2002.10.02 – Warszawa – Kard. Józef Glemp: By chwalić Boga bez końca. Do przełożonych wyższych

Dzień dzisiejszy w Kościele pozwala nam rozważać tajemnicę aniołów stróżów, a więc wejść w ten ogromny świat ducha. Świat ducha jest pozbawiony materii, jest ponad materią. A więc byty duchowe, jakimi są aniołowie, nie podlegają przestrzeni i czasowi. Nie muszą biec z Europy do Ameryki ani też przeżywać lat, nie starzeją się, bo nie ma dla nich czasu i nie ma przestrzeni. I pośród mieszkańców tego świata ducha dzisiaj czcimy aniołów stróżów. To jest ta grupa aniołów, która przeznaczona jest przez Boga na służbę ludziom. Są inne jeszcze kategorie aniołów, których do końca nie znamy, a których istnienie jest zaznaczone w słowie objawionym. Tyle jednak o nich wiemy, ile potrzeba. Wiemy, że wśród aniołów są różne kategorie: i moce, i potęgi, i cherubini, i serafini. Tak jak aniołowie stróżowie są dani na usługę ludziom, tak inne służą Panu Bogu. A Bóg dysponuje nimi tak, że może jeszcze ich kierować do szczególnych zadań. I wiemy, że archaniołowie są posyłani do specjalnych zadań, związanych z objawieniem ludziom prawdy o Bogu i Jego mocy, o Jego miłości.

Tak więc anioł stróż to jest ten duch, który stale jest przy każdym człowieku, nadto przy każdym narodzie, przy każdym mieście, przy każdym zespole. Są takie zastępy aniołów, których liczby nie potrafimy określić i których nie potrzeba określać. Wystarczy, że wiemy, iż Bóg w swojej Opatrzności otacza opieką wszystkich, posługując się tą wielką rzeszą dobrych duchów, które Mu służą. Służą Bogu, zwłaszcza służą Chrystusowi, bo dla Niego zostały stworzone, i tworzą to, co my nazywamy niebem, a więc ten wielki bezmiar jasności, w której żyje Bóg i odbiera chwałę, tak od ludzi, jak i od aniołów. Dlatego my, naszą modlitwą, chcemy przyłączać się do chórów niebieskich. Podczas Mszy świętej, kończąc prefację, mówimy: „Święty, Święty, Święty”, trzykroć święty, i chcemy, by nasze głosy mogły się przyłączyć do głosów chwały, chwalenia Pana Boga bez końca. To, co się dzieje w niebie, z łaski Boga ma jakiś swój początek tu, na ziemi, bo my przygotowujemy się do tego, by włączyć się do grona świętych i aniołów, nad którymi Królową jest Najświętsza Maryja Panna, Matka Jezusowa.

Gdy myślimy o świecie aniołów, odwołujemy się do świadectw utrwalonych w Biblii, która poświadcza ich istnienie przy bardzo wielu okazjach, zwłaszcza w dziejach Narodu Wybranego. Słyszeliśmy dzisiaj w pierwszym czytaniu, że aniołowie strzegą ludzi, zwłaszcza tych, którzy zawierzą Panu Bogu (por. Wj 23, 20-23). Potwierdza to psalm, tak pięknie przetłumaczony czy oddany przez Kochanowskiego: Kto się w opiekę odda Panu swemu (por. Ps 91, 1 n). Wiemy, że aniołowie strzegą naszych dróg, ale przede wszystkim ciągle służą dziełu Jezusa Chrystusa. Bo jak aniołowie ukazali się, gdy otwarło się niebo nad żłóbkiem betlejemskim (por. Łk 2, 13), tak Chrystus przyjdzie otoczony aniołami, w mocy i majestacie, na zakończenie wieków (por. Mt 25, 31). I w życiu Jezusa Chrystusa aniołowie ciągle się pojawiają, nie tylko nad żłóbkiem, ale i na pustyni, kiedy już odszedł kusiciel (por. Mt 4, 11), są i w Ogrójcu (por. Łk 22, 43). Jakże często Chrystus odwołuje się do asystencji tych duchów, które wspomagają Jego dzieło i tych wszystkich, którzy z Chrystusem współpracują. I tak też aniołowie pozostają na służbie Kościoła, wpierając to wielkie dzieło, przez które Chrystus chce nas wszystkich doprowadzić do krainy Ducha.

Jesteśmy więc na drodze szukania prawdy o nas samych, właśnie przy asystencji Ducha. Przypomnijmy sobie dzisiejszą Ewangelię. Kiedy apostołowie mają marzenia o wyższości jednego nad drugim, o jakiejś hierarchii, Pan Jezus nie mówi do nich w przypowieści, tylko przyprowadza dziecko i wskazuje na jego godność (por. Mt 18, 1-5.10). Ta godność nie wynika z zasług dziecka, bo ono ich jeszcze nie ma, ale z tego, że ma anioła, który staje przed obliczem Boga, patrzy w oblicze Boga. Więc jakże nie szanować człowieka, który ma swojego opiekuna, patrzącego w oblicze Ojca! Stąd też wielka równość między ludźmi – przez to, że Bóg patrzy na nich wszystkich jednakowo. Wiadomo jednak, że człowiek chce mieć zasługi, chce stać trochę wyżej. I tutaj demokracja, która czasem tak opanowuje ludzkie umysły, jest udziałem w rządzeniu, ale nie jest równością. Właściwie prawdziwa równość człowieka jest tylko wobec Pana Boga. Pan Jezus wskazując dziecko, chce nam powiedzieć także o tej równości, której my – prawdę mówiąc – nie lubimy, bo każdy chce się jakoś wyróżnić. Pan Bóg dał, że każdy jest niepowtarzalną indywidualnością, to jest łaska Boża. I wyróżnienie człowieka nie może oznaczać poniżenia drugiego.

Człowiek może odznaczać się czymś przez współpracę z łaską Bożą, i to jest jak gdyby z Bożego nadania. Ale są też nadania ludzkie, które ludzi rozróżniają. I tak ludzie wymyślili bardzo różne tytuły, odznaczenia, medale, różne pensje. To wszystko kształtuje różne stopnie w hierarchii. Ktoś czuje się lepszy, bo ma lepszy tytuł, bo jest przełożonym, prałatem, infułatem. Nieraz ludzie bardzo to lubią, nie zwracając czasem uwagi na to, że wobec Pana Boga są przecież inne kryteria. Dlatego to przywołanie dziecka jest tak ważne, byśmy zrozumieli prawdę o sobie. Ten anioł, wpatrujący się w oblicze Boże, właściwie jest dobrym kryterium naszej równości.

Mamy też przykłady tych, którzy potrafili współpracować z Bogiem, z Chrystusem, przy pomocy aniołów stróżów. Gdy myślimy o świętych i błogosławionych, to widzimy, że ich życie jest przyswajaniem sobie życia Chrystusa, i to w taki sposób, że Chrystus w nich żyje, a także poprzez to, że w swoim życiu ciągle współpracowali z tymi wysłannikami Boga, czyli aniołami stróżami, którzy chronili przed niebezpieczeństwem i wydobywali z niebezpieczeństwa. Spójrzmy choćby tylko na tych czterech błogosławionych z ostatniego wyniesienia: arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, ojca Beyzyma, siostrę Sancję, księdza Jana Balickiego. Oni wszyscy szli za natchnieniem Boga i wsłuchiwali się w ten głos, który niewątpliwie był im podawany przez anioła stróża.

My dzisiaj bardzo potrzebujemy wielkiego kultu dla tych duchów opiekujących się nami. Dlatego, że niebezpieczeństwa wzrastają – niebezpieczeństwa w domu, niebezpieczeństwa na drodze, w pracy i w tym całym obszarze, dotykającym moralności, który jest lansowany przez środki przekazu, jakże bardzo wymyślnie. Zauważamy, że często aniołowie stróżowie są spychani, bo zły duch ogarnia rzesze ludzi. Ciągle trwa ta walka dobra ze złem. Dlatego świat bardzo potrzebuje tych dobrych duchów, by byli natchnieniem, by strzegli przed niebezpieczeństwem i chronili od upodobania w złym.

Niech więc ta wielka prawda o świecie dobrych duchów i tym ciągłym przybliżaniu się Boga, także za ich pośrednictwem, będzie dla nas zachętą do zaufania Bogu, który ustawicznie się nami opiekuje. A ta opieka kieruje nas na służbę Jezusowi Chrystusowi. Chrystus więc zawsze jest tym ośrodkiem, któremu wszyscy służą: i moce, i potęgi, i serafini, i cheruby. Chcemy się w to włączać i naszą modlitwą, i naszym życiem. Amen.

BUDOWAĆ KOŚCIÓŁ MODLITWĄ I ODDANIEM CHRYSTUSOWI

Przemówienie po Mszy świętej

Dziękuję za tę sposobność, że mogę modlić się razem z Wyższymi Przełożonymi Wspólnot życia konsekrowanego w naszej ojczyźnie i parę słów powiedzieć o tym, co się dzieje w tej rzeczywistości ciągle trudnej, ale jednak w pokoju. Ten pokój w świecie się utrzymuje, chociaż z wielkim trudem. Tu i ówdzie wybuchają wojny, chociaż wojny nie pochłaniają tylu istnień, ile zabiera złe życie: choroby spowodowane grzechem, zabójstwa, napady. U nas – dzięki Bogu – mimo narzekań i biedy, i bezrobocia, które także tworzy nowe obszary przestępstw, jest jednak dużo dobrych rzeczy i postępu.

Koniec września i początek października to czas inauguracji pracy wyższych uczelni. Jest bardzo dużo studiującej młodzieży. Sam Uniwersytet Warszawski ma pięćdziesiąt sześć tysięcy studiujących w różny sposób. Podobnie Politechnika. Dzisiaj jest jeszcze inauguracja w Akademii Muzycznej. Ponadto, obok państwowych szkół wyższych, jest prawie ta sama ilość wyższych szkół prywatnych. A więc zauważalna jest duża chęć do studiowania. Problem jest w tym, że po studiach nie wszyscy mogą otrzymać właściwą pracę, i to czasem wytwarza zniechęcenie. Nadto niektórzy studenci są przepracowani, bo studiują i równocześnie muszą zarabiać.

Jest też dużo niepewności, gdy chodzi o gospodarowanie pieniędzmi w związku z Unią Europejską. Jest duże napięcie, bo każdy myśli, że przyjęcie do Unii to otrzymanie dużych pieniędzy, a wcale tak nie jest. I Unia nie kwapi się, żeby nas szybko przyjąć. My się tam spieszymy, mówimy, że chcemy, a to są sprawy ogromnie zawikłane. Sfera ekonomiczna, społeczna, finansowa jest tam bardzo rozbudowana, a nie ma odwołania się do trwałych zasad, do przeszłości, do ciągłości; chce się tworzyć zupełnie nowe.

Jutro jadę do Sarajewa, ponieważ jest tam zebranie wszystkich przewodniczących Konferencji Episkopatu. W sumie jest nas 34, ale obok tego będzie obsługa, a więc to, co nazywamy CCEE, czyli Rada Konferencji Katolickich Biskupów Europy. Podejmujemy tematy, które w danej chwili są istotne. Czołowym tematem są powołania. U nas nie jest to tak ostry problem, jak w krajach, które podległy zeświecczeniu. Ale i tutaj ze strony duchownych, tak ze strony żeńskiej, jak i męskiej, jest wina pewnego opuszczenia, dość znacznego zaniedbania. I stąd też nacisk na troskę o powołania. To na pierwszym miejscu. A potem wielki problem ekumeniczny. I nie chodzi już tylko o jedność chrześcijan. Dzisiaj bowiem coraz bardziej islam jawi się jako problem europejski. Potrzebny jest dialog z tym obszarem wyznań. Także buddyzm w tej Europie, która odeszła od chrześcijaństwa, jakby bardzo się zadomowił. A potem będziemy mieli Konferencję Biskupów we Wrocławiu. Związane jest to także z doktoratem honoris causa, który otrzyma we Wrocławiu kardynał Sodano. Tak więc, gdy chodzi o uroczystości i wydarzenia, to jest ich dużo i wszystkie są bardzo pożyteczne. Tyle że wzajemne poznanie siebie nie buduje jeszcze tego Kościoła, który trzeba budować modlitwą i oddaniem się Chrystusowi.

Życzę, by te obrady były pożyteczne i promieniowały właśnie tą siłą Chrystusa, której świat potrzebuje. Świat tak bardzo się boi, ciągle się boi, bo prawo jest albo niesprawiedliwe, albo niewydolne, bo są budzące zdziwienie zwolnienia i jakiś tajemniczy świat nieuczciwości. Dlatego my chcemy naszym życiem, i przykładem, i słowem, kształtować uczciwość. Najpierw trzeba zacząć od przedszkoli. Błogosławione te siostry, które mają przedszkola. A potem dalej, dalej. Szczęść Boże wszystkim!