Munyonyo. Mpola Mpola, Muzungu?

Tytuł w wolnym tłumaczeniu znaczy: Powoli. Gdzie się biały [człowieku] tak śpieszysz? Takie słowa zapewne przychodzą do głowy niejednemu Ugandyjczykowi, kiedy patrzy się na naszą franciszkańską obecność w Munyonyo, która charakteryzuje się dosyć intensywnym tempem rozwoju.

Zalew błogosławieństw

Sami mamy wrażenie jakby Bóg otworzył jakąś wielką tamę z błogosławieństwami, które zaczęły napełniać to miejsce i miejscową ludność. Wizyta Papieża Franciszka, wybudowanie nowego kościoła, otwarcie parafii, konsekracja świątyni, wybudowanie i otwarcie klasztoru oraz postulatu… To przecież bardzo dużo! I to wszystko wydarzyło się w ciągu dwóch lat. A to wcale nie koniec, gdyż planowana jest tutaj również budowa pięknej kaplicy Bożego Miłosierdzia. Pozostałe nasze miejsca też nie narzekają: zaczęto już budowę dosyć dużego szpitala w Matugga, a po niedawnym otwarciu Technikum w Kakooge kończony jest właśnie projekt domu dla nauczycieli.

Wsparcie z Góry

Jako bracia posługujący tutaj w Ugandzie, sami często mówimy, że za szybko i za dużo się dzieje. Że jest nas za mało, że nie jesteśmy gotowi, itd. Trochę przypomina to znane nam z Biblii tłumaczenia tych, których Pan wybierał i posyłał z konkretną misją, a którzy tej misji na początku się bali i czuli się nieprzygotowani. Pan wówczas mówi: Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą (por. Jer 1,8). I te słowa dają pokój.

Czujemy się mali i słabi, ale chyba właśnie przez to objawia się moc Boga, bo w takich warunkach jeszcze bardziej zdajemy się na Jego pomoc. A sytuacji, w których trzeba wołać do Pana o pomoc jest niemało. Dla przykładu: złodziej kradnie nam (to bardzo bolało) dużą sumę pieniędzy na budowany szpital. W takich momentach ręce opadają, chyba że zrzuca się swą troskę na Pana i czeka na Jego odpowiedź. A ona przychodzi. Sponsor daje na ten szczytny cel dwadzieścia razy więcej pieniędzy od kwoty, która została ukradziona.

W innej mentalności            

Świadomość do Kogo należy misja, uwalnia od poczucia zawodu, a może nawet i frustracji. Czasami bowiem jako bracia jesteśmy przygnieceni podejściem miejscowych ludzi do rzeczy dla nas ważnych. Tutaj dotykamy trochę tematu inkulturacji. Niewątpliwie, nie jest łatwo przyjąć, że wartości które wyniosłeś z rodziny, społeczeństwa, kraju, całej kultury, nie są dla innych tak ważne jak dla ciebie. Mówienie prawdy, pracowitość, poczucie odpowiedzialności za swoją pracę, porządek, punktualność, to tylko nieliczne z rzeczy, które w mentalności sporej części Ugandyjczyków powinny ulec poprawie.

W takich otaczających nas „warunkach”, uświadomienie sobie, że Bóg jest z nami i troszczy się o nas, bardzo pomaga. Podobnie pomaga świadomość, do jakiego kraju przyjechaliśmy. To kraj zaniedbany nie tylko materialnie, ale i duchowo. Lekko ponad 130 lat chrześcijaństwa w Ugandzie to nie jest ponad 1050-letnia historia chrześcijańskiej Polski. Jeszcze trochę wody w Nilu upłynie, zanim miejscowa ludność przyjmie głębiej wartości chrześcijańskie. Wartości wyższe, takie jak prawda i piękno są przyjmowane wtedy, kiedy są zaspokojone niższe potrzeby. Istnieje zatem wśród tutejszych ludzi silna pokusa, by ulec kłamstwu, by oszukać w ten czy inny sposób tylko po to, aby zdobyć pieniądze na zapłacenie dzieciom szkoły, zakup jedzenia dla rodziny bądź na inne podstawowe potrzeby.

Z tej samej przyczyny mało kto będzie zastanawiał się nad pięknem stworzenia w Munyonyo, które jako miejsce wygląda naprawdę ładnie. Drzewa, kwiaty, śpiew ptaków, który słychać przez cały rok – to wszystko zachwyca i skłania do refleksji. Jednak dla wielu Ugandyjczyków kwiaty i ich pielęgnacja to marnotrawstwo. Tylko nieliczni – przeważnie turyści i pielgrzymi – cieszą się z tego, czego doświadczają w Munyonyo. Poza tym, miejsce w którym mieszkamy daje również miejscowym lekcję, że jak się chce i włoży trochę trudu, to przed własnym domem wcale nie musi być byle jak i brudno.

Działać jak Samarytanin

Żyjąc w Ugandzie, potrzeba cierpliwości do ludzi i do sposobu ich życia, ponieważ wszystko tutaj ma swój rytm, ma swój czas, zupełnie inny od tego, który znamy. Skąd więc to szybkie tempo franciszkańskiej misji w kraju, w którym się żyje mpola mpola? Jest ono spowodowane tym, że ludzie miejscowi są zaniedbani. Papież Benedykt XVI napisał kiedyś, że kondycja ludów Afryki powinna być wyrzutem sumienia dla nas, ludzi żyjących w cywilizacji zachodniej. Kiedy człowiek jest zaniedbany na wielu płaszczyznach, trzeba jak najszybciej przywrócić mu godność. W takiej sytuacji trzeba działać szybko i sprawnie. Pomóc tak, jak Samarytanin pomógł człowiekowi umierającemu na skraju drogi, człowiekowi pominiętemu przez innych, człowiekowi poranionemu, człowiekowi z innej kultury… Samarytanin nie zwlekał. I nam Pan tutaj wyraźnie daje znać: nie ma na co czekać, trzeba działać. Dlatego mimo poczucia naszej ograniczoności, mamy wrażenie jakby mówił do misji w Ugandzie: Nie mów, że jesteś młodzieńcem, gdyż pójdziesz dokądkolwiek cię poślę … (Jer, 1,7).

Fr. Marcin Ssali Załuski, Munyonyo        

 Więcej zdjęć na stronie misje.franciszkanie.pl

Za: www.franciszkanie.pl