Werbiści: Nad nawróceniem Rosji trzeba ciągle pracować

MMG: Parafia pw. św. Olgi w Moskwie zlokalizowana jest w dość specyficznym sąsiedztwie. Czy mógłby Ojciec przybliżyć nam realia swojej pracy w tym miejscu?

Dariusz Pielak (DP): No to jest ciekawa sprawa. Parafia znajduje się w dzielnicy Lublino. To jest taka trochę sypialnia Moskwy – blokowisko, którego nazwa na 80% pochodzi od polskiego Lublina. Kiedyś, w końcu XVII wieku, kupiła te tereny rodzina Durasowych herbu Odrowąż, która właśnie pochodziła z okolic Lublina. Jeżeli chodzi o kontekst, podstawową różnicę, to fakt, że mamy raczej mały kontakt z sąsiedztwem. To jest ten klucz. My jesteśmy w obcym środowisku. Ja na przykład mieszkam w takiej studni, obstawiony pięcioma blokami, z których najniższy ma 11 pięter. To jest stary dom kultury, gdzie w sali kinowej jest obecnie kościół. Kiedyś mieliśmy w jednym z tych bloków parafiankę, ale teraz ze względu na wiek, wyjechała do córki. Nasza dzielnica ma 156 tysięcy mieszkańców, jednak ludzie przyjeżdżają do nas spoza tego terenu.

MMG: A jak werbiści znaleźli się w tym miejscu?

DP: Werbiści byli już w Moskwie, pomagali w dwóch innych parafiach. Na początku w parafii pw. św. Ludwika, później też w katedrze. Jeden werbista pracował w nuncjaturze. To był czas, gdy z Moskwy jeżdżono do parafii odległych nawet o 500 km, choćby Wołogda. Chciano jednak stworzyć parafię. Na początku ta parafia była w mieszkaniu, w jednym dużym pokoju! Wreszcie, w 2003 roku, pojawiła się możliwość kupna starego domu kultury w dosyć złym stanie, ale po dostępnej cenie.

MMG: Ilu współbraci obecnie pracuje na parafii?

DP: Jest jeden Polak, to ja, Rosjanin, Indonezyjczyk i Wietnamczyk. Współbrat z Wietnamu posługuje dla Wietnamczyków, jeździ po całej Rosji. A trzej pozostali, obsługujemy dwie parafie. Jedną, tą naszą w Moskwie, ale jeździmy też do Jarosławia – 250 km od Moskwy wraz z filią w mieście Kostroma. Tych podróży jest dosyć dużo.

MMG: Jakby Ojciec mógł teraz opowiedzieć trochę o ludziach, z którymi pracujecie.

DP: Mamy około 250 parafian, plus do 200 osób we wspólnocie wietnamskiej. Ogólnie rzecz biorąc praktyki religijne w Rosji zostały wytrzebione. Jakby wyliczyć jakąś średnią to prawdopodobnie podróż na Mszę niedzielną naszych parafian trwa około godziny w jedną stronę. Ale była też jedna pani, która jeździła bardzo regularnie 3,5 godziny w każdą stronę. Jest wielu ludzi, którzy mimo trudnych lat, zachowali wiarę. Głównie pochodzą z terenów zachodniej Białorusi, zachodniej Ukrainy. Później są tacy, którzy z różnych powodów, odnaleźli wiarę w Kościele Katolickim, po pewnym czasie poszukiwań. Na początku mnie to jakoś dziwiło, a później zobaczyłem, że jest to chyba narodowa cecha Rosjan, że trudno im powiedzieć, że chcą się tylko przyjrzeć. Czasami przychodzą i mówią „Ja chcę być katolikiem” i wydaje się, że to rzeczywiste postanowienie. Później się okazuje, że człowiek po miesiącu lub dwóch znika. Teraz nawet sam o tym mówię i podkreślam ten niezobowiązujący aspekt: Proszę sobie pochodzić, przyjrzeć się, nie ma żadnego obowiązku. Łatwiej jest na pewno komuś kto ma jakieś katolickie korzenie: „Moja babcia była Polką, więc ja się czuję jako katolik”.  

MMG: Gdybyśmy mogli porozmawiać teraz o relacjach pomiędzy Kościołem a strukturami państwowymi w Rosji. Czy to nadal trudny temat?

DP: Styk Kościół – Państwo, to jest dosyć ciekawa sprawa. Katolicy, w tym obszarze, bardzo mocno różnią się choćby od protestantów. Katolicyzm ma swoją strukturę – Watykan, która jest znacząca na poziomie międzynarodowym. Papież to jest ktoś. A, ogólnie rzecz biorąc, Rosji zależy na dobrych stosunkach z Watykanem. Na przykład przyjechał raz kardynał Parolin, czyli druga osoba w Watykanie, i był przyjęty przez prezydenta, Patriarchę i ministra spraw zagranicznych. Na poziomie parafii, to wygląda już trochę inaczej. Współczesna Rosja najbardziej boi się tak zwanych obcych agentów, którzy wykonują zadania obcych struktur. Z Zachodu przede wszystkim.

MMG: Czy Wy jesteście tak postrzegani?

DP: Tak dokładnie! Jest nawet według prawa taka zasada, że każda parafia jest oddzielną organizacją religijną, zarejestrowaną w strukturach państwowych. I ta właśnie konkretna jednostka administracyjna może być sklasyfikowana jako tak zwany obcy agent. To brzmi dosyć dziwacznie, ale chodzi głównie o finansowanie. Czyli ile pieniędzy dostajesz z zewnątrz. Niedawno parafia pw. Matki Boskiej Dobrej Nadziei, dostała właśnie taką łatkę. Tam poszło o jakieś przelewy. Nas później też sprawdzali pod tym względem. Na szczęście myśmy nie dostali tej klasyfikacji. My podchodzimy do tego wszystkiego z dużym spokojem. Z pewnym zaufaniem do tych struktur. To jest zadanie władzy, żeby wiedzieć, co się dzieje na ich terytorium. My dlatego gramy absolutnie w otwarte karty i dużo się do polityki nie mieszamy. Nasi wierni również nie oczekują od nas, że będziemy politykować. Zawsze, jak mówię kazanie na przykład o korupcji, to wskazuję jaki jest jej sens. Że, gdzieś tam na początkowym etapie, wydaje się pomocą komuś. A później się okazuje, że jest w tym jakaś przemoc, bo każdy oczekuje pieniędzy, więcej, więcej, więcej… Takie kazanie jest przyjmowane przez wiernych bardzo dobrze. Natomiast, nie mam żadnego obowiązku, ani żadnego prawa, żeby się wypowiadać na temat liderów politycznych czy mówić jakieś teorie spiskowe.

MMG: Teraz taki przeskok. Niedawno zakończyły się obchody 100. rocznicy Objawień Fatimskich. Z tym tematem związany jest również wyraźny wątek rosyjski. Czy ten temat wybrzmiał jakoś szczególnie w Waszej pracy duszpasterskiej?

DP: My ciągle jakoś żyjemy tą nadzieją, że to ożywienie religijne, ta swoboda religijna, jest w rękach Bożych. Chyba w każdej parafii jest jakaś forma czci do Matki Boskiej Fatimskiej. Pamiętamy, że było 6 objawień od 13 maja do 13 października. W czasie tych 6 objawień było 5 pierwszych sobót. Myśmy to wszystko świętowali. Każdego 13 dnia miesiąca, jeden z kapłanów, brał na siebie przygotowanie specjalnej liturgii. Przypominaliśmy dokładnie co było tego akurat 13. W te pierwsze soboty odprawialiśmy różaniec z modlitwą Fatimską. Z każdą sobotą związany był też odpust. Teraz jest taki delikatny moment w historii. Nawrócenie Rosji, w moich kazaniach trochę o tym właśnie mówiłem, nad tym trzeba będzie jeszcze popracować. Nad takim prawdziwym, głębokim chrześcijańskim nawróceniem.

MMG: Wiele czasu i energii pewnie pochłania też Ojcu nieustający remont kaplicy?

DP: Tak. Są takie remonty, które można robić sobie na pierwszym biegu, spokojnie. Jedną łazienkę, jakiś pokój. A są takie remonty, kiedy potrzebujemy od razu wielkich nakładów. Jak się robi dach, to nie można go robić po kawału. Trzeba zrobić cały dach – 1000 m2, od razu z izolacją, od razu 25 okien dachowych. To wszystko kosztuje jakieś ogromne pieniądze. Teraz przed nami ostatnia faza remontu – elewacja. W środku jest już zrobione wszystko – w sensie funkcjonowania. Ponieważ obsługujemy teraz właściwie dwie parafie, no to czekamy na nowego proboszcza dla tego drugiego miejsca. Tam znowu trzeba rozstrzygnąć problem czy budować kościół nowy, czy kupić budynek do remontu. W tej chwili miejscowi znaleźli już jakieś kolejne pomieszczenie – 80 metrów kwadratowych. To, w którym teraz się odprawia, jest za małe. No i trzeba znaleźć na to 25 tysięcy euro. Ale dzięki modlitwie te pieniądze są do znalezienia. No cieszy to, że jest taka potrzeba, że właśnie w tej Kostromie zaczyna się ładna wspólnota. Cieszymy się, bo była długa stagnacja. Chodziło 7-8 osób, a teraz jakoś zaczęło to rosnąć! Więc serce się ogromnie cieszy, że prawdopodobnie uda się coś fajnego stworzyć.

MMG: Serdecznie dziękuję Ojcu za poświęcony czas i przybliżenie realiów pracy w parafii pw. św. Olgi w Moskwie.

DP: Ja również dziękuję bardzo za tą rozmowę.

Za: www.werbisci.pl