocnić w wierze katolików. Posługa na peryferiach domaga się mocnego kręgosłupa duchowego Oblatów. Proszę w kilku zdaniach opisać swoje Zgromadzenie.

Nasze Zgromadzenie powstało w 1816 r. Zrodziło się z pragnienia odbudowy struktur Kościoła, zniszczonych przez rewolucję francuską. Oblaci chcieli dotrzeć do tych ludzi, którzy mieli najmniejsze szanse na regularną i dobrą opiekę duszpasterską. Mieli uczynić „wszystko, co w ich mocy, aby na nowo ożywić wiarę gasnącą w sercach wielkiej liczby chrześcijan”. Czytając te słowa św. Eugeniusza de Mazenoda ma się wrażenie, że pisał je ktoś na początku XXI w. Podstawą duchowości Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej jest miłość do Chrystusa i Kościoła – umiłowanej Oblubienicy Jezusa Chrystusa – i chęć oddania wszystkich swych talentów Zbawicielowi, by mógł z nich korzystać dla dobra najuboższych. Naszym wzorem jest wspólnota Apostołów, a w centrum życia znajduje się krzyż. Maryja Niepokalana, nasza patronka, opiekuje się oblackimi dziełami – misjami w prawie 70 krajach świata, posługą misyjną i rekolekcyjną w kraju, dwoma ważnymi sanktuariami – na Świętym Krzyżu i w Kodniu nad Bugiem, animacją misyjną oraz materialną pomocą misjonarzom poprzez portal misyjne.pl, czasopismo „Misyjne Drogi” i działalność Prokury Misyjnej, działalnością młodzieżową, m.in. w ramach oblackiej wspólnoty młodzieży „Niniwa” i wieloma innymi. Gdy nie działamy na niwie ewangelizacji mamy przypominać niemal zakon monastyczny – z regularną modlitwą brewiarzową, wydłużoną modlitwą myślną i życiem braterskim we wspólnocie.

Znakiem Kościoła jest jedność. Również poszukiwanym znakiem dla wiernych są zakonnicy trwający we wspólnocie. Dla nas tym znakiem może być umiejętność współpracy międzyzakonnej. W jaki sposób możemy wychodzić ku sobie?

Wspólnota zakonna jest nieodzowna dla właściwego przeżywania charyzmatu, choć czasem z uwagi na naglące potrzeby misyjne oblaci pracują w pojedynkę, np. w Arktyce kanadyjskiej albo na Syberii. We wspólnotach staramy się o ducha prawdziwie rodzinnego, który dla wielu jest zauważalny i wyczuwalny. To otwiera nas w sposób naturalny na współpracę z innymi zakonami. Punktem wyjścia powinna być świadomość, że służymy temu samemu Zbawicielowi i Jego Kościołowi. Rezygnacja z ducha niewłaściwej konkurencji i braterska jedność są znakiem dla świata, coraz bardziej podzielonego i zazdrosnego o potęgę i wpływy. Dobrą formą współpracy są kongresy młodych zakonników, wspólne dzieła ewangelizacyjne, np. przy okazji Przystanku Jezus czy Lednicy, dobrze jest wspólnie świętować ważne dla nas jubileusze albo modlić się razem.

 

Proszę o przykład (osobisty, zaobserwowany) współpracy, którą należy (można) powielić.

W tym roku po raz pierwszy uczestniczyłem w spotkaniu wyższych przełożonych zakonnych na Jasnej Górze. Byłem pod wrażeniem dobrej atmosfery, życzliwych spotkań i spontanicznego poczucia jedności. Warto tego rodzaju doświadczenia upowszechniać na różnych płaszczyznach zakonnych posług. Latem zamierzam wybrać się także po raz pierwszy na Przystanek Jezus, ale wcześniej już słyszałem od współbraci, że jest to doskonała okazja do wspólnej posługi ewangelizacyjnej, niezależnie od indywidualnych charyzmatów zakonnych. Choć historycznie misje ad gentes były nieraz areną mało budujących przykładów konkurencji między zakonami, dziś wydają się być kolejną przestrzenią owocnej współpracy dla dobra ubogich. Delikatnym tematem jest formacja – z pewnością myśli się dziś w Polsce powoli o konsolidacji domów formacyjnych, jednak ważne jest zwłaszcza na tym etapie, by kandydat mógł przesiąknąć charyzmatem własnego zgromadzenia zakonnego. Za to korzystne są już z całą pewnością spotkania formowanych z różnych zakonów.

W dobie przemian społecznych, kulturowych potrzeba człowiekowi stabilizacji – głoszenia przypominającego i utrwalającego, a może wręcz przeciwnie: nowej i silnej narracji. Proszę o „słowo pomoc” dla innych zakonów i zgromadzeń w jaki sposób cząsteczka charyzmatu oblackiego może przyjść im z pomocą.

Wydaje mi się, że jednym z najważniejszych wyzwań, które rodzi współczesna kultura, jest potrzeba autentyczności własnego świadectwa wiary oraz spójności między stylem życia a głoszoną nauką. Charyzmat oblacki inspiruje nas do bycia blisko ludzi, którym głosimy Ewangelię, do wrażliwości na ich aspiracje oraz doświadczenia. Jeśli pozwolimy innym zbliżyć się do nas i sami będziemy mieć odwagę słuchać uważnie ich opowieści, nie będziemy mogli pozwolić sobie na powierzchowne słowa i krycie się za powagą autorytetu, instytucji czy własnej pozycji. Dzięki tej autentyczności zakonnik może stać się czytelnym i poszukiwanym znakiem dla świata, inspirującym pytania o Boga i sens życia. W przeciwnym wypadku jego rola sprowadzi się do bycia członkiem lepiej lub gorzej prosperującej korporacji. Autentyczność domaga się wyjścia poza fasadę świątyni. Tego rodzaju autentyczność chyba najbardziej przyciągała do Jezusa i z pewnością nie przestanie przyciągać do Jego uczniów nawet pośród gwałtownych przemian społecznych czy kulturowych. Jeden z naszych błogosławionych mawiał: „Świat należy do tego, kto go bardziej pokocha i kto mu tę miłość udowodni”.

o. Sebastian Feret OFM