Papież na Mszy Krzyżma: kapłan to świadek i szafarz miłosierdzia

RVZ kardynałami, biskupami i kapłanami, którzy wypełnili w wielkoczwartkowy poranek Bazylikę Watykańską, Papież odprawił Mszę Krzyżma. Podczas liturgii poświęcił oleje, które zostaną rozprowadzone do wszystkich parafii diecezji rzymskiej. Obecni na Eucharystii księża odnowili przyrzeczenia kapłańskie.

W homilii Franciszek nawiązał do odczytanego uprzednio fragmentu Ewangelii św. Łukasza. Jezus, przemawiając w synagodze w Nazarecie, wypowiedział znamienne zdanie: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4, 21). Ojciec Święty zaznaczył, że u niektórych słuchaczy wywołały one oburzenie. Wyrzucili Go z miasta i zamknęli swoje serca. Stało się tak, bo Jezus swoimi słowami i gestami sprawia, że objawia się to, co każdy nosi w swoim sercu. Jezus chce zatem otworzyć wyłom dla potoku miłosierdzia i wylać go na ziemię. „Miłosierdzia, które przechodzi od dobrego ku lepszemu; ogłasza i przynosi coś nowego: leczy, wyzwala i obwieszcza rok łaski od Pana” – mówił Franciszek.

Miłosierdzie Boga jest nieskończone i niezwykłe. Każdego dnia stara się On znaleźć sposoby, „aby uczynić krok do przodu, mały krok naprzód na ziemi niczyjej, gdzie panowały obojętność i przemoc”. Papież podkreśla, że właśnie taki dynamizm cechował Miłosiernego Samarytanina, który „okazał miłosierdzie” (Łk 10,37): wzruszył się, podszedł do poranionego, opatrzył mu rany, zabrał go do gospody, zatrzymał się tej nocy i obiecał, że wracając zapłaci, gdyby trzeba było coś więcej wydać.

„To jest dynamika Miłosierdzia, które wiąże mały gest z innym i nie urażając żadnej kruchości rozszerza się trochę bardziej w pomocy i miłości. Każdy z nas, gdy patrzy na swoje własne życie dobrym spojrzeniem Boga, może sięgając pamięcią odkryć, że Pan okazał nam miłosierdzie, że był znacznie bardziej miłosierny niż myśleliśmy, a wówczas nabierzemy odwagi, by prosić Go o zrobienie jeszcze jednego małego kroku, aby okazał się o wiele bardziej miłosierny w przyszłości” – powiedział Papież.

Franciszek zaznacza, że ten paradoksalny sposób modlitwy do Boga coraz bardziej miłosiernego pomaga rozbić wąskie systemy, w których niejednokrotnie szufladkujemy niezwykłą obfitość Jego Serca. Dobrze byłoby zatem, byśmy wyszli z naszych ograniczeń, bowiem właściwością Serca Bożego jest przeobfitość miłosierdzia. Jego głosicielami winni być właśnie kapłani.

„Jako kapłani jesteśmy świadkami i szafarzami coraz większego Miłosierdzia naszego Ojca. Mamy słodkie i pocieszające zadanie ucieleśniania go, podobnie jak Jezus, który «przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając» (Dz 10,38), na tysiąc sposobów, aby dotarło ono do każdego człowieka. Możemy wnieść wkład w jego inkulturację, aby każdy otrzymał je w swoim własnym osobistym doświadczeniu życiowym, a stosownie do tego mógł je twórczo rozumieć i okazywać w sposobie bycia właściwym swojemu ludowi i rodzinie, jak także swoim osobistym” – powiedział Franciszek.

Następnie Papież przypomniał, że tegoroczny Wielki Czwartek przypada w Jubileuszowym Roku Miłosierdzia. W tym kontekście wskazał na dwa obszary, w których Pan szczególnie darzy Swym miłosierdziem. Pierwszym z nich jest spotkanie, w którym Bóg „oddaje się całkowicie i w taki sposób, że w każdym spotkaniu przechodzi natychmiast do świętowania”.

„W przypowieści o miłosiernym Ojcu jesteśmy oszołomieni wobec tego człowieka, który wzruszony biegnie, aby rzucić się swemu synowi na szyję; kiedy widzimy, jak go obejmuje i całuje, dbając o to, aby nałożyć mu pierścień, który sprawia, że ​​czuje się on równym, oraz sandały, właściwe temu, kto jest synem, a nie pracownikiem; następnie zaś, jak wszystkich mobilizuje i każe wyprawić ucztę. Patrząc nieustannie w zdumieniu na tę przeobfitość radości Ojca, któremu powrót syna pozwala na swobodne wyrażenie swojej miłości, bez oporów ani dystansu, nie powinniśmy się lękać przesady w naszym dziękczynieniu” – powiedział Ojciec Święty.

Miłosierdzie wszystko odbudowuje i przywraca ludzi do ich pierwotnej godności. Dlatego właściwą odpowiedzią na nie jest wdzięczność. Trzeba zatem „natychmiast rozpocząć ucztowanie, przyodziać szatę, porzucić żale, jakie żywi starszy syn, radować się i świętować. Bo tylko w ten sposób, w pełni uczestnicząc w atmosferze uroczystości, można dobrze pomyśleć, można prosić o przebaczenie i widzieć jaśniej, jak naprawić popełnione zło” – podkreślił Papież.

Innym obszarem, w którym Bóg okazuje nam w nadmiarze swe miłosierdzie, jest zdaniem Franciszka przebaczenie. Przykładów jest wiele. Odpuszcza nieobliczalne długi, tak jak słudze, który Go o to błaga. Pozwala, aby kobieta, której odpuścił grzechy, łzami obmyła mu nogi. Szymona Piotra, który wyznał Mu swą grzeszność i prosił, by od niego odszedł, wyniósł do godności rybaka ludzi. My natomiast, kiedy jesteśmy wyniesieni do jakiejś godności, staramy się ukryć nasze grzechy.

„Naszą odpowiedzią na przeobfite przebaczenie Pana powinno być zawsze zachowanie owego zdrowego napięcia między godnym wstydem a godnością, która potrafi się wstydzić: postawa kogoś, kto sam z siebie stara się upokorzyć i uniżyć, ale jest w stanie zaakceptować, że Pan go wyniesie dla dobra misji, unika jednak samozadowolenia z tego powodu. Wzór, który uświęca Ewangelia i który może nam się przydać, gdy się spowiadamy, to przykład Piotra, który pozwala, by Pan Jezus długo pytał go o jego miłość, a jednocześnie ponawia zaakceptowanie posługi pasienia owiec, którą powierza mu Pan” – powiedział Papież.

W tym kontekście Franciszek wskazuje rolę, którą mają do spełnienia duchowni, oraz postawę, jaką winni przyjąć.

„Jako kapłani utożsamiamy się z tym odrzuconym ludem, który Pan zbawia, i pamiętamy, że są niezliczone rzesze ludzi ubogich, niewykształconych, więźniów, którzy są w takiej sytuacji, ponieważ inni ich uciskają. Ale pamiętajmy także, iż każdy z nas wie, ile razy jesteśmy ślepi, pozbawieni pięknego światła wiary nie dlatego, że nie mamy w zasięgu ręki Ewangelii, ale z powodu nadmiaru skomplikowanych teologii. Czujemy, że nasza dusza jest w końcu spragniona duchowości, ale nie z powodu braku wody żywej, którą popijamy tylko łykami, ale przez nadmiar duchowości «musującej», duchowości w wersji «light». Czujemy się też uwięzieni, i to nie, jak wiele ludów, przez mury kamienne nie do przebycia czy stalowe ogrodzenia, ale przez wirtualną światowość, która się otwiera i zamyka za pomocą jednego kliknięcia. Jesteśmy uciskani, jednak nie przez zagrożenia i popchnięcia, jak wielu biednych ludzi, ale przez urok tysiąca konsumpcyjnych propozycji, z których nie możemy się otrząsnąć, aby podążać jako ludzie wolni drogami prowadzącymi nas ku miłości naszych braci, do owczarni Pańskiej, do owiec oczekujących na głos swych pasterzy” – powiedział Papież.

Kończąc rozważanie Franciszek wskazał, że to sam Jezus przychodzi, aby nas wyzwolić, wyprowadzić oraz przemienić z biednych i ślepych, z więźniów i uciśnionych w szafarzy miłosierdzia i pocieszenia. Zachęcił, byśmy w tym Roku Jubileuszowym z całą wdzięcznością, do jakiej jest zdolne nasze serce, godnie przyjęli miłosierdzie w zranionym ciele naszego Pana Jezusa Chrystusa. On bowiem może obmyć nas z wszelkiego grzechu i uwolnić od zła.

lg/ rv

Więcej na: Radio Watykańskie


Homilia Papieża Franciszka wygłoszona podczas Mszy św. Krzyżma

Słysząc w ustach Jezusa słowa Izajasza: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21), w synagodze w Nazarecie można by oczekiwać wybuchu aplauzu. Mógłby też pojawić się cichy płacz, z głęboką radością, jak wówczas, kiedy płakał lud, gdy Nehemiasz i kapłan Ezdrasz czytali księgę Prawa, którą odkryli odbudowując mury Jerozolimy. Ale Ewangelie mówią nam, że wśród rodaków Jezusa zrodziły się uczucia przeciwne: wyrzucili Go z miasta i zamknęli swoje serca. Początkowo „wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4,22); ale później coraz bardziej powszechne stało się podstępne pytanie: „Czy nie jest to syn Józefa?”. I wreszcie: „wszyscy w synagodze unieśli się gniewem” (Łk 4,28). Chcieli Go strącić z urwiska … Tak wypełniło się to, co starzec Symeon przepowiedział Matce Bożej: będzie „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34). Jezus swoimi słowami i gestami sprawia, że objawia się to, co każdy mężczyzna i każda kobieta nosi w swoim sercu.

A tam, gdzie Pan głosi Ewangelię bezwarunkowego miłosierdzia Ojca wobec najuboższych, najbardziej oddalonych i uciskanych, właśnie tam jesteśmy wezwani do walki „w dobrych zawodach o wiarę” (1 Tm 6,12). Walka Pana nie jest walką przeciwko ludziom, ale przeciwko diabłu (por. Ef 6,12), wrogowi rodzaju ludzkiego. Jednakże Pan „przechodzi pośród” tych, którzy próbują Go powstrzymać „i kontynuuje swoją drogę” (por. Łk 4,30). Jezus nie walczy o umocnienie przestrzeni władzy. Jeśli łamie ogrodzenia i poddaje w wątpliwość zabezpieczenia, to czyni to, aby otworzyć wyłom dla potoku Miłosierdzia, który wraz z Ojcem i Duchem, pragnie wylać na ziemię. Miłosierdzia, które przechodzi od dobrego ku lepszemu: ogłasza i przynosi coś nowego: leczy, wyzwala i obwieszcza rok łaski od Pana.

Miłosierdzie naszego Boga jest nieskończone i niezwykłe. Wyrażamy dynamizm tej tajemnicy jako miłosierdzie „coraz większe”, czyli Miłosierdzie w drodze, Miłosierdzie, które każdego dnia stara się znaleźć sposoby, aby uczynić krok do przodu, mały krok naprzód na ziemi niczyjej, gdzie panowały obojętność i przemoc.

Ten dynamizm cechował Miłosiernego Samarytanina, który „czynił miłosierdzie” (por. Łk 10,37): wzruszył się, podszedł do poranionego, opatrzył mu rany, zabrał go do gospody, zatrzymał się tej nocy i obiecał, że wracając zapłaci, gdyby trzeba było coś więcej wydać. To jest dynamika Miłosierdzia, które wiąże mały gest z innym, i nie urażając wszelkiej kruchości rozszerza się nieco bardziej w pomocy i miłości. Każdy z nas, patrząc na swoje własne życie dobrym spojrzeniem Boga, może sięgnąć pamięcią i odkryć jak Pan okazał nam miłosierdzie, że był znacznie bardziej miłosierny niż myśleliśmy, zachęcając siebie, byśmy Go prosili o dokonanie jeszcze jednego kroku, aby w przyszłości okazał się jeszcze bardziej miłosierny: „Okaż nam, Panie, swoją łaskawość” (Ps85,8). Ten paradoksalny sposób modlitwy do Boga coraz bardziej miłosiernego pomaga rozbić te wąskie systemy, w których wielokrotnie szufladkujemy niezwykłą obfitość Jego Serca. Dobrze, abyśmy wyszli z naszych ograniczeń, bowiem właściwością Serca Bożego jest przeobfitość miłosierdzia, wykraczającego poza brzegi, rozlewającego Jego czułość, w taki sposób, że zawsze jej zbywa, ponieważ Pan woli, aby coś się zatraciło, niż gdyby miało zabraknąć jednej kropli, woli aby wiele ziaren wydziobały ptaki, niż aby glebie zabrakło choćby jednego ziarna, ponieważ każde może przynieść plon obfity, trzydziesto-, sześćdziesięcio-, a nawet stokrotny.

Jako kapłani jesteśmy świadkami i szafarzami coraz większego Miłosierdzia naszego Ojca. Posiadamy słodkie i pocieszające zadanie ucieleśniania go, podobnie jak Jezus, który „przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając” (Dz 10,38), na tysiąc sposobów, aby mogło dotrzeć do każdego człowieka. Możemy pomóc w jego inkulturacji, aby każda osoba otrzymała je w swoim własnym osobistym doświadczeniu życiowym i mogła je w ten sposób twórczo zrozumieć i czynić, w sposób bycia właściwy Jego ludowi i Jego rodzinie.

Dzisiaj, w Wielki Czwartek Roku Jubileuszowego Miłosierdzia chciałbym powiedzieć o dwóch obszarach, w których Pan przewyższa w Swoim miłosierdziu. Ponieważ to On daje nam przykład, nie powinniśmy się bać, abyśmy i my także przewyższali:  jednym obszarem jest spotkanie; drugim zaś jest Jego przebaczenie, które nas zawstydza i obdarza godnością.

Pierwszym obszarem, w którym widzimy, że Bóg przewyższa w coraz większym miłosierdziu jest dziedzina spotkania. Daje się On całkowicie i w taki sposób, że natychmiast przechodzi do sprawowania uczty. W przypowieści o miłosiernym Ojcu jesteśmy oszołomieni w obliczu tego człowieka, który wzruszony biegnie, aby rzucić się na szyję swego syna; widząc, jak go obejmuje i całuje, dbając o to, aby nałożyć mu pierścień, który sprawia, że ​​czuje się równym i sandały, właściwe temu który jest synem a nie pracownikiem; a następnie, jak wszystkich mobilizuje i każe wyprawić ucztę. Kontemplując nieustannie w zdumieniu tę przeobfitość radości Ojca, któremu powrót syna pozwala na swobodne wyrażenie swojej miłości, bez oporów czy dystansu, nie powinniśmy się lękać przesady w naszym dziękczynieniu. Właściwej postawy możemy nauczyć się od owego biednego trędowatego, który widząc, że został uzdrowiony, zostawia swoich dziewięciu towarzyszy, którzy idą uczynić to, co nakazuje Jezus i wraca, by uklęknąć przed Panem, chwaląc i dziękując Bogu donośnym głosem.

Miłosierdzie wszystko odbudowuje i przywraca osoby do ich pierwotnej godności. Dlatego właściwą odpowiedzią jest wylewna wdzięczność: trzeba natychmiast rozpocząć ucztę, ubrać szatę, usunąć żale starszego syna, radować się i świętować … Bo tylko w ten sposób, w pełni uczestnicząc w klimacie uroczystości, można dobrze myśleć, można prosić o przebaczenie i widzieć jaśniej, jak naprawić popełnione zło. Warto, abyśmy postawili sobie pytanie: czy świętuję po wyspowiadaniu się? Czy może szybko przechodzę do czegoś innego, jak po wizycie u lekarza, gdy widzimy, że analizy nie wypadły całkiem źle, zamykamy je w kopercie i myślimy o czymś innym. Czy też kiedy czynię jałmużnę, poświęcam czas temu, kto ją otrzymuje, by wyrazić swoje podziękowanie, świętuję jego uśmiech i te błogosławieństwa jakimi obdarzają nas ubodzy, czy też kontynuuję pospiesznie moje sprawy, „rzuciwszy monetę”?

Innym obszarem, w którym widzimy, że Bóg przewyższa w coraz większym Miłosierdziu jest samo przebaczenie. Nie tylko odpuszcza nieobliczalne długi, jak słudze, który Go błaga, a następnie okazuje się małostkowym wobec swego współtowarzysza, ale sprawia, że przechodzimy wprost od najbardziej haniebnej  niesławy do najwyższej godności, bez etapów pośrednich. Pan pozwala, aby grzesznica, której odpuścił grzech swoimi łzami obmyła mu z zażyłością nogi swoimi łzami. Skoro tylko Szymon Piotr wyznał Jemu swój grzech i poprosił, aby od niego odszedł, On  go wyniósł do godności rybaka ludzi. Natomiast my mamy skłonność do oddzielania dwóch postaw: kiedy jesteśmy zawstydzeni grzechem, chowamy się i odchodzimy z opuszczoną głową, jak Adam i Ewa, a kiedy jesteśmy wyniesieni do jakiejś godności staramy się ukryć nasze grzechy i lubimy, aby nas podziano, jakby się pusząc.

Naszą odpowiedzią na przeobfite przebaczenie Pana powinno być zawsze zachowanie owego zdrowego napięcia pomiędzy godnym wstydem a godnością, która potrafi się wstydzić: postawa kogoś, kto sam z siebie stara się upokorzyć i uniżyć, ale jest zdolny do zaakceptowania, aby  Pan go wyniósł dla dobra misji, unikając samozadowolenia z tego powodu. Wzór jaki uświęca Ewangelia i który może nam się przydać, gdy się spowiadamy, to przykład Piotra, który pozwala, by Pan Jezus długo pytał go o jego miłość, a jedocześnie ponawia swoją akceptację misji pasienia owiec, które powierza mu Pan.

W owym wejściu głębiej w tę „godność, która potrafi się wstydzić”, ocalającą nas od uważania siebie za więcej lub mniej, niż to, czym jesteśmy przez łaskę, może nam dopomóc dostrzeżenie, że we fragmencie, który z proroka Izajasza czyta dziś Pan w synagodze w Nazarecie, prorok mówi dalej: „Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego” (61,6). Jest to lud biedny, wygłodniały, zniewolony na skutek wojny, bez przyszłości, będący resztą i odrzucony, który Pan przemienia w lud kapłański.

Jako kapłani utożsamiamy się z tym odrzuconym ludem, ocalonym przez Pana i przypominamy sobie, że są niezliczone rzesze ubogich, niewykształconych, więźniów, którzy są w takiej sytuacji, ponieważ inni ich uciskają. Ale pamiętajmy także, iż każdy z nas wie, ile razy jesteśmy ślepi, pozbawieni pięknego światła wiary, nie dlatego, że nie mamy Ewangelii w zasięgu ręki, ale z powodu nadmiaru skomplikowanych teologii. Odczuwamy, że nasza dusza jest w końcu spragniona duchowości, ale nie z powodu braku wody żywej, popijanej tylko łykami, ale przez nadmiar duchowości „musującej” duchowości w wersji „light”. Czujemy się też uwięzieni, nie jak wiele narodów przez nie do przebycia mury kamienne czy ogrodzenia stalowe, ale przez światowość wirtualną, która się otwiera i zamyka za pomocą jednego kliknięcia. Jesteśmy uciskani, ale nie przez zagrożenia i mocne popchnięcia, jak wielu biednych ludzi, ale przez urok tysiąca propozycji konsumpcji, z których nie możemy się otrząsnąć, aby podążać jako ludzie wolni drogami prowadzącymi nas ku miłości naszych braci, do owczarni Pańskiej, do owiec oczekujących na głos ich pasterzy.

A Jezus przychodzi, aby nas ocalić, aby nas wyprowadzić, aby nas przemienić z biednych i ślepych, z więźniów i uciśnionych w szafarzy miłosierdzia i pocieszenia. I mówi nam, posługując się słowami proroka Ezechiela skierowanymi do ludu, którzy uprawiał nierząd i poważnie zdradził swego Pana: „Ja jednak wspomnę na przymierze, które z tobą zawarłem za dni twojej młodości, […] Ty zaś ze swej strony wspomnisz na swoje postępowanie i zawstydzisz się, kiedy przyjąwszy siostry twoje tak starsze, jak młodsze od ciebie, dam ci je za córki w myśl zawartego z tobą przymierza. Odnowię bowiem moje przymierze z tobą i poznasz, że Ja jestem Pan, abyś pamiętała i wstydziła się, i abyś ze wstydu ust swoich nie otwarła wówczas, gdy ci przebaczę wszystko, coś uczyniła» – wyrocznia Pana Boga” (Ez 16,60-63).

W tym Roku Jubileuszowym, z całą wdzięcznością, do jakiej jest zdolne nasze serce, oddajemy cześć naszemu Ojcu, i prosimy Go, aby „zawsze pamiętał o swym miłosierdziu”. Przyjmijmy z godnością, która potrafi się zawstydzić Miłosierdzie w zranionym ciele naszego Pana Jezusa Chrystusa, i prośmy Go, aby nas obmył z wszelkiego grzechu i uwolnił nas od wszelkiego zła. Oraz z  łaską Ducha Świętego podejmijmy trud przekazania Bożego miłosierdzia wszystkim ludziom, wypełniając dzieła, które Duch wzbudza w każdym dla dobra wspólnego całego wiernego ludu Bożego.

RV