Rzym: spełnione proroctwo franciszkańskie

„Przydałby się habit papieski” – usłyszała dziennikarka jednej z włoskich gazet od przypadkowo spotkanej pątniczki przed wejściem do bazyliki w Asyżu, kolebki franciszkanizmu, która jest także kaplicą papieską.

Ostrożni w prognozach byli na początku marca franciszkanie, którzy byli świadkiem tego epizodu.

„Papież franciszkański byłby po ludzku pożądany, ale jak powiedział kiedyś kardynał Mediolanu Dionigi Tettamanzi, to nie my wybieramy papieża, ale wybierają go ci od dachu wzwyż” – stwierdził o. Enzo Fortunato, rzecznik prasowy Sacro Convento.

Dodał on także: „wszystko dzieje się w sercach osób, które otwierają się na działanie Ducha Świętego, który zarządza, dając radę zaskakiwać nas”.

Były to prawdziwie prorockie słowa, aczkolwiek Duch Święty zrobił wszystko, jak zawsze, po swojemu, wbrew uproszczonym ludzkim rozumowaniom czy logice.

Po ludzku mówiło się o kapucynie Sean Patrick O’Malley, arcybiskupie Bostonu, jako potencjalnym kandydacie.

Bracia z Asyżu przygotowali nawet dossier 4 papieży franciszkańskich na stolicy piotrowej, na wypadek, gdyby miał się przydać.

Bóg wybrał jednak swoje, oryginalne rozwiązanie. 13 marca został wybrany 266. następcą Piotra jezuita o duchu typowo franciszkańskim, znany z prostoty życia i troski o ubogich.

Jorge Mario Bergoglio, 76-letni arcybiskup Buenos Aires i prymas Argentyny, pierwszy jezuita, który został wybrany papieżem, po raz pierwszy w niemal dwutysięcznej historii Kościoła przybrał imię Franciszka.

„Papież powiedział nam, że wybrał imię Franciszka ku czci św. Franciszka z Asyżu” – powiedział kard. Timothy Dolan na spotkaniu z prasą po wyborze nowego Papieża. „Wiemy wszyscy – dodał on – że święty z Asyżu zajął się ubogimi i ostatnimi, i to będzie zajęciem nowego papieża”.

Kto zna Jorge Mario Bergoglio, wie, dlaczego zadecydował wybrać imię Franciszka. Kardynał i arcybiskup Buenos Aires jest osobą o rozbrajającej pokorze.

Poświęcił większą część swojego życia trosce o ubogich i chorych, wzbudzając sensację myciem stóp chorym na AIDS.

Osoba prosta, nie ma kierowcy, sekretarza, porusza się rowerem, w metrze lub autobusem. Zasłynął z niezliczonych epizodów pracy w najuboższych dzielnicach Buenos Aires.

Kapłan „normalny”, przygotowany i solidny jak jezuita, łagodny i braterski jak franciszkanin, świadomy słabości ludzkiej i miłosierdzia Bożego, prosi zawsze o modlitwę i ofiaruje ją, kogokolwiek spotyka.

Podczas konklawe 2005 r. otrzymał najwięcej głosów po Ratzingerze. Mógł pokrzyżować jego wybory, a pomimo to pokornie poprosił, aby głosować na przyszłego Benedykta XVI.

Odrzucał zawsze wszelkie możliwe przywileje, szukając braterstwa i dzielenia się z ubogimi i ze słabymi. Jest wielu w Argentynie, którzy już teraz uważają go za świętego.

red.

Źródło:

Za: www.franciszkanie.pl.