Dominikanie: Ojciec Girotti dał się porwać Słowu Bożemu

26 kwietnia odbyła się beatyfikacja ojca Giuseppe Girottiego – dominikanina, który poniósł śmierć męczeńską w Dachau za ratowanie Żydów w czasie Holocaustu.Uroczystości, którym przewodniczył kard. Severino Poletto, arcybiskup metropolita Turynu i delegat papieża Franciszka, odbyły się w katedrze we włoskiej Albie – gdzie 30 lipca 1905 roku został ochrzczony o. Girotti. Wzięli w nich udział biskupi, a także generał Zakonu Kaznodziejskiego – o. Bruno Cadoré. Obecni byli licznie bracia, siostry i świeccy Zakonu oraz około 1,5 tysiąca wiernych diecezji, z której pochodził nowy błogosławiony.

Troszczył się o ubogich i słabych

„Wszystko, co robię, robię z miłości” – te słowa o. Giuseppe Girotti powtarzał nawet swoim prześladowcom. Po upływie blisko 70 lat od jego śmierci w obozie koncentracyjnym w Dachau Kościół uznał heroiczną naturę tejże miłości, przeżywanej aż do chwili męczeństwa.

W homilii kard. Poletto przypomniał najważniejsze etapy życia nowego błogosławionego. „Wychował się w rodzinie pielęgnującej prawdziwie ludzkie i chrześcijańskie wartości. Wyrósł na ziemi, w której wiara była niczym latarnia morska będąca punktem orientacyjnym dla wszelkiej ludzkiej egzystencji. Wstąpił do zakonu dominikanów i natychmiast dał się porwać Słowu Bożemu” – mówił hierarcha.

Zaznaczył, że poprzez rozważanie Pisma Świętego i Ewangelii, Błogosławiony „nauczył się kochać i dobrze czynić swoim braciom, zwłaszcza tym ubogim i chorym”. Kard. Poletto dodał, że wyjątkowe miejsce zajmowali w jego życiu prześladowani z powodów rasowych, przede wszystkim zaś ci, których uważał za „starszych braci” – Żydzi.

Droga do męczeństwa

O. Girotti – wspomniał kardynał – „nie zważając na ryzyko, na które narażał samego siebie, stał się obrońcą Żydów zamieszkujących w Turynie i jego okolicach. Nie przestał ich chronić także wtedy, gdy naziści poszukiwali ich, aby posłać ich do obozów koncentracyjnych”.

To właśnie z racji pomocy Żydom polecono śledzić Girottiego i aresztowano go 29 sierpnia 1944 roku. Więziony był kolejno w Turynie, Mediolanie, Bolzano, a wreszcie w obozie zagłady w Dachau – gdzie musiał ciężko pracować od rana do wieczora. W obozie niósł pomoc współwięźniom.

Tu – jak powiedział kard. Poletto – „dokonał swojego żywota, ofiarowując się w codziennym darze miłości, którym było jego prawdziwe męczeństwo”. Zginął w Wielkanoc, 1 kwietnia 1945 roku, po siedmiu miesiącach niewoli. W jego aktach osobowych przechowywanych w Dachau można przeczytać, że został tam osadzony, ponieważ pomagał Żydom.

Karmił się modlitwą i Pismem Świętym

Przedstawiciel papieża Franciszka zachęcał także do refleksji nad życiem duchowym nowego błogosławionego: „Był pilny w studiowaniu Pisma Świętego, karmił się modlitwą. Chleb Słowa sprawił, że o. Girotti, nigdy nie utracił radości i pogody ducha – nawet w obozie koncentracyjnym”.

To on – jak mówił hierarcha – „trwając dzięki gorliwej modlitwie i codziennemu uczestnictwu w Eucharystii, odprawianej o godz. 4 rano, budował więź braterstwa z uwięzionymi wraz z nim kapłanami w baraku numer 26, przeznaczonym dla 180 osób, ale zamieszkanym przez ponad tysiąc duchownych. Swoim radosnym i bezpośrednim usposobieniem, które było owocem czystego i zanurzonego w Bogu serca, o. Girotti podnosił morale swoich współbraci”.

Ekumenizm w obozowym baraku

Kardynał Poletto podkreślał także wielką tęsknotę o. Giuseppe za jednością chrześcijan. Jak zaznaczył, podział wśród uczniów Jezusa, który stopniowo pogłębiał się w kolejnych epokach historii, był również widoczny w baraku numer 26 w obozie koncentracyjnym w Dachau, gdzie razem byli uwięzieni katolicy, prawosławni, protestanci i przedstawiciele innych wyznań.

„W tym miejscu cierpienia dialog ekumeniczny był realizowany w bardzo wyjątkowy sposób”, ponieważ więźniowie „zwycięsko wspomagali się nawzajem w dźwiganiu krzyża, ofiarowując Jedynemu Panu swoje trudności, choroby i wyczerpującą pracę” – mówił kaznodzieja.

Więcej na: www.dominikanie.pl