Pallottiego wskazania na czas konklawe

W 1993 roku, Davide Malacaria, redaktor miesięcznika „30 Giorni” , pisał: „To łaska Boża wszystko czyni nowym w świecie. A Duch Święty tchnie kędy chce, wymykając się nawet kontroli papieży. Do tego stopnia, że święty Wincenty Pallotti, ostatni z Rzymian wyniesiony na ołtarze, pisał iż Bóg bezpośrednio chce niektórych papieży, innym przyzwala nimi być, a jeszcze innych tylko toleruje” .

Artykuł ten został napisany 20 lat temu. Niestety, cytując Pallottiego, Malacaria nie robi żadnego przypisu. Ponieważ owa wypowiedź nie dawała mi spokoju, będąc w 1994 r. na zebraniu w Rzymie, zapytałem ks. Francesco Moccia, autora krytycznego wydania Pism Pallottiego, czy możliwym jest, aby Don Vincenzo coś takiego powiedział? Odrzekł, że i owszem, spotkał się z tą wypowiedzią, ale nie bardzo pamięta gdzie… Próbowaliśmy szukać razem. Szukałem sam. Bezskutecznie. Dopiero kilka lat temu, szperając po Listach Pallottiego, znalazłem ów tekst, choć w nieco innym „wydaniu”. Chodzi o list z 11 czerwca 1846 r., pisany do kardynała Ludovico Micara , ówczesnego dziekana Kolegium kardynalskiego.

W liście tym Pallotti sugeruje kardynałowi co miałby powiedzieć i jakie uczucia wzbudzić w sercach wyborców, w przemówieniu otwierającym konklawe po śmierci papieża Grzegorza XVI. Przypomnę, że list ten pisany jest jedenaście dni po śmierci Mauro Cappellari, czyli papieża Grzegorza XVI, który umiera 1 czerwca 1846, a na kilka dni przed konklawe, które wybierze jego następcę, młodego hrabię Mastai Ferretti. Warto wiedzieć, że ze względu na napiętą wówczas sytuację polityczną w Państwie Kościelnym, kardynałowie nie zgromadzili się w kaplicy Sykstyńskiej, ale w pałacu papieskim na Kwirynale. Włosi, którzy byli zdecydowaną i wystarczającą większością, nie raczyli nawet poczekać na zagranicznych purpuratów, rozpoczynając konklawe już 14 czerwca. Historycy informują, że Kolegium kardynalskie było wtedy podzielone na tzw. „gorliwców” (zelanti) z kard. Luigi Lambruschini na czele, i „umiarkowanych” (moderati). To właśnie ta druga grupa wylansowała arcybiskupa Imola, kard. Giovanni Mastai Ferretti. 16 czerwca Mastai otrzymał 27 głosów w trzecim głosowaniu co zapewniało mu wymaganą większość. Wbrew wszelkim zapowiedziom, konklawe trwało tylko 48 godzin. Nowy Pontifex przyjął imię Piusa IX. Rankiem 17 czerwca 1846 r. został przedstawiony „miastu i światu”. Ale powróćmy do listu z 11 czerwca 1846.

Nie wiemy czy Pallotti zredagował go na prośbę kard. Micary czy też osobiście podjął decyzję o jego napisaniu. Według ks. Francesco Amoroso, to sam dziekan Kolegium kardynalskiego, przygotowując przemówienie poprzedzające konklawe, miał poprosić Pallottiego o kilka wskazań i sugestii. Jedno jest pewne, Don Vincenzo w pięciu punktach przedstawia „prawdziwe uczucia” z jakimi winni przeżyć konklawe ci, którzy wybierać będą następcę św. Piotra. Oto one:

1) konklawe winno naśladować Wieczernik Jerozolimski;

2) jeśli w czasie konklawe nie będzie przestrzegane należne milczenie, skupienie i modlitwa, zamieni się ono w Babilon [symbol imperium zła];

3) może być tak, że kardynałowie wybiorą Papieża według woli Bożej, a może zdarzyć się i tak, że będzie to tylko Papież według Bożego przyzwolenia;

4) potrzebne jest stosowne usposobienie, by otworzyć się na Boże oświecenia – tak by wybrać tego [Papieża] wedle woli Bożej. Konieczne są do tego doskonałe zachowanie Bulli i przyrzeczeń papieskich; oraz doskonałe milczenie, skupienie i modlitwa. Jeśli wyborca wszystkie te wskazania zachowa, to można powiedzieć, że w pewnym sensie zobowiąże Boga do udzielenia mu potrzebnego światła;

5) ten, który nie przestrzega papieskich bulli i przyrzeczeń, milczenia, skupienia i modlitwy, nie może być pewien, że otrzyma konieczne światło od Boga. Więcej, wystawia siebie samego na niebezpieczeństwo wyboru Papieża za przyzwoleniem Bożym, czyniąc się w ten sposób winnym nieszczęść, które spadną na Kościół z powodu takiego wyboru.

Kończąc swój list, Pallotti wyraża nadzieję, że wszystkimi tymi dyspozycjami Bóg już obficie obdarzył kardynała [Micarę]. Życzy mu przeto, by mógł zaszczepić również to wszystko, a nawet jeszcze więcej, w sercach kardynałów elektorów. Po czym dorzuca z właściwą sobie pokorą: „Łatwo coś komuś doradzić, ale ja – w całej mojej ignorancji – cóż więcej uczynić mogę? Co innego Wasza Eminencja, którą Bóg wybrał do prowadzenia tych spraw! Proszę więc mi wybaczyć! Całuję ze czcią świętą purpurę waszej Eminencji; o błogosławieństwo i o modlitwę proszę” . Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy trzeciej obserwacji Pallottiego dotyczącej dwóch kategorii papieży: tego „według woli Bożej”, i tego „według Bożego przyzwolenia”. Uwaga ta, oraz kilka innych jego wypowiedzi w kontekście konklawe z 1846 r. , przysporzyły Pallottiemu nie lada kłopotów w procesie beatyfikacyjnym, do tego stopnia, iż został on „zamrożony” na osiem dekad. Rzymskie dykasteria poczuły się urażone. Doradcy Kongregacji ds. kanonizacyjnych uporczywie trzymali się przekonania, iż nie powinno wynosić się na ołtarze kogoś – w dodatku rzymskiego kapłana – kto tak krytycznie podchodził do papieży. Oto wypowiedzi dwóch z nich: „Od Sługi Bożego, dla którego zabiega się o beatyfikacje, wymagana jest synowska miłość i głęboki respekt w stosunku do papieża. Niestety, fakty wskazują na poważne braki w tej materii” ; „Tu nie chodzi li tylko o jedno czy drugie niefortunne wyrażenie, ale o kilka tekstów, które sieją zwątpienie co do należnego respektu Sługi Bożego wobec papieża” .

No cóż, różni byli i będą papieże. Pisząc do dziekana Kolegium kardynalskiego, Pallotti wskazywał na prymat Boga, bo to dzięki Niemu Kościół przetrwał i będzie trwał aż do skończenia czasów. On w to wierzył, gdyż pomimo początkowego „zakłopotania” tym wyborem, stanął natychmiast i całkowicie po stronie Papieża elekta. Więcej, został jego doradcą i spowiednikiem nadzwyczajnym.

Ks. Stanisław Stawicki SAC
Dem. Republika Konga (Goma)

Za: www.pallotyni.pl