2001.10.10 – Warszawa – Kard. Józef Glemp: Trzeba słyszeć głos Boga. Homilia do przełożonych zakonnych

Czcigodne Siostry!

Chcemy się zastanowić nad usłyszanym słowem Bożym. Niejako kluczem do wejścia w tajemnicę słowa Bożego dzisiaj odczytanego jest osoba błogosławionej Angeli Truszkowskiej, założycielki sióstr felicjanek. W świetle jej życia łatwiej odczytać proroctwo Ozeasza i przypowieść z Ewangelii. Wiele wiemy o Błogosławionej, o czasie jej urodzenia i miejscu, o życiu w Warszawie – między klasztorem ojców kapucynów a siostrami wizytkami. Było to poszukiwanie Boga i słuchanie Jego głosu i wreszcie decyzja pójścia za wołającym Bogiem.

Bóg woła i trzeba słyszeć Jego głos. Głos Boga słychać wtedy, kiedy milkną głosy ludzkie, kiedy wycisza się hałas tworzony przez świat, ten wielki zgiełk, który potrafią tworzyć różne ludzkie głosy, środki przekazu, niby przekazu myśli ludzkiej, a przecież czasem beznadziejnego hałasu. Dlatego właśnie Bóg mówi o pustyni. To na pustyni spotyka swoją „oblubienicę”, jak pisze Ozeasz, mając na myśli lud, który Bóg wyprowadził z niewoli egipskiej i prowadził przez pustynię (por. Oz 16, 17-22). To na pustyni lud doświadczał opieki Boga, ale też dopuszczał się grzechu odstąpienia od Boga, kiedy przychodziły pokusy, by wyrwać się z tej ciszy pustyni, z samotności. Pokusa słuchania kogoś innego była bardzo natarczywa, a tymczasem Bóg przypominał, że jest i Jego trzeba słuchać. I w ten sposób formował się w błędach i doświadczeniach cały naród.

Dzieje Narodu Wybranego to także obraz życia, które każdy musi podjąć. Wiadomo, że pustynia jest bardzo wymownym znakiem, gdy idzie o kształtowanie życia duchowego. Pustynia to nie tylko to, co wyschłe, ale i miejsce wyciszenia. I wiele osób szukało pustyni, bo wtedy, gdy nikt nie mówi, a trzeba z kimś rozmawiać i rozmawia się z Bogiem – i Bóg zaczyna być bliski, i Boga zaczyna się kochać. To jest pustynia powołania, której każdy z nas doświadczył i powinien doświadczyć, żeby w pełni żyć w relacji miłości do Pana Boga. A wtedy nabiera się i mądrości, i roztropności.

Ewangelia przypomina nam, kto jest utwierdzony w Bogu, a kto jest płochliwy, lekkomyślny. Dziesięć panien podzieliło się akurat na połowę, na mądre i głupie (por. Mt 25, 1-13). Ta „głupota” polegała na tym, że nie potrafiły przewidywać, oceniać rzeczywistości, były płochliwe, lekkomyślne, wszystko miało przyjść ni stąd, ni zowąd. Może były ujęte swoją urodą, czekając na przyjście oblubieńca? Nie podejmowały tej odpowiedzialności, jaką trzeba mieć, gdy niesie się światło.

I tu trzeba nam się odnieść do tego wydarzenia, które pojawiło się w naszych dziejach ojczystych. Można by powiedzieć, że matka Angela jest jak gdyby przewodnikiem wśród „panien mądrych”. W pierwszej połowie XIX wieku pojawiły się właśnie te „panny mądre”, w ciemności zaborów, w tym mroku, jaki wtedy panował, kiedy trwała jakaś stagnacja, tylko akty militarne „budziły”, ale duch był uśpiony. I wtedy przychodzi czas budzenia się, bo lampy są już zaopatrzone lampy. Chciałbym tu przypomnieć te „panny mądre”, które oświetliły swoje życie i swoich najbliższych, tak, że do dzisiaj ten blask płonie. Matka Angela jest jedną z tych „panien mądrych”, które pojawiły się właśnie w pierwszej połowie XIX wieku. Chciałbym się zatrzymać tylko na tym okresie, ponieważ trudno byłoby tu prześledzić cały przebieg budzenia się tych niezwykłych charyzmatów, które wspomagały naród i Kościół w bardzo trudnym okresie. W tym samym czasie pojawiają się też dwaj bardzo świątobliwi mężowie, przyszli błogosławieni: Edmund Bojanowski i ojciec Honorat Koźmiński. Ich wpływ na kształtowanie tych mądrych panien był bardzo dobitny, był przesłaniem do przygotowania lamp, tak, że gdy przychodziło budzenie, nie trzeba było szukać pantofli, nie trzeba było tracić czasu. Wspomnijmy więc, obok matki Angeli, matkę Karską, matkę Darowską, matkę Kolumbę Białecką, matkę Celinę Borzęcką. Przynajmniej tych pięć wybitnych postaci, chociaż więcej można się doszukać w naszej historii tego półwiecza osób, które wywarły ogromny wpływ na przyjęcie Oblubieńca, któremu świeciły swoimi pochodniami, gdy szedł, budząc naród nie bez cierpienia, nie bez prób. To właśnie było pójście na pustynię, by ukochać Zbawiciela, Mistrza, w tych wszystkich próbach. Nic nie dokonało się bez krzyża. Ale ten krzyż był oświetlony miłującymi sercami i dlatego naród mógł przejść przez rozmaite próby.

Ta refleksja nad aplikacją Ewangelii do początków XIX wieku, by odnaleźć tych kilka panien mądrych, każe nam też pomyśleć o dzisiejszych czasach. Przede wszystkim o tym wielkim krzyku, jaki dzisiaj rozbrzmiewa w całym świecie. Sprawy narodowe pozostają na marginesie informacji, bo jest tak wielki krzyk, poczucie zagrożenia i jak gdyby kształtowanie lęków. A psychoza lęku jest bardzo niedobra, to jest to czekanie bez przygotowanych lamp. Jesteśmy w okresie takiego hałasu i takiego krzyku, że najlepiej byłoby zasnąć i nie myśleć, bo oto już nie tylko wybuchają bomby, nie tylko trwa agresja orężna, ale pojawia się też zagrożenie biologiczne, niebezpieczeństwo poprzez szerzenie różnych chorób, co wywołuje jeszcze większą panikę. Ileż więc trzeba światła, czujności, odwagi!

Myślę, że dzisiaj, temu spłakanemu światu, który tak się boi pustyni, że rozlega się tylko krzyk, a tam gdzieś na wzgórzach bombardowanego Afganistanu podnosi się jeszcze większy krzyk nienawiści, złości, i to w imię jak gdyby uczuć religijnych – temu światu potrzeba wewnętrznego pokoju i zapatrzenia się w Jezusa Chrystusa, który także poszedł na pustynię przed rozpoczęciem swojego dzieła. Tego potrzeba nam wszystkim, abyśmy mogli pokonywać pokusy, których szatan nie szczędził samemu Zbawicielowi (por. Mt 4, 1-11).

Niech więc odwaga w wypełnianiu tego charyzmatu, jaki jest nam dany, odwaga w wypełnianiu ewangelicznych słów, wynika z otwarcia się na miłość Boga, nawet wtedy, gdy człowiek śpi snem zasłużonym, bo i to jest potrzebne, ale jednocześnie jest przygotowany do zapalenia świecy, nie musi biec do kupca, szukać, pytać się, gdzie można kupić, za co, i ile. Potrzeba nam ciągłego przygotowania, bycia zawsze gotowym. Niech więc modlitwa sióstr i ich postawa umacnia cały Kościół, duchowieństwo, byśmy wszyscy – jako Kościół – umieli sprostać wyzwaniom nowego stulecia. Amen.