Jezuici: Wieści z Santiago de Chile

Już sporo czasu minęło od ostatniego razu, gdy Krzysiek Jeleń i ja przesłaliśmy wieści z dalekiego Chile. Już nawet z tego powodu zaczęły mnie nękać wyrzuty sumienia.

Ostatnie miesiące były obfite w doświadczenia duszpasterskie w miejscach, gdzie pracujemy: Krzysiek w naszej organizacji charytatywnej Hogar de Cristo (Dom Chrystusa) i ja w szkole San Ignacio. Ale też był i czas na odpoczynek, spotkanie jezuitów z Chile i rekolekcje ośmiodniowe. Tak więc pełen bagaż doświadczeń.

Dla mnie cały miniony rok był okazją do zmierzenia się z nowym wyzwaniem: praca w roli wychowawcy z chłopakami z drugiej klasy liceum (w wieku 15 i 16 lat). Podsumowując ten okres (rok szkolny trwa tutaj od marca do grudnia) mogę śmiało powiedzieć, że wiele się nauczyłem, wiele wniosków wyciągnąłem z własnych błędów i zdałem sobie sprawę, w czym muszę jeszcze wzrastać w pracy wychowawczej.

W ciągu tego roku mogłem bliżej poznać grupę trzydziestu chłopaków, towarzyszyć im prawie każdego dnia w ich zmaganiach, doświadczyć ich problemów osobistych i rodzinnych (a tych niestety mają niemało). Ważny był też kontakt z rodzicami – wiele rozmów indywidualnych, zebrań, itp. Praca w roli wychowawcy pomogła mi poznać jeszcze lepiej szkołę i edukację ignacjańską w wydaniu chilijskim. Oprócz tego pracowałem też bardziej duszpastersko, uczestnicząc w rekolekcjach młodzieżowych, przygotowując dzieci do pierwszej Komunii świętej, towarzysząc wspólnocie WŻCh młodzieżowego.

Styczeń i luty to miesiące wakacyjne. Dla nas, jezuitów, cały pierwszy miesiąc tego okresu to czas apostolski: prowadzenie rekolekcji, wyjazdy z młodzieżą, obozy i różnego typu wakacyjne prace duszpasterskie.

Uczestniczyłem w dwóch seriach rekolekcji-obozów dla młodzieży z naszej wspólnoty WŻCh. Najpierw towarzyszyłem młodzieży, która organizowała kolonie wakacyjne dla dzieci jednej z biedniejszych dzielnic Santiago: mieliśmy przygotowane dla nich gry, zabawy i różne aktywizacje, które miały pomóc choć trochę i urozmaicić czas wakacyjny dzieciakom nie mającym za wiele okazji, by wyjechać poza miasto.

Drugi wyjazd to misje, doświadczenie, w czasie którego młodzi dzielą się swoją wiarą. Przebywaliśmy tydzień czasu na południu Chile, w malowniczym rejonie archipelagu Chiloe, na malutkiej wysepce, gdzie mieszka około stu osób, a ksiądz dociera, co najwyżej, raz do roku. Miejsce oddalone od reszty kraju, trudno dostępne i niezwykle ładne.

Luty to okres wypoczynku. Dwa pierwsze tygodnie byłem na wakacjach z moją wspólnotą (istnieje tutaj tradycja wspólnotowego odpoczynku). Z ciekawszych doświadczeń z tego wyjazdu pochwalić się mogę zdobyciem wulkanu Lonquimay (wysokość ok. 2800 m n.p.m.).

W drugiej połowie tego miesiąca uczestniczyliśmy w spotkanie jezuitów mieszkających w Chile i w rekolekcjach ośmiodniowych. Szczególnie rekolekcje były dla mnie doświadczeniem niezwykle mocnym, w którym znów zdałem sobie sprawę, że Pan lubi zaskakiwać i że niekiedy się z nami nie patyczkuje… Ale zawsze podnosi i prowadzi. Tak więc rekolekcje zakończyłem umocniony i gotowy do rozpoczęcia ostatniego semestru magisterki w Chile.

Ta ostatnia prosta to oczywiście czas podsumowania, pogłębiania relacji z wieloma osobami, trochę też zbierania owoców tych – już ponad dwóch lat – w Chile. Na brak zajęć nie narzekam, ale już mam pracę mniej intensywną niż w minionym roku – bardziej towarzyszenie chłopakom w szkole i we wspólnocie młodzieżowej. Prowadzę też zajęcia o duchowości ignacjańskiej dla najstarszych uczniów, z czwartej klasy licealnej.

Czuję się tu w Chile bardzo dobrze i Panu Bogu bardzo dziękuję za to cenne doświadczenie magisterki „na końcu świata”. Pozdrawiam serdecznie wszystkich Współbraci i nadal polecam się Waszym modlitwom.

Wojtek Bojanowski SJ


W kończącym się roku 2013 w Hogar de Cristo panowała iście świąteczna atmosfera… więc pracy było sporo… spotkania adwentowe, spotkania kończące rok, spotkania świąteczne, spotkania poświąteczne, wyjścia grupowe, wyjścia indywidualne. Dużo ciekawych wydarzeń.

Wspomnę tutaj o trzech wydarzeniach. Pierwsze to wyjście do wesołego miasteczka z dziećmi, młodzieżą, ludźmi starszymi i z pracownikami. Sam skorzystałem z tej okazji i udałem się jak w zeszłym roku, aby dotrzymać towarzystwa i przy okazji trochę pojeździć na różnych zjeżdżalniach. Drugie to Msza Święta zorganizowana blisko centrum miasta na jednym z placów – abyśmy wspólnie mogli się ucieszyć z Narodzin Pana Jezusa. Liczba uczestniczących była spora, a najważniejsze było to, że z każdą upływającą minutą ludzi było coraz więcej – co nie jest takie oczywiste tutaj w Chile. Każdy mógł się przybliżyć – i wielu pozostało! Trzecie to kolacja świąteczna 25 grudnia dla ludzi, którzy mieszkają na placu lub w naszych domach pomocy i dla ludzi sąsiadujących z naszymi programami. Przybyło wielu wolontariuszy stałych jak i tych, którzy w tych dniach chcą wyjść i pomóc. Przybyła spora grupa obcokrajowców.

Dla mojej grupy pastoralnej był to czas intensywny.

Po skończonych świętach przez trzy dni odłączeni od świata modliliśmy się i rozmawialiśmy na temat naszej duchowości w pracy. Wydawało się, że będzie to wyjazd bardzo męczący (bo poświąteczny i nie rekreacyjny), ale wyszło z tego wiele dobra, idei, pomysłów. W tym czasie towarzyszył nam również o. Juan Ochagavía SI, dzieląc się z nami swoimi doświadczeniem duchowości, jak i udzielając cennych wskazówek co do aktualizacji naszej pracy. Ojciec Juan 37 lat temu napisał tekst „Duchowość w Hogar de Cristo”. Czytając ten tekst ma się wrażenie, że został napisany wczoraj.

W styczniu udałem się do dwóch domów Hogar de Cristo (Santa Cruz y Curico), aby w praktyce zobaczyć i doświadczyć, co znaczy być pracownikiem i ile miłości kosztuje opiekowaniem się ludźmi starszymi. Byłem duszpasterzem, słuchającym, rozmawiającym i opiekującym się setką dziadków i spotykając się także z pracownikami, byśmy mieli czas na podzielenie się naszymi doświadczeniami i naszym powołaniem do pracy w Hogar de Cristo.

Krótko podsumowując ten czas wyjazdu: Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie (…) Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25, 31-46).

W Santa Cruz odwiedziłem muzeum, gdzie jedna z ekspozycji przeznaczona jest uratowaniu 33 górników na pustyni Atacama (co mogliśmy też śledzić w „wydarzeniach” z Polski). Zrobiłem zdjęcie, choć było napisane, że nie można robić – jest i polski akcent.

W lutym wakacje… szybko wyjechaliśmy na nasz upragniony i oczekiwany wypoczynek. Całą wspólnotą (8 osób) odpoczywaliśmy na południu Chile, w Villarica nad jeziorem… Był czas na wycieczki krajoznawcze, wspólne obiady jak i odprawianie Mszy św. Wszystko, co dobre szybko się kończy i tak zjechaliśmy do Santiago, aby udać się już następnego dnia na święcenia diakonatu, spotkanie prowincji i rekolekcje 8-dniowe.

Krzysiek Jeleń SJ

RED.\ („Jezuici Nasze Sprawy”, marzec 2014)

Za: www.jezuici.pl