2007.06.03 – Kamien Śląski – Abp Józef Michalik: 750. rocznica śmierci św. Jacka – homilia podczas nieszporów

 

Pasterskie zadania(1P 5, 1-4), które przypomniał nam przed chwilą św. Piotr tkwią bardzo mocno w biblijnym obrazie dobrych lub złych pasterzy Izraela. Także Pan Jezus skorzystał z treści obrazu znanego współczesnym, że pasterz żyje z owiec, ale troszczy się o nie, przebywa wśród nich i nawiązuje z każdą z nich szczególny kontakt. On je zna i nie szczędzi im ze swego czasu, aż do tego stopnia że i one nabiorą wrażliwości i zaufania do jego głosu. Rozróżnią go wśród innych nawoływań i pójdą za nim, za tym jednym, za swoim pasterzem. On zresztą troszczy się o pożywne pastwiska, chroni przed niebezpieczeństwami a nawet życie daje za swoje owce.

Ja jestem dobrym Pasterzem (J 10, 14) – powie Pan Jezus. I przed nami postawi zadanie naśla-dowania Go. Na szczęście dysponujemy licznymi przykładami dobrych pasterzy, którzy szczerze i owocnie naśladowali Chrystusa w posłudze pasterskiej.

Jesteśmy dziś w miejscu urodzin wybitnego kapłana, pasterza zatroskanego o swoje owce. Tutaj w Kamieniu Śląskim urodził się Jacek Odrowąż. Zmarł w Krakowie 750 lat temu. Historycy mówią, że był to święty na miarę świętego Wojciecha, który widział czasy współczesne mu, ze stanowiska historii współczesnej. Był dominikaninem i kapłanem Kościoła zatroskanego o wszys¬tkie narody i o każdego człowieka. Dlatego nie szczędził sił i wykazywał niezwykły dynamizm ewangelizacyjny. Zakładał klasztory w Gdańsku i na Łotwie, w Polsce i na Rusi, gdzie widział wielkie zagrożenie od Tatarów i chciał ich wszelkimi sposobami zatrzymać jak najdalej od Polski i Europy. Dlatego szukał sprzymierzeńców pośród Krzyżaków. Niestety bezskutecznie. Tatarzy dwukrotnie przeszli przez nasz kraj niszcząc po drodze wszystko i biorąc w jasyr niewolników. Tatarskie targowisko Kupczaku zamieniło stolicę Chana w prawdziwy dom niewoli dla ludów Europy. Także kijowski Daniel Rurykowicz, Król Rusi (ukoronowany w Drohiczynie) stał się podwładnym Chana. Dramatem Polski, jak i ościennych krajów, już wtedy było zbyt małe zaludnienie w stosunku do zajmowanego obszaru. Wystarczy powiedzieć, że Dzingis-chan dysponował 150 tysięczną armią, podczas gdy rozbita dzielnicowo Polska razem mogła wystawić niespełna 15 tysięcy rycerzy.

W życiorysie świętego Jacka, napisanym przez jego współbrata zakonnego Stanisława, a przytoczonym w Liturgii Godzin, czytamy, że Jacek obudził Polaków z uśpienia. Był niewąt¬pliwie razem z błogosławionym Sadokiem i błogosławionym Czesławem najwybitniejszym synem świętego Dominika w tamtym czasie. Wrażliwy na biedę duchową, intelektualną i materialna starał się zaradzać potrzebom, budząc swym zapałem nowe, liczne powołania do młodego zakonu kaz¬nodziejskiego.

Z pokorą przypatrywał się potem tym powołaniom i im towarzyszył niejako z boku, po bra¬tersku. Nigdy nie został prowincjałem ani przełożonym mimo, że to on przez całe życie był duszą i promotorem zakonu na naszych ziemiach.

Troska o nową ewangelizację Europy i świata bardzo mocno leżała na sercu Słudze Bożemu Janowi Pawłowi II. Przypomina ten obowiązek także obecny papież Benedykt XVI. Zatroskanie o przekaz wiary to nie tylko zatroskanie pasterzy. Oni ukierunkowują, prowadzą ewangelizację, ale przez chrzest święty każdy ochrzczony uczestniczy w prorockim urzędzie Chrystusa. I tak jak On ma przepowiadać Królestwo Boże, budzić i umacniać wiarę.

Prorok w potocznym rozumieniu jest dziwną istotą, trochę przypomina czarodzieja, trochę jasnowidza przepowiadającego przyszłość. Tymczasem jest inaczej. Prorok, w chrześcijaństwie, doskonale odczytuje teraźniejszość, rozumie sens wydarzeń, odczytuje znaki czasu i w świetle Słowa Bożego wyjaśnia je. Staje się świadkiem obecności Boga i Jego woli pośród ludzi. „Oko proroka jest tak przenikliwe, że potrafi zrozumieć splot dziejów Królestwa Bożego, z dziejami Królestwa ludzkiego” (A. Pronzato).

Jest człowiekiem, który zna przeszłość, rozumie teraźniejszość i nie boi się przyszłości, bo wie, całym sobą przeżywa obecność Boga w dziejach ludzi, boleje i upomina ilekroć widzi, że ludzie odwracają się od Stwórcy.

Wszyscy ochrzczeni powinni czuć w sobie prorockie powołanie do obrony praw Boga. Ilekroć widzą je zagrożone w rodzinie, w miejscu pracy czy w życiu publicznym. Obserwatorzy życia, uważni i krytyczni publicyści z niepokojem podkreślają, że świat stanął na niebezpiecznym zakręcie odkąd legalnie postawił wolność indywidualnie interpretowaną, ponad prawami natury. (F. Fukujama).

Publicystka włoska Rosa Alberoni w książce wydanej kilka miesięcy temu pt. „Wygnać Chrystusa” stwierdza z niepokojem, że w 3 ostatnich stuleciach „jakobinizm, marksizm i nazizm prowadziły śmiertelną walkę z chrześcijaństwem…Nadeszła chwila dla wierzących, by przemówić, ujawnić przemoc, bezprawie niebezpieczeństwa. Dziś na nowo w całej Europie rozpoczęła się walka między ateizmem i wierzącymi…”

Historia dobitnie dowiodła, że prowadzenie walki z Bogiem w celu wyrzucenia Go z serc ludzi, prowadzi ludzkość przerażoną i zabiedzoną w stronę wyborów bez przyszłości (Benedykt XVI na dzień pokoju).

Kryzys współczesnej Europy zauważył już twórca Wspólnoty Europejskiej, Kanclerz Niemiec Konrad Adenauer, który w przedmowie do książki Gabriela Marcel’a Nadzieja w przemianie, napisał: „kryzys jest natury moralnej, dlatego i uzdrowienie musi być natury moralnej. Wszystko sprowadza się do podstawowych prawd: absolutnej uczciwości, absolutnej czystości i absolutnej miłości. Nie chodzi o wyrażenie aprobaty tylko ustami, lecz także dyscypliną naszego życia. To czyni człowieka naturalnym i autentycznym. Nie trzeba nigdy próbować wydawać się lepszym czy mądrzejszym niż się rzeczywiście jest. Wokół takich ludzi gromadzą się inni i naśladują ich”.

Oto przykłady głosów współczesnych proroków. Są nimi papieże, są i ludzie świeccy. Jest miejsce i dla każdego z nas. Nabierajmy mądrości do rozeznawania dobra i zła wokół nas i z cierpliwą a pokorną miłością człowiekowi błądzącemu pomagajmy mu dotrzeć do prawdy. Trzeba to czynić skoro według zaleceń Chrystusa mamy być solą ziemi i światłem świata. (Mt 5, 13n) Trzeba to czynić mimo, że nie zawsze spotkamy się ze zrozumieniem i uznaniem. Trzeba wówczas do słów dołączyć świadectwo życia i modlitwę, bo przecież klucz do serc ludzi ma Bóg, a nie nasze słowa.

Bruce Marshall, katolicki powieściopisarz zachęca do odwagi, czyniąc taką obserwację: „zbyt wiele krzyczano z powodu kobiet, które w kościele pokazują kolana lub odsłonięte ramiona, a zbyt mało z powodu zbrojeń, okrucieństwa, ucisku, pracodawców odmawiających słusznej zapłaty podwładnym, z powodu chorób, nieszczęść, fałszywych ideałów narodowych”. Tak, to pewnie prawda, ale prorok nie może milczeć na żadne zło. Z miłości do Boga i z szacunku do ludzi trzeba wziąć niekiedy na siebie zgorszenie konformistów, ugodowców, miłujących spokój, albo własne interesy.

Prorok musi też umieć milczeć, aby nie odejść od głębi przemyśleń i spraw zasadniczych. Szczególnym milczeniem dla proroka jest milczenie przed Bogiem. Bez modlitwy żadna chrześcijańska posługa nie zrealizuje należycie woli Bożej, będzie szukaniem siebie a nie wypełnieniem naszego posłannictwa prorockiego urzędu Chrystusa. Pamiętać jednak trzeba, że na dobrą sprawę człowiek modli się nie po to, aby być wysłuchanym, ale aby wysłuchać Boga. Tylko usłyszawszy Jego głos możemy spełnić Jego wolę.

Z prawdziwymi prorokami, kontemplatykami Boga, sprawdza się jeszcze jedno kryterium. Pośród powszechnego bełkotu i żargonu społecznego, politycznego i publicystycznego tylko prorok mówi jasno i wszyscy wiedzą o co mu chodzi, a jednak go odrzucają. Nie chcą go słuchać. Jeremiasz po każdej mowie był zamykany do więzienia.

Ale gdy nie osiąga się nic poza cierpieniem, gdy płaci się niezrozumieniem i własną osobą, znak to nieomylny, że droga jest słuszna. Zadanie zostało wypełnione.

Święty Jacek i w tej sprawie zostawił nam ważny drogowskaz. Jego posługa była nierozłącznie związana a modlitwą. Bracia przekazali świadectwo jego całonocnych modlitw. Zmęczony zasypiał na twardej posadzce kościelnej. Miał bezpośrednie widzenia Matki Bożej, którą kochał i z którą się nie rozstawał. Tradycja przekazała nam obraz świętego Jacka, który z płonącego kościoła w Kijowie wynosi w jednej ręce Najświętszy Sakrament a w drugiej figurę Matki Bożej z Dzie¬ciątkiem.

Tak. To dwa wielkie dary i drogowskazy na nasze pożary duchowe i moralne. Pobożność Eucharystyczna, to moc niezwyciężona z obecnością Jezusa pośród nas. To z Jezusem skuteczne uwielbienie i zadośćuczynienie Bogu Ojcu za nasze grzechy, to twórcza czysta i codzienna miłość naszego serca, która jednocząc z Jezusem w Komunii Świętej, zdolne jest przemienić świat.

A modlitwa do Matki Bożej to przecież najbezpieczniejsza droga do Jezusa. Wytrwajmy na tej drodze i módlmy się za siebie wzajemnie do Matki Pana Jezusa, Matki Bożej Jackowej i naszej.

Benedykt XVI w Brazylii (10.VI.2007), podczas swej apostolskiej podróży zachęcał: właśnie w Matce Bożej mamy najlepszą obronę przeciwko złu, które dręczy współczesne życie. Amen.