2005.10.12 – Kraków – Bp Andrzej Dzięga: Homilia do przełożonych wyższych

Wygłoszona podczas 115 zebrania plenarnego Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich
Kraków – Bazylika Franciszkanów Konw. – 12.10.2005 r.

Bracia Drodzy i obecne tu Siostry,

Oto nam powrócił ten najbardziej istotny problem, osadzony w centrum człowieczej duchowości i świętości i człowieczego grzechu, osadzony w centrum doczesności i wieczności. Problem, kogo słuchać Problem, komu zawierzyć? Odwieczna pokusa, którą szatan, nieprzyjaciel podsuwa: bądź ostrożny w tym zawierzeniu, nie rezygnuj w tym zawierzeniu z własnej wiedzy, z własnej roztropności, z własnego doświadczenia, z własnej mądrości. Przecież ty masz dużo wiedzy, przecież ty masz ogromna ilość informacji, przecież ty masz coś do zaproponowania. Nie rezygnuj z tego, nie zapominaj o tym, korzystaj z tego. To znaczy, sądź po swojemu, decyduj, wybieraj po swojemu. Znajdziesz podstawy teologiczne, znajdziesz podstawy filozoficzne. Przecież skoro mi Bóg to wszystko dal, czyli chce, bym korzystał z tych darów.

Osadziło mnie dzisiejsze słowo. Nie możesz się wymówić od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, czy biskupem, prowincjałem, czy generałem, czy zwykłym szarym bratem. Nie możesz się wymówić od winy, gdy zabierasz się do sądzenia, gdy próbujesz po swojemu coś oceniać. I to, co w tobie jest, to co jest twoje i tylko twoje – czynisz podstawą wyboru i decyzji, bo przeciwko temu albo nad jest decyzja Boża.

I po raz kolejny w tym kontekście zadziwiam się jak Najświętsza Maryja Panna umiała w sytuacji niezwykle dziwnej, kontrowersyjnej, ryzykownej, nie dopytując o szczegóły, powiedzieć: Niech mi się stanie. Jak zrezygnowała natychmiast ze wszystkiego, co było jej. Gdy tylko usłyszała, co Bóg Jej proponuje, gdzie Bóg chce Ją prowadzić: Fiat. Niech mi się stanie.

Podobnie Święty Józef, choć trochę silniej usłyszał: Józefie, nie bój się przyjąć, ponieważ… Wstał i wykonał. Swoje obawy, skądinąd zasadne odstawił, odłożył i wykona to, co w oczach ludzkich mało zrozumiale i ryzykowne, to, do czego Duch Boży go poprowadził.

Jezus bardzo wyraźnie stawia właśnie ten radykalizm, mówiąc: Pokarmem moim jest pełnić wolę Ojca. I stąd w momencie największego kryzysu, powiedzielibyśmy ludzkim językiem, prosił: Ojcze, oddal… ale nie moja, Twoja wola niech się stanie.

I stanęli faryzeusze przy Jezusie. Ubliżasz nam, w ten sposób mówiąc… Przecież my coś znaczymy, my kimś jesteśmy. Dlaczego nie cenisz tego, co prezentujemy. A On po raz kolejny, dziesiąty i setny: Jeśli chcesz być pierwszym, to bądź ostatnim. Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi… Jeśli nie staniecie się jak słudzy, jeśli nie staniecie się jak dzieci… Jeśli Ja wam to uczyniłem i wy to czyńcie. Po raz kolejny wskazuje, że istotna jest inicjatywa Boga i wybór, którego Bóg dokonuje, propozycja, którą Bóg daje i że trzeb a od łożyć wszystkie ludzkie kalkulacje, nie zapominając o nich, ale przy wyborze umieć postawić na jedno, na Boga. Wszystko na jednej szali – na Boga.

Przypomina mi się Święty Piotr w tej sytuacji wzburzonych fal, gdy zobacz zyl Jezusa. – Panie, każ mi przyjść do siebie. Po ludzku zupełna nieroztropność, brak logiki. – Panie, każ mi przyjść do siebie… Nie wiem i nie musimy wiedzieć, czy on pamiętał, że tu jest woda, że tu jest głębina, czy nie. To zupełnie jest nieistotne, bo istotne wtedy było jedno: chcę być, Panie, przy obie, chcę być z Tobą, tam gdzie Ty. Jeśli Ty na głębinach, to ja z Tobą, jeśli Ty na szczytach i przemieniony, to, Panie, dobrze nam tu być, chcemy tu być. A na zapytanie, może nie pełne jeszcze wątpliwości, ale pełne tej troski, czy ty to sobie uświadamiasz: – Miłujesz mnie więcej niż ci? – Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że całym sobą, wszystkim, czym jestem, miłuję Ciebie, z Tobą, dla Ciebie… – Kto inny cię opasze i poprowadzi tam, gdzie ty nie chcesz. – Jestem gotowy. – Poprowadzę cię.

I jeszcze podjął Piotr raz próbę postąpienia po swojemu, gdy były prześladowania i gdy mu doradzili: ratuj swoje życie, bo jesteś potrzebny. Echo szatańskiej pokusy: – Nauczycielu, dokąd idziesz? – Skoro ty odchodzisz, to ja wypełnię twoje miejsce po raz kolejny. – Nie, Panie, ja wrócę, ja swojego dzieła dopełnię, swoje zadanie, do którego mnie doprowadziłeś, dopełnię…

Niezwykły radykalizm. Bóg przede wszystkim, ponad wszystko i we wszystkim. W Bogu, dla Boga i z Bogiem. Tak sobie myślę w kontekście tego spotkania, gdzie tyle treści jest poświęconych owemu radykalizmowi rad ewangelicznych, gdzie tyle akcentów kładziemy na charyzmat, na oddanie się tchnieniu Duch Świętego, bo w charyzmacie jednym z istotnych elementów jest nie ludzka kalkulacja: nadaje się do tego, chcę to, widzę potrzebę, tu coś mogę – tylko przede wszystkim to oddanie się Duchowi Świętemu. Duch Święty tchnie i Jego tchnienie jak wiatr niesie się przez świat i przez ludzkie sprawy. Myślę, że tu, w Krakowie, można już mówić o szczególnej sile tchnienia i przyrównać to do wiatru halnego, gdy różnice ciśnienia powodują, że potężne tchnienie idzie, pomijając szczyty, idzie dolinami, idzie halami i moc ma niezwykłą. Tchnienie Ducha Świętego idzie w doliny, idzie w miejsca puste, idzie w miejsca niewypełnione. Tam gdzie są skaliste szczyty, tam wszystko trwa, to jest stabilne, ale tam, gdzie jest dolina, trzeba zaplenić ją czynem. Tam, gdzie jest tchnienie, tam jest powiew. Człowieku, który się chcesz poddać tchnieniu Ducha Świętego, przypomnij sobie czasem Piotra i wyobraź sobie, że jesteś w sytuacji o wiele trudniejszej niż Piotr, bo Piotr chciał iść po wodzie, a ty chcesz kroczyć w tchnieniu wiatru; bo Piotr miał przed sobą Chrystusa, którego znal, widział Jego cuda, słyszał Jego nauczanie, był przy Jezusie, wiedział i miał dowody, że jeśli Jezus Powie: – Chodź, to może iść bezpiecznie. A my? A ty i ja mamy tylko akt naszej wiary. A przecież jesteśmy cały czas w tej samej sytuacji. Poddać się całkowicie tchnieniom Ducha Świętego, tchnieniom Słowa, potędze Słowa. To jest Księga Słowa i to Słowo jest jak fale wody burzliwej, zmiennej, po których tylko na wezwanie Chrystusa można bezpiecznie dążyć, bo w ludzkiej kalkulacji zatonie się natychmiast. A to Słowo jest jak tchnienie wiatru, który może unieść człowieka, gdy się pozbawi ciężaru ziemskich ambicji, pych, gdy w pokorze swojej stanie się jak ptak niesiony tchnieniem wiatru, posłuszny temu tchnieniu całkowicie i będący do dyspozycji, jaka Maryja w swoim słowie Fiat.

Wiele spraw w czasie tego spotkania podejmowaliście i wiele będziecie podejmowali, ale troską podstawową, tak naprawdę główną, jedyną ma być to, czy się potrafimy poddać tchnieniu Ducha Świętego, czy potrafimy stanąć na wezwanie

Chrystusa na tych niestabilnych falach Słowa Bożego. Brandstaetter przepięknie tę scenę opisywał, pokazując jaka niestabilna woda, niestabilna ciecz, zachowując całkowicie swoją niestabilność, dotknięta wolą Boga, jednocześnie była jak grunt twardy, bezpieczny. Po ludzku czujemy niestabilność, ale gdy aktem wiary te sprawy bierzemy, to wszystko jest proste i oczywiste.

Chcę się razem z tobą modlić o dar poddania się Duchowi Świętemu, o dar zawierzenia radykalnego w czystości, radykalnego w ubóstwie, radykalnego w posłuszeństwie, jedynej drogi, która prowadzi bezpośrednio na potężnym tchnieniu poprzez fale, doliny, wykroty, zapadliska dzisiejszego świata i która pozwala, przede wszystkim osobom konsekrowanym, rozpoznawać te wykroty, w których jest ludzki płacz, jęk świata i pozwala się tam zatrzymać i wypełnić je swoją obecnością. Niech skaliste szczyty Tatr stoją majestatyczne i potężne, niech cieszą oczy i niech stabilizują całą panoramę, a tchnienie wiatru niech każdego z nas niesie tam, gdzie z rozpadlin i szczelin świata dochodzi wołanie o Boga, o pokój, o miłość, o dłoń pełną miłości. Amen.

(Tekst spisany z taśmy)