2007.06.03 – Świety Krzyż – Abp Józef Michalik: Wdzięczność i nadzieja – wobec osób życia konsekrowanego

 

Najdostojniejszy Księże Biskupie,

Drodzy Bracia i Siostry,

W odpustową uroczystość Trójcy Świętej przychodzimy na Górę Świętego Krzyża, aby podziękować Panu Bogu za tysiącletnią obecność życia monastycznego na polskiej ziemi. Tworzyli ją liczni święci i wybitni ludzie. Byli twórcy kultury, bohaterowie i wybitni kaznodzieje – wystarczy wspomnieć, że to tu powstały i były przechowywane w bibliotece słynne Kazania Świętokrzyskie, najstarszy zabytek tekstu polskiego z okresu średniowiecza. Jesteśmy przekonani, że wszyscy – mnisi, mniszki, zakonnicy i zakonnice, i ci wybitni i ci zwyczajni – przychodzili przez całe tysiąclecie do swoich klasztorów powodowani pragnieniem służby Bogu, i że realizując te swoje szlachetne, zrodzone z wiary pragnienia, osiągnęli cel życia, osiągnęli zbawienie.

Trwają w uwielbieniu Boga wpatrzeni w zwycięski krzyż Syna Bożego, a wypraszają i nam światło i moc Ducha Świętego, abyśmy idąc ich śladami, także osiągnęli zbawienie.

Nadzieja naszego zbawienia zbudowana jest na mocnym fundamencie Krzyża, w który wpatrujemy się w tym sanktuarium szczególnie intensywnie i wsłuchujemy się w Jego głos, aby mocno, coraz mocniej uwierzyć słowom, które ma nam ciągle do powiedzenia, aby przyjąć Dar, który chce nam przekazać: „przyjdzie Duch Prawdy i doprowadzi Was do całej Prawdy” (J 16,13). A św. Paweł przypomniał nam przed chwilą, że: skoro „Dostąpiliśmy usprawiedliwienia dzięki wierze, zachowajmy przeto pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, bo dzięki Niemu uzyskaliśmy na podstawie wiary dostęp do łaski… miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,1‑5).

Powyższe słowa liturgii świetej przez dwa tysiące lat kontemplowali ludzie z zaufaniem do Bożego Słowa, kontemplują i dziś, ucząc się wierzyć Bogu i czynić jego wolę.

Od tysiąca lat, odkąd na tym miejscu osiedlili się pierwsi mnisi benedyktyńscy, wsłuchują się w nie pielgrzymi na św. Krzyżu gdzie od 70 lat posługę słowa i sakramentów pełnią tu dla nich Ojcowie Oblaci NMP.

Trzeba od razu dodać, że w Sanktuarium przechowywana jest historyczna relikwia Świętego Krzyża, którą syn św. Stefana Króla Węgier ofiarował swemu Wujowi Królowi Polskiemu Bolesławowi Chrobremu. Władysław Łokietek w r. 1306 przekazał relikwię Krzyża benedyktynom łysogórskim.

Od samego początku benedyktyni pragnęli czcić Boga Prawdziwego, Boga Wielkiej Tajemnicy, Stwórcę Niedostępnego a jednocześnie tak bardzo bliskiego poprzez objawioną Prawdę Trójcy Świętej i tej Tajemnicy poświęcili kościół i główny ołtarz.

Tajemnica Trójcy Świętej jest nam bliska dzięki temu, że o Bogu Ojcu opowiedział nam Jezus, Boży Syn. Wyjaśnił, że jest jedno z Ojcem, a kto widzi Jezusa, Syna Bożego, widzi też i Ojca. Jezus wysłużył nam zbawienie i posłał wraz z Ojcem Ducha świętego, który ożywia Kościół i napełnia serca wierzących życiem Bożym. To dzięki Duchowi Świętemu stajemy się dziećmi Bożymi i w sercach naszych, w nas mieszka Bóg.

Trójca Święta należy do największych tajemnic wiary. To prawda wiary najważniejsza dla każdego chrześcijanina i najbardziej twórcza. Od Jezusa dowiadujemy się że Bóg jest naszym Ojcem, że tak umiłował świat, że Syna swego dał, aby każdy kto w Niego wierzy miał życie wieczne. W Jezusie widzimy że Bóg jest miłością i że oddał się nam na krzyżu, aby pozostać z nami w Eucharystii gdzie karmi nas sobą. Jednoczy i prowadzi do jedności z Ojcem.

Zadaniem wierzących jest przyjąć Boże Objawienie i przekazywać wiarę innym, bo Jezusa – i darów zbawienia – nie można zatrzymać dla siebie. Tego skarbu nie godzi się zakopać czy ukrywać. On chce wszystkich prowadzić do Ojca. Dobry Pasterz, przyszedł szukać zagubionych owiec.

Za Chrystusem nieustannie idą ludzie. Wielu zostawia wszystko, aby być z Nim i już tu na ziemi szukać Jego obecności. To święci. Są wśród nich męczennicy, są i zwyczajni ludzie, rodzice, młodzież i dzieci. Są duchowni, zakonnice i świeccy.

Chciałbym jednak zwrócić dziś uwagę na szczególną kategorię ludzi, którzy usłyszeli głos Bożego wezwania, zaproszenie do szczególnej bliskości z Bogiem i do realizowania Jego miłości do bliźnich, potrzebujących pomocy. To zakony, instytuty życia konsekrowa­nego, kapłani i pustelnicy, którzy wzięli na serio Ewangelię Jezusa, spotkali Go i poszli za Nim aż do końca (jest ich dziś w Polsce 39 tysięcy).

Zamknięci za furtą klasztorną nie było dla nich ucieczką od świata, ale nową, głębszą służbą ludziom. Stawało się codziennym uwielbieniem Boga i zadośćuczynieniem za zło, było tarczą ochronną nadprzyrodzonej pomocy, rozciągniętą przez modlitwę nad naszymi miastami i wioskami, nad naszym narodem.

Tysiąc lat historii życia zakonnego to tysiąc lat nieustannej twórczej służby konkretnym ludziom, ale też i narodowi polskiemu, jego kulturze i jego rozwojowi. Nie mogło być inaczej skoro w pierwszej już regule św. Benedykt nakazał, aby „niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa” (4,21) a jednocześnie zalecał: „niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego” (72, 7).

Praca polskich benedyktynów i cystersów zaowocowała szkołami i bibliotekami, które nie ustępowały Europie. Znad pulpitów klasztornych wznosił się do Boga nieustanny hymn modlitwy ale w celach klasztornych powstawały dzieła naukowe, a szkoły katedralne i przyklasztorne są u fundamentów naszej kultury narodowej. Tu tworzył się duch narodu i rozszerzała się lekcja ofiarnej miłości do Kościoła i polskiej ziemi.

Zakonnicy i księża wiernie towarzyszyli królom i żołnierzom na polach bitew, a miłosierdzie chrześcijańskich niewiast kazało opatrywać rannych i cierpiących niezależnie od tego po jakiej walczyli stronie.

W czasach najtrudniejszych dla Kościoła Pan Bóg powoływał założycieli zakonów, którzy stawali do pracy i walki, gotowi do poświęceń i ofiar, aby ratować Kościół zagrożony w najczulszym punkcie, bo od wewnątrz, skłócony i podzielony, Kościół uwikłany w słabości i grzechy.

Tak powstały zakony żebracze franciszkanów i dominikanów a także jezuitów, którzy głęboką wiedzą, przykładem życia i odwagą bronili prawa Kościoła do oczyszczenia i odnowy, do istnienia i wzrostu.

Siostra czy brat zakonny wpatrzony w cierpiącego Chrystusa i wsłuchany w Ewangelię nie może być obojętny na cierpienia ludzi i dlatego powstały zgromadzenia do opieki nad chorymi i, bezdomnymi i opuszczonymi dziećmi. Powstawały zakony do wykupu niewol­ników i zaradzania dolegliwościom ludzkim.

Bezpośredni następca św. Dominika, bł. Jordan z Saksonii, opisuje że św. Dominik widząc człowieka pogrążanego w rozpaczy z powodu zadłużenia postanowił siebie sprzedać w niewolę i za zapłatę wykupić człowieka będącego w niebezpieczeństwie. Wiemy dobrze że „na nasze bojaźliwe pytanie: czy kocham Boga? Pismo święte odpowiada mi również pytaniem: Czy kochasz swojego bliźniego? Nikomu nie wolno zwracać się ku miłości do Boga z powodu rozczarowania miłością do ludzi. W przeciwnym wypadku może się odnosić do niego sąd Ch. Péguy: „Ponieważ niczego nie kochają, sądzą, że kochają Boga” (Urs von Balthazar). Tak. Siłą wiary jest potwierdzenie jej życiem, a siłą miłości Boga jest konkretna bezinteresowna, czynna miłość drugiego człowieka.

Tysiąc lat życia konsekrowanego na Górze Świętego Krzyża i w Polsce, to tysiące wielkich i pięknych wydarzeń. To niezliczona ilość ofiar i modlitw, to nie do policzenia łańcuch miłości i dobrych dzieł, za które chcemy dziś podziękować Panu Bogu. To On przecież budził powołania i dawał łaskę wytrwania.

Chcemy też przeprosić za powołania zmarnowane, za słabości ludzkie i zgorszenia, za te rysy, które stały się cieniem na Chrystusowej szacie Kościoła. Znamy wszyscy te bóle i zgorszenia.

Powiedzmy jednak szczerze, bez benedyktynów i cystersów, bez jezuitów, franciszkanów i dominikanów, bez sióstr miłosierdzia, służebniczek i braci albertynów, bez oblatów i tylu, tylu innych zakonów męskich i żeńskich historia Kościoła w Polsce byłaby inna i obraz Kościoła w Ojczyźnie naszej byłby dziś znacznie uboższy.

Dziękujemy Wam Bracia i siostry zakonne za Waszą znaną i uznaną pracę i posługę, ale szczególnie dziękujemy Wam za cichą, pokorną, niewidoczną pracę na zapleczu Kościoła, za służbę II i III kategorii, bo i w zakonach są miejsca niedoceniane, ale nie mniej ważne. Są młode, sprawne i utalentowane umysły, ręce i serca ale są chorzy i starzy, nerwowo wyczerpani, są też trudni współbracia i współsiostry. Wszyscy jesteście powołani i wszyscy potrzebni w Kościele Chrystusa. Nie opuszczajcie rąk i nie powstawajcie z kolan. Wasza praca nad sobą, umartwienia i modlitwy są służbą w ewangelizacji bardzo potrzebną. Bez niej praca misjonarzy i owoc przepowiadania Papieża, biskupów i katechetów nie będzie skuteczna. W sprawach wiary najważniejsze jest to, co niewidzialne i niepoliczalne, to co zna Bóg a czego nie widzą ludzie.

Drodzy Bracia i Siostry.

Życie konsekrowane opiera się na wierności łasce chrztu św. Tu jest najgłębsze źródło łaski wiary, która nas wszczepiła w Chrystusa. Ale przez śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa osoba konsekrowana zobowiązuje się do takiego stylu życia chrztem, który dąży do pełnego wewnętrznego i zewnętrznego nawet upodobnienia do Chrystusa. Dziewiczy Chrystus, nasz Oblubieniec był ubogi, żył z tego, co wypracował z Józefem i Maryją a potem, co mu ofiarowały pobożne niewiasty. Był posłuszny Ojcu i przez uniżenie zabawił świat (por. Flp 2, 6n).

A przez to, że był „czytelny” na zewnątrz, że to co nauczał ukazywał życiem, stał się znakiem, przykładem dla nas.

Chrześcijanin nie może ukrywać swej wiary. Ludzie mają prawo wiedzieć, że jestem ochrzczony, że wierzę w Jezusa i tak żyję jak On wskazywał. Ludzie mają prawo wiedzieć, że zakonnik i zakonnica jest rozpoznawalny i po habicie, i po słowach i po zachowaniu, bo żyje tak jak się zobowiązał: w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie.

Wiemy, że są zakony bezhabitowe i konsekrowani świeccy – niech będą sobą, niech nie przebierają się w szaty nie swoje, ale z tym większą gorliwością niech starają się być rozpoznawalni przez szatę Ewangelii, zachowywanych przykazań i miłości braterskiej, której tak bardzo spragnieni są dziś ludzie.

Trzeba sobie stawiać pytania trudne: czy zakony swoim myśleniem i zachowaniem, swoją „niejasnością życia” nie przyczyniają się przypadkiem do zacieranie tego, co święte, czy nie próbują niekiedy zbyt intensywnie upodobnić się do tego, co świeckie?

W tych dniach ukazała się Polsce książka znanej publicystki włoskiej Rosa Alberoni „Wygnać Chrystusa”. Po długich analizach ideologii panujących w Europie autorka dochodzi do jasnych wniosków: „Akcja rozbijania podstaw chrześcijańskich w całej Europie trwa nadal. Jest ona przeprowadzana w sposób nie bezpośredni, często ukryty… cel zawsze jest ten sam: unicestwić Chrystusa”.

Tak. Kościół przeżywa dziś nowe trudności i ataki. Wykreśla się Boga i jego prawa z życia kultury i polityki, z ekonomii i prawodawstwa. Laicyzacja staje się dziś zeświec­czeniem i obojętnością a to jest groźniejsze od prześladowań. To jest nowoczesna metoda Księcia Ciemności.

W trudnych momentach historii Pan Bóg wzbudzał zakonodawców, którzy przychodzili z pomocą. Czy dzisiaj wzbudzi świętych, czy ich rozpoznamy, czy pójdziemy za nimi?

Są i dzisiaj wrażliwi i kochający Chrystusa i Kościół ludzie świeccy, są twórcy ruchów i wspólnot, są wybitni Papieże, ale myślę, że w pierwszym rzędzie trzeba wołać do Boga i mówić ludziom o potrzebie świętych księży, zakonnic i zakonników. Osoba konsekrowana czyli poświecona jest potrzebna święta, albo nie jest potrzebna wcale.

Papież Benedykt XVI w czasie ostatniej podróży do Brazylii (10 maja 2007 r.) przypomniał, że „tylko od świętych, tylko od Boga pochodzi prawdziwa rewolucja, decydująca przemiana świata”.

Praktyczną drogą do świętości jest duchowość. Solidna, codziennie praktykowana droga otwarcia na Boga i ludzi, poprzez modlitwę i pracę nad wyeliminowaniem egoizmu i pychy, konsekwentnie dążąca aby umarł we mnie stary człowiek a narodził się nowy, aby „nasze życie było ukryte z Chrystusem w Bogu” (por. Kol 3,3).

Jan Paweł II zalecał na progu III-go Tysiąclecia, abyśmy docenili potrzebę i siłę duchowości komunii. Czym ona jest?

– „Duchowość komunii, to przede wszystkim spojrzenie utkwione w Tajemnicy Trójcy Świętej, która zamieszkuje w nas i której blask należy dostrzegać także w obliczach braci żyjących wokół nas”. A więc naszej duchowości nie da się zrealizować bez wpatrywanie się w Trójcę Przenajświętszą, bez codziennej modlitwy wspólnej i osobistej, bez Eucharystii i dziękczynienia za wielkie dzieła Boże, których mi udziela Pan.

– Duchowość komunii, to jedność z Biskupem i Papieżem, to otwarcie na apostolat i na ludzi świeckich, to dźwiganie wraz z Chrystusem krzyża ludzkich grzechów. Chorób we współczesnym świece jest dziś wiele. Wiele z niech jest śmiertelnych. Trzeba je rozpoznać i swoje życie oddać, żeby ratować życie innych, aby zachować wierność prawdzie w wielkich i małych sprawach, aby miłością cierpliwością i wyrozumiałością zwalczać nienawiść i niechęć w nas samych i wokół nas.

Zakończę modlitwą, którą Jan Paweł II podsumował posynodalną adhortację na temat życia konsekrowanego: „Przenajświętsza Trójco, napełnij błogosławieństwem swoich synów i córki, których powołałaś, aby wyznawali wielkość Twojej miłości, … Ojcze Święty, uświęć wszystkich, którzy konsekrowali się Tobie dla chwały Twojego imienia… Jezu Zbawicielu, przyciągnij do siebie ludzi, którzy będą dla współczesnego człowieka świadkami Twojego miłosierdzia… Duchu Święty, napełnij ich serca głęboką pewnością, że zostały wybrane by kochać, wielbić i słuchać …. Pomagaj im przezwyciężać chwile trudności i podnosić się po upadkach… Maryjo, zawierzamy ich Tobie, uproś Twego Boskiego Syna, aby ci którzy otrzymali dar naśladowania Go przez swą konsekrację , umieli o Nim świadczyć swoim przemienionym życiem”. (JP II 25 marca 1996, Vita Consacrata).