Home DokumentyPolskie dokumenty o życiu konsekrowanymEpiskopat PolskiEpiskopat Polski - BiskupiHomilie i kazania biskupów 1964.04.19 – Jasna Góra – Abp Bronisław Dąbrowski FDP, Instaurare omnia in Christo. Przemówienie do wyższych przełożonych żeńskich zgromadzeń zakonnych

1964.04.19 – Jasna Góra – Abp Bronisław Dąbrowski FDP, Instaurare omnia in Christo. Przemówienie do wyższych przełożonych żeńskich zgromadzeń zakonnych

Redakcja

Temat to piękny, bogaty i głęboki. Trudno go wyczerpać w jednym, choćby godzinnym, referacie. Dlatego z konieczności, choć go mam pełne serce, rzucę wam tylko niektóre myśli. Te myśli sobie przyswoicie, pogłębicie, rozprowadzicie, boć przecież to ma być punctum saliens całego VIII Roku Wielkiej Nowenny. Tu rozpoczniemy. To nasze rozważanie będzie stanowić pierwszy krok, by potem przedsięwziąć wspinaczkę na szczyty, która będzie wzniosła i piękna, choć niełatwa.

„Odnowić wszystko w Chrystusie”

Wydaje się, że żyjemy w czasach, kiedy ludzie za naczelne zadanie swego życia i zabiegów postawili odnowę. Szczególnie w Ojczyźnie naszej, po okropnych wojnach, po czasach zniszczenia materialnego i moralnego, nadeszła jak gdyby jakaś epoka odnowy. Odnawia się więc i restauruje kościoły, gmachy publiczne, domki prywatne, drogi, mosty. Człowiek pragnie jak najprędzej odsunąć od siebie koszmar zniszczeń, pożogi i ruin. To go jakoś pędzi i gna, zdwaja w nim wysiłki i energię, ażeby odnowić wszystko i zatrzeć ślady okropnych, koszmarnych czasów.

Człowiek dąży do odnowienia i z tej prostej przyczyny, że chce żyć dostatnio, wygodnie, wśród pięknego i estetycznego otoczenia. Doświadczamy jednak, że łatwiej jest zabliźnić rany zniszczeń materialnych niż moralnych. Szybszy to proces. Zresztą świat zafascynowany odbudową materialną, poprzestaje tylko na hasłach, na gadaninie; w dziedzinie moralnej brak mu czynów. Wydaje się nam, że ten świat, z takim zapałem i energią zabierający się do rozbudowy, znalazł się w impasie i podobny jest do budowniczych z wieży Babel.

Naprzeciwko temu człowiekowi, który często chlubi się, że bez Boga i mimo Boga tyle potrafi dokonać na tej ziemi, wychodzi Kościół, staje na rozstajach jego dróg życiowych i woła: Instaurare omnia in Christo! Bracie, wszystko zdołasz odnowić jedynie w Chrystusie!

O Piusie XII, któremu przyszło kierować nawą Kościoła w czasach strasznej wojny i zaraz po wojnie, a więc w czasach okropnych zniszczeń moralnych i materialnych, niekatolicki dziennik „Times” napisał: „Pius XII przystąpił do siania wybornego, czystego ziarna pszenicznego na gruzach i ruinach. I stał się jeden wielki cud: te gruzy i ruiny pokryły się szczerozłotym, pszenicznym łanem”. Rzeczywiście. Tylko Kościół to potrafi zrobić, który ma łaskę Bożą i moc z wysoka. Dziś właśnie nastał czas żniwa. Pius XII i jego poprzednicy siali, a Ojcowie Soborowi żniwują. Przodownikami żniwa są Jan XXIII, Paweł VI. Sobór Watykański II stanowi w pewnym sensie żniwo i to ogromne żniwo.

Właśnie wtedy, gdy już bielą się kłosy i przygotowuje się kosy do żniwa, ludzie są pełni nadziei, że gumna będą pełne, będzie chleb. I w tej chwili coś podobnego dzieje się w świecie, bo właśnie „Sobór nadziei”, obesłany tysiącami biskupów, którzy jakoby żniwiarze Boży zgromadzili się na przedpolu świata pod kopułą Bazyliki św. Piotra, ażeby ciężkie, chlebodajne kłosy zbierać do gumna Kościoła, wychodzą naprzeciw światu, który stracił wszelkie nadzieje, który położył swoje nadzieje tylko w bombie atomowej, sile, kłamliwej polityce czy podstępie; wychodzą naprzeciw temu światu, który znalazł się w jakiejś uliczce bez wyjścia i nie potrafi się stamtąd wydostać. Dlaczego? Wiadomo bowiem, że gdy się człowiek znajdzie w uliczce bez wyjścia, to jeden tylko kierunek może go wyprowadzić – kierunek wzwyż. Światu obcy jest kierunek „co w górę jest”. Świat chce się przebić, przejść na przełaj, dlatego napotyka trudności i nie ma nadziei, że przejdzie. To jest właśnie tragedia świata tego. Tego świata, który przecież tak samo jak Kościół, woła dziś do nowego człowieka, a jednocześnie nie uznaje odnowy w Chrystusie. Tragizm polega na tym, że świat chce nowego człowieka, widzi, że zdegenerował się już stary człowiek, że nie potrafi odbudować świata, a jednak nie uznaje, uparcie nie uznaje, wbrew wszelkiej oczywistości nie uznaje odnowy w Chrystusie. Świat nawet zachwyca się nowym człowiekiem, który według Boga stworzony jest w sprawiedliwości i świętości prawdy – exemplum Jan XXIII. Świat zachwycił się człowiekiem Bożym właśnie w osobie Jana XXIII, który odnowił się w Chrystusie, a mimo to i jednocześnie ten świat twierdzi, że Chrystus wypacza, że Chrystus deformuje człowieka. Tu leży głębia tragedii świata. Świat ten idzie dalej, bo zdaje się twierdzić: „Nieprawdą jest, Chryste, coś powiedział, że bez Ciebie nic uczynić nie możemy, bo ja mam cudowne ręce i te cudowne ręce wszystko potrafią zrobić”. I ten człowiek, który odrzuca moc Bożą, by zachwycać się mocą rąk własnych, własnymi rękami podcina gałąź, na której siedzi. Czegóż bowiem człowiek najbardziej się dziś lęka? Czego? Dzieła rąk własnych! Nie straszą człowieka „barbarzyńcy” z Marsa czy z Wenus; napełniają go lękiem dzieła rąk własnych do tego stopnia, że drży i lęka się o jutro. Ludzie słabsi psychicznie nie wytrzymują już ciśnienia lęku, odbierają sobie życie, odkręcając kurek z gazem czy używając mnóstwa proszków nasennych. Znamy takie wypadki. Człowiek się boi, sam sobie strach zbudował i dziś się boi. I to jest tragedią dzisiejszego człowieka. A więc do nas należy wyjść naprzeciw temu zastrachanemu, temu zagubionemu we własnych sprzecznościach, własnej ideologii światu, temu światu, którego technicyzm przyprawił o zawrót głowy i oszołomił go. Musimy wyjść naprzeciwko dzisiejszemu człowiekowi i pomóc mu odkryć te pokłady, może w podświadomości tęsknoty za nadprzyrodzonością. Tęsknoty te wyzwoliła na przykład pielgrzymka Papieża Pawła VI do Ziemi świętej. Papież udał się do Palestyny, żeby nawiedzić miejsca, gdzie żył, działał i zakładał Kościół Chrystus Pan. A co sprowadziło setki tysięcy ludzi tam, a wśród nich niewierzących albo niechrześcijan? Widzieliśmy, z jakim przejęciem, po prostu ze skupieniem religijnym śledzili oni kroki Papieża, szli za nim, towarzyszyli mu w modlitwie. Czy to była tylko ciekawość? Wydaje się, że większość z nich to ludzie, których gnała chęć dotknięcia nadprzyrodzoności. Sprowadziła ich tęsknota życia z Bogiem, od którego wyszli i do którego podświadomie nawet dążą. Człowiek tęskni do Boga, bo od Boga wyszedł i do Boga wrócić musi. To jest jego wewnętrzny kierunek, kompas, przyrodzenie, które nie da się zagłuszyć. Tragedią więc dzisiejszego człowieka jest, że chociaż tkwi w jego duszy obraz Boży i obraz ten często wyziera mu z duszy w postaci tęsknoty za nadprzyrodzonością, człowiek usiłuje go zatrzeć, usunąć, zapomnieć o nim. Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże i według tego obrazu i podobieństwa Bożego musimy kształtować swoje życie. A człowiek dzisiejszy chce urządzać i kształtować życie wyłącznie na swój obraz własny.

Dlatego, Matki Drogie, wydaje się, że my, gdy pragniemy odnowić wszystko w Chrystusie, musimy przede wszystkim, a szczególnie w tym VIII Roku Wielkiej Nowenny starać się o nagromadzenie wielu rezerw duchowych, wiele tego potencjału nadprzyrodzonego, by nim obdzielać tych nieszczęśliwych bliźnich, którzy może wstydzą się, ale jakoś niewidocznie rękę wyciągają do nas i proszą o „jałmużnę”. Niestrudzenie musimy obdzielać. Musimy na człowieka spojrzeć podobnie jak samarytanin, na tego porzuconego przy drodze, pokaleczonego, bliskiego śmierci Żyda. Nie wolno nam obok niego przejść obojętnie. Nam nie wolno nie zauważyć, my musimy dostrzec człowieka, którego dzisiejsza cywilizacja rzuciła przy drodze, odartego z łaski i świętości, okaleczonego grzechem i zbrodniami tego świata. Musimy zająć takie stanowisko, jakie zajął św. Piotr wobec sparaliżowanego: „Złota i srebra nie mam, ale to, co mam, to ci daję”. Nie wolno nam się wymawiać, żeśmy ubodzy i nic nie mamy. Pamiętajmy, że ręka wyciągnięta, a niezaspokojona, to tragedia potrzebującego człowieka. Potrzebujący, zwracający się z zaufaniem do ciebie, nie zrozumie twojej wymówki: ,,Bracie, nic nie mam, przyjdź później, bo dziś nic ci dać nie mogę, bom uboga zakonnica”. To, co masz, musisz mu dać. A co masz? Powinnaś mieć życie oparte na szczytach Ewangelii i to dzisiejszemu człowiekowi dać – człowiekowi sparaliżowanemu pychą własną, dufnością, tym wszystkim pneumatykom tego świata, których pycha przyprawiła o zawrót głowy i leżą pobici przy drogach życia. Musimy podnieść ich oczy ku wyżynom Ewangelii. Abyśmy jednak potrafili to zrobić, musimy żyć szczytami Ewangelii, podobnie jak żył Ewangelią św. Piotr i zmarły niedawno Papież dobroci Jan XXIII.

Mówiąc o odnowieniu wszystkiego w Chrystusie, o nowym człowieku, o odnowieniu się, do którego nawołuje św. Paweł a za nim Kościół, musimy się zastanowić najpierw, jak jest ze mną? Jak jest ze mną? Czy rzeczywiście żyję szczytami Ewangelii i mogę dać człowiekowi, tęskniącemu za odnowieniem, coś z tego repertuaru mocy Bożych? Niektórzy wrogowie życia zakonnego lub niezorientowani w życiu zakonnym utrzymują, że dogłębne przeżycie Chrystusa w zakonie rozbija człowieka, czyli wypacza człowieka. Niektórzy skrzętnie zbierają jakieś wypowiedzi, badania psychiatryczne, żeby udowodnić, że właśnie życie zakonne deformuje człowieka.

Jak jest ze mną? Czy ten konkret życiowy, który mam, który pielęgnuję, mieści się w granicach Bożej miłości? Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi kresowymi. Znajdujemy się na pograniczu doczesności i nadprzyrodzoności. To jest pogranicze. I tak ten świat, jak i tamten, chce nas przyciągnąć ku sobie. Jak bardzo łatwo przejść granicę. A świat czyha. Przypomnij my sobie scenę ze św. Piotrem. Szedł za Panem i zimno mu było. Przystąpił do ogniska, by tylko trochę ogrzać się. Zachęty nie brakło: „Chodź, tu ciepło, wygodnie, miło”. Ale od razu świat próbuje go przerzucić z towarzystwa Chrystusowego w swoje rejony. I dlatego ten atak na Piotra. I Piotr się zaparł. Jesteśmy ludźmi kresowymi i o tym trzeba pamiętać. Przed wojną na kresy starano się dać najtwardszych, najmocniejszych Polaków, żeby się nie tylko nie wynarodowili, ale innych pozyskali. Musimy więc nieustannie umacniać się wewnętrznie, wciąż się odnawiać, zdawać sobie sprawę, kim jesteśmy. A w Chrystusie Jezusie zrodzeni jesteśmy i Nim żyć mamy. To jest pierwszy warunek naszej odnowy.

Pytajmy się dalej: czy w głębokich przeżyciach religijnych ocaliliśmy w sobie człowieka? Złośliwy to zarzut, stawiany nam czasem, ale on nie zawsze jest bez pokrycia. Zastanawiajmy się i egzaminujmy się. A może zdeformowaliśmy go przez jakieś zbytnie uleganie pokusie anielstwa? Bardzo niebezpiecznie jest żyć na ziemi, a chcieć już chodzić w obłokach. Trzeba dobrze czuć grunt pod nogami. Niebezpieczna pokusa dla zakonnicy – pokusa anielstwa. Bo gdy człowiek wbrew prawom natury oderwie się od ziemi, od razu poniosą go jakieś wichry na bezdroża, gdzie łatwo o wykolejenie. Znamy takie zakonnice, które są doskonałymi zakonnicami litery, ale ducha im brak. Czy może jeszcze zwać się zakonnicą to spopielałe serce, związane paskiem zakonnym, człowiek w proszku, papierowe kwiaty, wystawione na ołtarz Pański.

Drogie Matki, trzeba mieć autentyczne życie wewnętrzne, a stąd silną psychikę i dobrze chodzić po ziemi, by zetknąć się z Chrystusem, związać się z Nim, żyć Nim na co dzień, a nie zdziwaczeć. Tak! Bo jeśli w tym naszym życiowym konkrecie nie mieści się Chrystus, łatwo zdziwaczeć. Dlatego nie zacieśniać serca, ale je rozszerzać. .Powiedział O. Pius, że serce ludzkie, które powinno obejmować wszystkich, może być najciaśniejszym miejscem na świecie, jeżeli chce być ciasnym. Rozumiemy wszyscy, jakie to ogromne nieszczęście, jeżeli w habicie chodzi dziwak, bo wtedy daje dowody przeciwko Chrystusowi, przeciwko Kościołowi, przeciwko zakonowi. Dlatego na progu VIII Roku Wielkiej Nowenny powinniśmy oczyścić wszystko z przaśników i dziwactw, a zacząć budowę nowego człowieka, w oparciu o prawdziwe słowo Boże – Ewangelię. I tak odnawiać tego człowieka, żeby w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie, kiedy świat chce udowodnić, że Chrystusa nie było, że Chrystus to mit, żeby Kościół mógł wziąć z szeregów tę czy tamtą zakonnicę i powiedzieć: Patrz, człowiecze, ta zakonnica, żyjąca szczytami Ewangelii, to najlepszy dowód, że Chrystus nie tylko żył, ale żyje dotąd. Człowiek żyjący Chrystusem to najsilniejszy argument dla dzisiejszego zlaicyzowanego świata. Dawaj my więc pozytywne, życiowe argumenty za Chrystusem, a nie negatywne, nie przeciwko Chrystusowi. Bo przeciwko Chrystusowi występuje się nie tylko wtedy, kiedy się grzeszy, ale i wtedy, gdy swoją postawą zaprzecza się Mu.

Św. Teresa Mała, która wyniosła na światło dzienne życie i cuda Chrystusa, które zdziałał w jej duszy, udowodniła światu, że Chrystus do dziś dnia żyje, działa, jest! Właśnie my mamy być takimi dziej opisami Chrystusa Pana, kształtującego nieustannie w nas nowego człowieka w sprawiedliwości i świętości prawdy. Szczególnie zaś w VIII Roku Wielkiej Nowenny, kiedy celem naszym „nowy człowiek”, odnawiajmy go w Chrystusie. Chyba jeszcze brzmi nam w uszach to, co mówiono nam wtedy, gdyśmy przyjmowali habit: „Zewlecz z siebie starego człowieka a przyodziej się w nowego człowieka, który według Boga stworzony jest w sprawiedliwości i świętości prawdy”. Św. Paweł do Efezjan mówi: „Odnówcie się duchem umysłu waszego i obleczcie się w nowego człowieka, który według Boga stworzony jest w sprawiedliwości i świętości prawdy”. A do Kolosan: „Przyobleczcie się tedy, jako wybrani Boży, święci i umiłowani, we wnętrzności miłosierdzia, dobrotliwości, pokorę, cichość, cierpliwość i inne cnoty nowego człowieka, stworzonego w sprawiedliwości i świętości prawdy”. Nowy człowiek – oto ideał.

Jak bardzo często między tym ideałem a rzeczywistością zionie ogromna przepaść. Kto nam zasypie tę przepaść? Boimy się nawet tam spojrzeć, tak jest bezdennie głęboko. Trzeba, żeby ktoś zasypał, żeby wyrównał te drogi między ideałem a rzeczywistością. Dlaczego ten ideał nie pokrywa się z naszą rzeczywistością? Dlaczego rodzi się konflikt? Wydaje się, że przyczyna leży w nas – tę rzeczywistość tworzymy na obraz własny, Bóg zaś stworzył nas na obraz swój i obowiązkiem naszym jest wciąż doczytywać się i w nas i w naszym usposobieniu i w naszych chęciach i w naszych tendencjach i w naszych pragnieniach i w naszym rozumieniu – wciąż musimy szukać tego planu Bożego i tego obrazu Bożego, żeby wszystko ułożyć, ustawić według woli Bożej.

A jaki do tego klucz, model? Modelem naszym Jezus Chrystus. Pytać więc zawsze: co by Chrystus zrobił na moim miejscu? Jak by postąpił? Jak by się znalazł, jak by to rozumiał? On jest przecież modelem nowego człowieka, bo Chrystus-Bóg dla człowieka stał się Człowiekiem. Dlatego to św. Paweł woła: „Odnowić wszystko w Chrystusie!”. Proces odnowy wewnętrznej gwarantuje tylko Chrystus. Proces ten musi być permanentny. To nie jest tak, że przyoblekłem habit, odbyłem nowicjat, odnowiłem się i już teraz mogę się starzeć. Nieustannie musimy się odnawiać. „Jeżeli nie staniecie się jako dziatki, nie wnijdziecie do królestwa niebieskiego”. Jakiś paradoks – oczywiście, ale to jest inny wymiar, inna płaszczyzna, inna rzeczywistość. Musimy powoli, ale wciąż płynąć naprzód, bo jedynie nurt wciąż postępujący odnawia, oczyszcza, a z chwilą, gdy zatrzymamy bieg rzeki, zrobi się staw, zacznie zarastać i z czasem cuchnąć. Wyżłobić więc nurt odnowy, potęgować życie wewnętrzne, płynąć z Chrystusem, postępować!

Co hamuje w nas życie duchowe oraz pełne włączanie się w życie wspólne, co utrudnia postęp, odnowę? Stary człowiek, obciążony różnymi atawizmami i lenistwem. Dlatego stoimy w miejscu, kręcimy się wokół siebie, a nie idziemy za Tym, który nas prowadzi na wyżyny świętości.

Musimy, Matki Drogie, skoncentrować wszystko in Christo, według hasła: In Christo omnia instaurare. Tylko trzy słowa.

1. „In Christo” – w Chrystusie

Aby skoncentrować wszystko w Chrystusie, musimy przede wszystkim Go znać. Czy nie stąd pochodzi ta jakaś nieporadność w odnowieniu, że my nie znamy Chrystusa, że nie znaleźliśmy sobie w Nim oparcia, nie uplasowaliśmy się w Chrystusie, że po prostu nie potrafimy, nie umiemy i nie żyjemy w atmosferze Chrystusa. Atmosfera Chrystusa … Nie wystarczy więc od czasu do czasu przywoływać sobie na pamięć Chrystusa przez akty strzeliste. Pożyteczne to ćwiczenie, ale my musimy żyć w atmosferze Chrystusa, musimy nabyć duchowości Chrystusa, musimy być prawdziwymi chrześcijanami. Nie wystarczy legitymować się metryką; trzeba mieć serce i usposobienie ochrzczone, trzeba mieć ducha Chrystusowego. Ten ma ducha Chrystusowego, kto żyje Ewangelią. Vivere mihi Christus est – życiem moim Chrystus. To pawłowe sformułowanie musi być naszym. Wtedy na pewno odnowa wewnętrzna organicznie się w nas dokona. Bo kto się włączy w Chrystusa, już działa. „Ja jestem szczep winny, a wy latorośle. Kto we mnie tkwi, siła owocu przynosi” (J 15, 5). Jeśli latorośl tkwi w szczepie, to soki szczepu nią owładną i odrośnie, odnowi się, wyda owoce. Musimy więc poznać Chrystusa, musimy w Chrystusa włączyć się.

Były duchowny protestancki, znany w Polsce ks. Michelis, będąc z życzeniami wielkanocnymi u Księdza Prymasa, na jego ręce złożył podziękowanie Episkopatowi Polskiemu za to, że Episkopat prowadzi Naród polski po szlaku Jasnogórskim za Matką Najświętszą do Chrystusa. „Proszę Księdza Prymasa” – dodał — „ani wy katolicy, ani my protestanci, nie znamy jeszcze Chrystusa. Maryja Go zna i Maryja tylko może nas nauczyć Chrystusa”. Miał świętą rację. I właśnie my musimy do Niej się uciekać, przez Nią dojść do Chrystusa i poznać Go. Jeśli Chrystusa poznamy prawdziwie, włączymy się w Niego i odnowa pójdzie. Jeśli nieraz nie idzie, to dlatego, że Chrystus idzie swoją drogą, a my swoją drogą. A św. Augustyn z takim bólem wołał: Timeo Christum praetereuntem – boję się, żeby Chrystus nie przeszedł obok mnie, a ja żebym Go nie zauważył; ja muszę spotkać się z Nim. Na pewno spotkamy się z Chrystusem, gdy do Niego poprowadzi nas Maryja. Więc dobrze jest, że i Wielka Nowenna i praca lat Wielkiej Nowenny i nasze dni skupienia odbywają się tu, pod Jej opieką, w Jej domu. Na pewno doprowadzi nas do Chrystusa.

 2. „Omnia” – wszystko

Jesteśmy ludźmi wyrachowanymi. Brak nam wspaniałomyślności i ryzyka, bo za intensywnie myślimy i ciułamy na czarną godzinę. Św. Paweł mówi: omnia. A my – tak, omnia – zaraz, zaraz… ostrożnie… bo nie wiadomo, co będzie jutro… trzeba się zabezpieczyć. Za wiele mamy tej roztropności światowej, którą Pan Jezus pochwalił u przedsiębiorczego włodarza, dlatego nie potrafimy oddać wszystkiego. Co znaczy omnia? Na pewno nie to, co obiecywał Panu Jezusowi szatan, proponując: omnia tibi dabo, si … Co to jest to omnia in Christo?

Wydaje mi się, że to omnia, które mamy odnowić w Chrystusie, znaczy porzucić wszystko, co stanowi omnia świata, a oddać się na zawsze Bogu in iustitia et in sanctitate veritatis. To jest nasze omnia – świętość, życie dla Chrystusa. Porzucić wszystko doczesne, by pozyskać wszystko nadprzyrodzone, stanowi prawdziwą doskonałość.

A umiłowany nasz Rodak (na pewno już święty) – o. Maksymilian Kolbe tak to w sposób matematyczno-graficzny zapisywał świętość. Świętość S = W + w. A wyjaśnił to tak: między S=s W=w będzie można postawić znak równania, jeśli między „W” duże i „w” małe znajdzie się krzyżyk. „W” duże zawsze jest: „Ta jest wola Boża – uświęcenie wasze”. A czy jest „w” małe – wola nasza? Przyszliśmy do zakonu, by się uświęcić, suponować więc trzeba, iż i nasza wola jest. Dlaczego więc brakuje równania między „S” a „w”? Dlatego, że naszej woli z wolą Bożą nie połączył krzyż. Wydaje nam się być niepotrzebny, jak temu pająkowi z bajki. Człowiek pragnący wszystko odnowić w Chrystusie, musi przyjąć zasadę ewangeliczną: „Kto chce iść za mną, niech weźmie krzyż swój na każdy dzień i naśladuje mnie”. Oto sens owego omnia w życiu zakonnym. Bo życie zakonne to jest życie wyrzeczenia. A jak ta rzeczywistość wygląda w życiu niejednej duszy, Panu Bogu poświęconej? Jak? Posłuchaj: „Właściwie, kim ja jestem … co ja znaczę … co to sobie myślą, kim ja jestem … mało się poświęcałam, mało zrobiłam dla zakonu, teraz powinnam mieć życie dostatnie, wygodne, należy mi się wypoczynek, emerytura”. Obecnie zakonnice zasmakowały w emeryturach. Za 200 zł emerytury sprzedaje ducha zakonnego! „To moje, moje” – i składa sobie peculium. Czy to pomaga do odnowy w sprawiedliwości i świętości prawdy? Bo świętość stanowi to omnia w życiu zakonnym, świętość autentyczna, Chrystusowa, twarda, świętość płynąca z krzyża.

Tym omnia będzie także modlitwa z Chrystusem. Pan Jezus, chociaż nie potrzebował, tak często się modlił. Tak pięknie się modlił, że pewnego razu stanął przed Nim uczeń i rzekł: Panie, naucz nas modlić się. Czy nie czujemy, że w tej prośbie my wszyscy jesteśmy? Starajmy się więc w Chrystusie naszą modlitwę odnowić, Jezusa prośmy, by nauczył nas modlić się.

Miłość bliźniego w Chrystusie również stanowi to omnia. Niełatwo miłować miłością Chrystusa, prawda? Zajrzyjmy do Ewangelii. Pan Jezus zmęczony po trudach nauczania przychodzi z apostołami do jakiejś wioski. Za Nim idą rzesze. Mimo zmęczenia lud ten zawisł na Jego proroczych ustach, wsłuchany w słowo Boże. Apostołowie tak zmęczeni, że już się nudzą, tyle już razy to słyszeli. Jeden z nich próbuje uwolnić się od tych natrętów. „Panie” – mówi – „czy nie widzisz, że lud ten ledwie żyje? Rozpuść ich do pobliskiej gospody, bo się ma ku zachodowi. Niech się umyją, najedzą, odpoczną”. A Pan Jezus co na to? „Wy im dajcie jeść”! Oto miłość Chrystusowa. Daleka jest od poddania się zmęczeniu czy defetyzmowi. „Wy im dajcie jeść, bo jak odejdą, już więcej nie przyjdą”. Zmęczonym apostołom Pan każę nadal służyć. I uczynił Pan cud. Co bardziej podziwiać, czy cud rozmnożenia chleba, czy ten cud regeneracji sił w apostołach? Właśnie wtedy, gdy apostołowie dawali na miarę wyciągniętych rąk, odpoczęli sobie. Odtąd będą chętnie iść do ludzi, służyć bez cienia zmęczenia.

Czytamy dalej – Chrystus Pan przychodzi w okolice Gerazy. Zbliża się doń jakiś wieśniak: „Syn mój opętany, Panie, uzdrów go”. Pan Jezus uwolnił nieszczęśliwego od złego ducha, który z kolei opętał wieprze. Opętane wieprze potopiły się w pobliskim jeziorze. Wzburzony właściciel wieprzy zjawił się przed Panem i zawołał: „Idź stąd, boś nam nieszczęście sprowadził”. Oto wdzięczność za uzdrowienie człowieka. Nic dziwnego, że Janowi zaświeciły się gniewem oczy i rzekł: „Panie, rzuć ogień na to miasto!” Wszyscy inni mu przyklasnęli, tylko Pan Jezus był innego zdania. „Nie wiecie, jakiego ducha jesteście” – powiedział. Oto miłość Chrystusowa. Gdzie indziej Chrystus powie, że jeśli miłujemy tych, którzy nas miłują, podobni jesteśmy do pogan, którzy tak czynią. My zaś „jesteśmy Chrystusowi, a Chrystus jest Boży” – dlatego i nasza miłość musi być ochrzczona, by mogła stać się wszystkim dla wszystkich – omnia in Christo.

Wreszcie dla Pana Jezusa wszystkim była wola Ojca: „Pokarmem moim jest czynić to, co się Ojcu podoba”. Chcąc odnowić wszystko w Chrystusie, musimy włączyć się w to dzieło podporządkowania się woli Ojca, musimy łaknąć jej, jak głodny pokarmu. Pokarm ten może być nieraz twardy, zbyt gorzki czy gorący, ale przecież mamy Matkę. Jak to kiedyś Ksiądz Kardynał powiedział: „Trzeba, aby wola Ojca, która może być niekiedy trudną dla słabego człowieka, przeszła przez delikatne, Niepokalane Dłonie Niewiasty, wszystko zmiękczając i czyniąc łatwiejszym do zniesienia. Tak czynią nieraz matki na wsi: biorą pokarm zbyt twardy dla dziecięcej buzi – do swoich ust i tam go przerabiają. Dopiero tak zmiękczonym pokarmem karmią swoje nieudolne niemowlęta.

Podobnie czyni nasz Ojciec. Posyła na świat swoją potężną i wspaniałą wolę – Przedwieczne Słowo, przez które zwiastuje nam Dobrą Nowinę, ale to wszystko wkłada w delikatne, Macierzyńskie Dłonie Maryi i pod Jej Serce tak, iż do nas przychodzi w przerobionej, zmiękczonej formie, którą łatwiej i z większą ufnością przyjmujemy”. Snujmy sobie dalej te myśli, co stanowi omnia in Christo, a czym jest omnia w moim rozumieniu. To nasze omnia musimy odnowić w Chrystusie. Wszystko, musimy odnowić – a więc i styl rządzenia przełożeńskiego. Każda przełożona ma obowiązek kierowania zgromadzeniem, ale in Christo. Która więc przełożona dobrze rządzi? Wydaje mi się, że ta, która ma rozeznanie ludzi, a to rozeznanie przychodzi w miarę, jak człowiek włącza się w Chrystusa. Wtedy rozpoznaje ludzi w Chrystusie i potrafi ich sobie dobrać w Chrystusie, nie według własnych planów ani własnego widzimisię. A teraz odwrócę pytanie i zapytam, czy wiecie, kto dobrze słucha? Wydaje się, że ten, kto zna i kocha Kościół. Kto zna i kocha Kościół, który jest Matką naszą. A matki się słucha nawet wtedy, gdy twarde wydaje rozkazy, gdy wymierza karę. Należy jednak matkę znać. Gdy się ją zna, to się i kocha, a jak się kocha, to się wierzy w miłość. I wtedy nawet coś trudnego i cierpkiego przyjmuje się, bo się wie, że to z miłości. A czy wiecie, kto jest dobrym zakonnikiem, zakonnicą, przełożoną? Ten, kto zna się na Chrystusie, kto wybrał sobie Jego za jedyną normę, bo w Nim, przez Niego i dla Niego żyje. Tylko taka może być odpowiedź. Ten, kto żyje Chrystusem. Mihi vivere Christus est – mówił św. Paweł. „Nie daj Boże, abym się chlubić miał, jeno w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Tak się legitymował św. Paweł, gdy podnoszono zastrzeżenia co do jego autentycznego przełożeństwa w Kościele.

I waszą, Drogie Przełożone, legitymacją i waszym autorytetem i waszą mocą będzie legitymacja krzyża, będzie fakt, że jesteście uczennicami krzyża Chrystusowego.

Św. Paweł, jako apostoł Chrystusa ukrzyżowanego, miał prawo mówić: „Postępujcie tak, jak ja. Staram się dogodzić każdemu, nie szukając własnej korzyści, lecz korzyści wielu, aby osiągnęli zbawienie. Idźcie za moim przykładem, tak jak ja idę za przykładem Chrystusa” (1 Kor 8, 33).

„… dla wszystkich stałem się wszystkim, aby zbawić przynajmniej niektórych. A wszystko to czynię dla Ewangelii” (1 Kor 9, 22).

„… prawdomówność Chrystusa jest we mnie, tego tytułu chwały nie odbierze mi nikt na ziemi achajskiej” (2 Kor 11, 10).

„… Inni sługami Chrystusa są? Teraz powiem szaleństwo: jestem nim: dużo więcej … pod każdym względem nie ustępuję tak zwanym arcyapostołom, chociaż jestem niczym” (12, 11). „… poniosę ofiarę, owszem, sam pragnę stać się ofiarą za dusze wasze” (12, 15).

„… żądacie dowodu na to, że Chrystus przemawia we mnie? Badajcie samych siebie… wypróbujcie siebie… Czyż nie znacie siebie i nie wiecie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba, że próba wypadnie przeciwko wam”4 (13, 3-5).

„… A teraz, bracia, weselcie się, pracujcie nad swoim udoskonaleniem, przyjmijcie upomnienie. Bądźcie jednej myśli i żyjcie w pokoju, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami (…). Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i miłość Boga oraz Ducha Świętego ze swymi darami niech będzie z wami wszystkimi!” (13, 11-13). Amen.

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda