Franciszek posłał Misjonarzy Miłosierdzia: dłonie leczące rany

RV„Obyście pomogli otworzyć drzwi serc, żeby przezwyciężyć wstyd i nie uciekać od światła. Niech wasze ręce błogosławią i pocieszają jak ojcowskie dłonie i niech leczą rany”. Tymi słowami Papież rozesłał na świat ponad tysiąc Misjonarzy Miłosierdzia. Uczynił to w czasie liturgii Środy Popielcowej, która wyjątkowo nie była sprawowana w bazylice św. Sabiny na Awentynie, tylko w Watykanie przy relikwiach świętych spowiedników: Pio z Pietrelciny i Leopolda Mandića. Było to już drugie spotkanie Franciszka z Misjonarzami miłosierdzia. Wczoraj przyjął on ich na specjalnej audiencji.

Nawiązując do wybrzmiewającej na progu Wielkiego Postu zachęty św. Pawła „pojednajcie się z Bogiem”, Franciszek apelował, byśmy „nie blokowali naszych serc przed Bogiem”. Podkreślił, że pierwszym krokiem drogi chrześcijańskiej jest „uznanie siebie za potrzebujących miłosierdzia”. Wskazał zarazem na przeszkody zamykające drzwi ludzkiego serca na Boga.

„Istnieje pokusa, aby zablokować drzwi albo żyć z własnym grzechem, minimalizując go, zawsze się usprawiedliwiając, myśląc, że nie jesteśmy gorsi od innych. W ten sposób zamykają się jednak zamki duszy i pozostajemy zamknięci wewnętrznie,  stajemy się więźniami zła – mówił Franciszek. – Inną przeszkodą jest wstyd, by otworzyć tajemne drzwi serca. Wstyd jest w istocie dobrym znakiem, ponieważ wskakuje, że chcemy oderwać się od zła. Jednak nigdy nie może przemieniać się w lęk czy strach. Jest jeszcze trzecia pułapka: odsunąć się od drzwi. Ma to miejsce, kiedy zaszywamy się w naszej niedoli, gdy ciągle rozpamiętujemy rzeczy negatywne, łącząc je ze sobą, aż po pogrążenie się w najciemniejszych otchłaniach duszy. Wtedy stajemy się przyzwyczajeni do smutku, którego nie chcemy, zniechęcamy się i jesteśmy słabsi w obliczu pokus. Dzieje się tak, bo jesteśmy sami ze sobą, zamykając się i uciekając od światła, podczas gdy wyzwala nas tylko łaska Pana. Zatem pojednajmy się, posłuchajmy Jezusa mówiącego do tych, którzy są utrudzeni i obciążeni: «Przyjdźcie do Mnie». Nie trzeba trwać w sobie samym, ale iść do Niego! Tam jest orzeźwienie i pokój”.

Franciszek przypomniał, że Ewangelia rozpoczynająca Wielki Post zachęca nas, abyśmy mieli w nim aktywny udział, podejmując trzy środki, trzy leki, które leczą z grzechu.

„Najpierw modlitwa, będąca wyrazem otwarcia i ufności w Panu: to osobiste spotkanie z Nim, które skraca dystans stworzony przez grzech. Modlić się znaczy mówić: «Nie jestem samowystarczalny, potrzebuję Ciebie, Ty jesteś moim życiem i moim zbawieniem» – mówił Ojciec Święty. – Po drugie posługa charytatywna, aby przezwyciężyć obcość wobec innych. Prawdziwa miłość bowiem nie jest aktem zewnętrznym, nie jest dawaniem czegoś na sposób paternalistyczny, aby uspokoić sumienie, ale jest zaakceptowaniem tego, kto potrzebuje naszego czasu, naszej przyjaźni, naszej pomocy. To życie służbą, przezwyciężając pokusę, aby zaspokoić siebie. Po trzecie –  post, pokuta, aby się uwolnić od uzależnień wobec tego, co mija, i uczyć się być bardziej wrażliwymi i miłosiernymi. Jest to zachęta do prostoty i dzielenia się z innymi: ująć coś z naszego stołu i naszych dóbr, aby na nowo odkryć prawdziwe dobro wolności”.

Na zakończenie Ojciec Święty życzył wszystkim, by Wielki Post był czasem dobroczynnego  „okrzesywania” z fałszu, światowości, obojętności: aby nie myśleć, że wszystko jest w porządku, jeśli ja mam się dobrze; aby zrozumieć, że to, co się liczy, to nie akceptacja, dążenie do sukcesu i zgody, ale oczyszczenie serca i życia; aby odnaleźć na nowo tożsamość chrześcijańską, to znaczy miłość, która służy, a nie egoizm, który posługuje się innymi.

bz/ rv

Więcej na: Radio Watykańskie


Homilia Ojca Świętego Franciszka wygłoszona podczas Mszy św. na rozpoczęcie Wielkiego Postu

Słowo Boże na początku drogi wielkopostnej kieruje do Kościoła i do każdego z nas dwa zaproszenia. Pierwszym jest zaproszenie św. Pawła: „Prosimy: pojednajcie się z Bogiem (2 Kor 5,20). Nie jest to zwykła ojcowska rada i nie tylko jakaś sugestia. Jest to prawdziwa i osobista prośba zanoszona w imię Chrystusa: „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (tamże). Skąd taki podniosły i pełen zatroskania apel?

Ponieważ Chrystus wie dobrze, jak bardzo jesteśmy słabi i grzeszni. On zna słabość naszego serca. Widzi je zranione złem, jakie popełniliśmy i któremu ulegliśmy. On wie, jak bardzo potrzebujemy przebaczenia i wie również, że aby czynić dobro potrzebna jest świadomość bycia kochanym. W pojedynkę nie damy rady i dlatego ten apostoł nie mówi, aby czynić cokolwiek, ale byśmy pojednali się z Bogiem. Abyśmy pozwolili Mu, by nam przebaczył, i to pełni ufności, ponieważ „Bóg jest większy od naszego serca” (1 J 3,20). On pokonuje grzech i podnosi nas z naszej nędzy, jeśli Jemu ją powierzamy. Trzeba, abyśmy uznali siebie za potrzebujących miłosierdzia. To jest pierwszy krok dla chrześcijanina. Chodzi o to, aby przejść przez otwartą bramę, jaką jest Chrystus, gdzie On sam, Zbawiciel, nas oczekuje i ofiaruje nam nowe życie, pełne radości.

Mogą istnieć pewne przeszkody, które zamykają drzwi naszego serca. Istnieje pokusa, aby je opancerzyć lub też tak żyć z własnym grzechem, aby go minimalizować, usprawiedliwiając się zawsze, myśląc, że nie jesteśmy gorsi od innych. W ten sposób jednak zatrzaskujemy drzwi naszej duszy i pozostajemy zamknięci wewnątrz jako więźniowie zła. Inna przeszkodą jest nieśmiałość przed otwarciem sekretnych drzwi naszego serca. Nieśmiałość (wstydliwość) w rzeczywistości jest dobrą oznaką, ponieważ wskazuje, że pragniemy oddalić się od zła, ale nigdy nie może się ona przemienić w lęk, czy też strach.

Istnieje też trzecia pułapka, aby oddalić się od drzwi. Następuje to wówczas, gdy zaszywamy się w naszej nędzy, kiedy to nieustannie roztrząsamy nasze biedy, dostrzegając w nich rzeczy tylko negatywne – aż po zanurzenie się w najbardziej mrocznych zakątkach naszej duszy. Wówczas zaprzyjaźniamy się ze smutkiem, którego nie chcemy. Zniechęcamy się i stajemy się coraz słabsi wobec pokus.

Ma to miejsce wówczas, gdy pozostajemy sami ze sobą, zamykając się i uciekając od światła, podczas gdy tylko łaska Chrystusa czyni nas wolnymi. A zatem pojednajmy się, posłuchajmy Jezusa, który mówi do tych, którzy są zmęczeni i strapieni: „Przyjdźcie do Mnie”. Nie zamykajcie się w samych sobie, ale pójdźcie do Niego. U Niego znajdziecie wytchnienie i pokój.

Podczas tej celebracji obecni są Misjonarze Miłosierdzia, którzy otrzymają mandat bycia znakami i narzędziami Bożego przebaczenia. Drodzy bracia, obyście potrafili pomagać otwierać drzwi serc, przezwyciężać poczucie wstydu i nie uciekać od światła. Oby wasze ręce mogły błogosławić i podnosić braci i siostry po ojcowsku; oby za waszym pośrednictwem spojrzenie i ręce Ojca spoczęły na Jego dzieciach i uleczyły ich rany.

Jest też drugie wezwanie Boga, wypowiedziane przez proroka Joela: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem” (2,12). Jeśli istnieje potrzeba powrotu do Boga to dlatego, że oddaliliśmy się od Niego. To jest tajemnica grzechu: oddaliliśmy się od Boga, od nas samych. To nie jest trudne do zauważenia, ponieważ wiemy, jak trudno jest nam zaufać Bogu, zaufać Mu jako Ojcu, bez lęku. Jak trudno nam przychodzi miłować bliźnich, łatwiej nam źle myśleć o nich. Jak trudno przychodzi nam wypełniać prawdziwe dobro, podczas gdy pociąga i kusi tyle rzeczy materialnych, które są ulotne i w konsekwencji czynią nas ubogimi.

Obok tej historii grzechu istnieje historia zbawienia zapoczątkowana przez Jezusa Chrystusa. Ewangelia, którą otwieramy Wielki Post, zachęca nas, abyśmy stali się jego uczestnikami przez przyjęcie trzech lekarstw, które mogą uleczyć nas z grzechu (por. Mt 6.1-6.16-18).

Pierwszym lekarstwem jest modlitwa, znak otwarcia i zaufania Bogu. Jest ona osobistym spotkaniem z Nim, który niweluje wszelki dystans, stworzony przez grzech. Modlić się znaczy mówić: „Nie jestem samowystarczalny, potrzebuję Ciebie, Ty jesteś moim życiem i moim zbawieniem”. Drugim lekarstwem jest miłosierdzie dla pokonania obcości względem drugich. Prawdziwa miłość bowiem nie jest aktem zewnętrznym, nie jest daniem czegoś w sposób paternalistyczny dla uspokojenia własnego sumienia, ale jest przyjęciem tego, kto potrzebuje naszego czasu, naszej przyjaźni, naszej pomocy. Jest ona służbą, którą pokonujemy pokusę samozaspokojenia.

Trzecim lekarstwem jest post, pokuta dla wyzwolenia nas od uzależnienia się od tego, co przemijające, i dla ćwiczenia się w byciu bardziej wrażliwymi i miłosiernymi. To wezwanie do prostoty i dzielenia się, byśmy odmówili sobie czegoś do jedzenia i czegoś z rzeczy materialnych, by odnaleźć dobro prawdziwej wolności.

„Nawróćcie się do Mnie – mówi Pan – całym swym sercem”, a więc nie jakimś aktem zewnętrznym, ale całym naszym wnętrzem. Jezus rzeczywiście wzywa nas, abyśmy modlitwę, miłosierdzie i pokutę przeżywali zgodnie z prawdą i w sposób autentyczny, przezwyciężając hipokryzję.

Wielki Post jest czasem dobroczynnego „ukrócania” w nas fałszu, światowości i obojętności, abyśmy nie uważali, że wszystko jest w porządku, jeżeli tylko ja sam czuję się dobrze; aby zrozumieć, że to, co się naprawdę liczy, to nie powszechna akceptacja, dążenie do sukcesu i ugody. Wielki Post jest po to, aby odnaleźć chrześcijańską tożsamość, tzn. miłość, która służy, a nie egoizm, który się posługuje innymi. Podejmijmy razem tę drogę jako Kościół, przyjmując popiół i spoglądając na Ukrzyżowanego. On, miłując nas, wzywa nas, abyśmy pojednali się z Bogiem i powrócili do Niego, aby odnaleźć samych siebie.

Tłumaczenie: Radio Maryja

Więcej (video) na: Radio Maryja