Wierni synowie Maryi – misjonarze męczennicy z Pariacoto

jasnagora.comPod hasłem „Wierni synowie Maryi – misjonarze męczennicy z Pariacoto” odbyła się tegoroczna Sesja misjologiczna i czuwanie modlitewne Papieskiej Unii Misyjnej na Jasnej Górze.  

Czuwanie zorganizowano tradycyjnie w sobotę przed liturgicznym wspomnieniem św. Franciszka Ksawerego, patrona misji katolickich – w tym roku, 5 grudnia. W modlitwie uczestniczyli członkowie Papieskiej Unii Misyjnej, Żywego Różańca i osoby związane z misjami.

„Zawsze w okolicach liturgicznego wspomnienia św. Franciszka Ksawerego, patrona misji, Papieska Unia Misyjna i Żywy Różaniec gromadzi się tutaj, w Domu Matki, aby modlić się w intencjach misyjnych, a jednocześnie podejmować refleksje misjologiczną – przypomina ks. prał. Tomasz Atłas, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce – Nie planowaliśmy w tym roku takiej zbieżności, spotkania w Domu Matki i beatyfikacji polskich misjonarzy męczenników z Pariacoto. W związku tym, tematem, który nam się narzucił, jest temat męczeństwa w posłudze misyjnych i polskich męczenników, nie tylko tych, którzy będą wyniesieni na ołtarze, ale też tych innych, którzy po latach ofiarnych pracy swoją misyjną pracę przypieczętowali poprzez męczeństwo, a na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat było to kilka osób”.

„Podczas Sesji będziemy mówić o męczeństwie z punktu widzenia teologicznego, posłuchamy też konkretnych świadectw dotyczących męczeństwa naszych braci w wierze w Iraku i Syrii, będziemy też w czasie nocnego czuwania modlić się, najpierw dziękując za bł. o. Michała i bł. o. Zbigniewa, ale także polecając tych wszystkich misjonarzy i chrześcijan, którym przychodzi żyć, pracować, ewangelizować w trudnych, niebezpiecznych warunkach” – podkreślił ks. prał. Atłas.

Mszy św. odprawionej w sobotę o godz. 14.00 w Kaplicy Cudownego Obrazu przewodniczył bp Łukasz Buzun, biskup pomocniczy diec. kaliskiej, paulin.

„Dzisiaj jest dzień szczególny – podkreślał witając wiernych bp Łukasz Buzun – Jak wiemy, dzisiaj jest beatyfikacja pierwszych polskich męczenników: o. Michał i o. Zbigniewa, i to też jest m.in. motyw naszego spotkania i dziękczynienia eucharystycznego”.

„Męczennicy, dzisiejsi błogosławieni, dali świadectwo, że ten udział w życiu Boga był przez całe ich życie, krótkie w sumie, rozwijany, i że on się nie zakończył, bo ich postanowienie pójścia z Chrystusem, odpowiedź na powołanie, jeśli byłaby tylko ludzka, byłaby naznaczona słabością i miała swój kres – zauważył w homilii bp Buzun – Ale dzisiaj mamy tą szeroką perspektywę eklezjalną, kościelną, że udział w życiu Boga ich ciągle trwa, i stali się dla nas świadkami tej miłości, która jest odważna, mężna, i która jest związana z krzyżem, bo tak jak i prawda, tak i miłość jest związana z krzyżem. Oni przeżywali swoje życie w bliskości z Bogiem na różne sposoby, a nie jest to proste i łatwe, i często człowiek ze smutkiem, w różnych sytuacjach, wycofuje się z tej relacji, bo ona jest wymagająca. Ale oni byli ożywieni miłością. Jeśli człowiek nie ma w sercu miłości, to nawet małe problemy są nie do uniesienia. Narzekamy, stajemy się zgryźliwi, stajemy się nieznośni dla drugich osób, kiedy nie mamy w sercu tego dynamizmu, tego założenia, do którego się przyznajemy codziennie od nowa, w różnych sytuacjach, że oddajemy się Bogu bez zastrzeżeń”.

„Oni się zapalili miłością do Chrystusa i okazali wiarę, która nie była wiarą słabą, tchórzliwą małostkową, ale wiarą mężną. Możemy powiedzieć, że nie przespali swojego życia – kontynuował Biskup – Heroiczne męstwo, postawa jednocześnie rozumna, dopytująca, konkretna, tych dzisiejszych świadków wiary, ale żeby być mężnym na zewnątrz, w czynie, to najpierw to męstwo musi być naszą postawą wewnętrzną, która może się okazywać w tym, że człowiek nie ulega zniechęceniu, nie ulega też smutkowi, który rodzi się niejednokrotnie z obawy przed przyszłością, przed tym, co trudne, a może przed własną słabością i świadomością upadków, które były naszym udziałem w przeszłości. (…) Stajemy się ludźmi odważnymi, mężnymi poprzez konkretne czyny. To one nas budują, są budulcem naszego człowieczeństwa, dojrzałego, świetlanego, pięknego, i każdy dzień jest takim czasem nauki, każde teraz, które było ich udziałem, jest naszym udziałem, jest czasem nauki miłości i jednocześnie przygotowaniem do tego ostatniego egzaminu, którym będziemy rozliczeni z miłości”.

Ks. Jan Kędziora, pallotyn, pracował na misjach w Kongo w latach 1981- 2003, a po przerwie w Polsce powrócił na półtoraroczną misję do Afryki Zachodniej na Wybrzeże Kości Słoniowej. „Tam czas minął bardzo szybka, jakby to wczoraj wszystko było, ale przyjeżdżając z Afryki do Polski trzeba było się zaaklimatyzować – opowiada ks. Jan Kędziora – O tamtych latach muszę powiedzieć, że bardzo mile wspominał wszystkie spotkania z ludźmi, których wiara jest bardziej żywa niż tu w Polsce, i bardziej są zainteresowani Ewangelią, i nie tylko chodzi o katolików, ale o wszystkich ludzi, a w Afryce nie spotkałem człowieka niewierzącego, wszyty są wierzący, ale na różny sposób”.

„Ewangelizację rozpoczęliśmy w latach 1990-91 i mieliśmy 30-tu ewangelizatorów świeckich, których przygotowywaliśmy przez cały rok, którzy nadawali tętno ewangelizacji – wspomina kapłan – Było nas czterech księży na parafii, (…) a zaczynając było nas tylko dwóch w 1981 roku. Każdy miał swoją grupę ewangelizatorów. Były cztery punkty ewangelizacyjne, oczywiście nie w kościele, tylko na terenie miasta pod plandekami. Były cztery konferencje, które zaczynały się o godz. 12.00, były piosenki, modlitwy, a o 13.00 była już ewangelizacja. Były cztery kazania, a między kazaniami były pieśni i modlitwy. (…) Na ewangelizacje szedł kto chciał. Była tak modna, że prawie wszyscy szli, w mieście nie było prawie ludzi wówczas, tylko wszyscy szli na ewangelizacje”.

o. Stanisław Tomoń 
BPJG / es

Więcej na: www.jasnagora.com