Uroczystości 100-lecia śmierci O. Jana Beyzyma SJ na Madagaskarze

W niedzielę 14.10.2012 r. obchodziliśmy w Marana na Madagaskarze 100 lecie śmierci bł. ks. Jana Beyzyma SJ – Ojca Trędowatych. Cała uroczystość była inicjatywą Polaków, pracujących na Madagaskarze przy współpracy z Polską Prowincją Jezuitów. Oni to ufundowali tablicę pamiątkową, która została wmurowana i poświęcona tegoż dnia na terenie szpitala. Ks. Czesław Tomaszewski SJ, dyrektor Prokury Misyjnej Jezuitów, był przedstawicielem wydelegowanym na wspomnianą uroczystość.

O godz. 9 rano w kaplicy szpitalnej w Marana została odprawiona Msza św. Głównym celebransem był emerytowany ks. bp Philibert Randriambololona. Mszę św. koncelebrowało 22 księży. Wśród nich ks. Henryk Sawarski – Prowincjał Malgaskiej Prowincji Misjonarzy Świętej Rodziny wraz z 2 innymi kapłanami MSF (księża: Antoni Wawrzeczko i Jan Podgórniak). Obecny był również Pan Albert Zięba – prezes POLKI – organizacji zrzeszającej Polaków na Madagaskarze. Oprócz Jezuitów w uroczystości uczestniczyli: ks. Michał Tchorowsky – sekretarz Nuncjatury oraz przedstawiciele: Salezjanów, Oblatów, Kamilianów, Franciszkanek. Kazanie wygłosił główny celebrans. Przedstawił w nim postać O. Jana Beyzyma jako apostoła trędowatych. Widziano w nim Ojca pokrzywdzonych przez los (takie odczucie mieli sami pensjonariusze szpitala – wspólnoty).

Po kazaniu poświęcono obraz, przywieziony z Polski przez autora relacji, autorstwa p. Doroty Kozioł, przedstawiający postać Błogosławionego wraz z 3 chłopcami, jego podopiecznymi (na zdjęciu). Kaplica była wypełniona przez okolicznych mieszkańców. W liturgii wzięli udział oprócz sióstr Św. Józefa de Cluny, grupa chorych, przebywających aktualnie na leczeniu, mieszkańcy wioski dla trędowatych, dobrodzieje szpitala. Piękne śpiewy, dobrze przygotowane czytania wykonane przez chorych na trąd, były dowodem, że droga, którą wybrał O. Beyzym była i jest szlakiem prowadzącym do rozwoju najbardziej pokrzywdzonych, jak również ukazuje ich wartość jako ludzi wobec społeczeństwa.

Aby obraz był pełniejszy należałoby przypomnieć, że obecność tych chorych w pierwszych latach istnienia szpitala była źle widziana przez ówczesne społeczeństwo pobliskiej miejscowości Fianarantsoa. Była jakby przekleństwem, dlatego robiono wszystko, aby odseparować ich od ludzi zdrowych. Strach przed kontaminacją (zarażeniem) pozostał do dzisiaj. A przecież choroba ta jest łatwa do wyleczenia. Trzeba jedynie umieć przełamać strach i być gotowym do współpracy z tym środowiskiem, które niewątpliwie wymaga specjalnej troski… Aby był nadal postęp w tej dziedzinie musimy wszyscy nie tylko przypominać historię „miłosiernego Samarytanina” ale nim być.

Obiad zakończył nasze święto. To tak pokrótce. Szczęść Boże.

P. Jan Podgórniak MSF z Antananarivo, Madagaskar