Znaczenie pontyfikatu papieża Benedykta XVI – felieton ks. Tomasza Sielickiego

Poniżej prezentujemy felieton autorstwa ks. Tomasza Sielickiego, przewodniczącego Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, poświęcony znaczeniu pontyfikatu papieża Benedykta XVI.

Przyjąłem z wielką wdzięcznością przekazany mi  autorski egzemplarz kolejnej publikacji  (któż je wszystkie zliczy?) ks. prof. Bogusława Nadolskiego pt. „W trosce o piękno w liturgii”. Z opisu książki dowiadujemy się, że autor „prowadzi nas od samego piękna Trójcy Świętej przez piękno osoby ludzkiej i stworzonego świata aż do odpowiedzi chrześcijan na piękno odkrywane w liturgii, w wierze i w ich celebracji.”

Uderzony powtarzającym się słowem „piękno” przypomniałem sobie, że bardzo często w swoich dokumentach, przemówieniach i katechezach używał tego określenia papież Benedykt XVI. „Czym jest piękno, które pisarze, poeci, muzycy, artyści rozważają i przekładają na swój język, jeśli nie odbiciem blasku Słowa wiecznego, które stało się ciałem? (…) Niech Pan pomoże nam odkryć na nowo drogę piękna jako jedną z dróg, być może najbardziej pociągającą i fascynującą, by dotrzeć do Boga, spotkać Go i miłować.” – nauczał. „Pięknie jest być starym” – mówił do pensjonariuszy domu spokojnej starości w Wiecznym Mieście.

Papież Benedykt… Dzisiaj po południu rozpoczyna się konklawe, które wybierze jego następcę. Czytający te słowa być może już znają osobę i imię nowego biskupa Rzymu. A moja refleksja biegnie właśnie ku Benedyktowi. Myślę o tym, jak bardzo zasługuje na podziw i szacunek, iż przyjął swoją papieską posługę w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat, gdy większość cieszy się zasłużonym odpoczynkiem wieku emerytalnego. Jak nieżyczliwie został przez przyjęty przez swój własny niemiecki naród, nieprzychylny mu aż do końca pontyfikatu. Można było mieć wcześniej obawy, jak przyjmiemy go my, Polacy, po kimś tak bliskim i wielkim jak bł. Jan Paweł II. Ten egzamin zdaliśmy celująco. Papież Benedykt nam się odwdzięczał przez te wszystkie lata, przemawiając do nas w każdą środę i niedzielę w naszym ojczystym języku.

Być może z założenia miał być tylko przejściowym następcą św. Piotra, z braku innej silnej kandydatury – jak podobno miało to miejsce z bł. Janem XXIII. A tymczasem  – jak tamten – zaskoczył wszystkich: ostrością i precyzją umysłu, odwagą stwierdzeń, przypominających podstawowe prawdy, zdecydowaniem w konkretnych trudnych sytuacjach. Właśnie to połączenie stanowczości i bezkompromisowości z zewnętrzną nieśmiałością i pokorą było ciągłą niespodzianką i tajemnicą.

Podarował wierzącym w Chrystusa Rok św. Pawła, Rok Kapłański, Rok Wiary. Łódź Kościoła skierował ku największemu wyzwaniu dzisiejszych czasów – nowej ewangelizacji. Wskazawszy nowy kurs uznał, że przy takiej skali burzy na morzu świata, przy takim rozkołysaniu fal i żywiołów może nie starczyć mu sił, by utrzymać ster we właściwym położeniu – i zszedł z rzymskiej katedry, nie schodząc jednak z krzyża, jak to sam podkreślił: „Ja nie schodzę z krzyża, ale w inny sposób przylgnę teraz do Chrystusa.”

Cały wiek XX i początek XXI stulecia pobłogosławiony był wielkimi Następcami św. Piotra. Modlimy się, by i nowowybrany „servus servorum” odznaczał się całkowitym oddaniem Chrystusowi, posłuszeństwem Duchowi Świętemu działającemu w Kościele, odwagą i wiarą zdolną góry przenosić i dodawać otuchy wątpiącym. Wątpiącym niepotrzebnie, bo przecież nic się nie zmieniło z zapewnień Zmartwychwstałego Pana: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). A stałą odpowiedzią na ataki Złego jest rzeczywistość nazwana przez św. Pawła: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego” (Rz 5,20-21).

Wasz współbrat

ks. Tomasz Sielicki SChr